2011-08-28

Jesień i oponki


Wsiadam do samochodu i jadę przed siebie szukając w pamięci miejsc, które były mi bliskie.
Odwiedzam przedszkole. Jest pierwsza w nocy. Liście na mokrym chodniku rzucają cienie, a świat pachnie dokładnie tak jak wtedy, gdy miałam pięć lat.
Spaceruję po małych uliczkach, zaglądam przez okna starych domów, wypatruję żyrandoli, które wiszą w nich od dwudziestu lat.
Przygnała mnie tu nostalgia czy ciekawość?


Kiedy nadejdzie świt będę spacerować po lesie, w którym stoi moja szkoła.
Tak pachniał początek roku szkolnego.
Otwieram pudełko z kanapkami i termos z gorącą herbatą. Noc zamieniła się w świt, a świt niepostrzeżenie przeszedł w popołudnie. Nieodebrane połączenia przypominają mi o tym, że nie jest łatwo znikać na tyle godzin.
Co jakiś czas odnajduję na półkach zakurzone książki, które czytałam dawno temu. Wybieram fragmenty, które z takim zapałem zakreślałam wtedy ołówkiem. Czasem chcę się nimi dzielić. Poczytać komuś. A czasem nie mówić nic i poszukać ciszy, która nie rani i nie dzieli.
Jesień przyszła w tym roku tak szybko, nie zdążyłam nacieszyć się latem. Zwiedzam mazowieckie wsie, gubię się na nowych drogach, nie przestaję się dziwić temu, jak wszystko się zmienia.
Pod Warszawą znajduję opuszczone sady - raj dla ślimaków. Trawa po kolana, resztki słomy i małe owoce nietknięte chemią. Smakują jak te, które pamiętam z dzieciństwa.
Z papierowej torby wyjadam ostatnie oponki, które zrobiła moja Mama. Niedawno ktoś prosił mnie w mailu o przepis na nie, więc proszę - jest przepis.


Najlepsze są jeszcze ciepłe, oprószone cukrem pudrem, popijane ciepłą herbatą. Z podanej ilości składników otrzymamy dużą tacę oponek.

Oponki

200 g białego sera w kostce
1 jajko
cukier waniliowy
1 łyżeczka sody
mąka - w zależności od rodzaju sera, ok. 1,5 szklanki, dosypujemy stopniowo

Z podanych składników zagnieść ciasto. Nie może kleić się do rąk, powinno przypominać ciasto na kopytka.
Wałkować na stolnicy podsypanej mąką, by nie kleiło się do wałka na grubość ok. 3 mm. Wykrawać szklanką koła, a środek małym kieliszkiem.
Wrzucać na gorący olej, smażyć na złocistobrązowo, patyczkiem przewrócić na drugą stronę.
Przełożyć na tacę wyłożoną papierową serwetką i kiedy przestygną, posypać cukrem pudrem.

Smacznego!


Drodzy Czytelnicy!


Blog został przekierowany na własną domenę. Niestety mamy problemy z wyszukiwarką (tą na górze) i jeszcze trochę potrwa, zanim zacznie ona funkcjonować tak, jak należy. Jedyne, co mogę w chwili obecnej zrobić to czekać, bo wszystko jest w "rękach" bloggera.
Na razie działa (choć wiem, że nie idealnie) wyszukiwarka po prawej stronie.
Przepraszam za niedogodności i bardzo, bardzo Was proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.


L.


27 komentarzy:

Atria C. pisze...

Moja siostrzyczka idzie teraz do drugiej klasy:) Kiedy patrzę jak ciesz się nowymi kredkami, farbkami, jak oprawia książki do szkoły (wiele więcej niż ja miałam!) przypominam sobie jak ja pakowałam się na nowy rok szkolny..

Atria C. pisze...

ps. protestuję! To jeszcze nie jesień to Babie lato!:)

julia pisze...

Takie oponki robiła nam często również moja mama jak byliśmy dziećmi. Chyba już zawsze będę czuła do nich sentyment. Fajnie, że u Ciebie jest na nie przepis:)

Majana pisze...

Smakowite oponki.
Nie pamietam kiedy je jadłam, wieki temu.
Fajne wspomnienia. :-) NIe zgadzam sie,ze juz jest początek jesieni;). Jeszcze troszkę.

No i gratuluję własnej domeny.
Pozdrowienia:)

ulcik pisze...

Oj, takie oponki to marzenie. Jeszcze ostatnie dni lata, a potem jesień i mam nadzieję że będzie ciepła i słoneczna :) pozdrawiam !

