2010-04-29

Jakie są Wasze ulubione ciasta?


Szarlotka?
Sernik?
Placek z jagodami?
Ostatnio dyskutowałam z kimś na temat ulubionych ciast.
Bardzo lubię je piec, ale kiedy przychodzi do ich zjedzenia, to ograniczam się zazwyczaj do kawałka, by sprawdzić, jak smakuje.
Jest oczywiście kilka wyjątków, do których bez wątpienia należą ciasta drożdżowe.
Nie wiem, czy chodzi tu o jednostkowe preferencje czy też jest w drożdżowym coś, co stawia je ponad inne wypieki. Złapałam się też kilka razy na tym, że jak mi smutno albo po prostu mam ochotę na coś dobrego, zagniatam drożdżowe.
Lubię takie ciasta - nieciasta, które są niezbyt słodkie. A najlepiej wcale. Jak trochę przestygną, kroję je na kromki i zjadam z dżemem. To chyba uniwersalny smak, który nigdy mi się nie znudził. Trochę retro, trochę nie. Zawsze przywołuje miłe wspomnienia.
A jakie są Wasze ulubione ciasta?



To coś pośredniego między ciastem a chlebem. Ja chętnie piekę je na śniadanie. Z tego, co zostanie, robię tosty francuskie.

Szafranowe ciasto z żurawinami

350 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
50 g drobnego cukru
15 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka drożdży suszonych instant)
200 ml letniego mleka
80 g miękkiego masła
1/2 łyżeczki nitek szafranu plus 1 łyżka gorącej wody
50 g kandyzowanej lub suszonej żurawiny albo rodzynek
do posmarowania: żółtko wymieszane z łyżką mleka (opcjonalnie)


Szafran zalać łyżką wody i odstawić na 15-30 minut.
Drożdże zasypać łyżeczką cukru i kiedy się roztopią połączyć z mlekiem. Odstawić na 10 minut.
Mąkę połączyć z cukrem, solą i masłem i powoli wlewać mleko z drożdżami, dodać szafran z wodą, w której się moczył. Zagnieść gladkie ciasto, na końcu dodać żurawinę.
Przełożyć do miski delikatnie posmarowanej olejem roślinnym, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. 1-1,5 godziny.
Następnie wyjąć ciasto, rozpłaszczyć na stolnicy i uformować podłużny bochenek, który następnie przełożyć do wysmarowanej masłem keksówki o długości ok. 25 cm.
Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1-1,5 h, aż ciasto wyraźnie urośnie.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić ciasto uprzednio posmarowane żółtkiem wymieszanym z łyżką mleka i piec 45-60 minut. Jeśli za szybko się rumieni, można przykryć folią aluminiową.

Smacznego!

2010-04-28

Makaron niesezonowy



Chciałabym móc jeść zgodnie z porami roku, sezonowo. Problem polega jednak na tym, że sezon trwa dla mnie zdecydowanie zbyt krótko. Na początku stycznia marzę o truskawkach, w maju grzebię w zamrażarce w poszukiwaniu śliwek. Otwieram ostatni słoik z kompotem jagodowym.
Lubię czekać na prawdziwe truskawki, na soczyste pomidory. Ale to czekanie czasem wlecze się w nieskończoność.
U progu maja mam z tym największy problem. Znużyły mnie ziemniaki, kiełki i buraki. Chcę czegoś letniego.
Kupuję małe pomidorki, gotuję makaron i z talerzem na kolanach czytam o dalekich krajach, gdzie (znowu) ktoś opisuje, jak wyjechał i rozpoczął wszystko od nowa. Niebawem Wam o tym napiszę.
Tymczasem zapraszam na zupełnie niesezonowy, ale kolorowy makaron.



Muszelki, pomidorki koktajlowe i ricotta.
porcja dla 1-2 osób

200 g pomidorków koktajlowych lub innych małych
1/2 ząbka czosnku, drobno pokrojonego
1 łyżka octu balsamicznego
2-3 łyżki oliwy
1 łyżka świeżych liści bazylii, posiekanych lub porwanych na małe kawałeczki
200 g makaronu (np. muszelki)
50-100 g sera ricotta (w zależności od preferencji)
sól i pieprz do smaku

Pomidorki kroimy na pół, umieszczamy w misce razem z czosnkiem, bazylią, oliwą i octem.
Odstawiamy na czas gotowania makaronu.
Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Następnie łączymy z pomidorami i ricottą.
Jeśli lubimy, można posypać lekko uprażonymi orzeszkami piniowymi.

Smacznego!

2010-04-27

Gofry belgijskie



"Chrupkie na zewnątrz, miękkie i wilgotne w środku..."
Gofry belgijskie.
Te, które jadłam w belgijskich miasteczkach były niezapomniane. Cynamonowe, z bitą śmietaną. Jedzone w deszczu, z dzieckiem za rękę.
Teraz też leje deszcz. A z ciasta przygotowanego wieczorem można rano upiec smaczne gofry.
I choć bardzo lubię tradycyjne gofry, jakie znam jeszcze z czasów, kiedy sama byłam dzieckiem, to gofry drożdżowe, ciężkie i wilgotne, zajmują u mnie pierwsze miejsce.
Te, na które podaję dziś przepis, pochodzą ze strony King Arthur Flour. Autor proponuje, by wyrośnięte ciasto wstawić na noc do lodówki, gdyż dzięki temu gofry będą smaczniejsze. I ja tak zrobiłam.





