2011-01-29

Babka karmelowo-kokosowa


 

Trochę bajkowy, trochę magiczny, nierzeczywisty i pewnie dla niektórych, kiczowaty.
Ale kiedy go oglądałam, przypomniałam sobie, za co kiedyś tak bardzo lubiłam Penelope Cruz. Równie bajkową i trochę nierzeczywistą.
O miłości i gotowaniu, w San Francisco i w małym brazylijskim miasteczku.
O tym, dlaczego niektórzy nie chcą występować w telewizji. O przyjaźni, z brazylijską muzyką w tle.
"Woman on top", przetłumaczony na polski jako "Kobieta na topie" (widać, że tłumacz nie dotrwał nawet do połowy filmu), ale tytuł jest nieistotny.
Polecam, jeśli macie ochotę na coś lekkiego.
A na weekend proponuję wilgotną babkę karmelowo-kokosową, na którą przepis pochodzi z książki "Baked explorations", o której więcej pisałam tutaj.
Miłego weekendu!


Zmodyfikowałam przepis - w oryginale z połowy karmelu robi się krem maślany, ale ja za takim nie przepadam, dodałam więc wszystko do ciasta.

Babka karmelowa
na podst. "Baked Explorations"
Karmel:
1/2 szklanki* cukru
1/2 szklanki śmietany kremówki 36% 
ok. 3/4 szklanki mleka kokosowego
1,5 łyżki świeżo wyciśniętego soku cytrynowego

Ciasto:
3 szklanki (ok. 450 g) mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka soli
250 g masła, pokrojonego w kostkę
2 szklanki cukru (zmniejszyłam do 1,5, L)
4 duże jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Karmel:
Do średniego ondelka wsypać cukier, umieścić na średnim ogniu i powoli stopić cukier. Kiedy będzie złotobrązowy (należy uważać, żeby go nie spalić - spalony nie nadaje się do ciasta), zdjąć z ognia i powoli wlać śmietankę, wciąż mieszając. 
Postawić z powrotem na ogniu i mieszać, aż wszystko się rozpuści (ok. 2 minut lub dłużej).
Przelać karmel do naczynia o pojemności minimum 1/2 litra. I wlać tyle mleka kokosowego, by powstało 1 i 1/4 szklanki płynu.
Dodać sok z cytryny, wymieszać i odstawić.

Piekarnik nagrzać do 170 st C.
Dużą formę do babki (z kominkiem) spryskać olejem lub posmarować masłem i oprószyć mąką.
W misce połączyć mąkę, proszek, sodę i sól. Odstawić.
W drugiej misce ubić masło z cukrem. Kiedy będzie jasne i puszyste, dodawać po jednym jajku. Dodać wanilię, ubijać jeszcze 5 sekund.
Powoli wlewać do masy karmel na przemian z mąką. Ubić całość 10 sekund.
Wlać masę do przygotowanej formy i piec 45-60 minut (moje ciasto piekło się 70 minut, przyp. L. Radzę sprawdzić drewnianym patyczkiem stopień upieczenia - jeśli patyczek jest suchy, ciasto można wyjąć z piekarnika).
Wyjąć z piekarnika, ostudzić w formie, następnie przełożyć na kuchenną kratkę.
W oryginalnym przepisie z połowy dodawanego do ciasta karmelu, robiło się krem z masłem i cukrem pudrem. Zamiast tego, oprószyłam ciasto cukrem pudrem.

Smacznego!
*o pojemności 250 ml

2011-01-27

Lekkie francuskie pączki

Dziś proponuję Wam pączki z rodzaju tych, gdzie trudno poprzestać na jednym.
Lekkie i wilgotne w środku. 
Pierwszy raz może być nieco trudny - chodzi o to, by umiejętnie wycisnąć szprycą ciasto na papier do pieczenia i zrobić to tak, aby pączki miały (przynajmniej w miarę) okrągły kształt. Dosyć szybko można jednak to opanować i wówczas przygotowanie wszystkiego zajmie nam nie więcej niż pół godziny. Polecam, są naprawdę pyszne i łatwe do zrobienia.


Lekkie francuskie pączki
/na podst. przepisu Lary Ferroni/
12 sztuk

250 ml wody
90 g masła
10 g drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli
135 g przesianej mąki pszennej
3 jajka
olej do smażenia (wypróbowałam olej z ryżu, który polecam)
Opcjonalnie: lukier (np. ten)

Wodę, masło, cukier i sól umieścić w garnuszku. Gotując na średnim ogniu zagotować. Powoli, cały czas mieszając łyżką, wsypywać mąkę i gotować jeszcze 3-4 minuty.
Lekko przestudzić (wystarczy 5 minut), przełożyć masę do miski miksera i mieszając dodawać po 1 jajku. Masa powinna być sprężysta i lśniąca (jeśli nie mamy miksera, możemy to zrobić ręcznie).
Z papieru do pieczenia wyciąć 12 kwadratów o boku 5-7 cm i delikatnie posmarować je olejem.
Szprycę do dekorowania z końcówką o średnicy 1 cm (ja zazwyczaj używam zwykłych, foliowych torebek, gdzie nacinam koniec do odpowiedniej średnicy) wypełnić 1/3 masy.
Wyciskać nią okręgi na przygotowane wcześniej kwadraty z papieru.
Rozgrzać olej (jeśli mamy termometr cukierniczy: 180-190 st C) i pomagając sobie płaską łopatką przekładać pączki z papieru na rozgrzany tłuszcz - musi być on na tyle gorący, by pączki rosły. Smażenie zajmie ok. 2-3 minut na każdą ze stron. Podczas smażenia mogą popękać, ale nie należy się tym przejmować.
Wyjmować je na papierowy ręcznik i kiedy lekko przestygną, można polukrować.


Smacznego!

