2011-11-30

Trochę wieści

Skończyłam spory projekt (o którym niebawem), niedługo wracam do regularnego blogowania.
Mam trochę zaległych opowieści o Berlinie, kilka o Warszawie.
Odkryłam parę nowych miejsc i prawie skończyłam swoją pierwszą książkę kucharską, która zamiast na święta, powinna ukazać się w okolicy Walentynek.
Moje dwie wagi kuchenne odmówiły posłuszeństwa, więc, jak to miały w zwyczaju nasze babcie, zaczęłam wypiekać chleby "na oko".
Miesiąc przed świętami wypróbowałam dziesiątki świątecznych przepisów, zrobiłam setki zdjęć, piekłam ciasta marchewkowe według szwedzkich receptur (dziękuję Ci, Kasiu), poznałam nowych ludzi.

Dużo zmian, dużo pracy.
Cieszę się, że jesteście i że jest dla kogo pisać.
Dziękuję Wam za to. Do szybkiego przeczytania :)
Liska

2011-11-22

Trochę nowości książkowych


Po przerwie spowodowanej intensywną pracą, powoli wracam do blogowania.
Dawno już nie pisałam o nowych książkach kucharskich. Oprócz tłumaczeń książek kulinarnych celebrytów, pojawiło się kilka ciekawych pozycji.
Dzisiaj nadrabiam więc zaległości i przedstawiam krótki, subiektywny przewodnik po tym, co szczególnie przypadło mi do gustu.

1. Apetyczna Panna Dahl, 
Sophie Dahl, wyd. Filo, cena 56,99 zł
Jestem fanką tej książki. Wspominałam o niej nie raz, choćby w tym poście. Jedna z moich ulubionych kulinarnych celebrytek, rozgadana, ciepła i taka jest jej książka.

2. Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety.
Maja Łozińska, wyd PWN, cena 89,90 zł
Sentymentalna podróż po przedwojennej Polsce. O bufetach, balach, ludziach znanych i mniej znanych. O czasach, kiedy symbolem polskiej kuchni nie był kotlet schabowy.
Bogato ilustrowana. Zdjęcia miejsc, których już nie ma.
W sam raz na długie jesienne wieczory.

3. Fotografia Smaku,
Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, wyd. Marginesy, cena 39,90 zł
Zbiór rodzinnych, tradycyjnych przepisów. Niestety bez zdjęć.
Przepisy podzielone na menu, w zależności od okazji.
Książka wydana na matowym papierze, dużo rysunków i zdjęć z przedwojennych książek kucharskich. Polecam choćby do niej zajrzeć.
Autorzy słynęli ze znakomitych przyjęć.

4. Przepisy z mojego ogrodu,
Anna Applebaum-Sikorska, Danielle Crittenden, wyd. Literackie, cena 49,90 zł
Mam problem z książkami, gdzie w przepisach występują "2 kostki bulionu grzybowego". Na szczęście w tej książce jest tylko kilka takich "perełek", a całość napisana przez kobietę, która ma świetne pióro i słynie z dobrej, poważnej literatury. Kogoś, kto wychował się na polskiej kuchni, zapewne specjalnie nie zaskoczy, ja jednak lubię lekko zmodyfikowane wersje tego, co dobrze znamy: pasztet z selera, gołąbki z nadzieniem grzybowym w sosie pomidorowym, wykwintne pierogi ruskie z truflami i podrumienionym masełkiem... Zmartwię tych, którzy lubią, kiedy przepisy opatrzone są zdjęciami - tutaj znajdziemy ich niewiele. Z klasą i ciekawe.

5. Ciasta, ciastka i takie tam,
Agata Królak, wyd. Dwie Siostry, cena 35 zł
Mam słabość do starych rodzinnych zeszytów, do których ktoś wpisał przepisy na Ciasto Pani Krystyny, pączki Pani Róży czy też Ciasto wojenne.
W tej bezpretensjonalnej, oryginalnej książeczce znajdziemy właśnie tego typu receptury.  I, jak na stary kajet przystało, nie ma w nim zdjęć. Są dziecięce rysunki. Ta książeczka wyjątkowo przypadła mi do gustu.