Gofry belgijskie

Źródło przepisu: King Arthur Flour

1 1/2 kubka (340 g) mleka
85 g masła
2 do 3 łyżek (60 g) syropu klonowego
3/4 łyżeczki soli (użyłam 1/4, wg mnie to wystarczająca ilość)
1 łyżeczki ekstraktu z wanilii (użyłam pół na pół z cynamonem)
2 duże jajka
2 kubki (240 gram) mąki pszennej
1 1/2 łyżeczki suszonych drożdży instant

Podgrzać mleko do czasu, aż będzie gorące.
Przelej je do dużej miski (musi być na tyle duża, by rosnące ciasto z niej nie wypłynęło), dodaj masło, syrop klonowy, sól i wanilię (i ew. cynamon). Wymieszaj, aż masło się roztopi a całość będzie miała temperaturę pokojową. Dodaj jajka, mąkę i drożdże, wymieszaj. W cieście mogą być grudki.
Przykryj miskę folią spożywczą i odstaw na godzinę, by ciasto podwoiło objętość.
(Upewnij się, że miska jest na tyle duża, by zmieściło się w niej podwojone ciasto).

Kiedy ciasto wyrośnie, można piec gofry, ale lepiej wstawić je na noc do lodówki.

Gofrownicę rozgrzać. Spryskać delikatnie olejem roślinnym i wlewać 2/3 - 3/4 kubka ciasta. Zamknąć i piec ok. 6 minut (ilość ciasta i długość pieczenia zależy od gofrownicy).
Wafle muszą być złocisto-brązowe.
Jeśli nie jemy ich od razu, należy wstawić je do piekarnika nagrzanego do ok. 90 st C.
Podawać z bitą śmietaną, owocami...

Smacznego!

2010-04-24

Leniwa sobota i ciasto bananowe (znowu?!)





Ciast bananowych nigdy nie mam dość. Uświadomiłam sobie, że to chyba jedno z moich najbardziej ulubionych ciast.
Wypróbuję na nie każdy przepis.
Zwłaszcza, jeśli jest tak prosty jak ten, który podaje na swoim blogu Donal Skehan.
Lubię jego przepisy, chętnie zaglądam do książki, którą napisał. Podoba mi się, że wszystko jest mało skomplikowane i apetycznie sfotografowane.
Już dawno temu przekonałam się, że z tego typu wypiekami jest jak z piernikiem - im dłużej leży, tym jest bardziej aromatyczny, wilgotny i smaczny. Zwykle piekę go wieczorem, a jem następnego dnia.
Kroję na kromki i zabieram na spacer.
Miłej soboty!



W tej wersji chlebek bananowy jest miękki, aromatyczny i wilgotny. Tym razem dodałam do niego garść posiekanych orzechów włoskich. Moim zdaniem najsmaczniejszy dzień-dwa po upieczeniu.

Chlebek bananowy cioci Ann
/Auntie Ann's Banana Bread/
źródło przepisu: The Good Mood Food Blog

110 g masła
190 g cukru pudru
2 duże jajka
240g mąki pszennej z dodatkiem proszku do pieczenia (można użyć zwykłej mąki i dodać 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia)
1 łyżeczka sody
1 / 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
3 duże banany

Rozgrzej piekarnik do 180 st C.
Zmiksuj cukier i masło w misce aż masa będzie jasna. Dodaj jedno jajko i trochę mąki i wymieszaj, powtórz tę czynność z pozostałymi jajkami i resztą mąki oraz sodą, aż wszystko będzie gładką masą.
Obierz banany i ugnieć je widelcem. Dodaj je do miski z ekstraktem waniliowym i wymieszaj.
Wlej ciasto do formy keksowej (piekłam w formie o długości 30 cm, L) wysmarowanej masłem i umieść w piekarniku na około 50 minut. Można ciasto przykryć folią aluminiową po 25 minutach, jeśli ciasto będzie się zbyt szybko rumieniło.
Wbić w ciasto patyczek do szaszłyków - i jeśli wychodzi czysty, chleb bananowy jest gotowy. Wyjmij ciasto z blaszki i połóż na kuchennej kratce, by ostygło.

Smacznego!

2010-04-23

Burgery warzywno-jaglane



Jestem wielką fanką burgerów. Podoba mi się fakt, że można je robić z tak wielu składników, przy okazji "przemycając" w nich zdrowe warzywa czy kasze. Zawsze ulegam kanapce z kotletem, sosem majonezowym i ketchupem. To dla mnie jak obiad.
W sezonie podaję do tego dużo świeżej sałaty.
Prezentowałam już kilka przepisów na tego typu danie, ten jest kolejnym, do którego można wykorzystać kaszę jaglaną i cukinię.



.

