2011-09-30

Rok ma 365 drzew + Pumpkin pie czyli ciasto dyniowe.


Czy dziewczyny łażą po drzewach?
Ja łaziłam. Zdzierając rajstopy na kolanach, wplątując się włosami w gałęzie.
Skoro chłopakom było wolno, mi też.
Drzewa.
Lubiłam dzikie jabłonki - dostępne, pełne pszczół i os. Pierwsze stałe zęby ledwo się przebijały przez twardą skórę ich kropkowanych owoców.
W lesie zastanawiałam się, na które drzewo będę próbowała wejść, jeśli zobaczę dzika ;)
Lipowe aleje w lipcu są oszałamiające. Romantyczne, zakochać się pod taką lipą to doprawdy pestka. Kwitnące wiosną mirabelki - słodko-pudrowy zapach ich kwiatów, a potem cierpko kwaśny smak owoców.
Klony przebarwiające się jesienią.
Kora brzozy, po której wędrowałam opuszkami palców.
Są dziewczyny, które łażą po drzewach więcej niż inne.
I dowiedziałam się o tym szperając w nie swoich książkach, gdzie znalazłam "365 drzew". To projekt, w którym Cecylia Malik każdego dnia wchodziła na inne drzewo. I tak przez rok.
I jak opisał to Adam Wajrak: "Inaczej wygląda wszystko, gdy siedzi się na drzewie wiosną, inaczej latem, jeszcze inaczej jesienią, o zimie już nie wspominając. Inaczej patrzy się na świat przez gałązki kwitnącego owocowego drzewa, a inaczej gdy pokryte jest lodem niczym szkłem. Gdy wieje wiatr i jest się wysoko, drzewo się kołysze, a człowiek z nim. Uczucie trochę jest jak na płynącym po lekko falującym morzu statku, choć tak naprawdę jest zupełnie inne."
Jak szybko o tym zapominamy, kiedy dorastamy. Może czasem warto sobie o tym przypomnieć i wejść na drzewo? Jak w Bullerbyn.
W gałęziach zrobić sobie piknik.

Ostatnio najwięcej pytań było o ciasto dyniowe, klasyczny pumpkin pie. Kiedyś podała mi na nie przepis Beata W. (dziękuję :)) I z niego dziś skorzystałam, trochę go modyfikując - przede wszystkim zrobiłam inne ciasto kruche, a składniki nadzienia zmniejszyłam o połowę.


Pumpkin pie
Ciasto dyniowe

Ciasto:
125 g masła
125 g cukru pudru
2 duże żółtka (lub 3 małe, jeśli ciasto nie będzie chciało się kleić)
250 g mąki

Nadzienie:
1 szklanka pulpy z dyni (dynię upiekłam do miękkości przez ok. 50 minut w 180 st C, następnie obrałam i zmiksowałam)
1/4 szklanki cukru
1 czubata łyżka miodu
1/2 szklanki* śmietanki (wystarczy 18%, ja nie miałam, użyłam mascarpone)
1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 małe jajka
niepełna łyżeczka mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego (zamiast niego użyłam przyprawy do piernika)
szczypta zmielonego imbiru
szczypta soli

Ciasto kruche:
wszystkie składniki połączyć w misce, zagnieść gładkie ciasto. Można mikserem, ale nie należy wyrabiać zbyt długo, bo będzie twarde po upieczeniu.
Formę do paja (ok. 23 cm średnica), najlepiej ceramiczną, a w przypadku jej braku formę do tarty z dość wysokim brzegiem wylepić ciastem. Wstawić do lodówki na 30 minut.
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić ciasto uprzednio ponakłuwane widelcem na ok. 12 minut do piekarnika.

Nadzienie:
wszystkie składniki zmiksować na wysokich obrotach do połączenia. Masa będzie rzadka, ale nie należy się tym przejmować.
Wlać masę na podpieczony spód, wstawić do piekarnika, piec 1 h.
Po upieczeniu ostudzic w formie. Podawać z bitą śmietaną.

Smacznego!