2011-01-24

Curry z klopsikami

Czyli dalszy ciąg eksperymentowania z książką I love curry.
Ten rodzaj curry charakterystyczny jest dla północnych regionów Indii, a przede wszystkim Punjabu, z którego pochodzi Anjum Anand. Kiedy słyszę o Punjabie, zawsze przypomina mi się mój pobyt w Indiach i codzienne odwiedzanie niewielkiej restauracyjki, w której można było zjeść niemal niezliczone dania z mąki gram. Dzisiejsze curry również było mi wcześniej znane, a zwłaszcza pyszne klopsiki, które robi się bardzo szybko, a zanurzone w gęstym, średnio ostrym, aromatycznym sosie, podane z ryżem basmati, są wspaniałą kolacją. Można przygotować je wcześniej i połączyć z sosem tuż przed podaniem.
Mam nadzieję, że uda mi się namówić Was do eksperymentowania z daniami kuchni indyjskiej. Ja robię je ostatnio codziennie i wygląda na to, że wciąż nie mamy ich dość.

Curry z klopsikami
na podst. przepisu Anjum Anand

Klopsiki:
80 g mąki z ciecierzycy (gram flour)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 cebuli, drobno posiekanej
1/4 łyżeczki soli
1/3 łyżeczki garam masali
1/3 łyżeczki nasion kminu

Curry
35 g mąki z ciecierzycy
200 g jogurtu
2 łyżki oleju roślinnego lub ghee
2 goździki
3/4 łyżeczki nasion musztardowca
3/4 łyżeczki nasion kminu
1/2 cebuli, posiekanej
7 g świeżego imbiru, startego na tarce
2 małe ząbki czosnku, obrane i zgniecione
1-2 papryczki chilli, suszone
1/3 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka garam masala
1 pomidor, pokrojony (użyłam 2 z puszki)
sól do smaku
1-2 łyżki soku z cytryny, lub do smaku
świeże listki kolendry, posiekane

Najpierw należy zrobić klopsiki: 
wszystkie składniki połączyć dodając2,5 - 3 łyżki wody, by powstała gęsta pasta. Odstawić na ok. pół godziny.
Następnie:
Mąkę połączyć z jogurtem, wymieszać trzepaczką, by nie było grudek, następnie stopniowo wlać 700 ml wody, wciąż mieszając.
Na głębokiej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju. Dodać całe przyprawy i, kiedy lekko zbrązowieją - cebulę, imbir, chilli. Ważna uwaga: przyprawy rumienią się bardzo szybko, więc warto wcześniej przygotować sobie cebulę i imbir.
Wlać jogurt i powoli zagotować, delikatnie mieszając. Dodać sproszkowane przyprawy i pomidora. Gotować 3-4 minuty. Zmniejszyć ogień do minimum i gotować 30 minut. W tym czasie sos powinien nieco zgęstnieć.

Klopsiki:
Na głębokiej patelni rozgrzać olej (klopsiki powinny w nim pływać, autorka radzi, żeby oleju było 5-7,5 cm, ale ja dałam znacznie mniej).
Mokrymi dłońmi formować malutkie klopsiki wielkości orzecha włoskiego (wyszło mi ok. 10 sztuk, L).
Kłaść je na rozgrzanym oleju i smażyć równomiernie na złotobrązowo.
Wyjąć i odsączyć na papierowym ręczniku.
Kiedy sos jest gotowy, dodać klopsiki (konsystencja sosu powinna być mniej więcej taka, jak konsystencja śmietany - jeśli jest zbyt rzadka, jeszcze chwilę podgotować, jeśli zbyt gęsta - dodać więcej wody). Doprawić solą i sokiem z cytryny (należy go dodawać stopniowo). Gotować jeszcze 5 minut.
Podawać posypane listkami kolendry.

Smacznego!

2011-01-22

Sernik cytrynowo-różany


To był spontaniczny przepis na spontaniczny sernik. Musiałam wyjść z domu na godzinę, więc zrobiłam eksperyment i wstawiłam go do niezbyt gorącego piekarnika. Kiedy wróciłam, zastałam miłą niespodziankę - sernik upiekł się równomiernie, nie opadł i miał idealną konsystencję. 
Wykorzystałam do niego odrobinę domowego kremu cytrynowego (lemon curd), na który przepis podam przy innej okazji, a zamiast mąki, dodałam kisiel cytrynowy.
To sernik o dosyć zwartej konsystencji, przypominającej sernik krakowski. Jeden z najłatwiejszych, ponieważ wszystkie składniki dodaje się po kolei, miksując je tylko tyle, by połączyły się z serem.

Sernik cytrynowo-różany

1 kg sera trzykrotnie mielonego
4 jajka
200 g drobnego cukru
3 łyżki wody różanej
1 łyżka skórki cytrynowej (nie kandyzowanej, suszonej lub świeżej)
100 g słodzonego mleka skondensowanego
1 kisiel cytrynowy bez cukru (45 g)
50 g lemon curd (opcjonalnie, ale warto)

Ser zmiksować z cukrem, dodawać po jednym jajku, wodę różaną, skórkę cytrynową, mleko, kisiel i lemon curd. Miksować tylko do połączenia składników.
Piekarnik nagrzać do 120 st C.
Tortownicę o średnicy 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Posmarować dno i boki masłem, obsypać tartą bułką. Wlać masę.
Wstawić do piekarnika, zwiększyć temperaturę do 170 st C i piec godzinę.
Ostudzić w wyłączonym piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach.

Dekoracja: (opcjonalnie)
cytrynę (najlepiej ekologiczną) dokładnie wyszorować szczoteczką, pokroić w jak najcieńsze plasterki.
W garnku zagotować syrop cukrowy (100 g cukru, 100 g wody). Wlożyć plasterki i gotować je na malutkim ogniu aż będą miękkie. 
Przed udekorowaniem, dokładnie odsączyć cytrynę z syropu i ułożyć na wierzchu sernika.
Oprószyć rozkruszonymi płatkami róż.
Schłodzić przed podaniem.

Smacznego!

2011-01-20

I love curry

Kuchnia indyjska należy do moich ulubionych. Zresztą - pisałam już o tym.
Bogactwo przypraw, subtelne aromaty mielonej kolendry, prażonego kminu czy podskakujące na patelni ziarenka musztardowca. Głęboki kolor kurkumy, która nie bez przyczyny należy do naturalnych barwników. To wszystko czyni ją wyjątkową.
Z odległej perspektywy wydaje nam się w miarę jednolita, jednak kiedy pojedziemy do Indii okaże się, że w zależności od regionu jest zróżnicowana. Jeśli na północy zjemy coś, co przypadnie nam do gustu, bez powodzenia będziemy tego szukać na południu.
Niewiele osób próbuje gotować te dania w polskiej kuchni, a szkoda.

