2010-07-30

Śnił mi się Gordon Ramsay



a to dlatego, że od paru dni wałkuję książkę* z jego indyjskiej wyprawy.
Kuchnia indyjska ma to do siebie, że każdego początkującego może zniechęcać. Pierwszy lepszy przepis zawiera zwykle imponującą liczbę składników, często trudno dostępnych. Ramsay przełożył tradycyjne indyjskie receptury na prosty kulinarny język, zrozumiały dla każdego Europejczyka.
Indie są jak kontynent, kuchnia zróżnicowana, ale mimo że tam, na miejscu, wygląda na prostą i łatwą, łatwa nie jest. Moje pierwsze z nią zmagania, wiele lat temu, nie należały do zbyt udanych. Według mnie bardzo trudno złapać balans pomiędzy smakami ostry-kwaśny-słodki. Trudno jest wydobyć aromat i ugotować tak, by smakowało przynajmniej podobnie jak w Indiach.
Dla mnie kuchnia indyjska bez wątpienia należy do najlepszych na świecie. Bogactwo smaków, zapachów i sosów, w których zatopione są warzywa czy ryby jest czymś, co mnie ujmuje, a prawdę mówiąc, nie znam wielu osób, które potrafiłyby gotować po indyjsku tak, jak trzeba. Może czas na zmianę? Z tą książką to bez wątpienia możliwe.



W książce Ramsaya wszystko jest uproszczone, co dla mnie jest zaletą. Moje wszystkie książki kulinarne traktujące o kuchni tamtych regionów otwieram sporadycznie. Nie chce mi się już kupować przypraw, które użyję raz, a potem schowam na dno szuflady.
Tutaj wprawdzie jest opis tych najczęściej stosowanych, ale przepisy ograniczają się do tych, które są łatwo dostępne. Również metoda przygotowania jest często zmodyfikowana i uproszczona względem oryginalnej.
Dania dostosowane są do europejskiego podniebienia, bo, co warto zaznaczyć, w Indiach nawet jeśli się zamawia danie "nie ostre" i tak przynoszą nam coś, co czasem trudno zjeść. Tak więc może purysta książkę skrytykuje, dla mnie jest świetna.
Jest ładnie wydana i dostępna w polskich księgarniach (choć, póki co, tylko po angielsku) - kupiłam ją w Empiku.
Zrobiłam z niej kilka dań i wszystkie wyszły doskonale. Jednym z najsmaczniejszych był przepis na fish tenga - to ryba w ostrym, pomidorowym sosie, do którego użyłam polskich, tegorocznych pomidorów. Danie jest więc indyjskie, ale z polskim twistem.
Autor podaje, że jest to typowe dla Assamu, lekkie curry doprawione sokiem cytrynowym lub pomidorami.
Na zdjęciu, obok ryby jest ostra kokosowo-pomidorowa zupa, inspirowana zupą rasam, charakterystyczną dla południa Indii.




Fish tenga
Ryba w pikantnym sosie pomidorowym
/4 porcje/

4 steki z łososia, każdy po ok. 120-150 g
sól i świeżo mielony pieprz

3 łyżki oleju lub oliwy
mały pęczek świeżej kolendry, drobno posiekany
2 zielone papryczki chilli, pozbawione pestek i drobno posiekane (ja zwykle używam połowę proponowanej ilości papryczek)
3 cm kawałek imbiru, obrany i posiekany
5-6 ząbków czosnku, obranych i posiekanych
1 łyżeczka kurkumy
200 ml wody
300 g ziemniaków (obranych i pokrojonych w kostkę)
4 pomidory (obrałam je ze skórki), posiekane w kostkę
szczypta cukru (opcjonalnie)

Rybę posolić i popieprzyć.
Połowę oleju rozgrzać na petelni i usmażyć steki z obu stron na bardzo dużym ogniu (zajmie to po ok. 2 minuty na każdą stronę).
Zdjąć z patelni, przełożyć na talerz i odstawić.

Kolendrę, chilli, imbir i czosnek zmiksować na gładką pastę.
W szerokim rondlu rozgrzać resztę oleju, dodać pastę i kurkumę. Smażyc kilka minut, aż zacznie ładnie pachnieć. Dodać wodę, doprowadzić do wrzenia, dodać ziemniaki, pomidory i doprawić solą. Gotować na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż ziemniaki zmiękną (ja gotowałam ok. 25 min).
Spróbować i ew. doprawić cukrem.
Dodać steki i delikatnie podgrzać.
Podawać z ugotowanym ryżem basmati, można posypać listkami kolendry.

Smacznego!


*Gordon Ramsay's Great Escape
wyd. Harper Collins 2010
cena: 69,90 PLN

2010-07-28

Sexy? Swedish Buns!