*pojemność 250 ml

2011-09-27

Makaron w 20 minut: Soba z pieczoną papryką i krewetkami



Moja jesień w tym roku to przecieranie nowych ścieżek. Odkrywanie miejsc, zapadanie się w miękkich kawiarnianych fotelach i siedzenie z laptopem na niewygodnych krzesłach z psem, który ociera się o nogi. Kiedy mogę, lubię obserwować, jak zmienił się świat. Słucham, jak siedzący nieopodal mojego stolika Włosi narzekają na wysokie ceny kawy w Warszawie i przyznaję im rację. Bo chciałabym, by każdy mógł rano wpaść przed pracą na szybkie espresso i croissanta.
Lubię miejsca, które wyznaczają rytm mojego miasta. Gwarne i swobodne. 
I o ile lubię na mieście kawę, obiady najchętniej jadłabym w domu. Albo wczesne kolacje. Ostatnio brak mi czasu na długie medytacje nad garami, więc szukam sprawdzonych błyskawicznych dań, a makarony z nutą orientalną są tym, co wybieram najczęściej. Połączenie słodkiego, słonego i lekko kwaśnego.


Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię odwiedzać w sklepach działy z żywnością orientalną. Dawno temu nauczyłam się, że kiedy trzeba ugotować coś z niczego, azjatyckie dodatki, takie jak sos ostrygowy czy olej sezamowy w połączeniu z kilkoma podstawowymi produktami, potrafią uczynić niemal cuda.
Bo jeśli w lodówce jest choćby jedna papryka, odrobina szpinaku, a w zamrażarce kawałek ryby czy krewetki, naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia.
I makaron soba. Gryczany, do którego mam słabość.



Soba z pieczoną papryką i krewetkami
dla 1-2 osób

1 łyżka oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku, obrane i zmiażdżone
2 cm kawałek imbiru, obrany i starty na drobnej tarce
ok. 200 g krewetek bez skorup
1 papryka, zgrillowana w piekarniku przez ok. 10 minut*
1 łyżka sosu ostrygowego
1 łyżka oleju sezamowego
2 łyżeczki sezamu, lekko uprażonego na patelni
opcjonalnie: listki kolendry lub natki pietruszki
Makaron soba - dowolna ilość, ja zwykle używam ok. 100-150 g - ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zajmuje to zazwyczaj 5 minut), przelać do durszlaka, polać zimną wodą

W woku rozgrzać oliwę z oliwek. Dodać czosnek i imbir, smażyć 2-3 minuty. Dodać paprykę, krewetki, smażyć max 2 minuty, dodać ugotowany makaron, sos ostrygowy i olej sezamowy.
Dokładnie wymieszać, po minucie zdjąć z ognia, przełożyć na talerze, posypać sezamem i ew. kolendrą.
Smacznego!

*Rozgrzewam grill, paprykę przekrajam na pół, wyjmuję z niej gniazda nasienne. Kiedy skórka stanie się w niektórych miejscach czarna, a papryka miękka, wyjmuję z piekarnika, zawijam w plastikową torebkę i po ok. minucie obieram ze skóry i kroję na niezbyt grube paski.


2011-09-22

Ciasto marchewkowe z ananasem


Nie pamiętam, kiedy jadłam swoje pierwsze ciasto marchewkowe.
Zawsze jednak intrygowało mnie, jak wiele jest jego odmian - od puszystych i lekkich, po ciężkie i gliniaste. Jasne i delikatne, ciemne, orzechowe, pokryte grubą warstwą kremu z sera.
Lubię raczej te lekkie, złociste, na drugie śniadanie, ze szklanką mocnej, gorącej herbaty.
Kiedy nie mam czasu, kupuję torebkę już startej marchwi i wówczas takie ciasto przygotowuje się w dziesięć minut. Nie potrzeba miksera ani specjalnych umiejętności. Robi się niemal samo.
Co jakiś czas szukam przepisu idealnego: na szarlotkę, na drożdżowe, na chleb na zakwasie. Kiedy znajduję, robię je niemal z zamkniętymi oczami. Bez wagi, miarek. Spontanicznie.
Uświadomiłam sobie, że większość dań, jakie robię ostatnio, powstaje właśnie w ten sposób. 
A teraz szukam idealnego marchewkowego. Już wiem, że dla każdego idealne znaczy coś innego.
A dla Was? Lubicie marchewkowe? Lekkie czy ciężkie? Z orzechami czy bez? Z cukrem pudrem a może z kremem?
Mam dużo zajęć, brak mi czasu na blogowanie w sposób, jaki lubię. O odwiedzaniu innych blogów mogę tylko pomarzyć. Ale za to pracuję nad ciekawymi projektami, które przynoszą wiele satysfakcji i radości. 
Jak zwykle w takiej sytuacji, proszę o cierpliwość w odpowiadaniu na Wasze maile. 
Do szybkiego przeczytania i dobrego weekendu,
Liska


