2011-01-06

Pączki - małe ABC


3 dzieci + 2 dorosłych + 14 pączków = 60 minut
Kiedy byłam mała, jadłam sokoły, rurki z bitą śmietaną, gofry z cukrem pudrem i pączki. Miękkie i ciepłe, żółte od żółtek, z lukrem, który pokrywał je cieniutką warstwą przypominającą srebrne płatki.
Raz w roku Dziadek przywoził je z którejś cukierni, ale która to była? Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Stało się po nie w kilometrowej kolejce, a potem jeszcze ciepłe przywoziło do domu. Raz w roku. To było wielkie święto, jedliśmy ich niezliczone ilości. Kto pierwszy i kto więcej.
Tęsknię czasem za tamtymi wieczorami, za górką nieopodal domu, z której godzinami zjeżdżaliśmy na sankach. Wtedy dzieci nie spieszyły się do kolejnego etapu gry na komputerze, a dorośli nie sprawdzali nerwowo maili w telefonie. Czas płynął powoli, dorosłość przychodziła wtedy, kiedy powinna, a po niej starość. Babcie były babciami, a dziadkowie gotowali zupę owocową z wiśni.
Tęsknię, ale co mogę na to poradzić?


Nie mogę się pochwalić świetnym rodzinnym przepisem na pączki. Może go jeszcze nie znalazłam, bo być może leży gdzieś w zapomnianym kredensie w piwnicy. Za to przez lata wypracowałam sobie swój własny. Lubię miękkie ciasto i tyle dżemu, by ledwo mieścił się w środku. Już nie bawię się w nadziewanie pączków przed smażeniem. Wolę to zrobić, kiedy są gotowe i lekko ostudzone. Obowiązkowo dużo lukru.
Moje pierwsze próby z pączkami kończyły się spalonymi z wierzchu i surowymi w środku niejadalnymi kluchami. Trochę ich zaliczyłam w swoim życiu. Ale ponieważ rzadko się poddaję, pewnego dnia zrozumiałam, na czym polega ich sekret. I od tamtej pory trzymam się kilku zasad:
- Po pierwsze tłuszcz rozgrzewam powoli (na mojej płycie grzewczej w skali 0-9: jest to 5), Myślę, że często popełnianym błędem jest szybkie rozgrzewanie tłuszczu do wysokiej temperatury, wrzucenie do niego pączków i kiedy zaczynają się przypalać (a robią to bardzo szybko), próbuje się zmniejszyć temperaturę tłuszczu. W efekcie pączki są spalone z zewnątrz i surowe w środku.
Moja metoda polega na wrzucaniu dobrze wyrośniętych pączków do lekko skwierczącego tłuszczu i powolne ich smażenie. Drewnianym patyczkiem do szaszłyków sprawdzam w środku stopień ich usmażenia i kiedy nie są surowe, wyjmuję je na talerz przykryty papierowym ręcznikiem. W zależności od wielkości pączków, smażę je nawet 5 minut (niektóre przepisy zalecają smażenie po minucie na jedną stronę, ale to zdecydowanie nie jest moja metoda).
Wyjęte z tłuszczu pączki są twarde, ale kiedy stygną, robią się miękkie.
- Staram się robić jak najluźniejsze ciasto: formuję je dłońmi posmarowanymi olejem roślinnym, nigdy nie podsypuję mąką. Dzięki temu po usmażeniu są miękkie. 
- Zamiast formowania pączków, można ciasto rozwałkować niezbyt cienko na lekko oprószonym mąką blacie i szklanką wykrawać kółka - wtedy wszystkie pączki będą takiej samej wielkości
- Zawsze pozwalam uformowanym pączkom dobrze wyrosnąć przed smażeniem - zajmuje to ok. 30 minut w ciepłej kuchni.
- Jeśli chcecie mieć pączki z jasną obwódką (ja zawsze chcę), wlewacie do garnka tyle oleju/tłuszczu, by sięgał połowy wysokości pączka. I tutaj uwaga: nie można żałować tłuszczu, pączki powinny pływać w tłuszczu, a nie leżeć na dnie garnka.
- Nadziewam pączki używając cukierniczej szprycy do dekorowania tortów (to taki worek zaopatrzony w metalową końcówkę z dziurką). Bez trudu można kupić taki worek lub szprycę w pierwszym lepszym supermarkecie. Nadziewam robiąc końcówką dziurkę albo na spodzie pączka lub z boku.
- Pączki z nadzieniem lukruję: do cukru pudru wlewam bardzo powoli wodę i mieszam łyżką aż zrobi się pasta. Jeśli macie mało cukru pudru, radzę wodę wlewać po łyżeczce, bo lukier, który jest zbyt wodnisty, zostanie wchłonięty przez ciasto.
To chyba mniej więcej tyle :)