Burgery warzywno-jaglane

350 g cukinii
100 g kaszy jaglanej
1 łyżeczka curry
szczypta kurkumy
300-350 ml wody

1 średniej wielkości cebula, obrana i drobno pokrojona
2 łyżki oliwy
1 ząbek czosnku, pokrojony w plasterki
1 jajko
1 łyżka mieszanych ziół (użyłam koperku i natki)
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku (opcjonalnie)
2 łyżki tartej mozzarelli

olej roślinny do smażenia

Wodę zagotować z curry i kurkumą, wsypać kaszę jaglaną, przykryć garnek, zmniejszyć ogień i gotować ok. 30 minut, aż kasza wchłonie całą wodę.
Cukinię zetrzeć na tarce o średnich oczkach. Przełożyć do durszlaka, posolić 1/2 łyżeczki soli i odstawić na 30 minut, by cukinia puściła sok.
Odcisnąć cukinię.
Na patelni podgrzać 2 łyżki oliwy, wrzucić cebulę, zeszklić na średnim ogniu przez ok. 5 minut. Dodać czosnek, smażyć kolejną minutę. Dodać cukinię, chwilę podsmażyć. Następnie dodać kaszę jaglaną, zioła, paprykę. Doprawić pieprzem i (ewentualnie) solą.
Zdjąć z ognia, dodać jajko, dokładnie wymieszać, następnie połączyć z serem. Wstawić masę do lodówki na godzinę, by lekko stężała.
Formować płaskie kotlety. Można je panierować w jajku i bułce tartej (ja tego nie robiłam). Na głębokiej patelni rozgrzać olej roślinny i kiedy będzie gorący, układać kotlety, zmniejszyć ogień i smażyć kilka minut z każdej strony.
Usmażone kotlety przełożyć na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.

Kotlety, jak to kotlety, można podać z dowolnymi dodatkami. Ja lubię je wyjątkowo w postaci domowych burgerów z grahamkami, na które przepis znajduje się w Pracowni Wypieków

Smacznego!

2010-04-21

Paczuszki ze szpinakiem



Jakiś czas temu zrezygnowałam z uporczywego poszukiwania przepisów na to, co mam w lodówce.
Kiedyś byłam niemal niewolnikiem nowych receptur, uczyłam się, co do czego pasuje. Ale można powiedzieć, że wyszło mi to na dobre. W pewnym momencie człowiek może poczuć się pewniej i pójść na żywioł.
Chciałabym, żeby w szkołach dzieci uczyły się gotować. Prostych rzeczy, podstaw. Komponowania smaków i poznawania przypraw. W czasach mojej szkoły, na ZPT piekłam ciasta i robiłam sałatki. Może było to na swój sposób toporne, ale coś z tego zostało. Świetnie się przy tym bawiłam.
Dziś ze zgrozą czytam o tym, że w polskich szkołach gastronomicznych nie ma podstawowego wyposażenia, a sosy robi się z torebki. Szkoda. Trudno liczyć też na to, że zapracowane mamy będą swoim dzieciom przekazywać tajniki gotowania. Nie każdemu starczy czasu, nie każdemu będzie się chciało.
I zastanawiam się zawsze, od czego zacząć? Pewnie od siebie. Od namawiania dzieciaków do pieczenia ciasteczek czy robienia łatwego sosu do makaronu. Od pokazania im, że w gotowaniu jest przyjemność nie mniejsza niż jedzenie tego, co się samemu przyrządziło. Kiedy mam w domu koleżanki mojej córki, zazwyczaj coś razem pichcimy. I kiedy widzę, jak łatwo je do tego zachęcić i ile sprawia im to radości, wiem, że warto podtrzymać ten zapał.



Dziś upiekłam coś bardzo łatwego. Chciałam wykorzystać do tego ciasto francuskie, ale okazało się, że się skończyło. Użyłam więc kilka płatów ciasta filo - jedno i drugie sprawdzi się równie dobrze. Takie paczuszki na pewno posmakują tym, którzy lubią spanakopitę.
Przepis jest trochę 'na oko', bo prawda jest taka, że bez względu na to, ile sera dodamy do szpinaku, i tak będzie dobre.
Czysty spontan, ale efekt naprawdę niezły.



Paczuszki ze szpinakiem
/ok. 8 sztuk/

1 duża cebula
4 łyżki oliwy lub oleju roślinnego
2 ząbki czosnku
ok. 250 g ciasta francuskiego (ciasto jest zwykle pakowane po 250-300 g, możemy zużyć całość)
400 g liści szpinaku
3-4 łyżki śmietany lub kremowego sera (np. ricotty, fety, ja uwielbiam kozie miękkie sery)
kilka gałązek świeżego tymianku - listki odrywamy od twardych gałązek (lub używamy ok. 1 płaskiej łyżeczki suszonego tymianku)
5-6 listków świeżej bazylii, pokrojonych
sól, pieprz, gałka muszkatołowa (opcjonalnie) do smaku
do posmarowania: jajko, rozbełtane
do posypania: sezam (opcjonalnie)

Cebulę obrać, pokroić i zeszklić na gorącej oliwie. Dodać czosnek pokrojony w plasterki i tymianek. Chwilę podsmażyć.
Szpinak umyć, oderwać twarde łodyżki, listki pokroić i dodać do cebuli. Smażyć krótko, aż szpinak zmięknie. Doprawić solą, pieprzem i ew. gałką muszkatołową. Dodać ser/śmietanę i bazylię.