6. Sosy
Peter Auer, wyd. Mak, cena 49,90 zł
Sosy są kwintesencją dobrej kuchni. Moim zdaniem jednym z najtrudniejszych jej elementów. Ten, kto posiada wiedzę gotowania wyjątkowych, dobrze wyważonych sosów, wygrywa. Wystarczy bowiem talerz warzyw, ryby czy kawałek mięsa, by codziennie cieszyć się czymś wyjątkowym.
Książka Petera Auera jest niezwykle ładnie wydana - w twardej oprawie, z pięknymi ilustracjami prezentującymi niektóre z sosów krok po kroku. O podstawach, następnie o sosach ciemnych, jasnych, sosach do ryb, maślanych, warzywnych, owocowych oraz sosach do deserów. Niezwykle użyteczna i praktyczna. Ta książka raczej nigdy się nie znudzi i zawsze się przyda.

7. Ryby z naszych rzek i jezior
Jacqueline Vogt, Ingo Swoboda, wyd. Mak, cena 34,90 zł
Kolejna z interesujących pozycji wydawnictwa MAK. Podobnie jak Sosy, ładnie wydana, choć w mniejszym formacie i miękkiej okładce. Zawiera przepisy na ryby dostępne w naszych sklepach. Pstrąg młynarki w maśle migdałowym, raki w maśle pomarańczowym, okoń smażony z risottem pomidorowym, filety z karpia w sosie piernikowym i wiele innych ciekawych pomysłów. Na pewno warto mieć ją na swojej półce, zwłaszcza że kosztuje niecałe 35 zł.

8. Zupy
Annie Bell, wyd. G+J, cena 39,90 zł
Jestem fanką dobrych zup. Lubię ciekawe połączenia smaków, a także klasyczne zupy takie jak vichyssoise czy bouillabaisse.
Z tej książki nauczymy się podstaw - jak ugotować bulion warzywny albo rybny czy też rosół z kurczaka. Wiele ciekawych pomysłów, takich jak zupa gruszkowa z serem stilton, rosyjska zupa grzybowa, gulasz curry z wędzonego łupacza z ziemniakami.
Ta książka jest inspirująca i napisana przystępnym językiem. Dodatkowy plus za staranne wydanie.

2011-11-16

Brownie piernikowe z kruszonką




Przepis na nie podam późnym wieczorem, tymczasem zmykam do pracy.
Miłego popołudnia!
Liska

Brownie piernikowe z kruszonką

150 g gorzkiej czekolady
50 g mlecznej czekolady
200 g masła
150 g cukru
3 jajka
200 g mąki pszennej
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki imbiru

Piekarnik nagrzać do 170 st C.
12-dołkową formę do muffinów wypełnić papierowymi papilotkami.
Czekoladę (oba rodzaje) i masło umieścić w misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą (dno miski nie może dotykać do wody) i roztopić czekoladę.
jajka ubić z cukrem przez 5 minut.
Mąkę wymieszać z przyprawą do piernika, proszkiem i imbirem.
Cały czas miksując jajka, dodać powoli roztopioną czekoladę i mąkę.
Masę wlać do formy muffinkowej, z wierzchu posypać kruszonką*.
Piec ok. 20-30 minut (ciasteczka powinny być dobrze ścięte, ale lekko wilgotne).

Ostudzić na kuchennej kratce.
Smacznego!

* Kruszonka:
1/2 łyżki masła
1 łyżka mąki
1/2 łyżki cukru
1/2 łyżeczki cynamonu

Wszystkie składniki kruszonki połączyć w miseczce palcami - gdyby masa była zbyt sucha, dodać odrobinę masła, jeśli za mokra - więcej mąki.


2011-11-10

Zupa soczewicowa z cynamonem


Zupy soczewicowe, które zwykle widuję w restauracjach, są ciężkie i zawiesiste.
Ja proponuję coś lżejszego, z cynamonem, lekkim jogurtem i odrobiną indyjskich przypraw.
Jogurt można zastąpić mlekiem kokosowym.
Życzę Wam udanego weekendu.


