2011-06-29

Placuszki "serniczki" i kilka wydarzeń z życia White Plate


Lubicie randki w ciemno?
Kiedy byłam nastolatką, a o internecie jeszcze nikomu się nie śniło, bo byliśmy na etapie komputera Atari, prowadziłam korespondencję z rówieśnikami poznanymi dzięki magazynom dla młodzieży. Jakie emocjonujące było czekanie na listonosza i rozrywanie kopert, w których ktoś wysyłał nam swoje zdjęcie albo widokówkę swojego miasta. Świat wydawał się ogromny, a miasto na drugim końcu Polski odlegle o miliony lat świetlnych. Korespondowało się ze świadomością, że i tak się pewnie nigdy nie spotkamy.
Od kiedy bloguję, od czasu do czasu zdarza mi się spotykać kogoś, kogo poznałam dzięki internetowi. Ale jakie było moje zaskoczenie, kiedy pewnego dnia dostałam list od Chiki z bloga She who eats, która napisała, że jest czytelniczką (sic!) White Plate i postanowiła przyjechać do Polski.
To właśnie wtedy poprosiłam Was na Facebooku o rekomendację ulubionych polskich dań i krakowskich miejsc. Dostałam ich tyle, że sama zapragnęłam wybrać się znowu do Krakowa, ale zanim to nastąpi, spotkałam się z Chiką.
Zjadłyśmy razem obiad i okazało się, że mamy milion wspólnych tematów. Chika przyjechała z Tokio i opowiedziała mi o Japonii - moim jeszcze nie zrealizowanym marzeniu.
To było jak prezent urodzinowy. Spotkać kogoś z naprawdę odległego kraju, kogo można zapytać o wszystko, bo podobnie mu w duszy gra. I przy okazji przekonać się, że Ona wiedziała o mnie więcej niż mogłam przypuszczać, bo zawsze myślałam, że tłumacz Google może niewiele.
To były emocjonujące chwile.

Wczoraj zaś byłam na degustacji win z Południowego Tyrolu, którą prowadził fantastyczny Tomasz Prange Barczyński, który o winach wie (więcej niż) wszystko. Oprócz win serwowano południowotyrolskie jedzenie (na zdjęciu przystawka).
O mojej ślepej miłości do tego regionu pisałam już zimą (tutaj), a w komputerze mam kolejne materiały, które czekają na publikację.




To była inauguracja Dni Wina Południowego Tyrolu, które będą się odbywać przez dwa najbliższe tygodnie. A jeśli ktoś nie pije wina, może spróbować lokalnych specjałów - a, wierzcie mi, naprawdę jest z czego wybierać, bo kuchnia południowotyrolska obfituje w doskonałe sery, speck, czy... jabłka - co czwarte jabłko w Europie pochodzi właśnie z tego regionu.
Więcej informacji na temat Dni Win Południowego Tyrolu znajduje się na Facebooku tutaj. Naprawdę warto zainteresować się tym regionem nie tylko zimą - każdy wie, że można tam pojechać na narty, nie każdy wie, ile atrakcji można mieć tam poza sezonem zimowym.

Panierowane krążki bakłażanów, roladki z grillowanych warzyw, mus z kalafiora z krewetkami,

*     *     *     *     *

A dziś zapraszam na łatwe w przygotowaniu placuszki twarogowe - serniczki.
Delikatne i miękkie, które można podać ze śmietaną, musem jagodowym albo syropem klonowym.




Placuszki "serniczki"
250 g sera twarogowego mielonego (może być z wiaderka)
1 jajko
1,5 łyżka (30 g cukru)
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka skórki cytrynowej
50 g mąki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Wszystkie składniki krótko zmiksować na gładką masę.
Na patelni rozgrzać 2-3 łyżki oleju roślinego, łyżką nakładać porcje masy i smażyć na małym ogniu (jeśli ogień będzie zbyt duży, placuszki spalą się z zewnątrz, a w środku będą surowe). Ja na swojej płycie smażę je na 3 (w skali 0-9).
Po ok. 3-4 minutach przełożyć je na drugą stronę i usmażyć na złoty kolor.

Smacznego!


38 komentarzy:

caracordata pisze...

No i idealnie, bo mam akurat trochę serka po serniku i zastanawiałam się co z nim począć, tym przepisem wybawiasz mnie z zagwostki, dziękuję!

Kubełek Smakowy pisze...

Serniko-naleśniki, czyż mogłabym to przepuścić? Dzięki, Lisko!

Zaytoon pisze...

To wspaniałe, jak wiele możliwości stwarza internet. Jak przybliża ludzi. A zarazem przerażające, jak bardzo oddala ich od siebie...

A placuszki - doskonałe na leniwe śniadanie. Takie, na jakie teraz mam mnóstwo czasu...

Pozdrawiam, Lisko!

Squidy pisze...