Te bułeczki robiłam już jakiś czas temu, ale czekałam do sezonu jagodowego, żeby podzielić się przepisem.
Nigdy nie byłam w Szwecji, ale kojarzy mi się z pysznym jedzeniem i maślanymi bułeczkami wzbogaconymi kardamonem i cynamonem.
Sexy Swedish Buns to wielkie buły, na które przepis zaczerpnęłam z książki Jamiego Olivera: "Jamie does". To książka z przepisami z wyprawy autora do kilku krajów, w tym między innymi Szwecji.
Ich przygotowanie to robota dla ludzi o mocnych nerwach - zagniatanie ciasta z rozgniecionymi jagodami, od których ręce są fioletowe i doprowadzanie kuchni do ładu... Hmn. Ale efekt jest naprawdę niezły, a bułki pyszne.



Sexy Swedish Buns
/8 sztuk/
/na podst. Jamie Does/

7 g drożdży instant
375 ml ciepłego mleka
1 łyżeczka mielonego kardamonu
2 duże jajka
szczypta soli
200 g cukru pudru
50 g topionego masła
800 g mąki pszennej

15 g masła
75 g brązowego cukru

Nadzienie:
400 g jagód
75 g cukru pudru

Drożdże rozpuścić w mleku.
Odstawić.
Jajka ubić z solą w misce, dodać kardamon, cukier, masło, 500 g mąki i drożdże. Ubijać aż wszystko zacznie przypominać gęstą, klejącą masę. Dodać resztę mąki. Przełożyć ciasto na stolnicę i zagnieść ciasto. Będzie gładkie i lśniące. Przykryć je miską i odstawić na 1 h do wyrastania.

Jagody połączyć z cukrem w misce i lekko je rozgnieść tłuczkiem do ziemniaków.
Dużą blachę do pieczenia wyłożyć papierem, położyć na nim kilka kawałków masła i posypać połową brązowego cukru.

Ciasto rozciągnąć dłońmi na prostokąt nieco większy niż kartka A4.
I teraz, uwaga, brudna robota ;) :
Na nim ułożyć połowę jagód (bez soku) i złożyć ciasto na trzy (najpierw jeden, potem drugi brzeg do środka). Potem delikatnie ugniatać ciasto, by równomiernie rozprowadzić w nim jagody.

Ciasto podzielić na 8 części. Każdą część rozciągnąć na długi prostokąt następnie zwinąć krótszym brzegiem do środka.
Bułki ułożyć na blasze, zostawiając między nimi odstępy, by swobodnie rosły. Resztę jagód (bez soku) wsypać na bułki i delikatnie wcisnąć owoce w ciasto. Polać odrobiną jagodowego sosu, posypać resztą brązowego cukru.
Odstawić do wyrastania na 20 minut.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić bułki i piec ok. 25-35 minut - powinny być rumiane i chrupiące.
Podawać gorące :)

Smacznego!

2010-07-26

Racuchy na słodko i słono




Dziś szybki pomysł na racuchy z serem ricotta.
Czasem myślę o tym, że placki są tak mocno zakotwiczone w naszej kulinarnej tradycji, że trudno byłoby nas przebić:
racuchy drożdżowe, racuchy z sodą albo proszkiem do pieczenia, placki ziemniaczane, naleśniki, bliny.
Chętnie je smażę i eksperymentuję z przepisami. Lubię placki z dodatkiem gotowanych ziemniaków, z cukinią czy marchewkowe. Każdy z nas ma chyba swój przepis na pankejki.
Racuchy z serkiem ricotta mają bardziej puszystą konsystencję od typowych placków na drożdżach i należy smażyć je na bardzo małym ogniu, by były równomiernie upieczone. Duży ogień sprawi, że z zewnątrz się przypieką, a w środku będą surowe. Warto o tym pamiętać.
Do placków dodaję mało (albo wcale) cukru, bo zauważyłam, że dzięki temu nie palą się na patelni. Wolę mniej słodkie placki i słodkie dodatki: śmietanę z cynamonem, syrop klonowy czy świeże owoce.
Placki z ricottą można podawać również z wytrawnymi dodatkami, np. wędzonym łososiem czy duszonymi pieczarkami z cebulką. Wówczas pomijam wanilię i cukier. Obie wersje są bardzo smaczne. Polecam na śniadanie :)


Racuchy z serem ricotta
/ok. 10 sztuk/
250 g sera ricotta
3 jajka (osobno białka i żółtka)
szczypta (1/8 łyżeczki) soli do białek
60 g masła stopionego i ostudzonego plus 2-3 łyżki stopionego masła do smażenia placków
1 łyżeczka esencji waniliowej lub 1/2 op. cukru waniliowego
100 g mąki pszennej plus 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru pudru

Ser zmiksować z żółtkami, na końcu dodać masło. Białka ubić z solą na sztywną pianę i odstawić.
W misce połączyć cukier puder, mąkę, proszek do pieczenia i wanilię, dodać do sera i krótko zmiksować - w masie nie powinno być grudek. Dodać pianę z białek - nie miksować, tylko szpatułką lub łyżką wmieszać ją do masy.

Patelnię z grubym dnem rozgrzać (ja używam żeliwnej patelni z dołkami, w których smażę placki) - pędzelkiem posmarować dno patelni, nakładać porcje masy (1-2 łyżki, ciasto jest gęste) i smażyć na bardzo małym ogniu ok 1-2 minut z każdej strony.
Smacznego!