Przepis na dzisiejsze danie pochodzi z książki o najbardziej kolorowej okładce, jaką zdarzyło mi się mieć w rękach.
To książka "I love curry" Anjum Anand, która zawiera klasyczne przepisy na chyba najbardziej popularne z indyjskich dań. Bardzo często robię w domu curry. Jest to jedna z najłatwiejszych potraw, pod warunkiem, że dysponujemy kilkoma podstawowymi dla tej kuchni przyprawami.
Robi się je szybko, a efekt zazwyczaj zachwyca.
Mięso można zastąpić rybą albo tofu, w zależności od upodobań i tego, co akurat mamy pod ręką. Ja bardzo lubię curry z białych ryb i krewetek. Jeśli używam tofu, staram się korzystać z jego twardej wersji, którą łatwo można pokroić w kostkę. Jogurt zastępuję czasem mlekiem kokosowym. I odwrotnie.
To danie jest bardzo aromatyczne: duszony smak słodkiej cebuli, ostra papryczka chilli, mleko kokosowe i odrobina kwaśnego octu.

Curry z krewetkami, mlekiem kokosowym i orzeszkami nerkowca
/przepis modyfikowany, na podst książki Anjum Anand/

5 łyżek oliwy, oleju roślinnego lub ghee
3 ząbki czosnku, rozgniecione
20 g świeżego imbiru, startego na tarce
60 g orzeszków nerkowca
sól, do smaku
1/2 łyżeczki nasion kozieradki
1 łyżeczka nasion musztardowca
1 cebula, pokrojona w piórka
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
3/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka mielonego kminu
1/2 małej papryczki chilli, może być suszona, ale należy ją ostrożnie dawkować, jeśli nie lubimy bardzo ostrych dań
400 g mleka kokosowego
2 łyżki octu z białego wina (lub do smaku)
350 g dużych surowych krewetek, bez skorupek, oczyszczonych

Imbir i czosnek zmiksować na gładką pastę, dodając 1 łyżkę wody.
Na głębokiej patelni rozgrzać łyżkę oliwy, dodać pastę, orzeszki i smażyć ok. 1-2 minut, aż zacznie pachnieć.
Zdjąć z patelni. Wlać na patelnię resztę oliwy, dodać nasiona kozieradki i musztardowca. Kiedy lekko się uprażą (nasiona musztardowca będą podskakiwać na patelni), dodać cebulę i dusić ją na średnim ogniu, aż zmięknie (ok. 10-12 minut). Dodać pastę z czosnku i imbiru i po 2 minutach resztę przypraw (kolendrę, kurkumę, kmin, chilli), sól do smaku oraz kilka (3-4) łyżek wody.
Kiedy woda odparuje, dodać mleko kokosowe i gotować do czasu, aż część z niego odparuje, a sos będzie miał konsystencję gęstej śmietany. Doprawić octem.
Dodać krewetki i gotować, aż staną się różowe (ok. 3 minut).
Podawać z gotowanym ryżem.

Smacznego!

2011-01-18

Mufinki miodowo-krówkowe z jagodami

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłam czytać o życiu pszczół. Słuchać historii o ulach, pasiekach, królowej, o sposobie ich porozumiewania się, przekazywania informacji, o współpracy z roślinami. Wszystko miało swój początek w bajce o Pszczółce Mai, do której mam okazję czasem wracać, bo współczesne dzieci fascynują się nią nie mniej niż te dawne. I mam wrażenie, że miód jest traktowany u nas w szczególny sposób. Niemal każdy z nas zna kogoś, kto zna kogoś, kto ma swojego pszczelarza.
Dawno temu znałam pszczelarza, który robił ziołomiody. Nigdy nie zapomnę smaku rumiankowego i sosnowego. Ale przestał je robić. Czy ktoś z Was zna kogoś, kto zna kogoś, kto wie, czy ktokolwiek jeszcze wytwarza coś podobnego?


A co zrobić z resztą miodu na dnie słoika, kilkoma krówkami i dżemem jagodowym?

Mufinki miodowo-krówkowe z jagodami

90 g masła
3 łyżki miodu
100 g krówek
2 łyżki płatków owsianych
150 g mąki pszennej
100 g mąki orkiszowej (np. typ 630) - jeśli nie mamy, możemy zastąpić pszenną
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
200 g śmietany 18%
30 g cukru pudru
3 łyżki dżemu jagodowego niskosłodzonego (jeśli dżem jest słodki, możemy pominąć w przepisie cukier puder)

Piekarnik nagrzać do 180 st C. Formę do mufinków wyłożyć papierowymi papilotkami (lub posmarować masłem i oprószyć mąką lub bułką tartą).
Masło, miód i krówki umieścić w garnuszku i podgrzać do czasu, aż wszystkie składniki się połączą.
W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, płatki owsiane, cukier puder.
Jajka roztrzepać widelcem, połączyć ze śmietaną.
Do miski z suchymi składnikami najpierw wlać śmietanę z jajkami, następnie składniki z garnuszka. Wymieszać łyżką. W masie mogą być grudki, nie należy się tym przejmować.
Masę wlewać do dołków w formie do 1/3 wysokości. Do każdego dołka włożyć 1/2 łyżeczki dżemu jagodowego, na wierzch położyć resztę masy.
Wstawić do piekarnika i piec ok. 20 minut. Wierzch powinien być rumiany, a mufinki w środku miękkie. Mogą się piec nawet do 30 minut.
Po upieczeniu przestudzić kilka minut w formie, następnie wyjąć na kucheną kratkę.

Smacznego!

