Był taki czas, kiedy byłam gadżetomaniakiem kuchennym. Chciałam wypróbować wszystko, mieć wszystkie foremki świata, testować urządzenia. I testowałam. Im więcej miałam, tym bardziej widziałam, których posiadanie ma rzeczywisty sens, które nie muszą lądować w zapomnianej szafce na najbliższe sto lat, a które są zupełnie zbędne.
Dziś zanim coś kupię, dwa razy się zastanowię. O parowarze myślałam od dawna: czy mi się naprawdę przyda, czy będę go używać, czy rzeczywiście go potrzebuję. Przyznam, że przypominałam sobie o nim za każdym razem, kiedy w IKEA jadłam łososia na parze.
Więc pewnego dnia kupiłam parowar i zaczęłam go używać. Przy kupnie kierowałam się przede wszystkim tym, by miał jak najprostszą budowę - nie dla mnie dziesiątki małych i większych pojemników, których nigdy nie użyję, skomplikowane funkcje i programy. Potrzebowałam urządzenia z kilkoma tackami, które łatwo schować, by nie zajmowały wiele miejsca i prostą instrukcją obsługi. I takie też kupiłam. Mój parowar ma dwie tacki i pojemnik na wodę: wlewam ją do poziomu oznaczającego czas pracy, po upływie którego urządzenie dzwoni, żeby je wyłączyć. Zwykle większość warzyw i ryb gotuję ok. 15-20 minut. Niektóre delikatne jarzyny lub te, które są drobno pokrojone, gotują się poniżej dziesięciu minut. Lubię, kiedy są delikatnie chrupiące, w żadnym razie rozgotowane. Warzywa zachowują swój kolor, a ryby są soczyste i delikatne. Używam dużo świeżych ziół, które układam na rybach (ich mięso od razu solę) przed włączeniem parowara. To, co dla mnie ważne, to dobry sos, który robię osobno. Nie lubię jedzenia dietetycznego, a z takim zawsze kojarzyło mi się to przygotowywane na parze. Owszem, zdarza mi się czasem obiad ugotowany w parowarze przełożyć na talerz, a potem posypać go odrobiną świeżego koperku i polać topionym masłem, ale najchętniej robię jeszcze jakiś sos.
Można wykorzystać przygotowany wcześniej sos pomidorowy albo pesto. Można też w kilka minut zrobić sos beszamelowy.
Wiem, że wiele osób ma w domu parowar. Najczęściej użyty raz albo wcale. Chciałabym Was zachęcić do wyjęcia go z szafki i używania. Naprawdę warto.
Dziś przygotowałam łososia z sosem beszamelowym i puree ziemniaczanym. Inspiracją był ten z IKEA, ale zamiast frytek, zrobiłam ziemniaczane puree. Do takiego dania najczęściej przygotowuję również pokrojone w słupki warzywa, groszek cukrowy albo brokuły.
Łosoś w sosie beszamelowym z puree ziemniaczanym
Dla 2 osób
Ryba:
2 kawałki fileta z łososia po ok. 200 g każdy
zioła: koperek, bazylia, tymianek - ok. 2-3 łyżek
2 plasterki cytryny
2 łyżeczki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku
Sos beszamelowy:
20 g masła
20 g mąki
ok. 200-250 ml gorącego mleka (mleko wlewamy stopniowo)
sól i pieprz do smaku
opcjonalnie: 1 łyżeczka musztardy lub chrzanu (oryginalny sos beszamelowy jej nie zawiera, ale ja czasem ją dodaję)
Puree ziemniaczane:
Przepis na puree ziemniaczane podawałam tutaj.
Przygotowanie:
Na tacce umieścić filety łososia: posypać solą i pieprzem, na wierzchu ułożyć zioła i plasterek cytryny, polać każdy łyżeczką oliwy z oliwek.
Włączyć parowar na ok. 15 minut (wszystko zależy od wielkości filetów i mocy parowara. Ten czas warto na początku kontrolować. W przypadku niektórych urządzeń danie może być gotowe po ok. 12-15 minutach, innym może to zająć nieco dłużej)*.
W tym czasie przygotować puree ziemniaczane (przepis: tutaj) i sos beszamelowy:
Na patelni rozpuścić masło, powoli wsypać mąkę i cały czas mieszając trzepaczką, zrumienić mąkę na złoto. Następnie bardzo powoli wlewać gorące mleko, CAŁY CZAS ubijając sos trzepaczką (żeby nie zrobiły się grudki). Kiedy zacznie gęstnieć, dodać łyżeczkę lub dwie musztardy/chrzanu, wymieszać i zdjąć z ognia. Gdyby sos okazał się za gęsty, można wlać więcej mleka, pamiętając o mieszaniu. Doprawić solą i pieprzem. Nie ma nic gorszego niż za gęsty, niedoprawiony beszamel, warto więc poświęci odrobinę uwagi, by przygotować go dobrze.
Smacznego!
Przed używaniem parowara warto zapoznać się z instrukcją obsługi - w zależności od modelu, urządzenia mają różną moc i to, co w jednym będzie się gotować dłużej, drugiemu zajmie mniej czasu i odwrotnie. Delikatne warzywa jak np. groszek cukrowy gotują się zdecydowanie krócej niż np. marchewka czy ziemniaki. Delikatne warzywa układamy na górnej tacce, a te, które wymagają więcej czasu, na dolnej. Zazwyczaj wystarczy ugotować w nim kilka razy, by poznać swój parowar. Jeśli chcemy zdjąć pokrywę, by sprawdzić stopień ugotowania jedzenia, trzeba pamiętać, że wydobywająca się z niego para parzy. I to by było mniej więcej na tyle :)

20 komentarzy:
Lisko,święte słowa - kuchennych gadżetów i u mnie dostatek...
