Do przygotowania dzisiejszej propozycji użyłam świeżego tuńczyka, ale można go zastąpić inną rybą. Sprawdzi się tu na przykład łosoś bez skóry.
Jest to lekkie, delikatne curry, które dodatkowo doprawiłam odrobiną wędzonej papryki. Aby danie było bardziej ostre można pokusić się o wykorzystanie papryczki chilli, ale radziłabym dawkować ją z umiarem.
Tuńczyk idealnie pasuje do ryżu basmati, który w tym wypadku ugotowałam z zielonym kardamonem, goździkami i rodzynkami. Polecam na jesienne późne obiady. Szybkie i pożywne danie.
Tuńczyk w lekkim sosie curry
/inspirowany przepisem Madhur Jaffrey/
ok. 500 g świeżego tuńczyka (najlepiej ukrojonego w plastry grubości ok. 1 cm)
3 łyżki klarowanego masła ghee lub oleju roślinnego do smażenia
2 małe szalotki, obrane i posiekane (można je zastąpić dymką, bez szczypioru)
3 cm kawałek świeżego imbiru, obrany i starty na drobnej tarce
1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony
1 łyżeczka kurkumy
1 mała papryczka chilli, przepołowiona, wyrzucone nasionka, reszta drobno pokrojona (opcjonalnie)
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku (jeśli nie mamy, podwajamy ilość papryki słodkiej)
165 ml mleka kokosowego
1 łyżka soku z limonki lub cytryny
sól
rybę posolić i odłożyć na bok
W garnku rozgrzać ghee/olej. Dodać szalotki, kiedy zaczną się rumienić, dodać imbir i czosnek. Smażyć minutę.
Dodać 200 ml wody, kurkumę, paprykę, chilli, sok z cytryny i pół łyżeczki soli.
zagotować, następnie trzymać na średnim ogniu ok. 7-8 minut, aż sos nieco odparuje.
Dodać mleko kokosowe, zagotować przez minutę.
Dodać rybę, przykryć garnek i gotować ok. 3-4 minut (tuńczyka nie można gotować zbyt długo, gdyż będzie twardy).
Podawać z ryżem basmati ugotowanym na sypko.
Smacznego!

16 komentarzy:
Och jakiż soczysty stek! Ciekawe czy to, co jem z puszki, to też jeszcze tuńczyk ;-P
Toż to zbrodnia w biały dzień. Jestm smakoszem i kucharzem z zawodu ale tak nieodpowiedzialnych poczynań kulinarnych chyba nigdy nie zrozumiem.
Dobrze, że mamy już Food Film Fest w Poslce. Tylko ciekawy jestem kiedy niezbedne informacje o naszym pożywieniu będą skutkować naszymi odpowiedzialnymi wyborami.
Polecam na początek:
Bezrybie (Doc review)
http://www.iplex.pl/filmy/bezrybie,3664
Lubię tuńczyka w każdej postaci.Często robię sałatkę z tą rybą.Pozdrawiam~!
Rzeczywiście... ja też lubię tuńczyka, ale... jeśli świat nie przystopuje, ta piękna i smaczna ryba zniknie raz na zawsze... :(
Nie rozumiem jednego. Z jednej strony wszechobecny "nakaz" jedzenia ryb, a z drugiej, jak tylko pojawi się tak cudne danie jak to, nagonka.
To musi być interesujący smak, mmm....
Ja nie jadam tunczyka, ale tez nie rozumiem nagonki, kazdy ma wybor, wiec niech ci to ryb nie jadaja, ich nie jedza ale innym tez daza spokoj. Nagonka na sile alby przekonywac jednej slusznej idei , nie ma sensu.
Smacznego!
Brusiek,
pozwolisz, że nie będę brać udziału w tej dyskusji. Szanuję Twój wybór, sama staram się stosować umiar i rozsądek w tym, co jem. Na świecie jest tyle różnych problemów związanych z pozyskiwaniem żywności, to dobrze, że się porusza te tematy i o nich mówi.
Zastanawiam się zawsze nad jednym, czy ci, którzy walczą w imię jakichś idei, są w porządku we wszystkich innych dziedzinach życia i naprawdę nie mają sobie nic do zarzucenia.