2011-01-16

Zupa pomidorowo-sezamowa


Inspirację do dzisiejszego dania znalazłam w przepisie Jamiego Olivera na grecką zupę z pomidorów i ryżu.
Należy ona do rozgrzewających dań jednogarnkowych, które dla mnie stanowią pożywny obiad. Wystarczy kromka ciemnego chleba posmarowanego masłem i nie potrzeba mi niczego więcej.
Przygotowuje się ją w pół godziny, a dodatek pasty tahini i fety, stanowi ciekawe urozmaicenie. W oryginalnym przepisie robi się ją ze świeżych pomidorów, ale ja zimą rzadko je kupuję, użyłam więc pomidorów pelati.  
Polecam na leniwy obiad :)


Zupa pomidorowo-sezamowa
/inspirowane przepisem Jamiego Olivera/

2 łyżki oliwy
1 puszka pomidorów pelati (400 g)
3 płaskie łyżki ryżu (w oryginale autor proponuje 185 g)
1 litr wody
60 g pasty sezamowej tahini (najlepiej bez soli)
sól i pieprz do smaku
sok z 1/2 - 1 cytryny

50 g fety
1-2 łyżki siekanej natki pietruszki
1-2 łyżki oliwy z oliwek

W garnku rozgrzać 2 łyżki oliwy. Dodać pomidory, ryż i wodę. Zagotować, następnie zmniejszyć ogień i gotować ok. 15 minut, aż ryż będzie miękki (ale nie rozgotowany).
Dodać pastę tahini, doprawić solą, pieprzem, sokiem z cytryny.
W małej miseczce wymieszać pokruszoną fetę, natkę i oliwę z oliwek.
Zupę wlać do miseczek, podawać z fetą.

Smacznego!

2011-01-13

Rety, goście jadą! Kokosowe keksiki z malinami.



W starych, przedwojennych książkach lubię czytać o przepisach "Rety, goście jadą", "Piernik na prędce" i tym podobnych wynalazkach.
Współcześni goście jadą zapewne jeszcze szybciej niż ci dawni. Są za 15 minut albo za pół godziny.
Ale sami sobie też bywamy takimi gośćmi, którzy chętnie zjedliby coś słodkiego, a kompletnie nie mają ochoty na pójście do sklepu po czekoladę. Ratunkiem (przynajmniej dla mnie) jest zawsze świeże ciasto drożdżowe lub błyskawiczna chałka, którą wymyśliłam ostatnio i piekłam codziennie, żeby wieczorem pokroić ją na grube plastry i zjeść z masłem i dżemem malinowym.
Chyba taka chałka jest czymś, co warto mieć pod ręką na ciężkie zimowe wieczory, ale nie o chałce dziś chciałam, a o czymś szybszym - małych kokosowych keksikach z dżemem.
Robi się je błyskawicznie, nie potrzeba do nich miksera. Wszystkie składniki prawdopodobnie każdy ma w domu.
Jeśli nie macie formy do mini-keksów, wystarczy blacha do muffinów.

Keksiki kokosowe z malinami
Źrodło przepisu: Donna Hay 

100 g masła, rozpuszczonego
55 g cukru pudru
150 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
40 g wiórków kokosowych
60 ml mleka
160 g dżemu malinowego (najlepiej niskosłodzonego)

Kokosowa kruszonka:
1 białko jajka
2 łyżki cukru pudru
50 g płatków lub wiórków kokosowych

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
6 foremek do mini-keksów o pojemności 185 ml lub formę do mufinków wyłożyć papierem do pieczenia (lub w przypadku formy do mufinków - papilotkami).

Kokosowa kruszonka:
wszystkie składniki wymieszać w miseczce.
Ciasteczka:
Masło połączyć z cukrem pudrem, mąką, proszkiem do pieczenia, wiórkami kokosowymi i mlekiem. Dokładnie wymieszać łyżką na gładką masę.
Masą wypełnić foremki.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 15 minut (wierzch ciastek powinien być rumiany). Wyjąć z piekarnika, posmarować dżemem, posypać kruszonką kokosową i wstawić ponownie do piekarnika na ok. 10 minut (wierzch kruszonki powinien delikatnie się zrumienić).
Wyjąć z foremek, przed podaniem ostudzić.

Smacznego!

2011-01-11

Co dziś na obiad? Fish Pie, rybna zapiekanka.

Przepisów na Fish Pie jest wiele. Niektóre z nich mówią o wykorzystaniu kilku gatunków ryb surowych i wędzonych. Ja zrobiłam szybką i prostą zapiekankę z halibutem i krewetkami. Zamiast sosu czy wywaru jarzynowego, dodałam ser i śmietanę.
Można urozmaicić ją ulubionymi warzywami, takimi jak np. szpinak. Można dodać wędzone, białe mięso ryb. Zapiekanka najlepiej smakuje z zieloną sałatą i kieliszkiem dobrego wina.

Zapiekanka rybna

600 g ziemniaków
ok. 100 ml gorącego mleka
1 łyżka masła lub oliwy z oliwek
szczypta mielonej gałki muszkatołowej
2 średniej wielkości marchewki
1/2 małego pora (tylko biała część) lub małej cebuli
500 g surowej, wyfiletowanej ryby (łosoś, halibut lub kilka rodzajów)
150 g surowych, dużych kretwetek bez skorup i ogonów (opcjonalnie)
100 g sera (użyłam sera Gruyere)
2 łyżki śmietany 18 lub 22%
3 łyżki posiekanego kopru lub natki
sól i pieprz do smaku
1/2 łyżeczki wędzonej papryki w proszku

Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę i ugotować do miękkości w osolonej wodzie (zajmie to ok. 15-20 minut).
W tym czasie rybę pokroić w kostkę. Marchewkę zetrzeć na grubej tarce. Pora/cebulę posiekać drobno.
W żaroodpornym, posmarowanym masłem lub oliwą naczyniu do zapiekania wymieszać marchew, pora/cebulę, rybę, krewetki, ser. Doprawić solą, pieprzem, papryką, dodać koperek/natkę.
Ugotowane, gorące ziemniaki dobrze utłuc lub przecisnąć przez praskę. Powoli wlewać mleko i śmietanę, cały czas mieszając. Powinno nam powstać puree - jeśli jest zbyt gęste, należy dodać więcej mleka. Doprawić gałką i pieprzem, wymieszać z masłem.
Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Ziemniaki ułożyć w naczyniu, wygładzić powierzchnię.
Wstawić do piekarnika i piec 40-50 minut. Wierzchnia warstwa powinna być rumiana.

Smacznego!