Piekarnik nagrzać do 210 st C.
Ciasto rozwinąć i pokroić na kwadraty. Nakładać nadzienie. Kwadraty można złożyć po przekątnej na pół (utworzy się wtedy trójkąt) i zlepić brzegi lub zwinąć je tak, jak zawijamy prezent w papier ;)
Tak przygotowane paczuszki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, nakłuwamy lekko wierzch widelcem i smarujemy jajkiem (jeśli korzystamy z ciasta filo, nie musimy go nakłuwać).
Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15-20 minut, do czasu zrumienienia.

Smacznego!

Uwaga: na zdjęciach są paczuszki zrobione z ciasta filo - wykorzystałam tu trzy duże arkusze, każdy z nich układałam na płaskiej powierzchni, smarowałam masłem, układałam na tym kolejny i kiedy 3 arkusze leżały jeden na drugim, pocięłam je na kwadraty i układając nadzienie, zwinęłam paczuszki. Na końcu posmarowałam je masłem i jajkiem. Piekłam dokładnie tyle, co w przepisie.

2010-04-18

Alzacka tarta z jabłkami



Miałam być dziś gdzie indziej, ale wulkan pokrzyżował moje plany. Może to i dobrze. Postawiłam w przedpokoju walizkę, wyjmowałam z niej na chwilę rzeczy i z powrotem je pakowałam. Siedzenie na walizkach nie jest miłe, ale zapewne mniej dokuczliwe niż siedzenie na lotnisku, kiedy nikt nie umie nam powiedzieć, czy samolot odleci.
Mój już chyba nie odleci, w każdym razie nie ze mną na pokładzie.
Odwiedziłam przyjaciół pod miastem i poczułam się jak na najlepszych wakacjach. W ogrodzie, gdzie budzi się wiosna, z talerzem jedzenia, patrzyłam na parę wiewiórek, która wspina się po gałęziach.
Kiedy opuścił mnie niepokój i mogłam zapomnieć o podróży, odkryłam na nowo chłodne wiosenne poranki, pierwsze stokrotki i kuchnię, która wysprzątana miała odpoczywać od bałaganu, jaki robię w niej nieustannie.
Można powiedzieć, że ostatni tydzień nauczył mnie jakiejś pokory, wzięłam się w garść, pozbyłam się niepotrzebnych rzeczy, zafundowałam sobie kilka dni bez zakupów spożywczych i żyłam jak na obcej wyspie.




Alzacka tarta z jabłkami
/zmodyfikowany przepis na podst. Tarte aux pommes à l'alsacienne, G. Mathiot/

Spód:
250 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki soli
2-3 łyżki śmietany
130 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę

Nadzienie:
2 duże jabłka (ok.400 g), które należy obrać, wydrążyć gniazda nasienne i pokroić w plasterki
50 g mąki pszennej
2 jajka
100 g drobnego cukru
170 g jogurtu naturalnego
1 łyżeczka esencji waniliowej

Spód:
z podanych składników zagnieść ciasto. Można to zrobić za pomocą miksera. Nie należy miksować ani zagniatać zbyt długo.
Okrągłą formę do tart (o średnicy ok. 25 cm) wylepić ciastem.
Nagrzać piekarnik do 200 st C.
Wstawić spód (uprzednio można go ponakłuwać widelcem) i piec ok. 12 minut. Powinien bardzo delikatnie się zrumienić - warto sprawdzić stopień upieczenia po ok. 8-10 minutach.
W tym czasie przygotować

Nadzienie:
jajka zmiksować z cukrem, jogurtem, wanilią i mąką na gładką masę bez grudek.
Na podpieczonym spodzie ułożyć plasterki jabłek - należy je układać w okrąg. Następnie wlać na jabłka masę jogurtową. Wstawić do gorącego piekarnika i piec ok. 40 minut.
Po upieczeniu ostudzić.

Smacznego!

2010-04-16

Bułeczki z serem




Jestem zmęczona tym smutkiem, który wyziera z każdego kąta. Trzymam się z dala od komputera, telewizora i radia. Dziś rano przypomniałam sobie, że jest wiosna, że za chwilę przegapię kwitnące drzewa owocowe.
Kiedy traciłam kogoś bliskiego, jak powietrza potrzebowałam normalności, tego, by ktoś wziął mnie za rękę, opowiedział o nowym filmie.
Była taka śmierć, kiedy wyszłam z kościoła, poszłam do sklepu i kupiłam pół chleba. Usiadłam z nim na brzegu rzeki i skubiąc chleb wracałam myślami do szczęśliwych chwil. Powiew wiosennego wiatru omiatał mi twarz. W przyrodzie i tamtej chwili zobaczyłam nadzieję na radość, która przedziera się jak promień słońca wpadający pod drzwiami pokoju.
Pokaż mi światło. Nie chcę być wciąż kierowana ciemną drogą, której rytm wyznaczają jakieś daty i nakazy.
Odnoszę wrażenie, że media narzucają nam jedyny słuszny format przeżywania żałoby. Czy ta piosenka nie jest oby za wesoła? Czy mogę poczytać o czymś przyjemnym?
Dziś nic nie wypada.
Wypada martwić się w jedyny słuszny sposób.
Ale żeby przeżyć ten ból trzeba zobaczyć światełko w tunelu.

* * *
Przepis na bułeczki z serem pojawi się niedługo w Pracowni Wypieków.