Matka Czworokątna pisze...

Liska, dziękuję za oponki. Chyba już dziś uskutecznię na podwieczorek :).

Aurora pisze...

Oponki przenoszą mnie jakieś 10 lat wstecz... Wspaniałe wspomnienia. Póki co, jestem tu i teraz i muszę się uporać z oponką na brzuchu ;-P

tofka pisze...

Niestety lata w tym roku chyba wcale nie było. Chyba, że to tylko mnie coś ominęło. Mam nadzieję, że chociaż jesień nas trochę porozpieszcza.

A oponki... to smak dzieciństwa. Uwielbiałam karnawał, bo wtedy oponki były chlebem powszednim. Pachniał nimi cały dom, a ja z bratem wyjadałam mamie spod ręki takie gorące... Cudo!
-----------------------------------
Zapraszam:
Para w kuchni.
Na turystyczny szlak!

Monisia pisze...

Niestety,lato powoli odchodzi,ale babie lato zaczyna uwodzić nas swoimi urokami;) jest piękne,a oponki w sam raz do popołudniowej herbaty,pozdrawiam.

Aciri pisze...

O nie! Już jesień? Za szybko się to lato skończyło:) W każdym razie na oponki zawsze jest dobry czas:)

amaggie pisze...

Piękny nostalgiczny post... Czasem też tak mam - gdzieś mnie gna - nie wiem gdzie; czegoś szukam - nie wiem czego... to pewnie tęsknota... za tym, co już nie wróci :(
Pozdrawiam ciepło i mimo wszystko jeszcze nie jesiennie!!!

małgo. pisze...

właśnie takie zapamiętałam od babci. dziękuję za przywrócenie tego smacznego wspomnienia :)

Yummy & Tasty

Grażyna pisze...

Jesień .. wspomienie szkoły.. tak daklekie .. :) Moja ulubiona pora roku. :)

Agnieszka pisze...

Jaki piekny imbryk! Gdzie taki Lisko kupilas?

Wiewióra pisze...

Nostalgia dopada znienacka i mnie także... jakiś obraz, piosenka czy kolor liści, zagladanie w stare katy... jesień lubię tą złotą i polską, żółte liście pod nogami i pajęczyny porozwieszane przez niesforne pająki.
A oponki pięknie się prezentują i chyba dzisiaj takie zrobię, szkoda tylko, że zdjęć takich robić nie potrafię... buziaki cieplutkie ślę wraz z jesiennym rudym kotem i Córką Blondyneczką.

Amber pisze...

Pięknie napisałaś o podróży w przeszłość...
Mam takie same momenty,kiedy zatrzymuję się w czasie i wspominam,oglądam.
Oponki to dla mnie takie retro podwieczorki.
Ciepło Cię pozdrawiam.

Amber pisze...

P.s.Lato jeszcze trwa!!!

Maggie pisze...

Oponki kojarza mi sie raczej z tlustym czwartkiem, ale tez nostalgicznie. A poczatek wrzesnia zawsze lubilam. I szkole tez.

wykrywacz smaku pisze...

oj oponki to zdecydowanie smak dzieciństwa, ale bardziej zimowy niż jesienny :)

elżunia pisze...

oponki- jak dla mnie to wspomnienie z karnawałem i tłustym czwartkiem :) ale na jesieni jeszcze ich nie próbowałam :)

ja nadal liczę jeszcze na lato :)

Soogar Lips. pisze...

Cudny blog i przepiękne zdjęcia ;)
Zapraszam do siebie ;)

http://mojeptysiemalinowe.blogspot.com/

Olciaky vel Olcik pisze...

oponki bajeranckie- lubię takie.
Robię wersję light, bo mam specjalną foremkę i piekę je po prostu w piekarniku:)
Pozdrawiam

paulina pisze...

Lisko, a da się takie zrobić z drobnej mąki z pełnego przemiału, np.lubella? czy nie urosną?

Ania vel Vespertine pisze...

Lisko, nareszcie moge wejść na Twój blog! Od kilku dni nie wyświetlała mi się Twa strona, jako jedyna ze wszystkich, które przeglądam. Miałam do Ciebie pisać w tej sprawie, ale na szczęscie problem minął. Oponki - klasa :) Zjdęcia pajęczyny - klasa!

MIłej soboty...

anna pisze...

uwielbiam oponki i moja rodzinka również,
pozdrawiam

Daga pisze...

piekne zdjecia, smakowite przepisy !!

Warsztat Mamy pisze...

Moi chłopcy uwielbiają oponki! Ostatnio też robiliśmy je razem :-)