2011-01-10

Zanim napiszesz do mnie maila



Codziennie otrzymuję przynajmniej kilkadziesiąt maili. Od krótkich i rzeczowych, poprzez długie i bardzo długie. Doceniam te dowody sympatii i jest mi bardzo miło, że do mnie piszecie.
Chciałabym jednak uprzedzić, że mimo szczerych chęci, nie jestem w stanie na wszystkie odpowiedzieć, choć odpisuję na większość. Nie jestem również w stanie odpisać natychmiast po tym, jak je otrzymuję.
I jeszcze jedno: jeśli prosisz mailem o poradę i otrzymujesz ją, miło by było, gdybyś mi o tym napisał. Wystarczy jedno słowo: dziękuję.
90% maili, w których prosicie mnie o poradę i ją uzyskujecie, pozostaje bez odpowiedzi.
Wiele osób zapomina o tym, że nie spędzam na blogu i sprawdzaniu skrzynki odbiorczej 24 h na dobę. Nie  mam fizycznej możliwości prowadzenia długiej korespondencji, ponieważ mam również rodzinę i inne obowiązki, więc zanim napiszesz do mnie maila, proszę: pamiętaj o tym.
Niektórzy oczekują zbyt wiele, więc proszę o wyrozumiałość.

Jak robić zdjęcia?

W co trzecim mailu padają pytania o sprzęt fotograficzny i robienie zdjęć. Jak robić zdjęcia?
Moja odpowiedź jest jedna: praktyka. Używam lustrzanki z wymiennymi obiektywami, ale również małego aparatu kompaktowego, z którego pochodzi wiele opublikowanych na blogu zdjęć.
Do obróbki zdjęć używam również Photoshopa. Jeśli chcesz wiedzieć, JAK używać Photoshopa, polecam dostępną na rynku literaturę - tych książek jest naprawdę wiele, są napisane w jasny sposób dla czytelników o różnym stopniu zaawansowania, więc nawet laik jest w stanie dużo zrozumieć i się nauczyć.
Tak jak w każdej innej dziedzinie, tak i tu umiejętności zdobywa się powoli, a jedyną drogą do nich jest praktyka i nauka od lepszych od siebie.
Polecam dobre książki kulinarne, magazyny fotograficzne, jak np. Digital Camera (dostępną w języku polskim), albumy o sztuce, które przybliżą Wam zasady kompozycji i kolorów, a przede wszystkim instrukcję obsługi Waszego aparatu i regularne robienie zdjęć. To najlepsza droga do tego, by osiągnąć to, co chcecie.
Nigdy nie brałam udziału w kursach fotograficznych, więc nie jestem w stanie żadnego z nich polecić.

Współpraca z White Plate

Zanim napiszą Państwo do mnie długiego maila z propozycją współpracy, proszę o uwzględnienie tego, że nie jestem zainteresowana współpracą opartą na:

- testowaniu przysyłanych produktów i opisywaniem ich na blogu
- organizowaniem konkursów reklamujących firmy trzecie
- przekazywaniem zdjęć i tekstów na jakiekolwiek portale i strony internetowe
- bezpłatnym przekazywaniu zdjęć restauracjom, firmom, klientom agencji PR.

Nie mam czasu na wychwalanie kostek bulionowych, organizowanie konkursów reklamujących najnowszy model frytownicy, "szybkie przekazanie contentu, bo chcemy, żeby nasz portal ruszył 1 lipca".
Nie interesuje mnie publikowanie tekstów sponsorowanych i pisanie o rzeczach, których nie testowałam.
Wszelkie opisywane na blogu produkty, książki i filmy zakupiłam sama, a moja opinia na ich temat jest wyłącznie subiektywna. 

Dziękuję za uwagę.

2011-01-09

Racuchy z jabłkami


Wypróbowałam wiele przepisów na racuchy drożdżowe, ale od kiedy po raz pierwszy zrobiłam te, do innych już nie wracam. Warto pamiętać, że ciasto drożdżowe, jak zawsze, tak i w tym wypadku, potrzebuje czasu, by wyrosnąć, by usmażone placuszki były puszyste i miękkie.
W przepisie zmniejszyłam tylko ilość cukru.
Polecam i racuchy i książkę :)


Racuchy
/przepis z książki Małgorzaty Zielińskiej: "Drożdżowe wypieki", za zgodą Autorki/

250 g mąki pszennej
4 g drożdży świeżych (lub szczypta drożdży instant) - Kiedy nie mam czasu, używam 10-12 g drożdży świeżych, przyp. L
1/2 łyżki cukru (używam pudru, przyp. L)
250 ml mleka
2 jajka
15 g tłuszczu (płynnego masła lub oleju roślinnego)
szczypta soli
olej do smażenia

opcjonalnie: obrane i pokrojone w kostkę 1-2 jabłka

Mąkę przesiać, zrobić w niej małe zagłębienie. Wkruszyć drożdże, dodać 1/2 łyżki cukru i odrobinę mleka, pozostawić na kilka minut, aż drożdże ruszą.
Jajka ubić z mlekiem, tłuszczem i solą. Połączyć z mąką. Całość energicznie ubić trzepaczką do uzyskania gęstego ciasta. Pozostawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę. Jeśli dodajemy jabłka, robimy to teraz.
Na patelni rozgrzać tłuszcz. Łyżką nabierać porcje ciasta i kłaść je na patelni, odwracając, kiedy brzegi delikatnie się zrumienią i pojawią się na nich dziurki. Dosmażyć na złoto z drugiej strony i szybko odkładać na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, żeby osączyć je z tłuszczu.
Jeszcze ciepłe racuchy posypać cukrem pudrem lub polać syropem owocowym.

Smacznego!

2011-01-06

Pączki - małe ABC


3 dzieci + 2 dorosłych + 14 pączków = 60 minut
Kiedy byłam mała, jadłam sokoły, rurki z bitą śmietaną, gofry z cukrem pudrem i pączki. Miękkie i ciepłe, żółte od żółtek, z lukrem, który pokrywał je cieniutką warstwą przypominającą srebrne płatki.
Raz w roku Dziadek przywoził je z którejś cukierni, ale która to była? Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Stało się po nie w kilometrowej kolejce, a potem jeszcze ciepłe przywoziło do domu. Raz w roku. To było wielkie święto, jedliśmy ich niezliczone ilości. Kto pierwszy i kto więcej.
Tęsknię czasem za tamtymi wieczorami, za górką nieopodal domu, z której godzinami zjeżdżaliśmy na sankach. Wtedy dzieci nie spieszyły się do kolejnego etapu gry na komputerze, a dorośli nie sprawdzali nerwowo maili w telefonie. Czas płynął powoli, dorosłość przychodziła wtedy, kiedy powinna, a po niej starość. Babcie były babciami, a dziadkowie gotowali zupę owocową z wiśni.
Tęsknię, ale co mogę na to poradzić?


