2011-10-28

Ciasto korzenne z Marakeszu



Jak co roku o tej samej porze, po szkole idziemy po dynie. Wśród stosów większych i mniejszych pomarańczowych głów wybieramy dwie, w których wieczorem będziemy drążyć nosy i oczy. Z dyniowego miąższu ugotujemy zupę, a z reszty zrobimy dwa duże lampiony, które będą oświetlać pokój i balkon w nocy.
Tak piękna jesień jest jak nagroda po ulewnym lecie. Po kilku dniach na wsi przywozimy aparat pełen zdjęć i torbę przemarzniętych owoców dzikiej róży. W małej chatce zagnieździły się dwie rodziny myszy - łapiemy je do metalowych puszek i wywozimy do lasu. Patrzymy jak uciekają w zarośla. 
Dużo pracy, mało czasu na przyjemności. Ta jesień jest wyjątkowo długa. 
Dziś życząc Wam miłego weekendu, polecam łatwe ciasto korzenne, przypomina nieco piernik, ale jest od niego bardziej wytrawne, mniej słodkie, zrobione z mąki razowej. Gęsty syrop z granatów można pominąć i zastąpić miodem.







Ciasto korzenne z Marakeszu

To wilgotne, daktylowe korzenne ciasto. Przepis na nie pochodzi z najnowszej książki Dana Leparda "Short & Sweet". 

300 ml świeżo zaparzonej, mocnej kawy
nasionka z 8 łupinek zielonego kardamonu, utłuczone w moździerzu
1,5 łyżeczki cynamonu
skórka starta z 1 cytryny
2 łyżki miodu
2 łyżki gęstego syropu z granatów (dostępny w sklepach z żywnością arabską)
125 g ciemnego cukru trzcinowego (dark muscovado)
75 g masła
150 g daktyli (wypestkowanych i posiekanych)
2 średnie jajka
100 g posiekanych orzechów (włoskich, pecan - ja użyłam pistacji, L.)
2 łyżki sezamu
225 g mąki pszennej razowej (lub orkiszowej)
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Keksówkę o długości 17 cm wysmarować masłem i wysypać tartą bułką lub otrębami.
Do garnka wlać zaparzoną kawę, dodać przyprawy, kardamon, skórkę, cynamon, miód, syrop, cukier, masło i daktyle. Zagotować, następnie zdjąć z ognia i ostudzić.
Ubić jajka, dodać je do garnka razem z sezamem i orzechami oraz mąką połączoną z proszkiem do pieczenia.. Wymieszać.
Wlać do formy, wstawić do piekarnika i piec 40-60 minut.
Ostudzić w blaszce, następnie zawinąć w folię lub papier.
Najlepsze następnego dnia.
Smacznego!

2011-10-27

Tuńczyk w lekkim sosie curry


Do przygotowania dzisiejszej propozycji użyłam świeżego tuńczyka, ale można go zastąpić inną rybą. Sprawdzi się tu na przykład łosoś bez skóry.
Jest to lekkie, delikatne curry, które dodatkowo doprawiłam odrobiną wędzonej papryki. Aby danie było bardziej ostre można pokusić się o wykorzystanie papryczki chilli, ale radziłabym dawkować ją z umiarem.
Tuńczyk idealnie pasuje do ryżu basmati, który w tym wypadku ugotowałam z zielonym kardamonem, goździkami i rodzynkami. Polecam na jesienne późne obiady. Szybkie i pożywne danie.

Tuńczyk w lekkim sosie curry
/inspirowany przepisem Madhur Jaffrey/

ok. 500 g świeżego tuńczyka (najlepiej ukrojonego w plastry grubości ok. 1 cm)
3 łyżki klarowanego masła ghee lub oleju roślinnego do smażenia
2 małe szalotki, obrane i posiekane (można je zastąpić dymką, bez szczypioru)
3 cm kawałek świeżego imbiru, obrany i starty na drobnej tarce
1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony
1 łyżeczka kurkumy
1 mała papryczka chilli, przepołowiona, wyrzucone nasionka, reszta drobno pokrojona (opcjonalnie)
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku (jeśli nie mamy, podwajamy ilość papryki słodkiej)
165 ml mleka kokosowego
1 łyżka soku z limonki lub cytryny
sól

