No, z Hiszpanii, z Hiszpanii...Lisko, jesteś potworem! ;-) W krakowie minus 2 stopnie, a ty pokazujesz człowiekowi Hiszpanię? Tak się nie robi! Pozdrawiam.
A jaki region? bo w każdym inne smakołyki serwują. Ja to Hiszpania żyję na co dzień, ale uwielbiam innych opowieści, szczególnie kulinarne czytać. pozdrawiam z BCN
Nie ma co się dziwić :) plus owoce morza... nie wiem czy Paradeta znasz, ale mimo że dość turystycznie, plus trzeba odstać swoje w kolejce, to owoce morza zawsze świeże i atmosfera taka "hiszpańska".
Ah, zazdroszczę! Co prawda byłam w Barcelonie jakieś 2 tygodnie temu, o czym pisałam w tej notce http://wbrzuchu.blogspot.com/2011/02/kulinarna-podroz-po-barcelonie.html , ale dla samego jedzenia cofnęłabym się w czasie:) Żałuję teraz bardzo, że nie wypróbowałam fideua.
Lisko, czy Ty nie jestes wegetarianka jedzaca ryby? Bo jesli tak, to nie sprobujesz chyba tych szynek (i nie mam tu na mysli jakiegos jamón serrano tylko prawdziwej ibérico: Pata Negra, Guijuelo) nie mowiac juz o jagniecinie... A w Katalonii oczywiscie kielbaski botifarra... No i fideúa, takiej prosto z pieca ze stojacym na sztorc makaronem, a potem CREMA CATALANA...
Lisko piękne zdjęcia, piękne miejsca i na pewno piękne smaki :-) Pochwal sie nabytkami pełnymi smaków i aromatów z podróży, PROSZE.. Na pewno Twoja walizka pękała w szwach - śmiem domniemać ;)
Ja, jak zwykle, tęsknię za moim Ukochanym. Ktory ledwo co wrócił z Martyniki, a już pojechał dokształcać się na Harvardzie. A ja sama krążę między sądami w Warszawie, a "zaściankiem" Rodziców (gdzie koń ciągle jest połączeniem psa i roweru, a stres nie istnieje). Na szczęście wraca w następną niedzielę i... I czeka nas moj urodzinowy weekend, na który mamy się gdzieś wybrać. Zawsze dostaję na urodziny prezenty wyjazdowe. Rok temu była Florencja. Wszystkie moje marzenia i pragnienia da się sprowadzić do smaków, miejsc i podziwiania sztuki dawnych mistrzów, więc łatwo mi zrobić prezent ;) I tak mi się ta Barcelona z Twoich zdjęć zamarzyła... Dziękuję Lisko za piękne zdjęcia i czekam na resztę relacji.
Ojeeeej, Barcelona :)) W listopadzie skradła mi serce i jeszcze rozpieszczała nieprzyzwoitym słońcem. Jedzenie (w studenckiej cenie) najlepsze jest w sporym oddaleniu od centrum (bar Granada i kanapki bikini). W barze pod hostelem po krewetach przeżywaliśmy trudne chwile, a tortilla była nieprzyjemnie sucha. A najmilsze chwile przy winie i tapas tylko u Mingusa w Barri Gotic. No i nie ma niczego lepszego od zakupów na targu Barcelonety:) Sery, krewetki, oliwki! Potem z siatami (i butlami) posiadówa na plaży. Prawdziwa uczta! Jeśli nie miałaś wcześniej okazji (w co szczerze wątpię) poszukaj oliwek i migdałami :)
23 komentarzy:
Hiszpanii nie da się nie poznać. Tapas i jamón :)
:D
oj, jakie znajome widoczki :) miałam tak i ja tydzień temu w Barcelonie :) tapas & sangria, to lubię! :)
Que aproveche! :-)
pozazdrościć
No, z Hiszpanii, z Hiszpanii...Lisko, jesteś potworem! ;-) W krakowie minus 2 stopnie, a ty pokazujesz człowiekowi Hiszpanię? Tak się nie robi! Pozdrawiam.
A jaki region? bo w każdym inne smakołyki serwują. Ja to Hiszpania żyję na co dzień, ale uwielbiam innych opowieści, szczególnie kulinarne czytać. pozdrawiam z BCN
Barcelona i okolice. Zakochałam się w fideua!
Nie ma co się dziwić :) plus owoce morza... nie wiem czy Paradeta znasz, ale mimo że dość turystycznie, plus trzeba odstać swoje w kolejce, to owoce morza zawsze świeże i atmosfera taka "hiszpańska".