Nie mogę się pochwalić świetnym rodzinnym przepisem na pączki. Może go jeszcze nie znalazłam, bo być może leży gdzieś w zapomnianym kredensie w piwnicy. Za to przez lata wypracowałam sobie swój własny. Lubię miękkie ciasto i tyle dżemu, by ledwo mieścił się w środku. Już nie bawię się w nadziewanie pączków przed smażeniem. Wolę to zrobić, kiedy są gotowe i lekko ostudzone. Obowiązkowo dużo lukru.
Moje pierwsze próby z pączkami kończyły się spalonymi z wierzchu i surowymi w środku niejadalnymi kluchami. Trochę ich zaliczyłam w swoim życiu. Ale ponieważ rzadko się poddaję, pewnego dnia zrozumiałam, na czym polega ich sekret. I od tamtej pory trzymam się kilku zasad:
- Po pierwsze tłuszcz rozgrzewam powoli (na mojej płycie grzewczej w skali 0-9: jest to 5), Myślę, że często popełnianym błędem jest szybkie rozgrzewanie tłuszczu do wysokiej temperatury, wrzucenie do niego pączków i kiedy zaczynają się przypalać (a robią to bardzo szybko), próbuje się zmniejszyć temperaturę tłuszczu. W efekcie pączki są spalone z zewnątrz i surowe w środku.
Moja metoda polega na wrzucaniu dobrze wyrośniętych pączków do lekko skwierczącego tłuszczu i powolne ich smażenie. Drewnianym patyczkiem do szaszłyków sprawdzam w środku stopień ich usmażenia i kiedy nie są surowe, wyjmuję je na talerz przykryty papierowym ręcznikiem. W zależności od wielkości pączków, smażę je nawet 5 minut (niektóre przepisy zalecają smażenie po minucie na jedną stronę, ale to zdecydowanie nie jest moja metoda).
Wyjęte z tłuszczu pączki są twarde, ale kiedy stygną, robią się miękkie.
- Staram się robić jak najluźniejsze ciasto: formuję je dłońmi posmarowanymi olejem roślinnym, nigdy nie podsypuję mąką. Dzięki temu po usmażeniu są miękkie. 
- Zamiast formowania pączków, można ciasto rozwałkować niezbyt cienko na lekko oprószonym mąką blacie i szklanką wykrawać kółka - wtedy wszystkie pączki będą takiej samej wielkości
- Zawsze pozwalam uformowanym pączkom dobrze wyrosnąć przed smażeniem - zajmuje to ok. 30 minut w ciepłej kuchni.
- Jeśli chcecie mieć pączki z jasną obwódką (ja zawsze chcę), wlewacie do garnka tyle oleju/tłuszczu, by sięgał połowy wysokości pączka. I tutaj uwaga: nie można żałować tłuszczu, pączki powinny pływać w tłuszczu, a nie leżeć na dnie garnka.
- Nadziewam pączki używając cukierniczej szprycy do dekorowania tortów (to taki worek zaopatrzony w metalową końcówkę z dziurką). Bez trudu można kupić taki worek lub szprycę w pierwszym lepszym supermarkecie. Nadziewam robiąc końcówką dziurkę albo na spodzie pączka lub z boku.
- Pączki z nadzieniem lukruję: do cukru pudru wlewam bardzo powoli wodę i mieszam łyżką aż zrobi się pasta. Jeśli macie mało cukru pudru, radzę wodę wlewać po łyżeczce, bo lukier, który jest zbyt wodnisty, zostanie wchłonięty przez ciasto.
To chyba mniej więcej tyle :)

A teraz przepis na ciasto:

Pączki
ok. 14 sztuk

4 żółtka
1 jajko
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu wanilii (opcjonalnie, ja lubię i daję)
50 g masła
430-500 g mąki (jej ilość zależy od wielkości jajek, należy dodawać ją stopniowo i nie za dużo)
1/2 łyżeczki soli
30 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
230 ml mleka, podgrzanego do temperatury pokojowej
20 g świeżych drożdży (można zastąpić 1 łyżeczką suszonych instant, ale ja wolę świeże)
3 kostki Planty do smażenia (oleju lub smalcu, co kto lubi, ja wybieram Plantę)

Drożdże rozkruszyć do miseczki, zasypać łyżeczką cukru, wlać 3 łyżki mleka. Wymieszać i odstawić na 15 minut.
W misce wymieszać 400 g mąki, sól, dodać wanilię i resztę cukru. Dodać jajko, żółtka i masło, powoli zagniatać ciasto, wlewając jednocześnie zaczyn i resztę mleka
Można ciasto zagnieść ręcznie albo mikserem: powinno być lśniące, odchodzić od rąk, ale może się lekko kleić. Podczas zagniatania masło spowoduje, że ciasto będzie mniej klejące, a bardziej lśniące. Dlatego dodatkową mąkę można dodać dopiero po dokładnym wyrobieniu ciasta z masłem.
I odwrotnie: jeśli okaże się, że ciasto, które zrobiliśmy, jest zbyt twarde, można do niego dodać jeszcze jedno żółtko lub więcej mleka.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. godzinę.
Maszyna do wypieku chleba: można wszystkie składniki umieścić w maszynie i włączyć najkrótszy program zagniatania ciasta (ja korzystam z programu do zagniatania pizzy).
Z wyrośniętego ciasta lepimy kulki (tak jak w przypadku bułeczek: rozpłaszczamy placuszek na dłoni i brzegi zlepiamy do środka. Dobrze uformowane ciasto=kształtny pączek po upieczeniu). 
Pączki układamy na papierze do pieczenia zostawiając między nimi 3-4 cm odstępy. Odstawiamy do wyrastania na ok. 30 minut, powinny wyraźnie urosnąć.
W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz (w dużym, raczej płaskim garnku lub na głębokiej patelni) i do średniogorącego wkładamy delikatnie pączki. Smażymy powoli, przewracając na drugą stronę i sprawdzając drewnianym patyczkiem, czy nie są w środku surowe.
Usmażone przekładamy na płaski talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, który wchłonie nadmiar tłuszczu, a w tym czasie smażymy resztę pączków.
Gotowe można nadziać dowolną marmoladą - ważne, żeby była dosyć gęsta. Ja używam domowych powideł śliwkowych, które czasem mieszam z konfiturą z płatków róży.