2010-04-12

Poniedziałek



Smutek, który więźnie w gardle, czasem trzeba przełożyć na słowa.
W tym trudnym dla nas wszystkich czasie widzę, jak szukamy bliskości i normalności. Kupujemy kwiaty do wazonu, wyglądamy przez okno i widzimy promienie słońca. Nawet deszcz nie drażni.
Przypomina mi się czas, kiedy byłam dzieckiem i nad Lasem Kabackim rozbił się samolot. Zebrani wokół radia słuchaliśmy zapisów z czarnych skrzynek. Zapamiętałam dramat dorosłych, niedowierzanie, rozmowy tylko o tym. Byliśmy dziećmi, a doskonale wyczuliśmy powagę sytuacji.
Podobnie czuję dzisiaj. W tym wielkim dramacie, gdzie nie bardzo wiadomo, gdzie się podziać, szukam normalności. Codzienne czynności wydają się mieć większe niż zwykle znaczenie.
Najłatwiej byłoby nic nie robić, pogrążyć się w żalu i niedowierzaniu. Sama tak robiłam.
Ale musiałam wstać, wyłączyć komputer, posmarować chleb masłem i przeczytać książeczkę na dobranoc komuś, kto jeszcze nie umie ogarnąć rozumem powagi sytuacji.

A kiedy ogłoszono minutę ciszy i radio zamilkło, przez uchylone okno słyszałam śpiew ptaków. Wydawało się, że śpiewają bardziej niż zwykle. W tej ciszy, nieobecnej na co dzień.
Tragedie nas paraliżują, a potem wychodzimy z nich choć na chwilę lepsi i bardziej wyrozumiali dla innych.
Obyśmy pamiętali, co mamy cennego i dla czego warto żyć.

2010-04-11

10.04.2010

Prawda dociera powoli. Trudno znaleźć słowa. To, co się stało, jest jak jakiś straszny sen. Tylko czas ukoi kiedyś smutek.
W chwili takiej jak ta, chcę przytulić dziecko, wypić herbatę z kimś, kogo kocham. Próbować zapomnieć choć na chwilę o tym, co się stało.
Myślę o tych wszystkich, którzy zostali bez Bliskich. I łączę się z nimi w bólu.

[*]

2010-04-09

Nie tylko na lato




Kiedy przed Bożym Narodzeniem napisałam o książeczkach dla dzieci, post spotkał się z dużym zainteresowaniem i otrzymałam wiele maili na ten temat. Bardzo się cieszę, bo zagadnienie zarówno książeczek dziecięcych, jak i bajek, jest mi bliskie.
Dziś chciałabym polecić wszystkim, którzy mają dzieci, niedawno wydane CD Lato Muminków, które powstało w 1978 roku.
Wspomnę tylko, że narrtorem jest Gustaw Holoubek, a Muminkiem Mieczysław Czechowicz. Mimo upływu czasu, to nagranie jest świeże i słucha się go z łezką w oku. Do tego naprawdę niezłe piosenki, począwszy od pierwszej "Za siedmioma wspomnieniami", która po ludzku porusza. Nie tylko dzieci ;)
A tym, którzy odpoczęli po świątecznych wypiekach, polecam niezbyt słodkie mufiny z ciemną czekoladą i jagodami.
I życzę miłego weekendu :)


Muffiny z jagodami i czekoladą
12 sztuk

200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka przyprawy do piernika
szczypta soli
150 g drobnego cukru
150 g masła
250 g zsiadłego mleka lub jogurtu
2 jajka
100 g owoców jagodowych
80 g ciemnej czekolady, pokrojonej drobno
do posypania: 2 łyżki drobnego brązowego cukru

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Mąkę wymieszać z proszkiem, przyprawą do piernika, solą i cukrem.
Masło roztopić w garnuszku, dodać do niego zsiadłe mleko. Miksując mąkę, wlewac powoli masło z mlekiem, następnie dodawać po jednym jajku. Nie należy miksować zbyt długo.
Do masy dodać pokrojoną czekoladę i jagody.
Wlać do 12-dołkowej formy mufinkowej wyłożonej papilotkami. Wierzch muffinków obsypać cukrem.
Wstawić do piekarnika i piec ok. 20-30 minut.

Smacznego!