No tak, ja dziś eksperymentuję z churros, marząc o Hiszpanii, a Ty po prostu tam jesteś...;-)
Miłego wypoczynku życzę. I cudownych zdjęć.
Ah, zazdroszczę! Co prawda byłam w Barcelonie jakieś 2 tygodnie temu, o czym pisałam w tej notce http://wbrzuchu.blogspot.com/2011/02/kulinarna-podroz-po-barcelonie.html , ale dla samego jedzenia cofnęłabym się w czasie:) Żałuję teraz bardzo, że nie wypróbowałam fideua.
Sama nie wiem, co lepsze: paella czy fideua. Trudny wybor :)
A Barcelone uwielbiam!
Właśnie chciałam napisać: z... Barcelony?
Ale zobaczyłąm, że ktoś mnie już ubiegł :)
Barcelona, ach! :)) Byłam w 2005 roku, jejku jak to już dawno temu.. :(
Pozdrawiam:)
Viva Espana!!!! My przejechalismy cala nadmorska trase Sw. Jakuba do samego Santiago de Compostela... na rowerach.... ach... i znow sie rozmarzylam...
Jeśli będziesz miała okazję, możesz spróbować najlepszej kanapki świata (zdaniem Marka Bittmana z NYT):
http://www.nytimes.com/2006/10/15/travel/15Bites.html?bl
W Cafe Vienna, przy samej Rambli. Próbowałem - naprawdę świetna (sekret oczywiście tkwi w bezkompromisowej jakości składników).
Lisko, gdziekolwiek jesteś, jest Ci fajnie... Tutaj mróz trzyma, choć na szczęście świeci słońce...
Wspaniałe zdjęcia :) pozdrawiam
Lisko, czy Ty nie jestes wegetarianka jedzaca ryby? Bo jesli tak, to nie sprobujesz chyba tych szynek (i nie mam tu na mysli jakiegos jamón serrano tylko prawdziwej ibérico: Pata Negra, Guijuelo) nie mowiac juz o jagniecinie... A w Katalonii oczywiscie kielbaski botifarra...
No i fideúa, takiej prosto z pieca ze stojacym na sztorc makaronem, a potem CREMA CATALANA...
Udanego pobytu, ja wróciłam z Gór Świętokrzyskich, ale tez było warto... Pozdrawiam
Lisko piękne zdjęcia, piękne miejsca i na pewno piękne smaki :-) Pochwal sie nabytkami pełnymi smaków i aromatów z podróży, PROSZE.. Na pewno Twoja walizka pękała w szwach - śmiem domniemać ;)
Ja, jak zwykle, tęsknię za moim Ukochanym. Ktory ledwo co wrócił z Martyniki, a już pojechał dokształcać się na Harvardzie. A ja sama krążę między sądami w Warszawie, a "zaściankiem" Rodziców (gdzie koń ciągle jest połączeniem psa i roweru, a stres nie istnieje). Na szczęście wraca w następną niedzielę i... I czeka nas moj urodzinowy weekend, na który mamy się gdzieś wybrać. Zawsze dostaję na urodziny prezenty wyjazdowe. Rok temu była Florencja. Wszystkie moje marzenia i pragnienia da się sprowadzić do smaków, miejsc i podziwiania sztuki dawnych mistrzów, więc łatwo mi zrobić prezent ;) I tak mi się ta Barcelona z Twoich zdjęć zamarzyła...
Dziękuję Lisko za piękne zdjęcia i czekam na resztę relacji.
Ojeeeej, Barcelona :)) W listopadzie skradła mi serce i jeszcze rozpieszczała nieprzyzwoitym słońcem. Jedzenie (w studenckiej cenie) najlepsze jest w sporym oddaleniu od centrum (bar Granada i kanapki bikini). W barze pod hostelem po krewetach przeżywaliśmy trudne chwile, a tortilla była nieprzyjemnie sucha. A najmilsze chwile przy winie i tapas tylko u Mingusa w Barri Gotic.
No i nie ma niczego lepszego od zakupów na targu Barcelonety:) Sery, krewetki, oliwki! Potem z siatami (i butlami) posiadówa na plaży. Prawdziwa uczta! Jeśli nie miałaś wcześniej okazji (w co szczerze wątpię) poszukaj oliwek i migdałami :)
Najpiękniejszej Barcelony!
o matko...teraz to już cios! siedzę jak na szpilkach i czekam na dalsze relacje, pozdrów Sagradę Familię;)
Prześlij komentarz