2010-12-28
Pasja pokoleń, 100 lat kuchni rodziny Mannów
Kilka dni temu kupiłam książkę kucharską* zawierającą przepisy kuchni rodziny Mannów (tak, tak, od tego Manna).
Po pierwsze zwróciłam uwagę na ładną okładkę i niecodzienny, jak na polskie standardy, projekt książki, bowiem zawiera ona, oprócz zdjęć potraw, skany stron z kajetu z przepisami pochodzącymi z 1913 roku, reprodukcje obrazów namalowanych przez przodków, stare ryciny, zdjęcia pamiątek oraz anegdoty dotyczące żyjących i nieżyjących członków tej rodziny.
Niestety nie wszystkie przepisy opatrzono zdjęciami potraw, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że jest ich bardzo mało. Zamiast nich znajdziemy tu zdjęcia warzyw, czekolady, rozsypanej na stole papryczki chilli i przyznam, że to był powód, dla którego nie kupiłam tej pozycji od razu. Mam w domu wiele książek ze starymi przepisami, bez zdjęć i ilustracji, więc w książce z rodzinnymi, będącymi w użyciu tradycyjnymi recepturami, chciałabym zobaczyć, jak wyglądają te dania, zwłaszcza, że niejednokrotnie już sam opis składników sprawia, że ślinka cieknie. Jeśli gotuję z nowej książki, na początek wypróbowuję przepisy ze zdjęciami. Tu bardziej kuszą mnie te, które nie zostały na potrzeby tej książki przygotowane i sfotografowane bowiem zdjęcia dań nie zachęcają mnie do natychmiastowej wycieczki do kuchni, ale jestem pod tym względem wymagająca i być może to po prostu nie mój styl.
Zdjęcie czosnku, jajek czy ogórka sfotografowanych w studiu na białym stole wcale nie wprowadza w nastrój rodzinnych tradycji, nic o nich nie mówi.
Nie chcę wpadać w narzekanie, nie taki był mój zamiar. Podoba mi się, że ta książka jest inna niż wszystkie, które stoją obok niej na półce. Szczególnie przypadły mi do gustu strony poświęcone członkom rodziny, zwłaszcza te o kobietach. Z ich zdjęciami i pamiątkami po nich.
Jeśli chodzi o przepisy, to są tu receptury na dania z różnych stron świata, uwzględniające nasze współczesne zwyczaje. Znajdziemy tam i awokado, i tuńczyka z puszki, rukolę, figi, mango i suszone pomidory. Nie jest to zatem książka tylko o dawnej, polskiej kuchni.
Wiele przepisów na znajomo brzmiące potrawy: placek z cebulą, pasta z wędzonego pstrąga, zupa ogórkowa, paszteciki z grzybami, kotlety jajeczne i torty, na które mam szczególną chrapkę. Myślę, że miłośnik mięs znajdzie tu wiele przepisów dla siebie: polędwicę pod ziemniaczaną kołderką, szaszłyk z kurczaka z sosem z orzeszków ziemnych czy kotlety z kakrówki w marynacie z czerwonej porzeczki.
Przepisy są bardzo zróżnicowane, raczej proste i z całą pewnością napisane przez kogoś, kto umie dobrze gotować.
Zastrzeżenia, jakie mam, to:
"łyżka przyprawy warzywnej", kukurydza z puszki oraz gotowe canelloni, tortellini z nadzieniem serowym i sos holenderski z opakowania.
Jestem zdania, że jeśli mówimy o prawdziwej, domowej kuchni i reaktywacji kuchni staropolskiej, używanie wszelkiego typu veget jest zbrodnią. Z tej książki wynika bowiem, że bez glutaminianu sodu nie da się ugotować dobrej zupy. Niedługo zapomnimy, że istnieje coś takiego jak wywar warzywny lub mięsny.
Podobnie używanie gotowców i półproduktów, które powinno być okazjonalne, a nie wpisywać się do książek kucharskich jako dania rodzinne z tradycją.
Nie zgadzam się też z tym, że świeże trufle "należy drobno pokroić i krótko podgotować w małej ilości wody" - zgroza!
Zatem decyzję: kupić, nie kupić, pozostawiam Wam.
*Pasja Pokoleń, 100 lat kuchni rodziny Mannów
Bożenna Mann
wyd. Muza 2010
ilość stron: 286
cena: 59 zł
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


14 komentarzy:
Dziękujemy, za kolejną dobrą pozycję książkową. Kupimy, przeczytamy i podzielimy się opinią :)
pozdrawiamy
Recenzja rzetelna i obiektywna. Książki raczej nie kupię. :)
Lisko, a masz książkę: "Bale i bankiety II Rezczpospolitej"? Co za klimat, opisy przyjęć z lat 20-tych fotografie...(na jednej jest nawet mój pradziadek :-) Genialna książla, wspaniałe zdjęcia, a jakie przepisy!!!! Boże! Wypróbowałam kilka, coś niesamowitego. Chociaż przyznaje, dużo jest tam kuropatw, pasztetów, dziczyzny i pieczystego, ale ty też znajdziesz coś dla siebie. Kupiłam ją z dobrych 15 lat temu, więc pewnie jej nie ma w księgarniach, ale może na allegro? Polecam i pozdrawiam!
A ja dostałam tę książkę od Dzieciątka;-) i właśnie jestem zauroczona jej innością. To coś pomiędzy pamiętnikiem a książką kucharską. Składniki na jedną z sałatek już zakupiłam i mam zamiar wypróbować.
