


Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że będę się bała powodzi, pakując najpotrzebniejsze rzeczy do walizki, zapewne bym mu nie uwierzyła.
Los jednak bywa przewrotny.
Z dala od własnej kuchni, przyglądam się światu. Spaceruję uliczkami miasta zadając sobie pytanie, czy to powódź dwudziesto czy tysiącletnia?

Od pewnego czasu znajomi pytali mnie: Byłaś już na Rozbrat?
Rozbrat to spacery z Mamą, kiedy byłam dzieckiem. Stare kamienice, zieleń Powiśla, sklepiki z warzywami, papierniczy, lody śmietankowe w cukierni tuż za rogiem domu, na którym układałam dmuchawce, żeby wiedzieć, że właśnie tu powinnam skręcić, by się nie zgubić.
Dopiero dzisiaj trafiłam do bistro, które mogę śmiało nazwać miłością od pierwszego wejrzenia.
Małe, przytulne wnętrze, bukiet kwiatów, miękkie fotele, ten ciepły styl, który bardzo lubię i goście, bez których nie wyobrażam sobie miejsca z duszą, bowiem nawet najpiękniejsza, ale pusta restauracja, przygnębia mnie i mam ochotę natychmiast z niej wyjść.
To po pierwsze.
Po drugie: pieczywo. Najpiękniejsze i najlepsze chleby, jakie udało mi się jeść w Warszawie. Są wyeksponowane na ladzie, do której kelnerzy podchodzą, by nakroić grubych kromek do koszyczków.
Zamówiłam bruschettę - z przyjemnością odkryłam, że jest na świeżym chlebie, który został zgrillowany i podany z ciepłymi pomidorkami, barweną i musem z pieczonej papryki i ciecierzycy. Poezja. Później dorada z młodymi warzywami i grillowaną rzodkiewką - prosto, elegancko, tyle, bym mogła się najeść i jeszcze poprosić o deser.
A deser... Już wiadomo, że jeśli przychodzę do restauracji, w której będzie czekoladowy fondant/suflet zwany czekoladowym ciastkiem bądź jeszcze inaczej (a ja i tak wiem, co się pod tą nazwą kryje - czekoladowe serce, my love!), to na pewno spróbuję. Ten deser w tej restauracji to marzenie kogoś, kto tak jak ja, kocha czekoladę - pieczony tyle, ile trzeba, z płynącym ciepłym środkiem, podany z truskawkami zatopionymi w bitej śmietanie, oprószonymi siekanymi pistacjami.
Chciałabym codziennie jeść taki lunch.
Dorzucam do tego naprawdę uprzejmą i sprawną obsługę, szybki serwis, bo mimo że w czasie lunchu restauracja była wypełniona niemal do ostatniego stolika, dania wjeżdżały na stół w tempie idealnym. Zdążyłam zjeść i pomyśleć o następnym i voilà!
Wielu Warszawiaków doceniło już to miejsce. Czasem trudno tu o stolik. Naprawdę warto. Ja będę wracać z największą przyjemnością. Może kiedyś przyjdę na śniadanie - widziałam w karcie śniadaniowe specjały, a w restauracji stojak z gazetami, co w połączeniu ze słońcem wpadającym przez duże witryny i zieleń Powiśla, jest tym, co liski lubią najbardziej.
Polecam!

Rozbrat 20 Bistro&Restaurant
ul. Rozbrat 20, Warszawa
www
21 komentarzy:
Przysięgam ! Byłam sekundę temu i pierwsza była jeszcze Tarta botwinkowa ;D . Miło poczytać o miłych miejscach, trochę się rozmarzyć. Choć przez chwilę nie słyszeć strasznych wieści .Mam to szczęście, że mieszkam w zachodniopomorskim. Szkoda tylko, że nie mogę zajść na ul.Rozbrat 20 w Warszawie i zatopić łyżeczkę w płynnej czekoladzie ;)
Ja także zachodniopomorskie i po raz kolejny podziwiam Niemców i ich planowanie.
O Rozbrat nigdy nie słyszałam,a szkoda. Myślę, że warto by było wybrać się tam w te wakacje.
Pozdrawiam
jakie cudowne miejsce ... dlatego między innymi zazdroszczę mieszkańcom wielkich miast. Można takie magiczne miejsca znaleźć.
pozdrawiam
To miejsce jest magiczne...I cała okolica też.
