2010-01-29

Zrób mi śniadanie



W Walentynki nie chcę czerwonych róż, serduszek i różowych deserów.
Chcę śniadania do łóżka.
Chcę otworzyć oczy i poczuć zapach kromek chleba opiekanych w tosterze. Zapach czosnku i bazylii, którą kot niechcący potrącił ogonem wskakując na lodówkę.
Chcę usłyszeć bulgotanie kawy i syk zawsze nam kipiącego mleka.
Trajkotanie z radia byle nie o polityce.
Chcę udawać, że śpię, trwaj chwilo.



Bruschetta z pomidorami jest jak afrodyzjak. Najbardziej smakuje w sezonie, kiedy pomidory są prawdziwe, a nie plastikowe. Ale dziś może być erzac.
Miałam szczęście - pierwszą w życiu bruschettę przygotował dla mnie Włoch. Do tego zaparzył latte macchiatto. Od tamtej pory to mój duet. Jedno bez drugiego jest niepełne.
Wersji na bruschettę jest pewnie tyle, co na kanapki.
Ja opiekam kromki pod rozgrzanym grillem albo w tosterze. Pomidory mieszam ze składnikami wcześniej, by wszystkie aromaty miały czas się przegryźć. Warto jednak pamiętać o tym, by nie przesadzić z czosnkiem.
No chyba, że nie musimy potem iść do ludzi ;)
Bruschetta z pomidorami jest czymś, co uwielbiam. Zawsze.

A co Wy chcielibyście zjeść na Walentynkowe śniadanie?




Bruschetta z pomidorami, moja ulubiona

Kromki pieczywa (może być ciabatta, ja najchętniej korzystam z razowego chleba)
pomidory, drobno pokrojone - jeśli używam dużych pomidorów, sparzam je i zdejmuję z nich skórę
czosnek (1-1/2 ząbka)
oliwa z oliwek
sól i pieprz
świeża bazylia
opcjonalnie - odrobina octu balsamicznego

Kromki opiekamy w tosterze lub piekarniku. Można wcześniej posmarować je odrobiną oliwy.
Pozostałe składniki mieszamy i odstawiamy na 15-30 minut, by się przegryzły (jak nie mamy czasu, nie odstawiamy).
Na opieczonych kromkach kładziemy pomidory.

I jemy...

Smacznego!

Dzisiejszą bruschettę przygotowałam na chlebie lawendowym, na który przepis podaję dziś w Pracowni Wypieków.

43 komentarzy:

tomek pisze...

Piękne :)

Patrycja pisze...

Ja po prostu kocham takie proste połączenia!
I znów świetlistość widzę. Powiedz kochana, czy Ty przypadkiem nie uciekłaś do Toskanii i stamtąd cichaczem "nadajesz":D

Emma pisze...

też bym chętnie zjadła takie walentynkowe śniadanko! :)

Misia pisze...

A ja lubię i róże i czekoladę na Walentynki, ale takie śniadanie to prawdziwe marzenie. Piękne zdjęcia, pełne światła, cudowne! :)

Anna Maria pisze...

Moje idealne śniadanie w Walentynki i w urodziny to pankejki, z owocowymi dodatkami.
A wieczorem mus czekoladowy - bo jednak czekolada, ciemna, intensywna, powinna być:-)

Delie pisze...

Jakie cudowne są te zdjęcia. Czyste. Świetliste. Ach!

Ja na walentynkowe śniadanie poproszę gofry:)

Olciaky pisze...

Bułeczka robiona od serca- to bym chciała zjeść na Walentynkowe śniadanie:)
Lisko, mam pytanko o to naczynie żaroodporne, czy kupiłaś je w Polsce?
... jeśli tak to proszę podpowiedz mi jakiej firmy. Szukam takich niebanalnych- z wzorami i kolorami, ale nie mogę znaleźć.
:(
Pozdrawiam, Olcik.

krulewna pisze...

W pierwszej chwili pomyślałam o tiramisu, którego smak przypomina mi pocałunkimojego Miłego:)))
W Walentynkowy poranek chciałabym zjeść moje ulubione ciemne bułeczki z twarożkiem i plasterkiem kiwi, polane złosistym miodem. Aromatyczna kawa jest w tym przypadku koniecznością, choć w zastępstwie równie dobrze smakuje szklanka mleka...

Zaytoon pisze...

Ja póki co sama muszę zadowolić się walentynkowym śniadaniem i sama sobie nim dogodzić. Co nim będzie... zapewne okaże się w praniu - może jakieś słodkie ciasto, a może po prostu kaszka manna na mleku... Mleku, które zawsze mi się przypala. (Weekendowy brak porządnych garnków z grubym dnem bardzo mi doskwiera)

Bruschetty nigdy jeszcze nie kosztowałam, a kusząca jest bardzo, oj bardzo. Co prawda preferuję śniadania na słodko, ale świeżymi warzywami też nie pogardzę. ;)

Pozdrawiam!

dragonfly pisze...