rybę posolić i odłożyć na bok

W garnku rozgrzać ghee/olej. Dodać szalotki, kiedy zaczną się rumienić, dodać imbir i czosnek. Smażyć minutę.
Dodać 200 ml wody, kurkumę, paprykę, chilli, sok z cytryny i pół łyżeczki soli.
zagotować, następnie trzymać na średnim ogniu ok. 7-8 minut, aż sos nieco odparuje.
Dodać mleko kokosowe, zagotować przez minutę.
Dodać rybę, przykryć garnek i gotować ok. 3-4 minut (tuńczyka nie można gotować zbyt długo, gdyż będzie twardy).

Podawać z ryżem basmati ugotowanym na sypko.
Smacznego!

2011-10-24

Romantyczna kolacja i konkurs :)







Czas pomiędzy jesienią a zimą to dla mnie szczególna okazja do romantycznych kolacji.
Jest zawsze tyle możliwości, tyle pomysłów.
Pamiętam grzane wino w wąwozie niedaleko Kazimierza, którym popijaliśmy kanapki, które ktoś zrobił specjalnie dla mnie.
Talerz ciepłego risotta, który czekał na stole po powrocie z długiej podróży.
I mam wrażenie, że nieważne jest co jemy, ważne jak i z kim.
Więc trochę na przekór tej pogodzie, która sprawia, że mam ochotę zapaść w sen zimowy i obudzić się dopiero na wiosnę, mam dla Was propozycję zabawy:
Jaki jest Wasz pomysł na romantyczną kolację? 
To może być coś, o czym marzycie albo co już przeżyliście. Coś, co zapada w pamięci, wzrusza. Lubię czytać takie historie, wiem, że inni także.
I wiem, że nagrody są warte wysiłku, bo za każdym razem, kiedy o nich mowa, słyszę: też bym taki chciała! A więc jest okazja.
Poprosiłam Dziewczyny z Cookie o trzy fartuchy dla autorów najciekawszych pomysłów. Fartuchy są w wersji dla niej i dla niego, a wybór poszczególnych modeli jest duży - wiem, co mówię, mierzyłam wszystkie i każdy mogłabym mieć:)
A więc, zapraszam do zabawy.
Na wpisy czekamy do niedzieli, 30.10. 2011. Wpisy należy zostawić pod dzisiejszym postem lub pod postem dotyczącym konkursu na Facebooku. (Proszę o nie przysyłanie ich mailem ani nie wpisywanie pod innymi postami).
Nagrody wyśle Cookie na adresy w Polsce.

Dobrej zabawy i powodzenia!

2011-10-19

Ciasto marchewkowe. Może być na piknik.




Wydawało się, że to ostatnie piękne dni, ale aura wynagradza nam deszczowe lato.
I choć wyjęłam już z szafy puchową kurtkę, to wciąż mam ochotę na pikniki i wypady za miasto. Im dalej, tym lepiej, gdzie zasięg nie sięga.
W pustym domu pakuję torbę, chowam książki, ładuję baterie do aparatu i ruszam na poszukiwania złotej jesieni. Oszronionych gałęzi, zapachu dymu z komina.




Ciasto marchewkowe z rodzynkami

150 g miękkiego masła
80 g drobnego cukru
2 łyżki miodu lub syropu klonowego
1 łyżeczka esencji waniliowej lub cukier waniliowy

225 g mąki pszennej (zwykle 1/3 tej ilości to mąka razowa)
1.5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki przyprawy do piernika

3 średniej wielkości marchewki (powinniśmy po ich starciu uzyskać ok. 2 szklanek)
1/2 szklanki drobnych rodzynek


Masło utrzeć z cukrem, miodem i wanilią. Masa powinna być puszysta i jasna.
Cały czas miksując, dodać mąkę wymieszaną z proszkiem, cynamonem i przyprawą do piernika.
Wyłączyć mikser, dodać marchew i rodzynki, dokładnie wymieszać.
Dużą keksówkę (26-30 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, wlać masę.
Piekarnik nagrzać do 190 st C. Wstawić ciasto, piec 50 minut, zmniejszyć temperaturę do 180 st C, dopiekać kolejne 10 minut.
Ostudzić w formie.
Najlepiej smakuje następnego dnia.