Inne przepisy na placki:

Racuszki
Placuszki warzywne
Placki kokosowe z syropem limonkowym
Placki piernikowe z karmelizowanymi pomarańczami
Placki cukiniowe z serem halloumi
Frittata z grillowaną cukinią
Puszyste pankejki
Bliny
Placki ziemniaczane
Racuchy Babcine

2010-07-23

Krajanka z czarną porzeczką




Smak czarnych porzeczek był jednym z pierwszych zaskakujących smaków.
Miałam może pięć lat, kiedy na działce moich dziadków, schowana za altanką, odkryłam krzak, z którego powoli zrywałam owoce. W tym czasie obrywałam z krzaków wszelkie kulki - ze śnieguliczki białe i różowe, czarne owoce bzu, jarzębiny. Wszystko przerabiałam na korale i pewnie zupełnie przypadkiem okazało się, że owoce porzeczki są takie smaczne.
Tak się składa, że dorośli najczęściej się dziwią, że dzieciom smakuje co innego niż im. I tak było w tym przypadku.
Smak czarnych porzeczek towarzyszył mi przez lata. Niecierpliwie czekałam na sezon, by za każdym razem dziwić się jakie to dobre.
Potem (sama nie wiem, kiedy, ale stało się to naprawdę szybko) stałam się dorosła, przestałam jeździć na działkę i zajęłam się innymi sprawami niż rozmyślania nad owocami czarnej porzeczki, o których zapomniałam na dobre.
Wczoraj na bazarze odruchowo sięgnęłam po koszyczek owoców. Chciałam je dodać do kompotu, ale przeglądając jedną z książek o ciastach, wpadłam na inny pomysł ich wykorzystania.
Upiekłam krajankę i wróciły wszystkie miłe wspomnienia z dzieciństwa: działka z altanką rozgrzaną od słońca, malinowe pomidory o dziwnych kształtach i rozmowy z tymi, których już dawno nie ma.
Wiem, że jest upał i że nikomu nie chce się piec. Ale sezon na porzeczki jest krótki, a to ciasto jest bardzo, bardzo dobre.
Połączenie chrupkiego spodu, cierpkiego smaku owoców i kruszonki, a w dodatku niezbyt słodkie. I na drugi dzień nawet lepsze niż zaraz po upieczeniu. Dla miłośników batoników z Coffee Heaven :)



Krajanka z czarną porzeczką
/modyfikowany przepis z książki "Baked", M. Lewis, R. Poliafito/

190 g mąki pszennej
165 g brązowego cukru
160 g drobnych płatków owsianych
3/4 łyżeczki soli
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
150 g masła, pokrojonego w kostkę

Wierzch:
500 g czarnych porzeczek, oderwanych z gałązek i umytych
40 g brązowego cukru
łyżka tartej skórki cytrynowej
1/4 szklanki (ok. 60 ml) soku z cytryny
1/2 łyżeczki cynamonu
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki masła, stopionego i ostudzonego



Blaszkę 24x32 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 175 st C.
W misce wymieszać mąkę, cukier, płatki, sól, proszek sodę i cynamon. Dodać masło i zagnieść do czasu aż utworzą się grudki.
Odłożyć 1 szklankę mieszanki na kruszonkę, a resztą wyłożyć spód blaszki.
Wstawić do piekarnika i piec 15 minut.
Wyjąć z piekarnika i przestudzić a w tym czasie przygotować wierzch:

Zmiksować cukier, skórkę, cynamon, mąkę. Następnie dodać sok cytrynowy i masło. Na końcu, nie miksując, połączyć z porzeczkami.
Masę wyłożyć na podpieczony spód. Na wierzch wysypać kruszonkę. Wstawić ponownie do piekarnika i piec ok. 30-40 minut aż wierzch będzie rumiany.
Po upieczeniu całkowicie ostudzić i dopiero wtedy kroić na porcje.

Smacznego!

2010-07-22

nie mogłam się powstrzymać...



Wszyscy jesteśmy upojeni tym upałem. Myśleć się nie chce. Obce koty przychodzą do naszego ogródka i rozkładają się pod krzewami. Już dawno się zorientowałam, że nasz ogródek nie jest nasz, tylko ich. Nie zliczę wszystkich bójek o terytorium, których byłam świadkiem. Mamy więc nieswoje-swoje koty, strażników naszego skrawka zieleni, na którym kilka lat temu sadziłam krzewy motyle, budleje. Pisałam już o nich. Ale co roku budleje i ich mieszkańcy mają swoje rytuały, a ja ciągle nie mam dość patrzenia na nie. Podziwiania jak w środku wielkiego miasta codziennie odbywa się motyli spektakl.
W dalekich krajach, gdzie przyroda jest bujna i bogata łatwo o zauroczenia. Jak trudno później je znaleźć na malutkiej wysepce jaką jest trawnik przy domu. Ale to przecież też mikrokosmos.

Dobrej nocy!