A teraz przepis na ciasto:

Pączki
ok. 14 sztuk

4 żółtka
1 jajko
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu wanilii (opcjonalnie, ja lubię i daję)
50 g masła
430-500 g mąki (jej ilość zależy od wielkości jajek, należy dodawać ją stopniowo i nie za dużo)
1/2 łyżeczki soli
30 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
230 ml mleka, podgrzanego do temperatury pokojowej
20 g świeżych drożdży (można zastąpić 1 łyżeczką suszonych instant, ale ja wolę świeże)
3 kostki Planty do smażenia (oleju lub smalcu, co kto lubi, ja wybieram Plantę)

Drożdże rozkruszyć do miseczki, zasypać łyżeczką cukru, wlać 3 łyżki mleka. Wymieszać i odstawić na 15 minut.
W misce wymieszać 400 g mąki, sól, dodać wanilię i resztę cukru. Dodać jajko, żółtka i masło, powoli zagniatać ciasto, wlewając jednocześnie zaczyn i resztę mleka
Można ciasto zagnieść ręcznie albo mikserem: powinno być lśniące, odchodzić od rąk, ale może się lekko kleić. Podczas zagniatania masło spowoduje, że ciasto będzie mniej klejące, a bardziej lśniące. Dlatego dodatkową mąkę można dodać dopiero po dokładnym wyrobieniu ciasta z masłem.
I odwrotnie: jeśli okaże się, że ciasto, które zrobiliśmy, jest zbyt twarde, można do niego dodać jeszcze jedno żółtko lub więcej mleka.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. godzinę.
Maszyna do wypieku chleba: można wszystkie składniki umieścić w maszynie i włączyć najkrótszy program zagniatania ciasta (ja korzystam z programu do zagniatania pizzy).
Z wyrośniętego ciasta lepimy kulki (tak jak w przypadku bułeczek: rozpłaszczamy placuszek na dłoni i brzegi zlepiamy do środka. Dobrze uformowane ciasto=kształtny pączek po upieczeniu). 
Pączki układamy na papierze do pieczenia zostawiając między nimi 3-4 cm odstępy. Odstawiamy do wyrastania na ok. 30 minut, powinny wyraźnie urosnąć.
W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz (w dużym, raczej płaskim garnku lub na głębokiej patelni) i do średniogorącego wkładamy delikatnie pączki. Smażymy powoli, przewracając na drugą stronę i sprawdzając drewnianym patyczkiem, czy nie są w środku surowe.
Usmażone przekładamy na płaski talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, który wchłonie nadmiar tłuszczu, a w tym czasie smażymy resztę pączków.
Gotowe można nadziać dowolną marmoladą - ważne, żeby była dosyć gęsta. Ja używam domowych powideł śliwkowych, które czasem mieszam z konfiturą z płatków róży.

Smacznego!