Dzisiejsze ciasto marchewkowe jest z gatunku tych cięższych, wilgotnych, cynamonowych. Uwielbiam dodatek ananasa, rezygnuję z orzechów włoskich. Takie ciasto przechowuje się idealnie przez kilka dni, wystarczy zawinąć je szczelnie w folię.

Ciasto marchewkowe z ananasem
Carrot cake with pineapple
Źródło przepisu: blogchef.net (zmodyfikowany)

300 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku
1 łyżeczka sody
250 g cukru
2 łyżeczki cynamonu
170 g oleju roślinnego (użyłam słonecznikowego)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
3 jajka
2 szklanki tartej marchwi (użyłam 400 g)
1 szklanka wiórków kokosowych (użyłam 3/4)
1 puszka ananasów, odsączonych z zalewy i posiekanych

Piekarnik nagrzać do 170 st C.
W dużej misce wymieszać mąkę, sodę, cynamon, proszek i sól.
Następnie dodać cukier, jajka, olej i wanilię. Wymieszać dokładnie łyżką. Dodać marchew, wiórki kokosowe i ananasa.
Formę o wymiarach 22,5x32,5 wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać masę, piec 45 minut.
Wyjąć z piekarnika i ostudzić.
Można przełożyć ciasto i posmarować wierzch kremem z sera, ale ja nie lubię, więc posypuję je jedynie odrobiną cukru pudru.

Smacznego!


2011-09-20

Makaron z sosem grzybowym i cukinią


O tej porze roku najchętniej wsiadłabym w samochód i pojechała do Włoch.
Łapię ostatnie ciepłe chwile, rano szukam mgły nad rzeką. Zapominam zabrać z domu swetra i dziwię się, że jest tylko trzynaście stopni, jakby lato miało trwać wieczność.
Wczesnym rankiem biegamy w lesie, szybkie śniadanie jemy w ogrodzie botanicznym, wśród staruszek, które strażnik przegania słowami: Halo, proszę pani, proszę nie zrywać tych kwiatów!
Czas się tu zatrzymał, bo betonowe klomby, zamknięty drewniany bar i babcia, która wyszywa inicjały na parasolce.
Tam nowe kawiarnie i autostrady, tu przekwitające aksamitki i strażnik, któremu ciśnienie skacze z byle powodu.
W domu rozpacz mojej córki po śmierci chomika i składanie origami na pocieszenie.
A wracając do Włoch...
Przypominam sobie malutkie restauracyjki, w których podawali gigantyczne porcje jedzenia. Grzyby na oliwie, którą ścierałam z talerza kawałkiem ciepłej ciabatty.
Kiedy wieczorem wróciłam do domu, wiedziałam, co zrobię na kolację.



Makaron z sosem grzybowym i cukinią

400-500 g ulubionych grzybów (prawdziwki, podgrzybki, itp) umytych, osuszonych i pokrojonych na kawałki
1 bardzo mała cebula, obrana, poszatkowana
1 ząbek czosnku, obrany, zmiażdżony
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka masła
1 łyżeczka czerwonej pasty curry (opcjonalnie) lub 1 łyżka dobrego ketchupu albo gęstego sosu pomidorowego
1 mała cukinia, najlepiej żółta, pokrojona w kostkę
2 łyżki natki pietruszki, posiekane
makaron - najlepiej tagliatelle czyli wstążki (niestety nie miałam, użyłam spaghetti)

W garnku rozpuścić masło, dodać oliwę i cebulę, poddusić 5 minut, dodać czosnek, dusić kolejną minutę. Dodać grzyby, gotować ok. 10 minut, aż grzyby będą miękkie. Dodać pastę curry (lub sos pomidorowy), posolić i delikatnie popieprzyć (polecam różowy pieprz). Podgotować jeszcze kilka minut, dodać cukinię, dusić ok. 3 minut.
Dodać natkę, wymieszać, następnie połączyć z makaronem ugotowanym al dente.
Podawać oprószone różowym pieprzem.