2010-07-21

Kuchnia andaluzyjska okiem turysty i moje gazpacho



W każdym miejscu, w którym udaje mi się pobyć dłużej niż przez weekend, lubię odwiedzić lokalne sklepy czy bazary, by zobaczyć, z czego miejscowi gotują. Zawsze interesuje mnie odmienność w porównaniu z tym, co jest w naszych sklepach. Szukam również podobieństw, porównuję ceny.
Na wakacjach jestem tylko turystą, odkrywam rąbek kulinarnych tajemnic. Uważam, że trzeba pobyć gdzieś o wiele dłużej, by móc określać kuchnię danego regionu.
W Andaluzji byłam w kilku restauracjach, zarówno takich, przygotowanych pod turystę, jak i lokalnych, malutkich knajpek, gdzie menu stanowiła kartka w miniaturowym kajecie kelnera. Dosyć szybko nauczyłam się rozróżniać podstawowe rodzaje ryb, mięsa czy warzyw oraz sposoby ich przygotowania. Wieczorami studiowałam mini-słownik z prozaicznego powodu - nie sposób było się dogadać po angielsku.
Po tym jak z obowiązkowego punktu programu każdego miasta czyli księgarni wyszłam z dwiema księgami po hiszpańsku, mój Towarzysz Podróży stwierdził, że niedługo do kolekcji będzie mi brakować jedynie książki kucharskiej w suahili. Chęć zgłębiania nowych przepisów jest silniejsza niż nieznajomość języka i muszę przyznać, że moja determinacja w tej kwestii jest godna podziwu - skoro gotowałam już z portugalskich czy francuskich książek (o niemieckiej, ratunku!, nie wspominając), hiszpański jawił się jako łatwy i zachęcający.
Zatem zamiast iść spać, siadałam pod lampą z mini-słownikiem i tłumaczyłam przepisy.



Im dłużej żyję na tym świecie i im baczniej się mu przyglądam, tym częściej zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno przenieść na obcy grunt kuchnię jakiegoś narodu. Kiedyś robiłam dziesiątki eksperymentów, by uzyskać crunch taki, jak jadłam w Anglii, ale mimo iż robiłam wszystko zgodnie z przepisem, smak odbiegał od oryginału. Dziś już wiem, że w daniu liczy się wszystko - masło smakuje inaczej w Hiszpanii i Polsce, płatki owsiane są inne w Anglii i Polsce, a hiszpańskie krewetki kupione w Hiszpanii pachną morzem a nie krewetkami.
Dlatego wszystko, co robię w Polsce będzie tylko interpretacją obcych smaków. Nigdy nie będzie smakować tak samo.
Ale godzę się z tym. OK, niech sobie będzie interpretacją. Dlaczego nie mielibyśmy korzystać z bogactwa innych kultur, zwłaszcza, jeśli łatwo je zaadoptować do naszych warunków. I o ile paella nigdy nie będzie tu taka jak tam, to już gazpacho, z naszych polskich, pysznych pomidorów, może być całkiem niezłe. Zwłaszcza, że Hiszpanom zdarza się podać turyście zwarzoną zupę tłumacząc, że taka ma być.



Kuchnia andaluzyjska, jaką widziałam, to kuchnia bardzo prosta, gdzie wiele dań jest smażonych - smażone krewetki, smażone kalmary, smażone sardynki. Z zup gazpacho albo ajo blanco (wreszcie udało mi się spróbować tego chłodnika zrobionego z czosnku i mielonych migdałów, doprawionego oliwą). Na co dzień nie jem tylu smażonych dań, więc dlatego chętniej niż w restauracji jadłam w domu, gdzie zamiast smażyć, piekłam czy dusiłam.
Gdybym miała powiedzieć, czego będzie mi brak, powiedziałabym, że świeżych owoców morza, gdzie 300 g kalmarów kosztuje 1,5 Euro, dużych świeżych krewetek po 7 euro za kilogram czy tych wszystkich ryb: miecznika, tuńczyka, barweny i owoców morza, niektórych tak dziwnych, że długo zastanawiałam się, co to może być.
I jeszcze awokado - najlepsze jakie kiedykolwiek jadłam. Awokado, które kiedy dojrzewa, jest miękkie i zielone, a nie czarne. Rwałam z drzewa cytryny o grubej, nierównej skórce. Z soku robiliśmy lemoniadę, skórką doprawialiśmy ryby i ciasta.
Zdziwiło mnie, że Hiszpanie nie używają wielu ziół - gotowałam z dziko rosnącego tymianku, rozmarynu, oregano. W sklepie malutka tacka ziół kosztowała aż 1,5 Euro.
A czego mogą nam zazdrościć w Andaluzji? Ziemniaków i jabłek.

Dzisiaj, z ziemi andaluzyjskiej do Polski - gazpacho. Z naszych pomidorów.
Gazpacho to rodzaj chłodnika. Idealny na upały. W wielu przepisach do zupy dodaje się namoczone w oliwie pieczywo albo bułkę tartą. Ja jednak rezygnuję z niej.



Gazpacho często jest podawane w filiżankach lub małych szklaneczkach. Osobiście wolę ten sposób podania niż w misce. Do zupy nie dodaję już wody.