57 komentarzy:

mar pisze...

o matko, ja chcę pączka! już chyba 100 lat nie jadłam, odkąd babcia nie żyje...uwielbiałam pączki jako dziecko i myślę, że uwielbiam je nadal;) nigdy ich nie robiłam, zawsze wydawało mi się to zbyt pracochłonne. Mam kilka przepisów, leżą i czekają...teraz już mogę je zostawic bo jeśli pączki z Twojego przepisu wyglądają tak jak na zdjęciach to warto się odważyc...kurcze, teraz będą za mną pączki chodziły, a skąd teraz wziąc pączka..a niech Cię;) pozdrawiam

mar pisze...

aha, jeszcze miałam zapytac, we wszystkich przepisach jest spirytus (by pączki nie piły tyle tłuszczu), czy robiłaś je kiedyś z dodatkiem spirytusu? mnie to szczerze mówiąc lekko odstrasza

Patrycja pisze...

Och, jak mi się chce teraz pączka. Takiego ciepłego właśnie:-)

Liska pisze...

Mar,
kiedyś dodawałam spirytus. Teraz nie. Ja wiem, czy one aż tyle tłuszczu piją? Tłuste są z natury ;)

ozzie pisze...

Powaliły mnie te pączki, są idealne i tak cudnie prezentują się na zdjeciach....
aha dzięki za tak szczegółowe i cenne rady!!

Mona pisze...

dobrze ,że mam w domu skakankę ..wyskaczę kalorie :) Tak ja też pamietam takie ogromne, pyszne pączki z dzieciństwa i zapach z piekarni gdzie się piekły, a w drugiej kolejce stało się do punktu nabija syfonów..pyszna byla ta woda gazowana..eh...

Liska pisze...

Mona,
woda gazowana po ciepłych pączkach to skręt kiszek murowany :DDD (przynajmniej mnie tak straszyli, ale jakoś się nie sprawdziło).

Oliwia pisze...

Od dawna bardzo regularnie czytam to, co piszesz na swoim blogu i jestem zawsze zachwycona, jednak dziś nie mogę się zgodzić z pączkami nadziewanymi po usmażeniu i koniecznie z jasnym paskiem... Ja kocham takie troszkę niedoskonałe... najlepiej, jeśli marmolada wypływa... Ale może dlatego się mądrzę, ponieważ zawsze pączki robi moja mama, a ja tylko jem. Pozdrawiam pączkowo! :)

Liska pisze...

Oliwio,
nadziewam je taką ilością marmolady, że też wypływa z boku. Przynajmnie z z niektórych ;)

Oliwia pisze...

Czyli jednak! :) Szczerze mi ulżyło :)

mariola1111 pisze...

Witam. Te pączki zachwyciły mnie do tego stopnia, że po raz pierwszy napisałam komentarz do posta. Mniam.

Delie pisze...

Myślę, że każdy kto tu dziś zajrzał, zaczął myśleć o zjedzeniu pączka:) Teraz, od razu. Ja też:)

Kinga pisze...

Lisko, nie jest az tak zle!
Sa tacy, ktorzy maja czas i sa dzieci, ktore nie zyja od levela do levela :)
No i sa tez tacy, ktorzy smaza paczki :)
Zapraszam na moje!
Tu: http://wiedenska.blogspot.com/2009/02/krapfen.html
i tu z innego przepisu: http://kingawkuchni.blogspot.com/2010/01/paczki.html

cassiope pisze...

Ale ekstra! Shape of my heart to jedna z moich ulubionych piosenek :)
Pozdrawiam serdecznie

PS Zrobiłam dziś Twoje ciasto bananowo-czekoladowe i coraz bardziej przekonuję się do bananów w wypiekach

krysia_m pisze...

Ale mi narobiłaś apetytu a zupę z wiśni też bardzo lubię.

małgo. pisze...

teraz będę z utęsknieniem wyczekiwać tłustego czwartku!

miss_coco pisze...

To zabawne, ale pierwszy raz w zyciu usmazylam paczki po przeczytaniu tego posta na Delicious Days ;)

Liska pisze...

Miss_Coco,
jak dla mnie to trochę za dużo tam masła i cukru, ale - każdy ma, co lubi :)

Atria C. pisze...

Lisko, ja najbardiej lubię Twoje pączki z przepisu "włoskie pączki paoletty", robię od dwóch lat z tego przepisu, dziadek uwielbia, zawsze są mięciutkie i delikatnie. I nie ma mowy że się nie udadzą:)

Myszki in cucina pisze...