Ja w Walentynki chciałabym zjeść mocno mocno czekoladowe ciasto. :) A bruschetta to moja słabość, szkoda, że tak pięknie w biodra idzie. ;)
Btw - wczoraj słuchałam reportażu w 3. Gratulacje! To dlatego tu jestem!

P.S. Blog jest genialny. Dlaczego wcześniej go nie znalazłam nie mam pojęcia. ???

Lavande pisze...

Też chcę takich walentynek:)

dziękuję za przepis na lawendowy chlebek, na pewno skorzystam!

ślę serdeczne pozdrowienia
Lavande

Usagi pisze...

Nie uznaję Walentynek. Nie, nie dlatego, że to święto z zagranicy, że jest czysto marketingowe i przesłodzone do zemdlenia.
Nie uznaję Walentynek, bo to takie pójście na łatwiznę, jeden dzień manifestacji uczuć, w którym facet kupuje kobiecie chwasta i po którym może nastać znów szara codzienność. A najgorsze jest to, że w ten dzień dokładnie to samo robią WSZYSCY.
I dlatego w nosie mam Walentynki, romantyczne wzloty w ten jeden, jedyny dzień roku. I dlatego nie będzie specjalnego śniadania w Walentynki ani specjalnego ciasta, wieczoru w knajpce z lampką szampana i czerwonej róży w wazonie. Będzie to, co mam na co dzień: zwykłe codzienne tosty ze wspólnego talerzyka i pomarańczowa herbata podsuwana mi mimochodem. I jeśli nawet upiekę ciasto, to upiekę je, bo tak właśnie robię zazwyczaj. I podsunę mu je pod nos ot tak, codziennym ruchem. A potem wypijemy kieliszek dobrego wina gapiąc się w telewizor albo bawiąc z kotem.
Nie potrzebujemy Walentynek, by wiedzieć, że się kochamy.

co_zerka pisze...

Piękny wpis...

Mówię nie różyczką, serduszką, wspólnym kolacjom w przepełnionych restauracjach, spacerów na przymus...

Ale lubię sms'a o północy wysłanego z pokoju obok, całuska w nocy jak On tego nie czuję, otulenie mnie kołdrą gdy udaje, że śpię.

A śniadanie z nogami po turecku, wspólnie przy stole...cokolwiek, mogą być i kanapki byle razem, przy stole w kuchni(który jest bardzo mini, mini, mini).

Tylko czy do tego potrzeba Walentynek???

A taką bruschettę robimy sobie od czasu do czasu...pycha (tęsknie za letnimi porankami z pomidorami)

majana pisze...

Na śniadanko mogłabym zjeść bruschettę , taką jak Ty i popić pyszną kawusią:)

Pierwszą bruschettę równiez jadłam we Włoszech :))))

Ściskam:***

Tuptuś pisze...

Hm... malo brakuje Lisko do opcji, ktora ci kiedys zaproponowalam i ciekawa jestem, czy juz wyprobowalas :-)

Zuza pisze...

cudooo.
a walentynek nie chce :) pewnie je przespie, wiec i sniadanie mi niepotrzebne ;)

AsiaMamaZosi pisze...

O jej jak ja to uwielbiam.
Proste i przepyszne. Kojarzy mi się strasznie z naszymi śniadaniami na Krecie. Codziennie sobie takie robiliśmy...dziękuję za przywołanie miłych wspomnień.

gwiazdka.w.kuchni pisze...

idę wtedy na uczelnię, więc jak rano będę się wymykać to przy kawie towarzystwa dotrzyma mi pewnie tylko kot ;)
śniadanie zrobiłabym sama, a mój M. zorganizowałby coś na wieczór - w tym roku śniadania raczej nie będzie (a może i będzie jak chwilę wcześniej wstanę), a plan wieczorny pewnie będzie, ale to niespodzianka ;)
ale i tak w obu przypadkach liczy się dla mnie pomysł, uczucie, przywołanie wspomnień

Ewa pisze...

Ja w walentynkowe sniadanie poprosze o cokolwiek. Byle to cokolwiek przyrzadzone bylo z miloscia i mysla tylko o mnie :D Chocby to byla herbata z cytryna ktorej nie pijam ;)

Mira pisze...

Przepiekny blog. Przepiekne slowa. I mysli.

Coz mozna dodac wiecej?

Lisko--jestes kochana :-)))

alizee pisze...

Boszzzzzz.... ja to bym chciała choć kawy do łóżka..... bo o tak cudnym śniadaniu mogę jedynie pomarzyć...

Pozdrawiam serdecznie

Polka pisze...

Zakochani ludzie mają walentynki codziennie :)
Boże poproszę taka kanapkę cudo!

Ewa pisze...