Gazpacho

1 kg dojrzałych pomidorów
2 ząbki czosnku
pó małej cebuli lub dymki
pół czerwonej lub zielonej papryki
2 małe ogórki (używam ogórków, które nadają się do kiszenia)
4-5 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki octu z czerwonego wina (ja użyłam octu z sherry, ale może być dowolny)
sól i pieprz do smaku
ew. szczypta cukru
do podania: drobno pokrojone: papryka, ogórek, pomidor, ew. grzanki lub zioła


W garnku zagotować wodę. Pomidory ponacinać, zanurzyć we wrzątku, następnie pod bieżącą zimną wodę i obrać ze skórki.
Czosnek i cebulę obrać i pokroić. Z papryki wydrążyć gniazda nasienne.
Wszystkie składniki zmiksować w blenderze, doprawić solą i pieprzem.
Schłodzić w lodówce minimum 2 godziny.
Przed podaniem można do miseczki/filiżanki dodać 1-2 kostki lodu, posypać dodatkami.

Smacznego!

2010-07-18

Kilka pocztówek i wariacja na temat empanadas



W sklepie, obok gotowego ciasta francuskiego i kruchego, znalazłam ciasto na empanadas i postanowiłam je wypróbować.
Empanadas to rodzaj pieczonych pierogów, gdzie nadzienie zawinięte jest w kruche ciasto.
Przygotowałam farsz z cukinii, gotowanych ziemniaków, curry i ziół i nim wypełniłam placuszki.
Zamiast gotowego ciasta, równie dobrze sprawdzi się to, które robiłam przy okazji cukiniowej galette.
Tak upieczone pierożki są pyszne zarówno na ciepło, jak i zimno.





Wariacja na temat Empanadas

1 opakowanie (ok. 500 g) ciasta na empanadas lub ciasta z tego przepisu
3 łyżki oliwy z oliwek
2 średniej wielkości cukinie
4 małe ziemniaki, pokrojone w kostkę i ugotowane w osolonej wodzie
3-4 ząbki czosnku
1/2 pora (biała część)
kawałek imbiru długości ok. 2 cm, obrany i pokrojony w cieniutkie słupki
1 łyżeczka suszonego: oregano, tymianku, zielonej pietruszki
2-3 łyżeczki curry w proszku
1-2 łyżki świeżych ziół (użyłam koperku)
1 łyżeczka papryki w proszku (użyłam ostrej) plus odrobina papryki do posypania pierogów
2 łyżki oliwek, drobno pokrojonych (opcjonalnie)
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
1-2 łyżki przecieru ze świeżych pomidorów
2 łyżki żółtego sera pokrojonego w kostkę

do posmarowania: żółtko wymieszane z 2 łyżeczkami wody

Farsz:
W garnku rozgrzać oliwę. Dodać obrany i pokrojony czosnek, por i imbir i poddusić ok. 2 minut na małym ogniu. Dodać zioła suszone, następnie cukinię drobno pokrojoną i pozostałe składniki, oprócz sera. Dusić na małym ogniu aż warzywa bedą miękkie, ale nie rozgotowane.
Doprawić solą i pieprzem.
Ostudzić.

Przygotować ciasto na empanadas.
Cienko je rozwałkować i wykrawać kółka (ja robiłam to kubkiem, ale w zależności od preferencji, placuszki mogą być większe lub mniejsze).
Na środek każdego placuszka nakładać nadzienie, dodając kilka kostek sera. Zwijać tak jak pierogi, na brzegach można widelcem zrobić wgłębienia. Posmarować żółtkiem, posypać papryką.
Piekarnik nagrzać do 180 st C. Wstawić pierogi i piec ok. 20-30 minut, do czasu zrumienienia.

Smacznego!


2010-07-14

Ciepły wieczór i ciasto z kruszonką.



Dni są gorące, miasta nagrzane i mało przyjazne. Niewiele wychodzimy na zewnątrz. Zresztą, nie nastawiałam się na zwiedzanie. Wiedziałam, że lipiec w Hiszpanii to pora na dolce far niente.
W pobliskim sklepie kupujemy ryby i owoce morza. Gotujemy proste dania i nawet nie żałuję, że nie wzięłam ze sobą biblii hiszpańskiego gotowania, która miała 1080 przepisów, z których zamierzałam wypróbować choć część... W Toskanii gotowałam z włoskich książek. Tu oddaję się spontanicznemu wymyślaniu, choć wiemy, że wszystko zostało już wymyślone, dawno przed nami.
Najbardziej lubię wieczory, które przedłużają się w nieskończoność. O 22 jest widno, dopiero wtedy ma się ochotę coś zjeść. Zaczynam rozumieć, dlaczego Hiszpanie jedzą później niż my. O naszej porze po prostu nie ma ochoty na kolacje.
Piekę głównie rano, zanim wszyscy wstaną. Albo wieczorem.




To jest ten przepis, tyle tylko, że wszystko jest razy trzy. Mąka jest nieco inna niż nasza, wymaga trochę więcej płynu. Do kruszonki dodałam mielonych migdałów, a zamiast malin użyłam moreli.
Stary przepis sprawdził się koncertowo.