2010-04-08

Naleśniki ze szpinakiem i sosem rokpolowym



Smaki dzieciństwa zajmują zwykle stałe miejsce w naszych sercach. Wracamy wspomnieniami do tego, co gotowały dla nas bliskie osoby. Dla mnie ważne jest też to, co kształtuje nasze kulinarne upodobania w dorosłym życiu. Kiedy wyprowadzamy się z domu, niesiemy ze sobą bagaż kulinarnych wspomnień. Nawet jeśli odchodzimy od sposobu gotowania naszych mam czy babć, to najczęściej po pewnym czasie do niego wracamy. Ale wówczas próbujemy też innych kuchni, nowych połączeń czy smaków.
Lubię przypominać sobie pierwsze samodzielne wyjścia do restauracji, kiedy miałam okazję próbować czegoś nowego, innego. Połączeń, których nie stosowało się w moim domu.
Bez wątpienia ważne miejsce na kulinarnej mapie moich wspomnień zajmuje warszawska Qchnia Artystyczna. Wówczas nowa i absolutnie inna niż wszystko wokół. To tam jadłam gołąbki gryczane z suszonymi śliwkami napęczniałymi od sosu, zupę ziemniaczaną z wędzonym łososiem. Pierwsze semifreddo i naleśniki z sosem rokpolowym.
Zwykle wraca się z sentymentem do tego, co było pierwsze. Może trochę się to idealizuje. Tak było ze mną. Zdawałam się nie widzieć złej obsługi, która kazała czterdzieści minut czekać na rachunek. To nie było istotne. Ważne były wielkie talerze, odjazdowe dekoracje, surowe wnętrze. To wszystko miało na mnie duży wpływ.
To prosta kuchnia, łatwe dania, znane smaki w bardziej nowoczesnej odsłonie. Lubię tam wracać i lubię odtwarzać sobie ich potrawy w domu.
Tak jak dzisiejsze naleśniki ze szpinakiem i sosem rokpolowym.
Każdy składnik idealnie gra z pozostałymi. Połączenie szpinaku, błękitnego rokpola i orzechów jest klasyczne i ponadczasowe. Dla mnie pyszne.



Naleśniki ze szpinakiem i sosem rokpolowym

/zmodyfikowany przeze mnie przepis Marty Gessler/

Naleśniki:
1,5 szklanki mleka
3/4 szklanki mąki
2 łyżki oleju roślinnego
1 jajko
szczypta soli
1 łyżka drobno pokrojonego szczypiorku

Farsz:
450 g szpinaku
1/2 małej cebuli, obranej i drobno pokrojonej
duży ząbek czosnku, obrany i pokrojony na plasterki
2 łyżki masła
1 łyżka sera kremowego (używam fety)
sól i pieprz do do smaku
3-4 łyżki orzechów włoskich, pokrojonych

Sos rokpolowy:
120 g błękitnego sera np, rokpol
3/4 szklanki mleka


Naleśniki:
Zmiksować wszystkie składniki oprócz szczypiorku, który należy dodać na końcu i wymieszać z ciastem.
smażyć cienkie naleśniki.
O smażeniu naleśników pisałam więcej tutaj

Farsz:
Szpinak umyć, odcisnąć, pokroić.
Na głębokiej patelni rozpuścić masło, podsmażyć czosnek z cebulą, dodać szpinak, podsmażyć kilka minut (3-4). zdjąć z ognia, dodać ser, doprawić solą i pieprzem. Dodać orzechy.

Sos:
Mleko i ser umieścić w garnuszku. Gotować na małym ogniu aż wszystko się rozpuści i połączy.

Naleśniki wypełnić farszem, podać z sosem.

Smacznego!

2010-04-06

Sole Meunière



O czwartej rano budzą mnie pocałunki mojej córki, która stwierdza, że już się wyspała i nudzi jej się w łóżku.
Po ciemku idzie do swojego pokoju i zanim wstanę, przygotuje dla mnie stos rysunków.
W święta ładujemy akumulatory, wystawiamy twarze do pierwszych promieni słońca. Potem lubię poświąteczny czas pustki w sklepach, jakby były wakacje, a połowa miasta wyjechała na urlop.
Moja lodówka nie pęka dziś od nadmiaru wielkanocnych potraw i z przyjemnością robię coś nowego i codziennego.
Ostatnio dużo czytam o kuchni francuskiej. Podobają mi się jej podstawy - to pasuje do tego, a to zawsze je się z tamtym. Chciałabym tak jeść codziennie.
Gdybyśmy opanowali podstawy, gotowanie wykwintnych dań stałoby się łatwe. Wracam myślami do potraw, które lubiłam robić, kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu. Chyba najczęściej jadłam makaron z sosem pomidorowym. Niewyobrażalne ilości makaronu. Albo nic. Dunkin Donuts ;)
Zastanawiam się, co Wy jedliście jako dopiero co dorośli ludzie?

Miłego tygodnia!




Dziś klasyka kuchni francuskiej. Prosta i smaczna sola Meunière. Delikatnie panierowana w mleku i mące, następnie usmażona na maśle. Podana z masłem, natką i cytryną.

Sole Meunière

/dla 2 osób/

2 średnie filety z soli
sól i pieprz do smaku
ok. 80 ml mleka
ok. 50 g mąki pszennej
ok. 80 g masła
1 łyżka natki pietruszki, posiekana
do podania: cytryna


Filety myjemy i wycieramy ręcznikiem papierowym. Solimy i pieprzymy, odstawiamy na 5 minut, następnie maczamy w mleku, później mące.
Na patelni rozgrzewamy 2/3 podanej ilości masła i smażymy filety na średnim ogniu (należy uważać, by masło się nie paliło) - w zależności od wielkości, będą się smażyły 10-15 minut (po upływie połowy tego czasu, należy delikatnie przy pomocy szerokiej łopatki rybę przewrócić na drugą stronę).
Zdejmujemy rybę na talerz, posypujemy natką, w garnuszku rozpuszczamy pozostałe masło, a kiedy będzie złocisto-orzechowe polewamy nim rybę na talerzu.
Podajemy z połówkami cytryny.

Smacznego!

2010-04-03

Wesołych Świąt!