Dziękuję za ten przepis! U mnie przepyszne pączki robiła babcia, ale przepis się zapodział a moja ostatnia (i pierwsza) próba robienia pączków skończyła się według Twojego opisu - przypalonym pączku surowym w środku :) Następnym razem na pewno skorzystam z Twojego przepisu!

KucharzyTrzech pisze...

Lisko, piekne te pączki. Ja mam wlasnie za sobą próbę "pączkową", że na zewnatrz spalone, a w środku surowe. Dzięki za to ABC :) . Powiedz mi jeszcze na jakim tłuszczu smażysz pączki?

Liska pisze...

Smażę na Plancie. Próbowałam też na oleju (słonecznikowym, arachidowym), ale Planta wg mnie spisuje się najlepiej.

Buziaczek pisze...

Piękne pączusie, już wyobrażam sobie ich smak...ach...

kabamaiga pisze...

Lisko co masz na myśli pisząc wanilia? Ekstrakt czy ziarenka?
Co do pączków to ja mam wspomnienia od mojej niani, która oprócz wychowywania cudzych miała jeszcze 4 swoich. Jak nadchodził tłusty czwartek to smażyła całą miednicę pączków. Miednica byłą metalowa, niebieska, a pączki przepyszne. Do tej pory to pamiętam.

Marcin pisze...

Hej,

Mała prośba, mogłabyś wrócić do tekstu równanego do lewej? Wycentrowany strasznie traci na czytelności...


PS: Świetny blog i ekstra przepisy!

Liska pisze...

Kabamaiga,

używam naturalnego ekstraktu z wanilii (zaraz dopiszę w przepisie).

Marcin,
słuszna uwaga.

Daga pisze...

O rany, napisałyśmy dziś posty pod bardzo podobnymi tytułami! Mój ma późniejszą godzinę publikacji, ale zaręczam, że nie wzorowałam się na Twoim. Na moje szczęście mój dotyczy serników, a nie pączków :-)
O pączkach przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Robię je zbyt rzadko, żeby nabrać doświadczenia, Twoje uwagi bardzo mi się przydadzą.

Liska pisze...

Daga, spokojnie :D
Idę czytać Twoje ABC.

Majana pisze...

Pięknie wyglądają te pączki! :))
Wieki nie jadłam,bo własciwie to ich nie jadam. Na Tłusty Czwartek symbolicznie tylko.
No,ale takiego liskowego to bym zjadła:)
Pozdrowienia.

Codziennie coś świeżego pisze...

Interesująca lektura. I cuuuudne zdjęcia! :)

artemisia pisze...

Tym razem spróbuję nadziać pączki po usmażeniu. Zawsze z części wyciekała mi marmolada i przypalała się w tłuszczu, który musiałam kilkakrotnie wymieniać. Ja wybieram olej, nie lubię zapachu Planty, kojarzy mi się z topionym plastikiem. Raz robiąc faworki postanowiłam wypróbować smalec, którego nigdy nie używam. Ciotka, mistrzyni kuchenna, zapewniała mnie, że w nim właśnie tkwi sekret kruchych faworków. Z obrzydzeniem kupiłam białe kostki i zaczęłam roztapiać. W domu rozszedł się paskudny zapach. Zaalarmowałam mamę, która akurat mi towarzyszyła. Stwierdziła, że pewnie przypala się rączka od garnka. "Nie, to nie ten zapach". "A czym twoim zdaniem śmierdzi?" spytała wnikliwie. "Tak jakby moczem, fuj!". "W takim razie smalec jest z knura" stwierdziła przytomnie mama i wylałyśmy zawartość garnka. Dom wietrzył się długo. Faworki usmażyłam na oleju. I od tej pory jestem mu wierna, także w przypadku pączków.

artemisia pisze...