Smacznego!

2011-09-15

Domowa spiżarnia: suszone pomidory koktajlowe

Możliwości ich wykorzystania są niezliczone.
Uwielbiam je w sałatkach, zapieczone w bułkach, w sosach do makaronu.
Lubię je w połączeniu z małymi kuleczkami mozzarelli i listkiem bazylii.
Ich przewaga nad tymi ze sklepu jest taka, że są po pierwsze dużo tańsze, po drugie bez dodatku chemii. Po trzecie te, które kupuję, są zwykle albo za suche i trzeba je moczyć albo jeśli są w słoiku, to najczęściej w oleju (a ja wolę te w oliwie).
Więc robię je sama. Właśnie teraz, kiedy pomidorki koktajlowe są dostępne na bazarach.
Te, które kupiłam kosztowały 3,50 zł za kilogram.
Ważne, by wybrać te od rolnika, polskie. Niech Was nie przeraża długi czas suszenia, bo efekt końcowy jest tego wart. Polecam :)



Pomidory suszone koktajlowe

1 kg pomidorków koktajlowych
4 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
płaska łyżeczka tymianku
2 listki laurowe pokruszone

Piekarnik nagrzać do 100 st C.
Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
Pomidorki umyć, przekroić na pół (można wyjąć z nich pestki, ale ja tego nie robię) i ułożyć na blasze nacięciem do góry.
Posypać cukrem, solą, przyprawami i polać równomiernie oliwą.
Wstawić do piekarnika na ok. 5-6 godzin - ja wstawiam je na noc.
Po wyjęciu ostudzić i albo zużyć je od razu albo przechowywać w słoju zalane oliwą z oliwek.

Smacznego!

2011-09-09

Domowa spiżarnia: sos pomidorowy


12 kg pomidorów, trochę soli i kilkanaście słoików.
Jesień nadeszła wielkimi krokami, na bazarze pomidory po 2,50 za kilo. Kupuję kilka pudełek i wiozę do domu.
Kiedy skończę pracę i cały dom ułoży się do snu, nastawię cicho radio. Zagotuję wielki gar wody i będę zanurzać w niej nacięte na krzyż pomidory, by po chwili wyławiać je łyżką cedzakową i wkładać na chwilę do zimnej wody.
Dwanaście kilo czy dwadzieścia, czasem nie robi różnicy. Nocne przetwórstwo pomidorów jest jak medytacja. Można pobyć z własnymi myślami.
Zdejmuję  cienką skórę, przekrajam na ćwiartki, wrzucam do garnka, powoli podgrzewam.
A potem wlewam gorące do słoików. Rano wyniosę je do piwnicy, by czekały na zimę.

Ale niektóre z nich nie doczekają zimy.
Bo żeby zrobić najlepszy na świecie sos pomidorowy do makaronu, wystarczy podgrzać na łyżce oliwy ząbek czosnku, wlać zawartość słoika, dodać świeżą bazylię, odrobinę octu balsamicznego i pieprzu.
Podgrzać przez kilka minut. Wymieszać z makaronem ugotowanym al dente i oprószyć parmezanem. Albo i nie.
Dla mojej córki wersja z czarnymi oliwkami.
Smacznego i miłego weekendu!