P.S. Miło mi poinformować, że w najnowszym wydaniu magazynu Twój Styl ukazał się raport na temat bzika kulinarnego. Miałam przyjemność w nim wystąpić i wziąć udział w fantastycznej sesji. To była niezwykła przygoda i okazja do nowych, twórczych znajomości.
Dziękuję wszystkim, którzy ją tworzyli za świetną atmosferę i uśmiech, a zainteresowanych zapraszam do lektury. Choć materiału jeszcze nie widziałam, mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

2010-07-11

Cytrynka czy mandarynka?



Andaluzja jest rajem dla poszukiwacza smaków. Kiedy byłam tu po raz pierwszy, upajał mnie zapach kwitnących drzew pomarańczowych. Myślałam: nie do wiary, ci wszyscy ludzie żyją tu, chodzą do pracy, kłócą się i radują w ich cieniu.
Minęło wiele lat, podczas których żadne z tamtych doznań nie odeszło w niepamięć.
Dziś czekam na wieczór i w przydomowym ogródku zbieram kumkwaty. Na dziesiątkach maleńkich, zdziczałych drzewek, rosną owalne pomarańczowe owoce, które zrywam po raz pierwszy w życiu. Niewiele większe cytryny o matowej skórce i niedojrzałe limonki. Śliwki o czerwonym miąższu, które smakują jak brzoskwinie. Co to może być? Człowiek poznaje wyłącznie przez swoje doznania. Jakże inaczej to wszystko smakuje zerwane prosto z krzaka.
To wszystko niemal samo rośnie - połacie dzikiego tymianku, wybujałej szałwii, krzaki liści laurowych. Na wyciągnięcie ręki.




Kumkwaty je się ze skórką. Można je kandyzować. Ja zrobiłam z nich prosty dżem, by ten nieprawdopodobny smak zachować na dłużej. Dżem przypomina ten z gorzkich pomarańczy.
Małe cytryny mają miękką skórkę i mniej pestek. Wymagają jednak zdecydowanie więcej cukru.


Dżem z kumkwatów

1 kg kumkwatów
400-500 g cukru

Owoce umyć, pokroić w plasterki (kumkwatów nie trzeba obierać). Zblanszować we wrzącej wodzie, dzięki czemu będą mniej gorzkie. Odcedzić, wrzucić do garnka, dodać cukier i gotować na malutkim ogniu ok. 50 minut.
Przetrzeć przez sito (kumkwaty mają bardzo dużo pestek), zachowując część skórek, które można pokroić i dodać z powrotem do dżemu. Gorącym dżemem wypełniać słoiki.



Dżem z cytryn

1 kg malutkich cytryn z miękką skórką
800 -1000 g cukru

Cytryny pokroić wzdłuż na 4 części. Wyjąć pestki, następnie pokroić na wąskie paski.
Wrzucić do garnka, dodać cukier (zaczynając od 600 g i dosypywać do smaku) i gotować ok. 50-60 minut.
Gorącym dżemem wypełniać słoiki.


Smacznego!

2010-07-09

Tam, gdzie żaby szczekają...





...rosną drzewa, których gałęzie są ciężkie od awokado auććć! (zwłaszcza, kiedy podnoszę głowę). Maleńkie figi, limonki i połacie dziko rosnących ziół.
Mieszkam w domu, gdzie dzieci jest na tyle dużo, by blacha jeszcze ciepłych bułeczek znikała, nim zdążą ostygnąć.
Czas gotowania bez przepisów (czasem czuję się jak babcia, która wszystko robi z głowy).
To nowe doświadczenie: zamiast kopczyka z 350 gram mąki usypywać taki z dwóch kilogramów. Bez miksera, blach i wagi.
Wszystko wydaje się takie łatwe, można czerpać z zapasów pamięci, połączeń, które trenowałam w domu.
Więc zrywam, obieram, siekam, zagniatam, piekę, przekrajam, smaruję masłem. Nic nie zostaje na później, na jutro, na nie wiadomo kiedy.



A wracając do żab - koncertują o północy tuż pod naszymi oknami. Dziwne to piosenki i rozmowy, przekrzykiwania, szczekanie i zawodzenie. Krzyczą, kiedy wiatr hula i kiedy jest tak cicho, że wydaje się, że słychać jak gwiazdy spadają.
Nasze dzieci, kiedy nie śpią (a prawie nie śpią ;-), zbierają kijanki jak małe dinozaury w nadziei, że uda się zobaczyć, jak z kijanki powstaje żaba.
Mamo, kiedy w końcu odpadną im ogony?




cdn :)

2010-07-08

Kulinarna historia i Kiciuś szuka domu :-)



Otrzymuję od Was wiele maili dotyczących kulinarnych wspomnień. Kilka razy miałam okazję się przekonać, że nasze tradycje są wciąż silne, głęboko zakorzenione, a każda rodzina, każda osoba ma dania, które wiążą się z ciekawymi historiami.
Przy okazji chciałabym się też czymś podzielić.
Częścią mojej kuchni, która przez ostatnie kilka lat towarzyszyła mi w kulinarnych poszukiwaniach.

Im więcej rozmawiam z ludźmi, tym częściej słyszę: Kiedy byłam dzieckiem, moja mama piekła najlepsze ciasto biszkoptowe na świecie. Mój tata zabierał mnie na najlepsze gofry.