Pozdrawiam.
jako amator w kuchni raczej na pewno jej nie kupie. zdjecia sa podstawa. nie tylko jako kusiciel idealny, ale z prostej potrzeby wiedzy, jak to cos co gotujemy powinno wygladac. zmarnowana publikacja :(
no faktycznie jak na 100 lat tradycji te sproszkowane warzywa i puszki... mijają się z celem. Widocznie nie wszystkie przepisy są 100-letnie. No i brak zdjęć... to faktycznie duża ujma! Nie kupię z całą pewnością. pozdrawiam serdecznie
Miałam w rękach tę książkę, ale nie zamierzałam, a dzisiaj tym bardziej nie zamierzam jej kupic. Panuje ostatnio moda na książki, które uparcie starają się byc retro, może nawet opowiedziec jakieś historie, to znane chwyty, te skany ze starych kajetów, wyblaknięte zdjęcia w sepii...tęsknimy za prawdziwą kuchnią z tradycją, ale naprawdę ciężko jest znaleźc książkę, w której znajdziemy to w 100%. Gdybym kupiła tę książkę i odkryła to co Ty w niej odkryłaś, poczułabym się oszukana. Tak jakby:) Dzięki za rzetelną recenzję. Pozdrowienia!
Beato,
nie mam. Dziękuję za info o niej, może uda mi się ją kiedyś gdzieś kupić, bo Twój opis brzmi bardzo zachęcająco :)
Mar,
więc ja miałam trochę podobne uczucie i zgadzam się w 100% z tym, co piszesz. Zamierzenie jest świetne, gorzej z realizacją. Dosyć łatwo jest zebrać same przepisy, o wiele trudniej je zrealizować, sfotografować tak, żeby chciało się je jeść. Co do książki wnosi zdjęcie ogórka leżącego na stole w studiu? Nic. Ani to klimatyczne ani pożyteczne. Zwłaszcza, że wśród przepisów w książce znajdują się naprawdę ciekawe, które można przygotować koncertowo.
Zawsze, kiedy zamierzam napisać recenzję polskiej książki kucharskiej, zastanawiam się, czy patrzeć na nią przez pryzmat zagranicznych książek czy też traktować ją z taryfą ulgową. Dochodzę jednak do wniosku, że skoro jedne i drugie kosztują mniej więcej tyle samo, mam prawo oczekiwać podobnego standardu. Naspisanie książki kucharskiej to nie bułka z masłem, jak wydaje się niektórym.
Pozdrawiam wszystkich ciepło!
No i gdzie mój komentarz :((?
Zdjęcie środka mnie zachęciło, ale zdanie o truflach - zmroziło. Nie ma mowy.
Co do taryfy ulgowej dla PL książek - a czemu? Traktuję wszystkie tak samo. Choć być może wobec polskich jestem ciut bardziej surowa/wymagająca.
Pewnie dlatego zbyt wielu samodzielnie wybranych nie mam...
A ja dostałam pod choinkę książkę "Kuchnia lwowska" Andrzeja Fiedoruka (współautora "Księgi chleba", o której chyba Lisko pisałaś też kiedyś). Są to przepisy spisane z zeszytów lwowskich gospodyń (z lat 1914, 1918, 1919, 1934, 1938) przeplatane opowieściami o przedwojennym Lwowie i tradycjach kulinarnych II Rzeczpospolitej. Do tego słowniczek i trochę archiwalnych zdjęć. Przepisy nie zostały przez autora przeredagowane ani uwspółcześnione, więc jest to bardziej tekst źródłowy niż typowa książka kucharska, tym niemniej bardzo interesujący. Na pewno da się coś wg tych przepisów upichcić, ale dla mnie mają przede wszystkim dużą wartość historyczną. Widać na ich przykładzie jak Wielka Historia wkradała się do domów kuchennymi drzwiami. I zaskoczyło mnie też, że przedwojenna kresowa kuchnia była taka... światowa. Niestety PRL cofnął nas o stulecia i dopiero teraz to nadrabiamy.
Hmm.. chyba sobie poczekam z zakupem.
Zdjęcia warzyw, widzę śliczne.
Okładka masz rację, wrażenie robi.
Rzeczywiście szkoda, że nie dało się zrobić tak ślicznych zdjęć potraw.
Zastanawiałam się nad tą książką, teraz wiem, że raczej jej nie kupię. Zdjęcia to jedno, ale dużo bardziej zniechęciły mnie te wszystkie vegety i inne półprodukty, o których wspominasz. Bardzo się cieszę, że napisałaś o tym tak krytycznie. Odnoszę podobne wrażenie, niedługo naprawdę nie będzie można ugotować niczego, w czym nie będzie chociaż odrobiny jakiegoś ulepszacza smaku. Tym bardziej to smutne jeśli przekonują nas do tego nie tylko reklamy, ale także książki.
Dziękuję za rzetelną recenzję i pozdrawiam :-)
Moje ulubione ostatnio ksiazki napisal pan Piotr Adamczewski. Jest niezrownanym gawedziarzem i krytykiem kulinarnym.
Ja również lubię książki, w których obok przepisów zamieszczone są ładne zdjęcia potraw.
Lisko, w tym roku, po raz pierwszy Wigilia odbyła się u moim domu i na stole wigilijnym pojawił się barszcz czerwony według Twojego przepisu. Wszystkim bardzo smakował :)
Pozdrawiam poświątecznie :)
Ada
Prześlij komentarz