Zupa z czerwonej soczewicy, z cynamonem i jogurtem
/inspirowane przepisem z książki Splendid Soups/

1 średniej wielkości cebula (najlepiej cukrowa), obrana i poszatkowana
1 ząbek czosnku, obrany i drobno pokrojony
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
1/4 łyżeczki mielonej kurkumy
2 łyżki masła
3/4 szklanki czerwonej soczewicy, dobrze opłukanej pod bieżącą wodą
1-1,5 litra wywaru warzywnego (lub wody i ekologiczna kostka rosołowa bez glutaminianu sodu)
1/4 łyżeczki nitek szafranu
3/4 kubka lekkiego jogurtu naturalnego

Przyprawa do zupy (tadka)

2 łyżki masła
3/4 łyżeczki mielonego zielonego kardamonu
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej

Najpierw należy zrobić przyprawę do zupy:
W małym garnuszku roztopić masło, dodać wszystkie przyprawy i podsmażyć kilka minut (3-4).

W garnku roztopić masło, dodać czosnek, cebulę, tymianek i kurkumę i gotować ok. 10 minut, mieszając.
Dodać soczewicę, wywar (lub wodę), szafran, przykryć garnek, zagotować. Zmniejszyć ogień, gotować 30 minut, aż warzywa zmiękną.
Zupę można zmiksować (ja tego nie robię), nstępnie dodać przyprawę, wymieszać.
Podawać z łyżką jogurtu i ewentualnie świeżą kolendrą.

Smacznego!

2011-11-09

Rozwiązanie konkursu z Look like Cookie



Zawsze, kiedy na blogu ogłaszam konkurs, wiem, że będę miała dylemat.
Wybieranie komentarzy, które zostaną nagrodzone, zajmuje mi bardzo dużo czasu.
Czytałam je z uśmiechem, niektóre z nich poruszyły czułe struny.
Niektóre przyszły mailem, jako pozakonkursowe, osobiste.
Chciałabym, by nigdy nie zabrakło nam romantyzmu, często wystarczy niewiele, by nas uszczęśliwić. Życzę Wam wszystkim tego.
Dziękuję za czas, który poświęciliście na napisanie Swoich historii.
Miałam wybrać trzy, nie umiałam. Poprosiłam o dodatkowy fartuch - udało się, więc wybrałam wpisy następujących osób:

Ania (wpis 12:44)

Niewracajwtestrony (wpis 7:42)

Monika (wpis 12:20)

kamil (wpis 1:04)

Proszę Was o kontakt i podanie następujących danych:

- Nazwę wybranego modelu
- Imię i Nazwisko
- adres: nazwa ulicy, nr domu, nr mieszkania, kod pocztowy, nazwa miejscowości
- telefon
- adres mailowy

powyższe informacje należy przesłać na adres: justyna.nakielska (małpa) looklikecookie.com

Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do udziału w kolejnych konkursach!

Liska

2011-11-08

Bułki z różą i kruszonką



Zapach kwitnących krzaków dzikiej róży jest świeży i lekko cytrynowy. Jak płatki, które obrywaliśmy, żeby później utłuc z cukrem i grubą warstwą układać na kromce chleba posmarowanego masłem. 
I owoce, kwaśne i cierpkie, z których pieczołowicie wyskubywaliśmy nasiona, by później robić różane konfitury.
Z płatków i owoców można zrobić nadzienie do jednych z najlepszych bułeczek. Albo pączków.
Polecam gorąco a jutro zapraszam na rozwiązanie konkursu z fartuszkami!


Drożdżówki z różą

5 żółtek plus 50 g cukru - utrzeć na kogel mogel
500 g mąki pszennej
80 g masła
200 ml mleka
15 g świeżych drożdży
kilka kropli wanilii

ok. 200-300 g konfitury z dzikiej róży, płatków róży w cukrze (lub pół na pół) - nie polecam marmolad o smaku różanym

Masło roztopić na małym ogniu, dodać mleko. Wymieszać. Powinno być letnie - wówczas dodać drożdże, odstawić na 15 minut.
Do miski wsypać mąkę, wlać mleko, wanilię i kogel mogel. Zagnieść gładkie ciasto - można to zrobić przy pomocy miksera z końcowkami - hakami.
Ciasto przełożyć do czystej miski, przykryć folią spożywczą i odstawić na 2-3 godziny, aż podwoi objętość. Jest to maślane, dosyć ciężkie ciasto, więc będzie rosło powoli.
Z wyrośniętego ciasta odkrawać kawałki o wadze ok. 50-60 g, z każdego formować placuszek, na środku placuszka położyć 2-3 łyżeczki konfitury różanej, zlepiać i w dłoniach uformować bułkę. Bułki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zostawiając pomiędzy nimi ok. 5 cm odstępy.
Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na ok. 1-1,5 h - bułki powinny mniej więcej podwoić swoją wielkość.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wyrośnięte bułki posmarować jajkiem wymieszanym z łyżką wody i posypać kruszonką.