Podzielam Twoje zdanie Lisko,że na Rozbrat 20 trzeba się wybrać.
Obowiązkowo!
Mam nadzieję,że zaraz wrócisz do swojej kuchni...Trzymam kciuki!
Brzmi pieknie i bardzo smacznie, ale chyba bardzo drogo? Jakie są mniej więcej ceny w Rozbrat?
Pozdrawiam ciepło :)
Misia
a jak z cenami? ;>
Cudownie, ze Warszawa stale zmienia sie na lepsze. Kiedys mieszkalam na Powislu i najbardziej podobalo mi sie to, ze mozna przejsc od BUWu do Lazienek wlasciwie nie wychodzac z parku...
Zycze szybkiego powrotu do wlasnej kuchni, i to bez koniecznosci urzadzania wielkiego sprzatania.
zajrzę, jak będę w warszawie. zachęciłaś mnie ;)
Cudownie, cudownie to opisałaś:)
Ach.. mam ochotę wsiąść w pociąg i pojechać w to miejsce.
Z pewnością kiedyś tam zajrzę.
Pozdrawiam;*
Lisko,
W ja właśnie myślałam sobie (dedukując) jak Ty I powódź. Ale chyba na razie (natura jest przewrotna) nie musisz się bać. I dalej możesz nam proponować różne smakołyki. Też lubiłam tam spacerować. Niedaleko był świetny papiernik i zabawkowy. Naciągnęłam mamę na takie nakręcane jabłuszko co wystawiało język. A na Profesorską ciągałam chłopaków na romantyczne spacery ;-)
Co do botwinkowej, zakochałam się i teraz wymyślam swoje botwinkowe.
Misiu i Patrycjo dla orietacji podaję cenę obiadu w R20. Otóż przystawka, danie główne, deser i kieliszek wina dla dwóch osób to koszt około 250 zł.
Ojejj! wspaniałe miejsce! deser czekoladowy wygląda pięknie! jak tylko będę w pobliżu na pewno odwiedzę Rozbrat.
przykro mi, że i Ciebie dotknęła fala..
pozdrawiam ciepło
Just
A my Zosia, Erni, Dorota ... przechodzimy przez Rozbrat 2x dziennie... i jest tam pieknie i smacznie, ale nie jest to miejsce na obiad z dziećmi.
Taki azyl dla dorosłych...
A ja znam to miejsce z czasów, kiedy z okienka od strony Fabrycznej pani sprzedawała włoskie lody pistacjowo -śmietankowe. Biegaliśmy podczas przerwy na te lody z pobliskiej szkoły podstawowej.
Knajpka fajna, identyczne w kształcie ale kremowe kafle mam u siebie w łazience ;)
pozdrawiam :)
mieszkam w odległości dosłownie kilkudziesięciu metrów od tej restauracji; byłam tam dwa albo trzy razy
ogromny plus na piękny wystrój i cudowne wręcz kwiaty
ceny dość wysokie, a jedzenie nie zachwyciło mnie bardzo, trafiłam na przeciętne. Łosoś był bardzo poprawny, ale nie inspirujący.Mięso (już nie pamiętam jakie) może być - za cenę dania ok. 60 zł spodziewałam się więcej.
Doskonały creme brulee - dla niego tam wrócę.
Restaurację otworzono jakoś półtora roku temu (o ile dobrze pamiętam), od tego czasu cały czas na ich stronie internetowej widnieje napis, że wktótce zapraszają do ich serwisu internetowego. Ogromny minus za to. Chciałabym móc przeczytać menu w internecie.
Kiedyś napisałam im maila odnośnie rezerwacji, nie dostałam odpowiedzi. W tych celach proponuję telefon.
Wciąż czekam na idealną restaurację w W-wie. Nie taką, by rujnowała budżet, czyli taką do której można by pójść od czasu do czasu. W Nowym Jorku jest to jak najbardziej możliwe. Może i u nas kiedyś będzie...
P.S. Mało kto pamięta, że przed tą restauracją przez wiele lat odkąd mieszkam na Powiślu była zapyziała kawiarnia. Nieprzyjemna obsługa plus niekiedy stare produkty. PRzerobienie tego miejsca to majstersztyk.