Smacznego!

2011-01-05

Biszkopty


Bardzo szybki przepis na małe biszkopty. To, o czym trzeba pamiętać, by się udały: masa musi być perfekcyjnie ubita przed dodaniem mąki. W przeciwnym razie rozpłynie się podczas pieczenia.
Można je przekładać dżemem, bitą śmietaną lub kremem cytrynowym (lemon curd).
Polecam, smakują zwłaszcza dzieciom :)


 Biszkopty

4 jajka
100 g drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli morskiej (opcjonalnie)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub pół cukru waniliowego)
130 g mąki pszennej, przesianej przez sitko (to ważne)
1 łyżeczka proszku do pieczenia (należy ją dodać do mąki przed przesianiem)

Jajka ubić z cukrem do białości. Masa powinna potroić swoją objętość. Dodać sól i wanilię, miksować jeszcze chwilę.
Mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia wsypywać stopniowo do jajek i energicznie wmieszać ją szpatułką (nie miksować).
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Dwie duże blachy (z piekarnika) wyłożyć papierem do pieczenia.
Łyżką nakładać porcje ciasta (ja chciałam uzyskać większe biszkopty, jeśli wolisz malutkie, możesz wlewać na blachę po 1/2 łyżki ciasta), zostawiając pomiędzy nimi ok. 3-4 cm odstępy.
Wstawić do gorącego piekarnika i piec ok. 10-12 minut. Czas pieczenia jest uzależniony od wielkości biszkoptów i będzie się wahał między 7-15 minut. Pod koniec pieczenia można również nastawić termoobieg (160 st C) i dopiekać ciastka do zrumienienia.
Po upieczeniu delikatnie przestudzić i płaską łopatką zdjąć z papieru do pieczenia.
Ważna uwaga: jeśli nie możemy biszkoptów piec jednocześnie, tylko jedną blachę, to ciasto na drugą blachę wlewamy dopiero przed wstawieniem jej do piekarnika.
Jeśli zamierzamy biszkopty przełożyć masą, należy to zrobić dopiero po ich całkowitym ostudzeniu.
Smacznego!

2011-01-03

O zwierzętach, które miały w sobie "coś" i zdrowa zupa


Dziś rano idę do sklepu, a śnieg prószy jak w bajce. Pod sklepem przywiązany do barierki czarny pies z puszystym ogonem. Ogon być może nie zwróciłby mojej uwagi, gdyby nie był ośnieżony bardziej niż reszta psiej sierści. Pies, z rodzaju tych, które wiedzą, gdzie ich miejsce, cierpliwie czekających pod sklepem na swojego pana. Z rodzaju tych, które nigdy nie wpadają pod samochód, bo wiedzą jak poruszać się po mieście. (Znałam nawet takiego, który zatrzymywał się przed przejściem dla pieszych, kiedy było czerwone światło).
Miałam tylko jednego psa. Narwanego i dzikiego, który pędził przez park nie zważając na moje wołania. Nieczuły na tresurę, prośby i groźby.
Miałam też koty. Wielkiego rudego kocura, któremu na pamiątkę obcięłam kiedyś wąsy (wybacz mi, kocie), bo po wakacjach wracałam do domu i chciałam mieć coś, co będzie mi o nim przypominać.
Miałam dziesiątki chomików, opłakiwanych po śmierci tak, jakby oto nastąpił koniec świata. Białe papugi, szczygłokanarki i fałszujące kanarki, które próbowały umilać sobie życie śpiewem doprowadzającym do szału.
Każde zwierzę jest jak osobna książka. Albo jeden rozdział. Niby podobne, a każde inne.
Pies, którego spotkałam dziś pod sklepem i któremu postanowiłam zrobić zdjęcie, poczuł się zażenowany tym faktem. A przynajmniej tak wyglądał.
Pies, który jeździł koleją. Lassie, wróć! Czarny kot, który miał historię swojego życia. Nieszczęsny Filonek, któremu szczur odgryzł ogon. Czarno-biały kotek, któremu Agnieszka opowiadała bajkę.
Każdy z nas ma dziesiątki własnych historii o zwierzętach, które miały w sobie coś, prawda?


Zupa marchewkowa z żółtą soczewicą, imbirem i quinoa

Zimą, bardziej niż kiedykolwiek indziej, mam ochotę na zdrowe jedzenie. Rozgrzewające zupy z imbirem, kasze, ryż, to jest to.
Przepis na tę niezwykle pożywną zupę, pochodzi z książki Anjum Anand poświęconej kuchni opartej na ajurwedzie. Jest pyszna i łatwa do ugotowania.

1,5 łyżki klarowanego masła lub oleju roślinnego
1/2 średniej cebuli, obranej i posiekanej
6 g świeżego imbiru, obranego i startego na tarce
2 małe ząbki czosnku, obrane i posiekane
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
1 łyżeczka mielonego kminu indyjskiego
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
300 g marchwi, obranej i pokrojonej
2 łyżki żółtej soczewicy
650 ml wywaru jarzynowego lub wody (autorka proponuje 1/2 kostki wegetariańskiego bulionu rozpuścić w 650 ml wody, ale ja wykorzystałam bulion ugotowany na jednej włoszczyźnie)
garść świeżych listków kolendry, posiekanych

Olej rozgrzać w garnku.
Dodać cebulę, dusić aż będzie złocista, dodać czosnek, imbir, gotować 40-60 sekund. Dodać przyprawy oraz sól i pieprz, gotować 20 sekund.
Dodać marchew, soczewicę, wywar. Zagotować, zmniejszyć ogień, przykryć garnek i gotować przez 20 minut.
Zdjąć z ognia, zmiksować na gładki krem. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dodać więcej wody lub wywaru.
Podgrzać, ew. doprawić do smaku.
Podawać ze świeżą kolendrą.
Jeśli chcemy podać z kaszą quinoa, należy ją wcześniej ugotować wg instrukcji na opakowaniu (kasza ta gotuje się ok. 30 minut).