Kruszonka:
1 łyżka masła
2 łyżki mąki
1 łyżka cukru

Wszystkie składniki kruszonki połączyć w miseczce palcami - gdyby masa była zbyt sucha, dodać odrobinę masła, jeśli za mokra - więcej mąki.

Bułki wstawić do piekarnika i piec ok. 20-25 minut. Powinny być rumiane.
Ostudzić na blasze.

Smacznego!




 *      *      *


Dostałam dwa poruszające maile z prośbą o pomoc w zbieraniu funduszy na leczenie i wózek.
Może ktoś z Was będzie mógł wesprzeć Krystiana albo Natalkę. Pod poniższymi linkami możecie dowiedzieć się więcej na ich temat:

Krystian
Natalka

2011-11-03

W stronę Roztocza



Gdybym chciała pokazać komuś, jak wygląda polska złota jesień, nie mogłabym nie zabrać go w podróż przez tegoroczne klimaty łąk, mgieł, porannej rosy na krzakach dzikiej róży.
Nie miałam zbyt wiele czasu. Pojechałam w stronę Roztocza. Nie uwiodło mnie tak, jak moje ukochane Podlasie, między innymi z powodu wyjątkowo ubogiej oferty lokalnych produktów - kiedy pytałam kogoś o to, czy można tu dostać świeże mleko albo jajka, widziałam tylko wzruszenie ramion. U nas nikt nie hoduje krów. Szkoda. Za to hodują koty. Koty buszujące w trawie, umykające przed kołami samochodu.
Można tu kupić miód fasolowy albo bochenek domowego chleba i słoik powideł śliwkowych. 
I pójść na spacer, który o tej porze roku był dla mnie wyjątkowy pod każdym względem.
Było zimno, ale feeria barw po prostu oszałamiająca.
Rzadko zapuszczam się tak daleko, ale było warto.

Wybaczcie mi brak nowych przepisów - proza życia i dużo pracy oderwało mnie na trochę od systematycznego blogowania, ale wciąż gotuję, zapisuję, szukam i składam. Niedługo przyjdzie czas, żeby to wszystko opublikować. Pokażę też kilka stron z mojej książki, która wciąż się rodzi, a praca nad nią jest trudniejsza i bardziej czasochłonna niż myślałam. Cóż, człowiek wciąż się uczy, szuka, poznaje.
W ostatnim numerze Glamour znajdziecie też wywiad ze mną o tym, jak w tym zwariowanym świecie cieszyć się małymi chwilami dnia codziennego.
Niebawem wybiorę też zwycięzców konkursu z fartuszkami - postaram się przeczytać wszystko w weekend.
A tak w ogóle doba mogłaby mieć 48 godzin...
Trzymajcie się ciepło w te piękne dni!
Liska







2011-11-01

Tym, którzy czekają

...na to, że dziś tu napiszę. Wiem, że są tacy, to szczególny dzień.
Myśląc o tych którzy odeszli, ale będąc sercem z tymi, którzy zostali.
Jestem myślami przy bliskich Ani, którą spotkałam na gali Blog Onet 2010 i z którą nie miałam okazji zamienić ani jednego słowa.
Przy bliskich memu sercu osobach, które w tym zwariowanym świecie robią coś, by pomóc innym - organizują treningi charytatywne, zbierają pieniądze, dzielą się tym, co mają i inicjując działania, motywują tych, którzy pomóc może nie zamierzali.
W tym dniu mam wiele refleksji i wdzięczności dla losu, który pozwala nam cieszyć się zdrowiem.

W sercu noszę pamięć tych, których dane mi było spotkać.
Bliskich, którzy odeszli nagle i nie zdążyłam im powiedzieć "do widzenia". Tych, którzy odchodzili powoli, przygotowując mnie na "do widzenia", choć to wcale nie było prostsze.

Patrzę, jak mija czas. Jak z dzieci stajemy się dorośli, zamieniając się rolami z rodzicami - to my będziemy opiekować się nimi, a nie oni nami.
Wiem, że czasem warto się zatrzymać. Posiedzieć z kimś dłużej. Porozmawiać albo pomilczeć.
Trzymajcie się ciepło!
Liska