Wszystkim czytelnikom bloga najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt.
Ciepła, miłości, radości i prawdziwych przyjaciół.
Samych miłych chwil, pięknej pogody i smakołyków na stole.

Liska

2010-04-02

Mazurek dla dorosłych :)



Do zrobienia tego mazurka zainspirowało mnie "ciastko dla dorosłych", które można kupić w cukierni Lukullus.
Nie przepadam za kupowanymi ciastami, ale w tej mam kilku swoich faworytów i kiedy zobaczyłam cieniutki spód z kajmakiem i śliwkami w rumie, nie mogłam przejść obok niego obojętnie.
Okazało się pyszne, w smaku przypomina śliwki w czekoladzie doprawione rumem i planowałam nawet kupienie kilku kawałków na święta, ale później stwierdziłam, że podejmę wyzwanie i spróbuję zrobić coś podobnego sama.
I zrobiłam.
Spód, na którym jest masa, jest bardzo delikatny, sypki, w smaku przypomina chałwę. Starałam się, by nie było to typowe kruche ciasto. I nie jest. Za to jest migdałowe i miękkie. Od razu muszę uprzedzić, że taki mazurek należy trzymać w lodówce i bardzo delikatnie kroić ostrym nożem, a później szeroką łopatką przełożyć na talerzyki. Nie da się tego pokroić byle jak i ułożyć jeden na drugim.
Nie mogę bowiem uwierzyć, że jedno z naszych narodowych ciast, jakim jest mazurek, w przeszłości było twardym blatem z masą, jakie widuję dziś w cukierniach. Wyobrażam sobie, że było właśnie delikatne i bardzo kruche. Jak deser.
Przedstawiam zatem eksperymentalny mazurek, w którym kremowy i słodki kajmak łączy się z kwaskowatymi powidłami śliwkowymi, śliwkami moczonymi w rumie i czekoladą. W ciastku z Lukullusa wierzch polano gorzką czekoladą, ja, z powodu jej braku, użyłam 40% czekolady.
Wolę nie myśleć, ile tu jest kalorii ;)

Najlepiej zrobić go w dwa dni - pierwszego zrobić dulce de leche i namoczyć śliwki, drugiego - upiec blat i połączyć wszystkie warstwy. Potrzebuje czasu, by smaki się połączyły, więc lepiej zrobić go wcześniej i wstawić do lodówki.

Mazurek kajmakowy ze śliwkami w rumie
/jeden mazurek w formie 20x35 cm/

Spód:
160 g mąki pszennej
40 g mielonych migdałów
70 g masła
40 g cukru pudru
1 żółtko
szczypta soli (opcjonalnie)

Masa:
1 porcja dulce de leche z przepisu podanego tutaj lub gotowej masy krówkowej*
170-200 g powideł śliwkowych (o ile to możliwe - niskosłodzonych)
6-8 śliwek suszonych, najlepiej kalifornijskich plus tyle rumu, ile ważą śliwki (będą ważyły ok. 50-60 g)
80-100 g gorzkiej czekolady 70%

Dzień przed pieczeniem należy śliwki zalać rumem i odstawić na noc.
Następnego dnia odsączyć je na sitku.
2 łyżki rumu dodać do powideł śliwkowych.

Spód:
z podanych składników zagnieść ciasto - będzie przypominało okruchy. Formę o średnicy 20x35 cm wyłożyć papierem do pieczenia tak, by przynajmniej jeden długi brzeg wystawał poza formę i ciastem wylepić spód.
Piekarnik nagrzać do 190 st C. Wstawić spód i piec ok. 16 minut, aż będzie delikatnie złocisty - to ciasto raczej nie rośnie w piekarniku.
Wyjąć z piekarnika i ostudzić.
Zimny spód posmarować powidłami, na nich ułożyć pokrojone w bardzo drobną kostkę śliwki i odstawić na kilka godzin, by powidła nieco przeschły.
Następnie posmarować ciasto kajmakiem i wstawić do lodówki na kilka godzin (lub na całą noc).
Kiedy ciasto będzie zimne, a kajmak się zetnie, w miseczce ustawionej nad garnkiem z gotującą się wodą rozpuścić czekoladę i ciepłą polać wierzch mazurka.
Wstawić do lodówki.
Przed podaniem pokroić na kwadraty bardzo ostrym nożem. Kwadraty przekładać na talerzyki szeroką łopatką, by nie popękały.

Smacznego!

*Masa krówkowa/kajmakowa dostępna jest w puszkach. Można też wykorzystać słodzone mleko skondensowane: w tym celu zamkniętą puszkę należy umieścić w garnku z wodą i gotować na niewielkim ogniu przez 2 godziny. Gdyby masa była zbyt rzadka, można zmiksować ją z masłem i schłodzić w lodówce.

Dulce de leche albo krem kajmakowy


Nie lubię mazurków z masą ze skondensowanego mleka. Dlatego postanowiłam zrobić domowy kajmak, doprawić go wanilią i masłem. Chciałam, żeby był taki, że nie da się odejść od miski, póki nie zostanie do końca wylizana.
Zrobiłam dwie wersje - pierwsza to dulce de leche. Druga - najzwyklejszy w świecie, łatwy i nie wymagający większych umiejętności kajmak z solonym masłem.
W zależności od preferencji, można użyć jednego lub drugiego.
Dulce de leche ma raczej kremową konsystencję, bardziej przypomina nutellę. Kajmak zaś jest jak miękki, ale plastyczny karmel. Bardziej słodki i złocisty, w przeciwieństwie do ciemnego dulce de leche.