2011-09-07

Curry z krewetkami i ryżem szafranowym


Ostatnio odwiedziłam malutką indyjską restaurację na warszawskim Mokotowie.
Bowiem od kilku miesięcy dość intensywnie tęsknię za Indiami - za całym tym tyglem zapachów i kolorów: pięknego i brzydkiego. Za Delhi, które aż kipi od dźwięków, za malutkimi, zakurzonymi wioskami wysoko w Himalajach, gdzie dech zapiera, bo tak mało jest tlenu w powietrzu.
Tęsknię za słodkim gulab jamun, za dziećmi o skórze w kolorze mlecznej czekolady, które pytają, czy masz dla nich długopis albo czapkę z daszkiem.
Za masażem głowy na ulicy, gdzie leją Ci na włosy tyle oleju, że wyglądasz jak zmokła kura.
Za ludźmi, którzy wpatrują się w białego jak w kosmitę.
Za dusznym, wilgotnym zapachem na farmie motyli, które siadają nam na ramionach.
I pierwszym wdechem, kiedy wychodzę z lotniska i wiem, że jestem TAM, w miejscu, którego z niczym nie da się porównać.
Oglądam zdjęcia, ale one dają tylko namiastkę tamtych wrażeń.
Więcej da mi jedzenie.
Idę więc do malutkiej indyjskiej restauracyjki, ale kolor dań, które podają - wściekle pomarańczowych i podobnie zielonych, nie bardzo mnie zachęca. Ratuje ich jedynie masala tea, ale w domu pijam mimo wszystko lepszą. Gulab jamun - jedna malutka kuleczka za kilka złotych. Za mało.
Wracam więc do domu i gotuję sama.


Curry z krewetkami i ryżem szafranowym

/2 porcje/

1 średniej wielkości cebula
1 łyżeczka nasion gorczycy (mustard seeds)
2-3 łyżki oleju roślinnego (używam orzechowego) lub ghee (klarowanego masła)
2 duże pomidory, obrane ze skórki,
2 cm kawałek imbiru, starty na drobnej tarce
3 ząbki czosnku
1 suszone chilli (malutkie lub do smaku)
1,5 łyżeczki mielonej kolendry
1 łyżeczka garam masali
1/2 łyżeczki mielonej kurkumy
1 łyżeczka mielonego kminu indyjskiego
sól - do smaku, ok. 3/4 łyżeczki
do posypania, opcjonalnie listki kolendry
300 g dużych, obranych krewetek lub tofu pokrojonego w kostkę

Olej rozgrzać w szerokim garnku, dodać nasiona gorczycy i kiedy zaczną podskakiwać (po ok. 10 sekundach), zmniejszyć ogień, dodać cebulę pokrojoną w piórka. Smażyć na małym ogniu 3 minuty. Dodać pokruszone chilli.
W tym czasie pomidory zmiksować z czosnkiem i imbirem.
Dodać pomidory, pozostałe przyprawy, na końcu sól. Gotować 12-15 minut.
Jeśli sos będzie zbyt gęsty, dodać kilka łyżek wody.
Na końcu dodać krewetki (lub tofu), gotować ok. 3-4 minut.
Podawać z ryżem basmati*.

Ja bardzo lubię ryż z szafranem,a gotuję go w następujący sposób:

1 miarka ryżu, 2 miarki wody - do garnka, dodaję szczyptę nitek szafranu, kilka łupinek z kardamonem, kawałek laski cynamonu. Przykrywam, doprowadzam do wrzenia, zmniejszam ogień do minimum. Następnie gotuję 15 minut (pod przykryciem). Wyłączam ogień i trzymam ryż w przykrytym garnku kolejne 15 minut. I gotowe.

Smacznego!


2011-09-06

Płyty z Miłosną Dietą wędrują do...

Dziękuję za wszystkie komentarze rekomendujące Wasze ulubione miejsca na jesień.
Dostarczyły mi długiej i inspirującej lektury. Cieszę się, że jest ich aż tyle i żałuję, że nie mam 130 płyt z filmem, bo najchętniej wysłałabym je każdemu z Was :)

Tym razem wybrałam komentarze następujących osób:

dreams and thoughts (10:23)
sliwka (3:15)
Kate (4:17)
cudawianki (10:14)
słodko-słona (11:47)
Inka (11:49)

i dodatkowa płyta, dla osoby, która zostawiła komentarz na Facebooku:

Paweł Paszek-Pietruch

Jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie i proszę o podanie w mailu: whiteplate5 (malpa) gmail.com adresów pocztowych, na które wyślę Wam płyty.

Liska