Tym razem spróbuję nadziać pączki po usmażeniu. Zawsze z części wyciekała mi marmolada i przypalała się w tłuszczu, który musiałam kilkakrotnie wymieniać. Ja wybieram olej, nie lubię zapachu Planty, kojarzy mi się z topionym plastikiem. Raz robiąc faworki postanowiłam wypróbować smalec, którego nigdy nie używam. Ciotka, mistrzyni kuchenna, zapewniała mnie, że w nim właśnie tkwi sekret kruchych faworków. Z obrzydzeniem kupiłam białe kostki i zaczęłam roztapiać. W domu rozszedł się paskudny zapach. Zaalarmowałam mamę, która akurat mi towarzyszyła. Stwierdziła, że pewnie przypala się rączka od garnka. "Nie, to nie ten zapach". "A czym twoim zdaniem śmierdzi?" spytała wnikliwie. "Tak jakby moczem, fuj!". "W takim razie smalec jest z knura" stwierdziła przytomnie mama i wylałyśmy zawartość garnka. Dom wietrzył się długo. Faworki usmażyłam na oleju. I od tej pory jestem mu wierna, także w przypadku pączków.

Mama Ammara pisze...

Lisko, wiernie czytam i czasami z sukcesem (jego brak zwalam na piekarnik albo na siebie) powielam podane przepisy. Uwielbiam sposób w jaki piszesz, atmosferę jaką budujesz słowem i obrazem, to jak pobudzasz wyobraźnię, pociągasz w lawinę wspomnień własnych - dzieląc się swoimi. Zawsze też słucham muzyki, którą proponujesz i zawsze mogę powiedzieć love-it-2 :). Jest jedna piosenka, której słucham, gdy wypiekam, albo gdy mam ochotę poryczeć, ale łzy nie chcą popłynąć, chociaż nie jest to właściwie smutna piosenka. Nie wiem czy ją znasz (może już była u Ciebie, ale nie śledziłam bloga od początku), ale zawsze gdy jej słucham myślę też wtedy o Tobie. I myślę, że mogłaby Ci się spodobać. Że pasujecie do siebie:).Proszę - posłuchaj i obejrzyj - bo nie wiem co jest w tej piosence lepsze dźwięk czy obraz - oba są obłędne: http://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4&feature=related
Ciekawe czy Ci się spodoba lub czy też Ci się podoba - jeśli już ją znasz ...

Agnieszka pisze...

Uwielbiam te pczki, ale nigdzie nie spotykaam przepisu na nie. Lisko, dzikuj serdecznie! I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)

justyna pisze...

No nie mogę, muszę zaraz wyskoczyć z pracy po świeżutkiego pączka chyba. Twoje są idealne, takie jak sklepowe - to znaczy nie poprzypalane z wierzchu jak bywa z tymi domowymi. Moja babcia robiła kiedyś też pączki, takie ciemniejsze z wierzchu, inne ciasto niż w tych kupnych, obowiązkowo z dżemem własnej roboty (żadnym żelfixem tylko długo wysmażanym) i cukrem pudrem na wierzchu.

kasiac pisze...

rurki z bitą śmietaną, gofry z cukrem pudrem (i bitą śmietaną) oraz pączki również jadłam jak byłam mała. Tylko nie jadłam sokołów, nie wiem nawet jak smakują? Muszę spróbować koniecznie!
U mnie zawsze na tłusty czwartek były kupne pączki (nie było czasu w tygodniu by je smażyć, bo mama pracowała. Ale za to tradycyjnie w Sylwestra i Nowy Rok były domowe pączki:)

Twoje wygladają wspaniale! Muszę spróbować kiedyś nadziewać pączki po usmażeniu:)
Pozdrawiam ciepło!

Przypraw mnie pisze...

Lisko, aż nabrałam ochoty na pączka. Mam własną tradycję , że pączki jem tylko w Tłusty Czwartek i ewentualnie na pieszej pielgrzymce. Twoje wyglądają pięknie.
Aż spróbuję w tym roku sama je zrobić.
Pozdrawiam serdecznie.
Ania
P.S: Podsyłam ci utwór Sary Tavares _ Balance. http://www.youtube.com/watch?v=1C9mWN8vKHQ
Może znasz? Wydaje mi się, że przypadnie ci do gustu.