Smacznego!


2011-01-02

10 najpiękniejszych książek kucharskich 2010. Część 2.

Dziś druga część poświęcona najpiękniejszym książkom kucharskim roku 2010.
Mam nadzieję, że rok 2011 przyniesie nam jeszcze piękniejsze i lepsze.
Czego Wam i sobie życzę :)


Tartine Bread  i Bourke Street Bakery
(czyli pieczenie chleba jest sexy)


Jeśli ktoś uważa, że piekarz to gruby facet w starym podkoszulku, powinien zajrzeć do książki Tartine Bread. 
Historia była mniej więcej taka: w pięknym San Francisco żyło sobie dwóch panów. Jeden był surferem i dnie spędzał na śmiganiu po ciepłych wodach oceanu, drugi zaś piekarzem. Pewnego dnia surfer odwiedził piekarza i zaproponował mu układ: nauczy go pływania na desce w zamian za lekcje pieczenia chleba.
Dziś Chad Robertson (piekarz) prowadzi piekarnię i kawiarnię Tartine Bakery, a Eric Wolfinger po latach spędzonych na gotowaniu i pieczeniu, jest fotografem. Przystojnym fotografem.
Ich książka jest najpiękniejszą książką o pieczeniu chleba, ale mimo przejrzystych instrukcji jest lekturą dla zaawansowanych piekarzy. Oprócz pieczywa, znajdują się tu receptury na inne dania (zupy, gofry, sałatki).
Całość dopełniają kolorowe i czarno-białe fotografie.
Bourke Street Bakery to w moim domu przyrodnia siostra Tartine Bread.
Stoją obok siebie i w gruncie rzeczy są do siebie podobne (Bourke też jest dla zaawansowanych piekarzy, przepisy w niej są czaso i pracochłonne). To książka z australijskiej piekarni, do której zawsze jest kolejka.
Jej historia sięga roku 2004, kiedy to dwóch przyjaciół postanowiło otworzyć miejsce serwujące wiejski chleb na zakwasie, słodkie i wytrawne ciasta i ciasteczka.
365 stron i fotografie, które powodują, że spędzam pół nocy w kuchni.
Jest pięknie wydana, okraszona zdjęciami z przygotowania krok po kroku niektórych wypieków.
Przetłumaczono ją na kilka języków, między innymi na niemiecki i duński.

Baked Exploration
(czyli pieczenie może być zabawne)
Uwielbiam jedno ze zdjęć z tej książki, na którym obaj panowie, będący założycielami piekarni Baked  w Nowym Jorku, pozują na tle biblioteczki starszej zapewne niż każdy z nich. Jeden ma wąsy i w dłoni dzierży brązową filiżankę, drugi pod krawatem, z tacą pełną czekoladowych ciastek. Albo to, na którym jeden czyta w fotelu gazetę, a drugi miesza herbatę obuty w kraciaste cichobiegi z gumką.
Mam fioła na punkcie zwariowanych ludzi z pasją, którzy pewnego dnia rzucają dotychczasowe zajęcie i zaczynają zarabiać na życie robiąc coś, na czym się kompletnie nie znali. To coś pewnego dnia sprawia, że zostają docenieni i dzięki temu pracują jeszcze bardziej.
Matt Lewis i Dario Poliafito kiedyś pracowali w reklamie, może dlatego wiedzą, jak robić książki, które przykuwają uwagę.
Ich pierwsze dzieło: Baked kupiłam ze względu na projekt - inny niż wszystko, co znałam do tej pory. Później przeczytałam recenzje krytykujące ich styl: że zarozumiali, że przemądrzali, itp, itd., czyli osiągnęli dokładnie to, o co im chodziło.
Może mieliby malutką, nikomu nie znaną piekarenkę, gdyby pewnego dnia Oprah Winfrey nie umieściła zdjęcia brownie ich autorstwa w swoim magazynie z dopiskiem, że jest to coś, bez czego nie może żyć. Na efekt nie trzeba było długo czekać: zamówienia posypały się natychmiast, a panowie, mimo zatrudnienia wszystkich gotowych do współpracy piekarzy, piekli swoje ciastka dzień i noc.
To była ta kostka domina.
Książka zawiera przepisy na klasyczne amerykańskie ciasta, ale przerobione tak, by były pyszne. Obaj autorzy deklarują, że modyfikują receptury tak długo, aż osiągną to, o co im chodziło. I ja im wierzę, bo za co się nie zabiorę, wychodzi i jest pyszne. Wspomnę choćby słodko-słone karmelowe brownie.
Książka jest zaprojektowana w stylu, który nazywam retro z przymrużeniem oka. Znajdziemy tu i niebieskie skarpety, wąsy, stare czajniki i tapety w kwiaty. Skomponowane z  klasą i zabawne.
A gdyby komuś było mało, autorzy są bardzo aktywni na Facebooku, gdzie można ich osobiście zapytać o sprawy związane z pieczeniem i nie tylko.

My Sweet Mexico
Fany Gerson

O meksykańskich deserach wiedziałam niewiele. Pierwsza myśl to słodkie naleśniki oblane karmelem i prażonymi orzechami włoskimi i gorąca czekolada. Tymczasem to cały świat mniej znany, bo odległy. Ta książka jest rodzajem kulinarnego reportażu - pokazuje meksykańskie ulice i kafejki oraz całą paletę słodkości: lodów, napojów, słodkich bułek, deserów z kukurydzy, a także nowoczesnych potraw.
Autorka jest doświadczonym cukiernikiem, dzielącym czas między rodzinny Meksyk i Nowy Jork.
To z niej pochodził przepis na pieczone przeze mnie bułeczki.
Dlaczego spodobała mi się ta książka? Jest ciekawa, opowiada o tradycjach, pokazuje słodycze dotąd mi nieznane. Jest pięknie wydana na matowym papierze, zilustrowana kolorowymi zdjęciami w meksykańskich, kolorowych klimatach. Aż chce się tam pojechać, by popróbować tych cudów.

Najpiękniejsze książki AD 2010, część 1.

Zdjęcia pochodzą ze stron: Amazon.co.uk. Amazon.it, murdochbooks.com.au, tartinebakery.com, bakednyc.com