Smacznego!

2011-10-15

Tomasz Deker i serniki. Kurs w Gdyni.


Mam marzenie. Chciałabym kiedyś pouczyć się w Le Cordon Bleu albo u Lenotre'a. Bardzo.
Robić prawdziwe czekoladki, francuskie ciasta (im bardziej wymyślne, tym lepiej). Może kiedyś...
O warsztacie u Tomasza Dekera dowiedziałam się przypadkiem i choć temat serników nie jest mi specjalnie nieznany, to potraktowałam to jako świetną okazję, by wybrać się do Trójmiasta.
Kameralna atmosfera, fajni partnerzy (zachorowałam na mikser Kenwooda...) i słynne wypieki, których wcześniej nie miałam okazji próbować.
Piekliśmy trzy serniki, robiliśmy paschę.








Daleko, ale było warto.
(Choć nie udało mi się dowiedzieć, gdzie dostać najlepszą masę krówkową sprzedawaną na wiadra. Może to i dobrze, w przeciwnym razie obrosłabym pewnie w tłuszcz, zajadając nią jesienne chandry ;)

Mikser... Mikołaju, Mikołaju, piszę do Ciebie ten list...

Kosztowałam słynnego sernika cynamonowego, na który przepis nie został zdradzony, co rozumiem.
W zamian dostaliśmy do testowania inne receptury, ale z ręką na sercu przyznam, że koncentrowałam się głównie na robieniu zdjęć i gadaniu, bo nie mogłam nie skorzystać z okazji i odmówić sobie tej przyjemności.
Początkowo piekliśmy w parach, później pomagaliśmy sobie nawzajem.
Przepisy zachowałam i pewnie za jakiś czas coś upiekę i pokażę na blogu, co mi wyszło.
Doskonała atmosfera, świetna organizacja i komunikatywny prowadzący. A na koniec każdy dostał wielkie pudło z dobrami, które udało nam się upiec.
Było świetnie, dziękuję i polecam wszystkim chcącym miło spędzić czas i czegoś się przy okazji nauczyć.
Tomasz Deker jest młodym, świetnie wykształconym cukiernikiem z pasją i chęcią zrobienia czegoś nowego. Lubię go od pierwszego wywiadu, jaki z nim przeczytałam i cieszę się, że w realu okazał się jeszcze bardziej charyzmatyczny i na poziomie.

Miłego weekendu,
Liska

2011-10-11

Polska jest piękna: Orłowo






Było pięknie. Zapach mokrych liści i lekko pomarszczona tafla morza, która z wysokiej skarpy wygląda jak miękki koc. Żaglówki, które z tej odległości przypominały namalowane piórkiem ikonki.
Ktoś w starej puszce próbował rozpalać ogień. Inny ktoś pożyczył komuś szalik.
Położyłam głowę na złotych liściach, czułam, jak mija czas. 
Surowe piękno przyrody wyostrza myśli, a to, co niewerbalne staje się ważniejsze niż wypowiadane słowa. 
Jak bliskość, którą jedni rozmieniają na drobne, a inni nie. 
Nim zdążyłam wsiąść do samochodu, zaczął lać deszcz. W drodze do Warszawy jadłam zimne placki ze śniadania w Spółdzielni Literackiej. (Gdybym mogła, Spółdzielnię przeniosłabym do Stolicy). 

* * *
A niedługo napiszę Wam o tym, jak piekłam serniki u Tomasza Dekera.
Do szybkiego przeczytania!

