
Mróz szczypał w nos.
Przypomniałam sobie, jak miałam kilka lat i siedziałam przy ciepłym piecu w domu mojej przyjaciółki. Za dnia jeździłyśmy na łyżwach po zamarzniętej rzece. Później jadłyśmy obiad.
Zamarzył mi się taki obiad. Ryba w panierce, gotowane ziemniaki i marchewka z groszkiem.
Wybrałam się na poszukiwania ryb. Po weekendzie, w dziale rybnym zastaję pustki. Zatem idę do działu z mrożonkami. Wszystkie, jakie znalazłam: cztery rodzaje mintaja, tilapia, sola francuska były made in China. Wiedzieliście, że te wszystkie mrożone mintaje i sole pochodzą z chińskich hodowli? Ja nie wiedziałam. Teraz już wiem.
Nie będę jeść chińskiej ryby. Wybieram makrelę. Mam nadzieję, że makrela nie jest z Chin.

To jest bardzo banalny przepis. Ale w mroźne dni, potrzebuję typowego comfort food. Domowego jedzenia, jak za dawnych czasów. Czegoś z niczego.
Kotleciki z wędzonej makreli i ziemniaków
250 g ugotowanych ziemniaków
1 makrela o wadze 250-300 g
1 łyżka chrzanu
1 łyżka soku z cytryny
1 jajko
1 łyżka świeżych ziół (dowolnych: ja lubię dodawać szczypiorek, koperek, tymianek)
pieprz do smaku
bułka tarta do obtoczenia kotletów
olej roślinny do smażenia
Ziemniaki przecisnąć przez praskę. Makrelę obrać, oddzielić od ości, rozdrobnić widelcem. Połączyć z ziemniakami, chrzanem, sokiem, jajkiem i ziołami, doprawić pieprzem.
Uformować płaskie kotlety, które należy obtoczyć w tartej bułce.
Smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju - ok. 2-3 minut z każdej strony, na niedużym ogniu. Czas smażenia zależy od wielkości kotletów.
Smacznego!
44 komentarzy:
Ten blog czytam gdy chcę się wyciszyć, gdy potrzebuję czegoś luksusowego i ładnego ...
Lisko...jedno mnie wciąż niezmiernie zastanawia - jak utrzymujesz tak szczupłą sylwetkę, wciąż przyrządzając (więc i kosztując) tyle potraw? :)
Tilapia to jeszcze wiedzialam,ale ze mintaj i sola tez z Chin??? to mnie zasmucilas :(
Makrela jest super!!! a takie koteciki z wedzonej makreli powiadasz??? trzeba by sprobowac,rozne pasty jadalam z niej,ale nigdy kotlecikow....
Pozdrawiam :)
:-)
Fikcjo,
Ja po prostu niedużo jem. Jakoś nie potrafię usiąść i najeść się tak, że aż dech zapiera.
Gosiu, ja zawsze myślałam, że panga jest z Chin, bo tyle się o tym mówiło. W zeszłym roku odkryłam również, że mrożony mintaj też jest stamtąd. Teraz okazało się, że tilapia i sola francuska (nie wiem, czemu ona jest francuska) też. Są z chińskich hodowli.
uwielbiam makrelę, a te kotleciki wyglądają tak smakowicie... :) mniam
uwielbiam Twoje przepisy, a ten jest jednym z wielu, który napewno wykonam, taki prosty, a taki dobry :)
Chińskie produkty nas sasypują, najgorsze jest właśnie, to że nie jesteśmy tego świadomi i przyzwyczajamy się do nich... Często używane są jako półprodukty do produkcji, wtedy niby zostało coś wyprodukowane w innym kraju... A człowiek jest w tym bezradny, zwłaszcza jak nie posiada za dużego budżetu, wtedy jest skazany na chińskie produkty :(
Makrela nie jest z chin, już nie pamiętam dokładnie, ale zdarzyło mi się ostatnio dorabiać do studenckiego budżetu w supermarkecie na dziale rybnym i zrobiłam ogólne rozeznanie :) Najśmieszniejsi byli dla mnie ludzie, którzy zachwalali pangę i tilapię, że to takie pyszne ryby... Zdarzyło mi się próbować ich i są totalnie bez smaku, ble...
Chińczycy są zdolni, więc i tej makreli nie była bym taka pewna...