No i poszłam do tej restauracji, zachęcona opisem...i trafiłam do okropnego pretensjonalnego miejsca nie dla ludzi. Nie dla ludzi, którzy nie są "nowymi warszawiakami" nie przyjeżdżają pod restaurację kupionym wczoraj Porsche Turbo i beemwicami wielkimi jak domy...Wszyscy są ubrani od stóp do głów w Ralpha Laurenta i przychodzą tam tylko po to by się pokazać innym, wyglądającym tak samo jak oni. Menu równie pretensjonalne. Nouvelle cuisine czyli dwie kulki na talerzu i pasek z ryżu. Do tego dwa przegrzebki. 50 złotych. Sałatka? Pięknie ułożone dwa listki polane sosem, do tego saszetki z kozim serem z ciasta francuskiego i świeża figa. 40 złotych. Było to smaczne, ale ta cała okropna atmosfera i wyniośli kelnerzy sprawiają ze nie czujesz tego smaku, chcesz natychmiast uciekać gdzie pieprz rośnie z daleka od pana z Porsche w mokasynach z krokodylej skórki.
A chleb dobry, owszem. Creme brule również. Bukiet kwiatów ładny...I co z tego? Moja noga na pewno już tam nie postanie. Brrr....zawiodłam się Lisko okropnie. Nie sądziłam, że mogą ci się podobać takie pretensjonalne koszmarki dla "nowych ruskich".
Hmn, nie wiem, jak wyglądają miejsca dla "nowych ruskich", "nową warszawianką" też raczej nie jestem. Nie oceniam też ludzi po tym, czym jeżdżą, ani jak się ubierają. Pozory bowiem mogą mylić. Do Rozbrat chodzę dość regularnie, nigdy nie potraktowano mnie wyniośle, a obsługę uważam za raczej przyjazną i profesjonalną. Dla mnie porcje są w sam raz, unikam miejsc, gdzie na talerzu mam górę jedzenia, której nie dam rady zjeść.
W Warszawie powstaje tyle nowych miejsc, mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Pozdrawiam!
No to może źle trafiłam? A może źle wyglądałam i nie spodobałam się kelnerom? Miałam na sobie dżinsy i sportowe buty i przyszłam piechotą a nie porsche. Byłam w trakcie przerabiania "Spacerownika Warszawskiego" jako wielbicielka Warszawy. A może kelnerzy zauważyli że jestem z Krakowa :-)
Pójdę jeszcze raz, założę szpilki i zjem suflet. A na razie na pocieszenie upiekę jakieś twoje ciasto.
Pozdrawiam serdecznie.
p.s I też nienawidzę gór jedzenia na talerzu! :-)
Ale Warszawa bardzo lubi Kraków! :) Wiesz, myślę, że wszystko jest sprawą indywidualną - jednemu się podoba to, innemu tamto.
Kiedy przeczytałam Twój komentarz, przypomniałam sobie, jak otworzył się Słodki Słony ponad 10 lat temu - ledwo zaczęłam wtedy pracować i na tle cukierni w stylu Hortexu, który podawał nieśmiertelną szarlotkę z bitą śmietaną, Słodki z gośćmi, wśród których były między innymi eleganckie panie w panterkach z pieskami na smyczy wydał mi się czymś nie z tej Ziemi. Normalnie bałam się tam zajrzeć, a później zrozumiałam, że to jest dla ludzi. Dla jednych to ceny z kosmosu, dla innych nie - ci inni też mają prawo do tego, żeby zjeść coś innego niż ciastko z cukierni za 2,50 zł.
Rozbrat jest dla mnie bistrem, jakich setki w innych europejskich krajach, a ponieważ tu stanowi jakiś wyjątek, podoba mi się i do niego chodzę (nie tylko w szpilkach ;) Mam niewiele ulubionych warszawskich restauracji, w których wizyta nie kończy się bólem brzucha - ach te sosy! A w Rozbrat i tak najchętniej jem śniadania i desery.
I jeszcze co do wielkich porcji na talerzu: czasem naprawdę wolę zapłacić więcej za małą porcję niż oddawać do połowy zjedzone: "Nie smakowało pani?"
Pozdrawiam!
bylismy tam 11 listopada, w srodku najpiekniejszy i najwiekszy bukiet jaki w zyciu widzialam
za oknem przemarsz narodowcow
dosc duzy kontrast
creme brulee cudowny
Uwielbiam tę restaurację! Pyszne jedzenie, przepiękny wystrój i wspaniała atmosfera. Prawda, że restauracja wpadła w oko warszawskiemu światu businessu i show-businessu, ale to chyba dobra rekomendacja:)
Prześlij komentarz