2011-10-06

Kuchnia Sophie Dahl


Bliskie mi są klimaty retro. Stara chałupa, obrus przykryty ceratą, maki i malwy wzdłuż ogrodzenia.
Kiedyś myślałam, że idealnie jest uciec z miasta, zamieszkać gdzieś pod nim, uprawiać własne warzywa i cieszyć się życiem blisko natury.
Dlatego program Sophie Dahl, który z powodu braku telewizora oglądam bardzo sporadycznie, przypadł mi do gustu. Ot, miło by było rano wyjść do ogrodu, przynieść z niego trochę rzodkiewek i zrobić niespieszne śniadanie.
Dziś bliżej mi jednak do zgiełku miasta. Do pospiesznej kawy w nowo odkrytej kafejce. Do zielonej herbaty w kubku termicznym, który mógłby nie mieć dna, bo wciąż wydaje się za mały.
Więc może dlatego na kuchnię Sophie Dahl patrzę z uśmiechem.
Na blogu pokazywałam już przepisy z jej książki, którą kupiłam, jak tylko się ukazała w Anglii (dziś jest już kolejna). To, co proponuje, jest świeże, bezpretensjonalne i kolorowe. Każdy chciałby tak jeść.
A piszę o tym wszystkim tylko dlatego, że wczoraj pojawiło się polskie wydanie pod tytułem: Apetyczna panna Dahl.

Tym, którzy nie wiedzą, powiem, że Sophie jest wnuczką Roalda Dahla, autora książek dla dzieci, między innymi "Charlie i Farbryka Czekolady" i być może po dziadku odziedziczyła talent do opowiadania historii. Książka jest ich pełna.
Sophie zaczynała jako modelka, jedna z pierwszych w rozmiarze XL. Kto nie pamięta reklamy perfum YSL z nagą Sophie?
Wszystkie przepisy są łatwe, napisane przystępnym językiem, a całość pięknie wydana na matowym papierze. Ta książka to idealny prezent dla każdej dziewczyny. Warto rzucić na nią okiem.



"Apetyczna panna Dahl"
Sophie Dahl
wyd. Filo
cena: 56.99 zł

2011-10-04

Lemon curd czyli krem cytrynowy


Dawno, dawno temu siedziałam przy starym stole w domu mojego przyjaciela w Yorkshire, zerkając przez okno na ciasne podwórko odwiedzane przez koty. Skubiąc domowej roboty scones, wybierałam łyżeczką cytrynowy krem ze słoika.
Jego cierpko maślany smak zapadł mi w pamięci na długo, ale w owych czasach nie mieliśmy jeszcze w Polsce delikatesów z takimi dobrami, więc lemon curd jadłam później dość sporadycznie.
Pamiętam jeszcze, jak wertowałam w Anglii bardzo starą i bardzo brzydką książkę kucharską z czasów sprzed Jamiego Olivera. Przepis na lemon curd w niej był, a jakże. Ale nie było okazji, by go wypróbować.
Wczoraj na Facebooku D. poprosił o przepis, a ponieważ jeśli chodzi o gotowanie, niewiele potrzeba, bym ruszyła do kuchni, nim się obejrzałam, zrobiłam lemon curd, z myślą o naleśnikach, które rano smażę z zamkniętymi oczami. Jeśli komuś przyjdzie na myśl zorganizowanie konkursu w szybkim smażeniu tychże, uprzejmie proszę o zaproszenie, chętnie wystartuję w zawodach ;)
Lemon curd jest gęstym kremem cytrynowym, który można wykorzystać na wiele sposobów: mój ulubiony to kromka chrupiącego chleba z solonym masłem, plastrem białego sera (od baby z bazaru, jeśli taka się akurat pojawi) i solidną porcją lemon curd.
Ale sugerować przepisy w tym wypadku to trochę jak radzić, co zrobić z dżemem.
To, co podoba mi się w tym przepisie, to oczywiście czas produkcji - jakieś 10 minut, w porywach do 15.
Wiem, że niektórzy na hasło "przetrzyj przez sito" reagują dość nerwowo, ale zapewniam, że w tym wypadku zajmuje to naprawdę moment i nie jest specjalnie uciążliwe (wiem, co mówię, zwykle też nie lubię tego robić).


Lemon curd czyli prosty krem cytrynowy
Na podstawie przepisu z tej strony

3/4 szklanki soku wyciśniętego z cytryn (ok. 4 sztuk)
1/2 - 3/4 szklanki cukru (użyłam cukru pudru, proponuję dodawać go do smaku)
3 jajka (pominęłam dodatkowe żółtko), rozbełtane trzepaczką
5 łyżek masła, pokrojonego na małe kawałeczki

Wszystkie składniki umieścić w garnku z grubym dnem i mieszając, poczekać aż masa zacznie bulgotać. Trzymać na małym ogniu ok 5 minut cały czas mieszając (chcemy uniknąć jajecznicy).
Następnie zdjąć z ognia i przetrzeć przez sito (wlewam masę i przecieram łyżką).
Z podanej proporcji składników wyjdzie jeden nieduży słoik kremu.
Odstawić do całkowitego wystudzenia - krem powinien wówczas zgęstnieć.
Gotowy lemon curd przechowujemy w lodówce.