Lisko, jaki piękny wpis :) To co piszesz o spotkaniu z Chiką. NIESAMOWITE spotkanie. Najważniejszy jest drugi człowiek - w życiu, pracy, gotowaniu, blogowaniu także. Myślę, że dla takich spotkań WARTO blogować. I w takich chwilach trochę żałuję, że brak mi talentów fotograficzno-literackich, by założyć swój własny blog.

Małgorzata Głowacka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mecze-Live pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
burczymiwbrzuchu pisze...

Historia niesamowita, nie tylko fakt jakie możliwości stwarza internet, ale także to, że dwie osoby pochodzące z zupełnie odległych miejsc i wychowanych w innej kulturze może łączyć tak wiele wspólnego! Uwielbiam sernik, uwielbiam placuszki, więc placuszki serniczki muszą być wyśmienite :)

Holga pisze...

Niesamowite.
Mogłabyś zdradzić co Chika sądzi o polskiej kuchni? Co jej smakowało, a co niekoniecznie?
To już fobia, pytam wszystkich.
;)

A placuszki robię bardzo podobne ( http://addandmix.blogspot.com/2011/05/duze-zblizenie-na-sernikowe-pancakes.html ). Uwielbiam je.

Pozdrawiam z odległego miasta!

Dziewczyna bez matury pisze...

Ja te placuszki znam z rosyjskiej kuchni pod nazwą "syrniczki", tam często do ciasta dodaje się kaszę manną i czeka się aż spęcznieje. Dla urozmaicenia do ciasta można wrzucić rodzynki lub suszoną żurawinę. Pychota :)

dorota20w pisze...

pysznie sie prezentują racuszki

viola pisze...

I to sa chwile,dla ktorych warto zyc-realne spotkanie z kims"z komputera"!!!Az czuc z ekranu,twoje podekscytowanie ta wyjatkowa chwila,Lisko.Super,ze o tym piszesz,bo to taka fajna relacja,co rozgrzewa serce i pozwala wierzyc w bezinteresownosc ludzi(o tak,ona istnieje!!!).Pozdrawiam goraco.

Martyna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Danusia pisze...

pamietam ten czas jak to nie miałam jeszcze internetu i włąsnie przez magazyny poznawało sie ludzi. Pozniej juz były maile. Teraz sie juz o tym zapomina.
Zazdroszcze spotkania i częstuje się placuszkami.
Pozdrawiam (:

Martyna pisze...

Takie proste te placuszki a jakoś nigdy nie wpadłam na to aby zrobić je z serem. Jutro wypróbuję :)

Co do "dawnych" sposobów poznawania ludzi, ja jestem już raczej z pokolenia internetowo-komputerowo- smsowego. Ale za czasów modemów, kiedy internet był dla mnie dostępny tylko w kafejce też miałam kolegę z którym wysyłaliśmy sobie listy. Oczekiwanie na odpowiedź i rozrywanie koperty - przemiłe to były chwilę :)

Toczka pisze...

Też miałam kilku korespondencyjnych znajomych nastolatką będąc, ale Twoja historia jest rewelacyjna, choć w sumie Twój blog jest na tyle ciepły i wabiący, a do tego oprawiony genialnymi zdjęciami, że nie ma się co dziwić :D Nawet ludzie z drugiej strony globu są w stanie znaleźć coś fajnego, nawet jeśli jest napisane w tak diametralnie innym języku :]
A placuszki sobie zapiszę i zachomikuję na właściwą niedzielę, do zrobinia :]
Pozdrawiam z deszczowego Krakowa
Toczka

Michał pisze...

Czytam pani bloga od roku i wciąż podziwiam Panią i pani dzieło(bo trudno nazwać tego bloga inaczej).
Czyta się go świetnie.
Jest Pani dla mnie uosobieniem włoskiego Dolce Vita

Aleksandra pisze...

o, tez bym chetnie poczytala rekomendacje krakowksie!
a placki zrobie bo tez mam reszte sera :-)

desperate pisze...

Ależ one ładne.
A początek postu bardzo mi się spodobał.
Każdy chyba chciałby spotkać osobę, z którą się pisało na internecie.
A co dopiero z odległego kraju.

Ania pisze...

Takiego spotkania to tylko pozazdrościć. Ale nic dziwnego, że blog budzi zainteresowanie w różnych zakątkach świata:)

PAPROCH pisze...

Placuszki wyglądają bosko! Na pewno niedługo wypróbuję :-)

Majana pisze...

Placuszki przepyszne :)
Spotkanie na pewno było świetne. :)
Pozdrowienia.

katie pisze...

Podobaja mi sie, szczegolnie ze wzgledu na mala ilosc maki :)

Panna L pisze...

Tez miałam okazję spotkać kilka osób z Internetu i zawsze jest taki lekki dreszczyk emocji 'jak to będzie, o czym będziemy rozmawiać'..:)
A placuszki faktycznie bardzo proste i na pewno smaczne :) Zapisuję w zeszyciku 'do zrobienia' :)

Ula pisze...

Super!
Google translator jest beznadziejny w tlumaczeniu polskiego na angielski, wiec widac, ze Chiki jest szczerą fanka Twojego bloga:).