Ten, kto choć raz próbował, wie, jak pyszne jest dulce de leche - krem kajmakowy, który można kupić w słoiczkach, np. marki Bonne Mamait. Taki krem bardzo łatwo zrobić samemu i znakomicie nadaje się on do mazurków.
Przedstawiam zatem domową wersję pysznego dulce de leche. Może się wydawać, że jest pracochłonne ze względu na dosyć długi czas gotowania, ale tak naprawdę tak nie jest - nie trzeba stać non stop nad garnkiem, wystarczy od czasu do czasu przemieszać gotującą się masę, a potem zmiksować ją ze śmietaną.
Taki kajmak jest pyszny również jako dodatek do kanapki z plastrem białego sera. Albo do naleśników. Polecam :)

Dulce de leche albo krem kajmakowy

350 ml mleka pełnego
120 g drobnego cukru
100 g syropu kukurydzianego (do kupienia w sklepach ekologicznych) lub golden syrup (można go dostać w niektórych delikatesach, np. Marks and Spencer)
1 laska wanilii
200 ml śmietany kremówki (30 lub 36%, najlepiej UHT)

Mleko wlewamy do garnuszka, dodajemy cukier i syrop kukurydziany. Laskę wanilii przekrajamy wzdłuż, zeskrobujemy nasionka i całość (wraz z laską), dodajemy do mleka. Gotujemy na średnim ogniu przez 45 minut, co jakiś czas mieszając. Po ok. 20 minutach mleko będzie miało bursztynową barwę i bardziej gęstą konsystencję. Należy sprawdzać, by się nie przypaliło.
Zdjąć z ognia, wyjąć laskę wanilii, przelać do naczynia (najlepiej stalowego lub szklanego), przykryć folią aluminiową, by nie robił się kożuch i odstawić do lekkiego przestudzenia.
Do miski do ubijania wlać śmietanę i powoli wlewając karmel ubijać mikserem - początkowo na wolnych obrotach, które stopniowo należy zwiększyć (tak, jak się ubija śmietanę). Kiedy masa lekko zgęstnieje i będzie miała konsystencję nutelli- jest gotowa.
Masę najlepiej wstawić na kilka godzin lub lepiej na całą noc, do lodówki, gdzie jeszcze zgęstnieje.


Jeszcze dziś podam przepis na mazurek z wykorzystaniem tej masy.
Miłego dnia!

2010-04-01

Babka orzechowo-kawowa





Kolejny przepis na babkę.
To bardzo prosty przepis na bardzo prostą babkę, która należy do ciast piaskowych. Nie jest to nic wyszukanego i specjalnego, ale może komuś się spodoba.
Jutro podam jeszcze jeden przepis wielkanocny.
Miłego wieczoru :)


Babka orzechowo-kawowa
/na podst. przepisu Dorie Greenspan/

2 i 1/4 szklanki* mąki pszennej
1/2 szklanki mielonych orzechów włoskich (użyłam laskowych)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 g plus 2 łyżki miękkiego masła
120 g gorzkiej czekolady, posiekanej
1/4 szklanki zaparzonej mocnej kawy
1 łyżeczka drobno zmielonej kawy lub kawy rozpuszczalnej
1 i 3/4 szklanki cukru (zmniejszyłam tę ilość do 1 szklanki, L)
4 duże jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)
1 szklanka pełnego mleka, w temp. pokojowej

Formę do babki (z kominkiem), o średnicy 25 cm wysmarować masłem i wysypać tartą bułką.
Wymieszać mąkę, orzechy, proszek do pieczenia.
Czekoladę, oba rodzaje kawy i 2 łyżki masła umieścić w misce, którą należy ustawić nad garnkiem z gotującą się wodą (miska nie może dotykać do wody) i cały czas mieszając rozpuścić czekoladę.
Zdjąć z ognia.

W dużej misce utrzeć mikserem pozostałe masło z cukrem na gładką masę. Zajmie to ok. 3 minut.
Następnie wciąż ucierając, dodawać po 1 jajku. Masa powinna być gładka i lśniąca. Dodać wanilię.
Zmniejszając obroty miksera dodawać do masy na przemian mleko i suche składniki.
Trochę więcej niż połowę ciasta (ja wykorzystałam 2/3) przełożyć do formy. Do reszty dodać czekoladę z kawą i wmieszać łyżką. Następnie ciemną masę wlać na białą. Jeśli chcemy, patyczkiem do szaszłyków lub nożem możemy zrobić wzór w cieście. W tym celu, mniej więcej w połowie odległości między kominkiem a brzegiem formy, zanurzamy nóż i zakreślamy nim koło.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 175 st C i pieczemy ok. 60 minut (uwaga: moje ciasto było gotowe już po 40 minutach, warto je sprawdzić mniej więcej po tym czasie).

Upieczone i ostudzone ciasto można polać czekoladą, oprószyć pudrem. Ja polałam je syropem kawowym z poprzedniego przepisu na babkę kawową.
Smacznego!



*użyłam szklanki o pojemności 200 ml, Liska