Skończyłam spory projekt (o którym niebawem), niedługo wracam do regularnego blogowania.
Mam trochę zaległych opowieści o Berlinie, kilka o Warszawie.
Odkryłam parę nowych miejsc i prawie skończyłam swoją pierwszą książkę kucharską, która zamiast na święta, powinna ukazać się w okolicy Walentynek.
Moje dwie wagi kuchenne odmówiły posłuszeństwa, więc, jak to miały w zwyczaju nasze babcie, zaczęłam wypiekać chleby "na oko".
Miesiąc przed świętami wypróbowałam dziesiątki świątecznych przepisów, zrobiłam setki zdjęć, piekłam ciasta marchewkowe według szwedzkich receptur (dziękuję Ci, Kasiu), poznałam nowych ludzi.
Dużo zmian, dużo pracy.
Cieszę się, że jesteście i że jest dla kogo pisać.
Dziękuję Wam za to. Do szybkiego przeczytania :)
Liska
Mam trochę zaległych opowieści o Berlinie, kilka o Warszawie.
Odkryłam parę nowych miejsc i prawie skończyłam swoją pierwszą książkę kucharską, która zamiast na święta, powinna ukazać się w okolicy Walentynek.
Moje dwie wagi kuchenne odmówiły posłuszeństwa, więc, jak to miały w zwyczaju nasze babcie, zaczęłam wypiekać chleby "na oko".
Miesiąc przed świętami wypróbowałam dziesiątki świątecznych przepisów, zrobiłam setki zdjęć, piekłam ciasta marchewkowe według szwedzkich receptur (dziękuję Ci, Kasiu), poznałam nowych ludzi.
Dużo zmian, dużo pracy.
Cieszę się, że jesteście i że jest dla kogo pisać.
Dziękuję Wam za to. Do szybkiego przeczytania :)
Liska
19 komentarzy:
Książka kucharska na Walentynki - idealnie :)) przecież to jedna bajka jest :))
Lisko, czekam na Twoje słowa, fotografie, na spotkania pięknie opisane przez Ciebie, na przepisy, na przemyślenia, bardzo, bardzo na książkę, ale przede wszystkim.... Na Ciebie!!
Pozdrawiam!! :)
Już nie mogę się doczekać tej książki na pewno będzie przydatna, ale też będzie ciekawym prezentem dla bliskiej osoby ;)
pozdrawiam,
Monika
Wszystko brzmi świetnie, aż zazdroszczę:).
Czekam na książkę! :)
Mam nadzieję, że gdy byłaś w Berlinie, wybrałaś się na genialne sushi do Ishin na Mittelstrasse :). A jeśli nie - nadrób to przy najbliższej okazji, koniecznie!
Ja zaś poczekam do tych Walentynek, aż będę mogła kupić Twoją książkę :).
Wracaj do nas! A książkę chętnie zakupię :)
Czekam na książkę z niecierpliwością :)
Czekamm na Twoją książkę :)
I ja czekam niecierpliwie, wracając to starych receptur, i tęsknię!
Kochana Lisko!!!
Ja też nie mogę doczekać się książki, poznać Cię na papierze i piec z tych nie-elektronicznych przepisów... Trzymaj się dalej tak dzielnie!
Panna Przechodzień
http://czajnizfortunkuki.blogspot.com/
to bede miala dla siebie walentynkowy prezent?:D czekamy na ksiazke w takim razie
czekam na więcej :)
Łał!
Jeśli na walentynki to będzie akurat na chwilę, kiedy ma pojawić się moje dziecko na świecie :). Kupię Twoją książkę, będę miała dużo czasu w domu, będę piekła. Nie mogę się doczekać. Pozdrawiam
Jakże ja już chcę móc oddać się beztroskiemu kucharzeniu. Byle do poniedziałku, byle oddać tę wstrętną mgr i zacząć żyć jak człowiek, tym co najpiękniejsze :)
Pozdrawiam i życzę owocnej pracy :)
Cieszę się, że wracasz, czekam na książkę, choć i tak Twój blog to taka skarbnica pomysłów, że życia nie wystarczy, żeby je wypróbować:)
Cudownie - mimo wszystko otwarty laptop w kuchni jest niepraktyczny!
Pomimo tak wielu spraw znajdujesz czas na to, by podzielić się z nami wypróbowanym przepisem, dobrym słowem, czy nowinkami. Życzę wielu sił i dłuższego dnia:). Pozdrawiam
Prześlij komentarz