Piękne zdjęcia. I idealne walentynkowe śniadanie! Proste, smaczne, pomidorowe, a do tego ciepłe i pachnące... Niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. W tym roku Walentynki wypadają w niedzielę, więc jest szansa na niewczesne śniadanie podane do łóżka. Rozmarzyłam się ;)

Małgosia.dz pisze...

Lisko, tą kawą mnie zaskoczyłaś. :) Nie omieszkam wypróbować taki mariaż... :)

Aeshna pisze...

Mmmm, ale "zapachniłaś"...:> Nawet nie mam siły mysleć, co bym chciała zjeść w walentynki, tak mnie omamił zapach tej kawy i bruschetty;)

mamamarzynia pisze...

Przesłuchałam dwa razy wywiadu z panią. Ma pani głos o tak przyjemnym timbre, że można go słuchać i słuchać...
Ja też miałam Babunię na wsi i też piekła wspaniałe chleby w piecu z kamieni. Bardzo pani dziękuję za przyjemność spotkania :-)

ewelajna pisze...

Lisko i ja słyszałam Cię w Trójce...!
Liska na żywo... Liska w Trójce...:)
Z Twoim głosem bliżej do Ciebie... Jeszcze bardziej cieszę się, że jesteś.
Pozdrawiam CIę bardzo, bardzo serdecznie
e.

szombi pisze...

chciałabym zjeść świeżo zerwane sople lodu :)

pozdrawiam serdecznie

konwallia czaruje pisze...

A ja bym zjadła jajeczko na miękko i grzankę z masłem. Do tego gorąca kawa z mlekiem, niesłodzona. Ah...

Mamsan pisze...

Piekne sniadanie i zdjecia...! mi sie jednak najbardziej marzy to bulgotanie kawy i swiadomosc, ze nie musze wstawac... :-)

Absolutely Abstruse pisze...

Twój blog jest piękny... :) Pozdrawiam serdecznie!

M. pisze...

Uwielbiam, gdy zdjęcie czy potrawa inspiruje mnie tak bardzo, że przeczytam i muszę to zrobić najszybciej jak się da. Tak jak to śniadanie! Nie lubię natomiast Walentynek. Zatem wybieram opcję łączącą te oba fakty. Jutro rano zrobię sobie takie śniadanie do łóżka...
Piękne te zdjęcia Lisko!

Filoarte pisze...

Dziękuję Lisko za nieustającą inspirację odnajsywaną w Twych słowach, potrawach, obrazach i w tym, jaką piękną osobą się jawisz (teraz mówię to już po usłyszeniu Twojego głosu:).
Pozdrawiam gorąco,
Dobrego dnia.

Agata pisze...

Och Lisko, gdyby takie śniadnaie budziło nas codziennie, znaczyłoby to, że jesteśmy w raju...

Mayka pisze...

Bruschetta to coś co uwielbiam i również wole wersję z ciemniejszym pieczywem :)

Hanna pisze...

swietne zdjecia i ciekawy wpis, ja sie tylko przyczepie do polaczenia latte i bruschetty: trudno mi sobie wyobrazic polaczenia tych dwòch...jeszcze trudniej, ze mògl ci je zaserwowac Wloch... jeszcze raz duzy komplement za blog :)

megyy pisze...

Mniam, uwielbiam bruschettę! Piękne zdjęcia. Pozdrawiam :)

waleriana pisze...

Odkryłam Twojego bloga dopiero co i stał się miejscem gdzie zaglądam między poranna kawą, a wpisem na swoim blogu.
Piękne zdjęcia, fantastyczne światło.
Muszę wypróbować coś z Twoich przepisów.
Walentynki mam nadzieję uczcić śniadaniem do łóżka, kwiatami, wielką blachą brownie dla mojego Walentego i oglądanym ponownie Dobrym Rokiem.

Ania vel Vespertine pisze...

Lisko, co za foty! Perfekcyjne. Podziwiam.

I pozdrawiam :)

maria pisze...

Omlet biszkoptowy oczywiscie z dzemem truskawkowym :))

maja m.miusow pisze...

ja bym chciała klasyk: latte+ croissant z dżemem np;: malinowym,plus sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy i jajko po wiedeńsku,ech...
fantastyczne zdjecia tak btw;)

Hanna pisze...

Mmmmmmm mniam... Uczta dla podniebienia i dla oka...

A ja na śniadanie, takie walentynkowe i niewalentynkowe chciałabym delikatny pocałunek i mocniejsze opatulenie kołdrą, kiedy on wcześnie rano wymyka się do pracy. I wiadomość, bym wyjrzała przez okno, gdy się przebudzę. I widok napisanych na śniegu pięknych słów. I wtedy nawet zwykła kromka chleba z masłem smakuje mi poezja... I cieszę się najbardziej, że takie dni zdarzają się częściej niż raz do roku.

Latajaca Pyza pisze...

Bruschetta na śniadanie? Bruschetta z latte macchiato? Eee, to nie mógł byc prawdziwy Włoch. ;)

Przepiękne blogi! Pozdrawiam