Wpadłam na pomysł zabawy, w której chciałabym przeczytać Wasze historie na temat rodzinnych przepisów, dań, które łączą się z jakąś historią, osobą, wydarzeniem.
Z nich wybiorę jedną, a osobie, która ją przesłała, podaruję mikser KitchenAid.
To mój, używany przeze mnie mikser, który przeszedł gruntowny serwis i jest gotowy do tego, by popracować w innej kuchni. Ja mam inny.

Na Wasze kulinarne historie będę czekać do 15 sierpnia 2010. We wrześniu wybiorę jedną z nich.
Można zostawiać je w komentarzach pod tym postem lub wysłać je na mail:

kulinarnehistorie (małpa) gmail.com

Jedna osoba może zostawić jeden post/mail.
Wybraną historię opublikuję na White Plate.
Mikser zostanie wysłany kurierem, tylko na terenie Polski.
Miłej zabawy!

2010-07-05

Lisiczki. Kurki.



Wszyscy znamy je jako kurki. Jednak kiedy dowiedziałam się, że ich ukraińska nazwa to lisiczki, nie mogłam jej się oprzeć i od tamtej pory funkcjonują w naszym domu właśnie pod tą nazwą.
Kiedy przychodzi na nie pora, mogłabym je jeść codziennie. Z jajecznicą, makaronem, w tartach.
Najbardziej lubię podsmażane kopytka z kurkami i sosem pomidorowym i tartę kurkową. Najczęściej jednak robię je w najprostszy z możliwych sposobów. Bo w takiej wersji nadają się zarówno jako sos do makaronu lub ryby (polecam zwłaszcza do łososia gotowanego na parze!), jak też do grzanek.
Kromka stostowanego chleba (te, które są na zdjęciu zrobiłam na chlebie tostowym, duszone grzyby, kilka cieniutkich wiórków Parmezanu i nic więcej nie potrzeba.



Duszone kurki

ok. 250-350 g świeżych kurek
1 łyżka oliwy
1 łyżka masła
1 mała cebula dymka (tylko biała część, bez szczypioru)
sól i pieprz do smaku
szczypta wędzonej papryki w proszku
1/2 pęczka natki pietruszki
2-3 łyżki śmietany
1 łyżka soku z cytryny

Kurki dokładnie umyś i osuszyć na papierowym ręczniku.
Na patelni rozgrzać oliwę z masłem, dodać drobno pokrojoną cebulkę i podsmażyć 1-2 minuty, by zmiękła. Następnie dodać grzyby, dusić ok. 4-5 minut. Doprawić solą, papryką i pieprzem, dodać 3/4 posiekanej natki, dusić jeszcze chwilę. Na końcu dodać śmietanę i sok z cytryny. Wymieszać i podawać.

Smacznego!

I jeszcze jeden pomysł na kurki:

Zupa kurkowo-dyniowa

2010-07-02

Co to jest Cubo i sezon na wiśnie



Ile trafionych prezentów dajemy w życiu? Ile trafionych sami dostajemy? Niełatwo jest wyczytać między słowami, co sprawiłoby komuś największą radość.
Z wiekiem trudniej jest się nimi cieszyć. Może dlatego, że tak wiele mamy, niemal wszystko jest na wyciągnięcie ręki, do kupienia. Nie trzeba zdobywać, poszukiwać, polować.
Są rzeczy poza zasięgiem. Z różnych względów.
Książki, na widok których dech zapiera, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
I tak się składa, że dostałam kilka takich. Kiedy pakowałam się ewakuując się przed powodzią, zabrałam je ze sobą.


Ta, o której dziś chcę wspomnieć pochodzi ze słoweńskiej restauracji Cubo i jest poświęcona słodyczom. Zanim zrobiłam z niej pierwszy deser, minęło wiele miesięcy, podczas których oglądałam ją i czytałam. A później już poszło, bo o ile w gotowaniu lubię prostotę, to przy deserach chętnie się narobię, namęczę, naważę, namieszam. W dni, kiedy chciałabym coś upiec, a czuję, że wszystko już było, sięgam do tej książki.
Jest pięknie wydana, ale niestety, wszystkie książki kucharskie, które należą do moich ulubionych, nie mają przy mnie łatwego losu. Rozpadający się egzemplarz książki Hamelmana jest na to idealnym przykładem.
Mam do niej sentyment, dostałam ją od kogoś bliskiego na urodziny i korzystanie z niej przenosi mnie do miłych wspomnień. W przepisach jest milion jajek, kilogramy marcepana, pulpa z marakui i długi opis wykonania, ale każda, najmniejsza rzecz, jaką robiłam, była pyszna.
Dziś chciałam zaprezentować jedno z prostszych, ale pysznych ciast z wiśniami, przyprawami i czekoladą. Z okazji nadchodzącego wielkimi krokami sezonu na wiśnie.
Ciasto ma konsystencję bajaderki - jest wilgotne i dosyć ciężkie oraz mało słodkie. Ja uwielbiam je ze szklanką gorzkiej czarnej herbaty.