Ja poznałam kilka osób czytających mojego bloga będąc w Stanach (zazwyczaj były to osoby, które przylatywały na wakacje do NY lub SF), ale jeszcze nigdy zagranicznej czytelniczki.

Przypraw mnie pisze...

Lisko cudowna historia z Chiką. Właśnie to jest to, że dzięki blogowi możesz poznać ludzi. Ja sama lekko się peszę gdy ktoś jest moim czytelnikiem i mi to okazuje. Choć takie spotkania są niezwykle miłe.
A Google translator widać aż tak tragiczy nie jest.
A placuszki to ja często w ślad za panią Małgorzatą Musierowicz nazywam Małdrzykami.
Pozdrawiam
Ania

Avelina pisze...

Takie spotkania są niesamowite, świat wydaje się wielki a w rzeczywistości jest bardzo mały. Miłość do Tyrolu rozumie, byłam tam dwa lata temu, a teraz akurat wróciłam z Bawarii.
Świetne placuszki uwielbiam je z syropem klonowym.

aga pisze...

niesamowite sa takie spotkania...:)
na placuszki pisze sie od razu, sa takie smakowite:)

Fanny pisze...

Spotkanie musialo byc niesamowite, tylko szkoda, ze fotki z degustacji win takie ciemne i nieczytelne ;((

Kamilalalala pisze...

Ja też pisałam listy i wyczekiwałam niecierpliwie na listonosza!Dwie listowne przyjaźnie podtrzymuję do dziś (chociaż jeszcze nigdy się z dziewczynami nie spotkałyśmy), trwają już dobrych kilkanaście lat (!).
A placki skosztuję z pewnością - ser i mąka, moi faworyci :)

kiddo pisze...

Placuszki wyglądają zachęcająco, ale niestety moim zdaniem to nie jest zbyt udany przepis - własnie skończyłam je smażyć na lunch, miałam kłopot z powodu ich konsystencji, strasznie się przyklejały i do łyżki, i do patelni, chłonęły tłuszcz z powodu niskiej jego temperatury, a smak nie wynagradzał trudów przygotowań.
Czy to Twój autorski przepis?

Olciaky vel Olcik pisze...

Miło spotkać kogoś takiego.
Pyszne placki, u mnie dziś na śniadanie były jagodowe pancakes.

Iza pisze...

Właśnie usmażyłam placuszki - przepyszne! Pochłoneliśmy z małżem błyskawicznie. Co prawda nie chłoneły tłuszczu jak u kiddo, ale i tak przy następnej partii zrezygnowałam z tłuszczu i też sie dobrze smażyły. Konsystencja rzeczywiście bardzo gęsta i mi też przyklejało się do łopatki, ale ostatecznie miały ładny kształt i były pycha :))

Sofies Haus pisze...

what a great blog! Your pics are really lovely,best regards Anja

Beata R pisze...

Ja też w dzieciństwie miałam korespondencyjnych przyjaciół! :) Dziękuję za przepis, właśnie o takich placuszkach serowych myślę od kilku dni :)

Dagmara pisze...

Wchodzę na tego cudnego bloga bo po prostu nieziemsko mi się podoba. Zdjęcia, czy to miejsc, czy potraw, przenoszą mnie w jakieś magiczne miejsce, w którym jest mi ciepło, dobrze i słodko. Z przepisów rzadko korzystam, bo wydają mi się za trudne przy moich szczątkowych umiejętnościach kulinarnych. Ale często zdarza się, że czerpię z nich inspirację. Zobaczyłam kiedyś placek drożdżowy z truskawkami i rabarbarem i tak mi się nagle zachciało ciasta, że zrobiłam zwykły placek ucierany z truskawkami. Mniam. A dzisiaj te placuszki. Już czuję ich smak. Chyba wiem, czym jutro uszczęśliwię kulinarnie moją rodzinę :)

Salvador Dali pisze...

oj.. fanka wszelkich placuszków to ja, i szczerze mówiąc te urzekły mnie bardzo :) Zapisuję do wypróbowania !

www.kuchniasmakoszy.pl

AleMaŃka pisze...

Ami placuszki zupełnie nie wyszły.Ciasto wyszło naprawdę gęste, nawet się zastanawiałam czy nie dodać trochę mleka. Usmażyłam tak jak były, na patelni ser zaczął się topić i powstała mi jedna wielka glajda, którą ciężko było obrócić, ale jakoś dałyśmy radę :) Do ciasta dodałam jagody, ale wątpię by to one tak zawiniły. Ser był świeżutki, prosto od pani ze wsi, ręcznie robiony - pycha. Może jak by użyć napakowanego chemią sera to placki by wyszły ładne, a tak wyszły rozlazłe, ale muszę przyznać, że smaczne ;)

Liska pisze...

Nie wiem... Pewnie wiele zależy od użytego sera. Robiłam z różnych, w miarę potrzeby dodawałam mąkę. Trudno powiedzieć.