Ja używam szybkowara. Chwalę sobie. A łosoś w IKEA ciągle mi smakuje...
Pozdrowienia!
rzeczywiscie,gadzetow jest w sprzedazy pod dostatkiem,ale parowar akurat posiadam od lat i sobie go chwale,choc uzywam okresami,jak mnie cos "najdzie",ale i tak za rzadko niz bym chyba chciala....
Losos Twoj wyglada niezwykle apetycznie :)
Pozdrawiam :)
A ja nigdy nie jadlam nic w IKEA, a co chwile czytam o ich znakomitych daniach. :) Na ten zestaw liskowy skusilabym sie z checia. Tym bardziej, ze wiesz jak zrobic dobre puree ziemniaczane. :)))
Kurcze Lisko, ja akurat jestem kuchenną minimalistką - dobry nóż, deska no i blender/mikser.
Kupiłam natomiast w przypływie weny na kuchnię azjatycką bamboo baskets (nie wiem jak to jest po polsku). To nie do końca to samo co parowar, ale smak warzyw krewetek, łososia z bambusowych tacek - nadaje potrawą niepowtarzalny aromat drewna. Uwielbiam go.
Ja z racji nieposiadania własnej, stałej kuchni i pewnie też z powodu, że dużo myślę nim zdecyduję czy warto wciąż jestem na etapie rozważania zakupu parowaru.
Twój łosoś wygląda obłędnie, a tego z Ikei będę musiała spróbować
Ja jestem zdecydowanie gadżeciarą, ale mój Pan postanowił położyć temu kres i mam "Bana" na zakupy. A tutaj jeszcze znalazłoby się dla mnie kilka potrzebnych rzeczy np. garnek żeliwny. może sobie na urodziny zażyczę;)
Nie mam parowaru ale też często używm bambusowych koszyczków do gotowania (to właśnie te bamboo baskets) i świetnie się spradzają.
Co do Ikeowego łososia czasem jedziemy tam na obiad bo mam taaką ochotęL:(
Pozdrawiam!
Jest mi przykro, że nie mogę się zgodzić z przedmówcami. Łosoś jest rybą, a jak wiadomo tkanka mięśniowa tych stworzeń jest bardzo delikatna. Dlatego powinno się go obrabiać tylko nad parą wodną, bez żadnych szybkowarów.
7 - 8 minut wystarcza absolutnie!
Po 15 minutach w szybkowarze, zostanie w nim zamordowane wszystko to co jest wartościowe!
Wiem, że cała masa osób stwierdzi, że nie mam racji.
To dlatego, że taki pogląd jest tak mocno zakorzeniony, że walka z tym mija się celem.
Och ja tak choruję na parowar!:) a Ty tak jeszcze kusisz:)
No mi się też marzy parowar... tylko gdzie to wszystko trzymać ;)
Dołączam się do fanów ikeowskich łososi!
Kilka razy zdarzyło mi się jechać tam tylko po półlitrowy kubek, by mieć pretekst na łososia.
Parowar w planach.
Pozdrawiam :)
A ja łososia w Ikea akurat nie lubię - mrożony, pieczony w piecu konwekcyjnym (a nie na parze), często przesuszony z proszkowym sosem. Zaprzeczenie tego czym jest dobry świeży pieczony łosoś. A ryby uwielbiam...
Ale parowar to fantastyczna rzecz, nie posiadam i ciągle o nim marzę :) ale często gotuję na parze (zwykły garnek + duże sitko).
Beszamel do łososia to dla mnie klasyka, lubię dodać do niego świeżych ziół i zrobić wersję bazyliową czy koperkową.
Pozdrawiam serdecznie :)
Drogi Tadeuszu /Moja Kawiarenka/, łososia w szybkowarze robi się od 3 do 5 minut, a nie 15-ście!
Wybacz Lisko za ten komentarz osobisty...
Cóż za smakowity łosoś! Uwielbiam:)
Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to jak kryptoreklama, ale jakiej firmy parowaru używasz Lisko? W zupełności zgadzam się, że przerost formy nad treścią jest niewskazany, a jeśli kupować nietanie urządzenie, to najlepiej sprawdzone...Pozdrawiam!
przyłączam się do pytania Sferki- Lisko podziel się info o firmie:)
i ja muszę się pochwalić parowarem - mam taki wbudowywany do szafki (wygląda podobnie jak piekarnik). Mąż kupił mi go trochę "na siłę" tylko dlatego, że mu się wygląd spodobał ;-) Ale nie tylko wygląd ma rewelacyjny.
Najbardziej nietypową "rzeczą", którą na parze ugotowałam to robak z kalafiora. Na razie sezon na kalafior u nas zamknięty :)
Lisko, Jaki to parowar ??jeśli nie chcesz publicznie czegoś reklamować proszę o maila : kwiatas@o2.pl
Lisko
Pomocy, zrobiłam na parze łososia (udało mi się dostać bałtyckiego) i klapa, nie dałam rady go zjeść, taki niedobry. Identyczny kawałek usmażyłam dzieciaczkom i był pyszny, więc wykluczam nieświeżą rybę. Przyznam się, że gotowałam filet razem ze skórą, czy to mogło popsuć smak ryby?
Prześlij komentarz