Aromatyczne ciasto z wiśniami i czekoladą
/Sour Cherry aromatic cake with chocolate/
na podst. Cubo Desserts

150 g miękkiego masła
150 g cukru
4 jajka
70 g czekolady (50%)
30 g białej czekolady
150 g mielonych migdałów
50 g tartej bułki
3 łyżki likieru wiśniowego
1 łyżka mąki
1 łyżeczka suszonych drożdży
2 łyżeczki cynamonu
szczypta przyprawy do piernika
szczypta mielonej gałki muszkatołowej
szczypta mielonych goździków
1/2 łyżeczki skórki z cytryny
1/2 łyzeczki skórki z pomarańczy

350 g wiśni wypestkowanych (można użyć świeżych lub mrożonych albo z kompotu, po uprzednim ich odsączeniu)

W miseczce wymieszać bułkę tartą i likier wiśniowy.
Masło utrzeć z cukrem na puch, następnie dodawać po 1 jajku. Później dodać drobno pokrojoną czekoladę i migdały.
Wmieszać bułkę tartą, dodać pozostałe składniki (oprócz wiśni).
Tortownicę o średnicy 24 cm wysmarować masłem, oprószyć tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Ciasto włożyć do formy, na wierzch wsypać wiśnie.
Wstawić do piekarnika i piec ok. 45 minut.
Ostudzić w temperaturze pokojowej.
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

2010-07-01

Galette z cukinią i kozim serem.



Ostatnio odkryłam dla siebie parowar i właściwie większość moich obiadowych dań składa się z ryb i warzyw gotowanych w ten sposób. W połączeniu z sosem z kurek czy beszamelu, stanowią idealne rozwiązanie. Zwłaszcza na lato, kiedy ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę jest długie stanie w kuchni.
Dziś zrobiłam wyjątek dla cukiniowej galette, którą zobaczyłam na blogu Smitten Kitchen. Swoją drogą, niemal każde danie z tej strony miałabym ochotę zjeść.
Mam słabość do wytrawnych tart i tartaletek. Na cieście filo, francuskim czy kruchym. I nawet chętniej niż na ciepło, jem je w temperaturze pokojowej. W tej tarcie ricottę zastąpiłam kremowym kozim serkiem, a zamiast samej mozzarelli, użyłam jej mieszanki z serem cheddar.




Cieniutkie ciasto nieco przypominające pizzę, które łatwo się formuje, idealnie kroi po upieczeniu, w smaku przypomina nieco pizzę.

Galette z cukinią i serem
Źródło: na podst. Smitten Kitchen

Ciasto:
1 1/4 szklanki mąki, schłodzonej w lodówce przez 30 minut
1/4 łyżeczki soli
8 łyżek (ok. 120 g) zimnego masła, pokrojonego w kostkę i schłodzonego
1/4 szklanki kwaśnej śmietany
2 łyżeczki soku z cytryny
1/4 szkl. lodowatej wody

Nadzienie:
1 duża lub 2 małe cukinie, pokrojone w plasterki ok. 0.5 cm grubości
1 łyżka plus 1 łyżeczka oliwy z oliwek
1 średni ząbek czosnku, drobno pokrojony (ok. 1 łyżeczki)
1/2 szklanki sera ricotta
1/2 szkl. tartego sera Parmezan
1/4 szkl. tartego sera mozzarella
1 łyżka liści bazylii

Do posmarowania:
1 żółtko ubite z 1 łyżeczką wody

Ciasto: W dużej misce połączyć mąkę z solą. Dodać kawałeczki masła i blenderem (lub ręcznie) zagnieść do czasu, aż utworzą się grudki. W małej miseczce ubić śmietanę, sok i wodę i dodać do miski z grudkami masła i mąki.
Palcami lub drewnianą łyżką wmieszać mokre składniki i zagnieść ciasto - nie należy go zagniatać zbyt długo. Przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 h.

Nadzienie: Plastry cukini ułożyć na papierowym ręczniku. Posypać 1/2 łyżeczki soli i odstawić na 30 minut.
Drugim kawałkiem papierowego ręcznika delikatnie zebrać z cukini nadmiar wody.
W małej misce ubić oliwę i czosnek. Odstawić.
W kolejnej misce połączyć ricottę, sery i łyżeczkę oliwy z czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem.

Przygotowanie galette: Piekarnik nagrzać do 200 st C. Na blacie obsypanym mąką, rozwałkować ciasto na okrąg 30 cm.
Przełożyć na papier do pieczenia, na środku, zostawiając 5 cm brzeg posmarować serami, następnie ułożyć plastry cukini, zaczynając od zewnętrznej krawędzi.
Polać pozostałą oliwą z czosnkiem. Zawinąć krawędź do środka i posmarować żółtkiem z wodą.

Piec ok. 30-40 minut, do czasu aż brzegi będą złociste.
Wyjąc z piekarnika, posypać listkami bazylii i odstawić na 5 minut (ja piekłam z bazylią, L)
Przełożyć na talerz, pokroić i podawać gorące, ciepłe lub w temperaturze pokojowej.

Smacznego!