Arvén pisze...

Miałam taki przykry okres w życiu, kiedy pączki były na liście zakazanej.
Ostatnio kupiłam (fuj) pączka w cukierni. Feeria doznań (przy kupowanym wypieku!) niesamowita, więc postanowiłam je usmażyć wkrótce sama i przekonać się dopiero co to znaczy eksplozja pączkowego smaku :D
Dziękuję za to ABC, bo moje pytania dotyczące tej dość kłopotliwej w smażeniu słodkości mnożyły się na każdym etapie przygotowania. Dzięki bardzo bardzo!

Evitaa pisze...

Lisko, wspaniały wpis, zarówno część wspomnieniowa, jak i praktyczna. Dzięki Tobie smażenie pączków nie wydaje mi się już takie przerażające ;)

mniamusne.blox.pl pisze...

Ten wpis aż pachnie świeżym pączkiem :) Jedno wielkie mniaaam!

Mucia pisze...

Lisko, jak dobrze, że jesteś! Natchnęłaś mnie...
Za 3 tygodnie, jak już przeprowadzimy się do nowego mieszkania i uruchomię moją nową kuchnię... zaraz zabieram się za pączusie! Tak smakowicie je opisałaś, że muszę je zrobić!


Pokażesz nam kiedyś swoją kuchnię? Swoje "narzędzia"? Bardzo jestem ich ciekawa... :)

Wiesz może czy można gdzieś w języku polskim kupić książkę Julii Child? Warto?

Ewa pisze...

obiacałam sobie nie robić pączków bo nie zdrowe itd..ale jak widzę te u Ciebie to mam ochotę Ci adopotować za nie..jutro nie ale na pewno zrobię!!grzech nie zrobić,piszesz o nich a taki sposób...obłędnie..Twoje blogi są obłędne a zdjęcia poezja Ewa

przybornik pisze...

Tłuste czy też nie, zjadłabym jednego, a w sumie to nawet i dwa ;-)

Eljotynka pisze...

Ochhh aż ślinka cieknie :)
ja już nie mogę się doczekać pączków mojej babci z cudnie pachnącym lukrem. Sama nie mam odwagi się zabrać do ich zrobienia,podziwiam Cię Lisko :)

cudawianki pisze...

Hmmm narobiłaś mi ochoty Lisko tymi pączkami. A jest to rzecz niesamowita bo mnie z reguły odstrasza to wszytsko do czego wykonania trzeba użyć tluszczu, smietany kremówki i tego co może spowodowac przyrost masy ciała. Zaś te pączki z duuuużą ilością nadzienia (co niestety rzadko kiedy jest spotykane w zwykłej pospolitej cukierni) kuszą i zachęcają do złamania twardych zasad. Kto wie może tłusty czwartek w tym roku będzie rzeczywiście tłusty ;)

Przy okazji zapraszam tutaj, strona dopiero w powijakach ale mam nadzieję że w najbliższym czasie uda mi się to rozwinąć: koloroweinspiracje.blox.pl

allatheia pisze...

Ojej ja chce paczka! SMaka mam takiego ze zaraz wyciagne olej i drozdze i... musze jednak jeszcze poczekac na paczkowe ucztowanie. EH!
Pozdrawiam!!!
http://twins-fusion.blogspot.com/

A. pisze...

Lisko dziękuję bardzo za podzielenie się przepisem - dzisiaj z mamą robiłyśmy wyszły przepyszne leciutkie jak piórko pyszne nawet bez nadzienia no i moja Babcia powiedziała że są przepyszne - takie jak sama kiedyś robiła

serdecznie Cię pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje

A.

tomasz pisze...

zabrakło mi słów!!! Przed chwilą bułgarskie pączki w Lawendowym Domku, a teraz pączki i racuchy u Liski... Kochane Panie - LITOŚCI! :)))

kleo02 pisze...