Pozdrawiam
W Kuchni.tv będzie można wkrótce obejrzeć program J. Olivera nt przemyślanych rybnych zakupów i zastępowania w kuchni gatunków zagrożonych (tuńczyk, halibut, dziki dorsz i łosoś) innymi, które cieszą się mniejszą popularnością. Mądry pomysł, jako że ponad 50% ryb wyławianych w M. Północnym (martwych!) trafia za burtę, bo nie ma na nie popytu. Chodzi o to, żeby zachować umiar i dać ginącym gatunkom czas na odnowę populacji. Przy czym grunt to zdrowy rozsądek! Przecież świeży tuńczyk w Polsce to rarytas, kosztuje przynajmniej 80 zł/kg i nie karmi się nim codziennie wieloosobowych rodzin jak na Karaibach, więc jak kogoś czasem najdzie chęć, to jeszcze nie koniec świata. Dla równowagi: w zeszłorocznej książce Jamiego jest przepis na rybne placki z łososia, tuńczyka i łupacza na raz.
Pozdrowienia :)
to musi smakowac dobrze:)
Najlepiej napisać, że się umywa ręce od dykusji. Umiar i rozsądek należy zachować w zużywaniu dóbr, Lisko piszesz o dostępie do żywności, a sama nie stosujesz reguł przyzwoitości wobec natury i otaczającego świata. Jedz tuńczyka, a Twoja córka nawet nie będzie wiedziała jak on wygląda, bo populacja tuńczyka jest zagrożona całkowitym wyginięciem. I owszem, ja nie mam sobie pod tym względem nic do zarzucenia, jestem wegetarianką, jem sezonowo i lokalnie. I polecam lekturę http://www.greenpeace.org/poland/pl/co-robimy/morza-i-oceany/
Witaj Lisko,
Nieczęsto zamieszczam komentarze, jednak temat ten bardzo mnie porusza i niestety muszę się zgodzić z przedmówcami, z Bruskiem i Zieleniną. Mówienie, że na świecie jest ogrom problemów z żywnością nie jest żadnym argumentem. WSZYSTKO zaczyna się od NAS samych. Ty jako osoba popularna i w dużym stopniu kształtująca polską blogosferę powinnaś zdawać sobie sprawę z wpływu jaki posiadasz na czytelników. I możesz to w jakiś sposób wykorzystać promując odpowiednie postawy.
Nie miej za złe mojej wypowiedzi. Z mojej strony nie jest to żadna "nagonka" jak wcześniej sugerowano. Bardzo lubię i cenię sobie Twojego bloga, wiele cennych rzeczy tutaj przeczytałam, nie tylko kulinarnych:) Jednak milczenie nie pomoże zmienić świata. Jedzenie mięsa zagrożonych gatunków oraz pochodzącego z ferm przemysłowych jest tematem niewygodnym dla wielu osób, które po prostu wolą nie widzieć problemu, bo wówczas wydaje im się, że go nie będzie i nie będą sie musiały zastanawiać nad swoją postawą. Potwierdza to ilość komentarzy pod Twoim postem- 12 w stosunku do poprzedniego, który ma ponad 80.
Przy okazji polecam Twojej uwadze książkę Juliet Gellatley pt. "Milcząca arka".
Serdecznie pozdrawiam
Fajny ten przepis. Potwierdzam, tuńczyk świetnie wkomponowuje się w przyprawy indyjskie (świetnie je chłonie). Curry jest świetne.
A ja podaję link z ciekawym poradnikiem WWF. Mówi on o tym, które ryby należy w ogóle z diety wyeliminować (karmazyn), które można jeść od czasu do czasu, a które bez obaw (makrela). Często jest tak, że można jeść daną rybę, ale tylko z konkretnych lokalizacji, np. dorsza ze stada wschodniego Bałtyku i takiego najczęściej spotykamy w naszych sklepach!
Tuńczyk, którego zaprezentowała Liska, jeśli tylko nie jest błękitno lub żółtopłetwym (a na pewno nie bo są b. drogie i b. rzadkie) jest rybą, którą można jeść od czasu do czasu, tak więc bym nie przesadzała :).
http://www.wwfpl.panda.org/fakty_ciekawostki/biblioteka/?uNewsID=5320
Uwielbiam tuńczyka i muszę wypróbować powyższy przepis :) zwykle jadam morszczuka, zawsze przyrządzam go w ten sam sposób (w folii w piekarniku), więc przyda się jakaś odmiana w kuchni :) pozdrawiam
Prześlij komentarz