Smacznego!

2011-10-03

Ciasto pistacjowo-czekoladowe z anyżową kruszonką


Nie pamiętam drugiej takiej jesieni. 
Ciepła, zapachów, bosych stóp na liściach w lesie.
Ludzi, którzy pojawiają się, by zostać na dłużej.
Dziś rano byłam umówiona na wywiad. Nie zdążyłam zjeść croissanta, po ponad dwóch godzinach dopijałam resztki zimnej kawy, bo tematy zamiast topnieć, rosły jak grzyby po deszczu.
Mam szczęście do ludzi. 
Do długich rozmów, po których coś zostaje.
Do zdjęć, które im robię, by zajrzeć prosto w oczy. 
Bywa, że piekę ciasta i zjadamy je podczas błyskawicznych miejskich pikników na skwerze w parku, na przystanku albo w samochodzie, w którym czasem wożę dwa kubki termiczne z zieloną herbatą.
I im mniej jest czasu, im więcej do zrobienia, tym bardziej dbam o te chwile, które pozwalają przenieść się w inny wymiar. 


Ciasto z nowej książki, której nawet nie zdążyłam do końca przejrzeć. Pierwsze z brzegu, szybkie. W jasnej warstwie jest masa pistacjowa - wiem, że w Polsce trudno ją kupić, więc można ją pominąć albo zastąpić siekanymi orzeszkami pistacjowymi. Albo masą marcepanową bez czekolady.
Takie zwykłe-niezwykłe, niewielkie ciasto. Trochę jak babka piaskowa.

Ciasto pistacjowo-czekoladowe z anyżową kruszonką
1 mała keksówka o długości ok. 22-25 cm
/przepis pochodzi z książki: Cooking with Chocolate/

Kruszonka:

10 g cukru trzcinowego
10 g mielonych migdałów blanszowanych
10 g mąki pszennej
szczypta soli
szczypta mielonego anyżu
10 g zimnego masła

Warstwa pistacjowa:

15 g masła
75 g cukru
1 jajko
szczypta soli
35 ml śmietany 30-36%
60 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
30 g pasty pistacjowej

Warstwa czekoladowa:

20 g masła
30 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
8 g (1 łyżka) kakao
1 jajko
50 g cukru
20 g mielonych blanszowanych migdałów
35 g gorzkiej czekolady (60-70%), posiekanej
30 ml śmietany 30-36%
1 białko

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Formę keksową 22-25 cm (raczej wąską, bo ciasta jest mało) wysmarować masłem, oprószyć mąką lub tartą bułką.

Masło rozpuścić w garnuszku.
W misce wymieszać cukier, migdały, mąkę, sól, mielony anyż. Dodać masło, palcami rozkruszyć aż powstanie kruszonka. Odstawić.

Warstwa pistacjowa:

Masło rozpuścić w garnuszku. W misce połączyć cukier, jajko, sól, śmietanę. Mąkę przesiać z proszkiem, dodać do płynnych składników.
Masę pistacjową podgrzać w mikrofali aż będzie miękka i wmieszać do ciasta.
Dodać stopione masło.
Masę wlać do przygotowanej formy.

Warstwa czekoladowa:

Masło podgrzać w garnuszku. Mąkę wymieszać z proszkiem i kakao i odstawić. Jajko ubić z cukrem. Dodać mielone migdały i pozostałe suche składniki.
Czekoladę rozpuścić, śmietanę podgrzać i połączyć z czekoladą, całość dodać do masy. Na końcu wmieszać masło.
Białko ubić na pianę i delikatnie wmieszać do ciasta.
Warstwę czekoladową wlać na warstwę pistacjową, posypać kruszonką.
Wstawić do piekarnika, piec ok. 45-50 minut (lub nieco dłużej).

Uwaga: ciasto smakuje następnego dnia - po upieczeniu i ostudzeniu warto zawinąć je w plastikową folię.

Smacznego!