Mój pierwszy komentarz do Twojego przepisu, moje pierwsze pączki... iiii...oswoiłam potwora!! Bardzo bardzo dziękuję za to ABC. Zrobienie pączków naprawdę nie jest aż tak trudne! A że pokory dla wyrastającego ciasta nabrałam wypiekając chleby i bułki z Twoich przepisów to teraz robiąc pączki wyrastały one przed smażeniem aż półtorej godziny, ale to już wynik spaceru ze śpiącym w wózku dzieckiem ;-) Mój mąż był bardzo sceptyczny dla mojego dzisiejszego wypieku pączków a potem musiałam mu wydzielać ;-)
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za pączkowe ABC i za całego bloga :-)

Olciaky vel Olcik pisze...

Bardzo pysznie wyglądają.
Ładnie to wszystko opisałaś, i choć wszystko to znam (w 99%) to jednak b. dobrze sobie przypomnieć;)

Buziaki

Sabik pisze...

Dziś moje pierwsze w życiu pączki!!! Wyszły pyszne- bardzo cenne rady zamieściłaś- głównie te dotyczące rozgrzewania tłuszczu... pączusie rumiane, dopieczone- pycha!! Ja nadziałam je konfiturą malinową przed smażeniem- udało się i wypłynęła tylko z jednego ;-)Pozdrawiam ciepło!

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Lisko! Upiekłam wczoraj pączki - Twoje pączki:) Skorzystałam ze wszystkich porad - wyszły cudowne! Zdecydowanie najlepsze ze wszystkich jakie dotychczas piekłam. Niezwykle cenna jest wskazówka o powolnym topieniu tłuszczu i niespiesznym smażeniu pączków. Wyszły modelowe jasne paski, a pączki były idealnie upieczone i apetycznie rumiane. Wycinałam je i wyszło 20 mniejszych pączków. Zniknęły w jedno popołudnie, a w sobotę będzie powtórka:)
Dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam!

ewika pisze...

Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego bloga Lisko. Zdjęcia, przepisy, relacje z podróży - miodzio. Dzisiaj usmażyłam pączusie. Są pyszne. Zniknęły w jedno popołudnie. Takie były urocze, że nawet je sfotografowałam. Na pewno wypróbuję więcej przepisów z Twojego kulinarnego bloga. Dziękuję i pozdrawiam.

DOROTA pisze...

Pączki wyglądają pięknie, jednak z tego przepisu wyszły paskudne. Przykro mi to powiedzieć, ale gorszych w życiu nie upiekłam. Gotuję już od 15 lat, więc nie jestem nowicjuszką w tym temacie, jednak te pączki są po prostu niesmaczne. Pomimo to blog jest super. Pozdrawiam.

Bastet pisze...

Lisko, przez Ciebie jestem skazana na cotygodniowe smażenie pączków!!! Przez Ciebie mój narzeczony sam będzie jak pączek!!! A co gorsza ja też... Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie Ci to wybaczyć ;(

A tak serio, to smażyłam dziś moje pierwsze pączki (tak, wiem, co pomyślicie: lipiec, a ona smaży pączki, wariatka. Ale usmażyłam z Twojego przepisu, według wszystkich zamieszczonych wskazówek i wyszły pyszne! Jeszcze chyba nigdy narzeczony się tak nie zachwycał nad tym, co poczyniłam w kuchni :) Kolejny raz dziękuję za przepis i rady. Fajnie, że dzielisz się nimi, by ktoś inny mógł pójść o krok dalej :) Pozdrawiam

crazybakalia pisze...

niedlugo Tlusty Czwartek, wiec pomyslalam, ze usmaze paczki. Od kilku dni szukam przepisu, ktory bedzie mi pasowal. Czytajac twoj post, wiem, ze znalazlam IDEALNY:)

Małgorzata Kuchnia pisze...

Korzystałam ze swoich szkolnych zapisków by upiec pączki, i właśnie wszystkie wyrzuciłam. Masakra, dlaczego wcześniej tutaj nie zaglądnęłam :(