A kotleciki pomysłowe, zapisuję do zrobienia :)
Dziekuje Lisko za tę informację o mrożonych rybach:). Ja instynktownie czułam wstręt do mrożonych ryb, szczegolnie tych w supermarketach. Wydawały mi sie zawsze takie nieapetyczne. Teraz już wiem dlaczego. Kotleciki z makreli wypróbuje napewno. Pozdrawiam serdecznie:)))
Pyszka!
O takich kotlecików mi się zachciało.
Ostatnio moja mamutka robiła z mrożonej ryby, ale były bez smaku i stwierdziliśmy, że już więcej ich nie zrobimy.
A tu będzie zaskoczenie, bo jak Ja im zrobię takie kotleciczki to z zachwytu padną:)
Pozdrawiam.
Niesamowite! Kotleciki z makreli... Muszę koniecznie spróbować.
A marchewka glazurowana z imbirem - pyszności. Uwielbiam
O! Świetny pomysł na makrelę. Na pewno podchwycę. Pozdrawiam.
Lisko, świetny pomysł na te kotleciki. Bardzo lubię makrelę, szczególnie, że jest znacznie zdrowsza niż wiele innych, niezwykle gloryfikowanych ryb jak np. łosoś. Tak przynajmniej słyszałem...
Taki kotlecik to rzeczywiście jedzenie dla przyjemności, szczególnie gdy idą za tym miłe wspomnienia :)
wyglądają pysznie, jestem ogromną fanką makreli ( i tego bloga:)) to teraz zamiast pasty kotlety, już się nie mogę doczekać popołudnia
ZGADNIJCIE CO BĘDZIE NA KOLACJĘ??:)
wczoraj byłam w rybnym i mama nakłaniała mnie do makreli bo 'raz w tygodniu zalecają jeść tłustą rybę' Ja jednak wybrałam bardzo ładną bialutką i wręcz ogromną pangę i zrobię sobie królewskie śniadanie. Ryba brokuły,orzechy pieczarki. Coś wspaniałego. muszę wypróbować te kotleciki : >
I u mnie pojawiają się od czasu do czasu podobne kotleciki. Używam ryby ugotowanej wstępnie na parze. dodaję też sporą łyżkę gruboziarnistej musztardy. Pysznie i swojsko dzisiaj u Ciebie. Pozdrawiam.
To zdjęcie ryby z pierwszego zdjęcia okrutnie mi się podoba:)
Lisko,
Nie wszystkie mrożone mintaje są z Chin. Sola również.
Odradzam tylko kupowanie w supermarketach.
Ja mam to szczęście, że mieszkam kilka kroków od sklepu z rybami, który w moim mieście ma bardzo długą tradycję (więcej pisałam na http://paulaso.blogspot.com/2009/11/obiad-na-jutro.html) ale to wiadomość, która ucieszy tylko czytelników z Poznania.
Sola w moim sklepiku jest z Kanady, mintaj z Norwegii lub USA.
Tilapie i pangi niestety z hodowli chińskiej i dlatego są tańsze o pół ceny od innych.
Tych już nie kupuję, co zresztą odradzają sami sprzedawcy:)
Warto poszukać dobrego sklepu z rybami, zaufanych sprzedawców, bo nawet jeśli trzeba jechać na drugi koniec miasta to WARTO!
A mi się marzy ogólnopolski bojkot ryb z hodowli - to by było coś!!!
Pozdrawiam.
Paula
Te rybki nie koniecznie sa z chińskich hodowli. Kraj pochodzenia to zgodnie z przepisami UE, kraj w którym produkt został przetworzony w znacznym stopniu (są na to dokładne wielkości), więc ryba może być francuska, ale przetransportowana do Chin, tam oczyszczona, zapakowana itd. Prawdę mówiąc też nie wygląda to najlepiej.:-/
mniam, muszę zatem kupić makrelę!
Zanotowałam sobie przepis, pewnie wkrótce wypróbuję, bo ostatnio mam fazę na ryby :)
Jak dużo (w przybliżeniu) kotletów wychodzi z podanej przez Ciebie ilości składników?
Lepiej kupować ryby zapakowane "fabrycznie". Po pierwsze są zwykle dokładnie opisane, często wraz z dokładnym numerem łowiska. Po drugie nie są aż tak mocno glazurowane jak te prosto z zamrażarek hipermarketowych. Tamte często toną w wodzie wytopionej z glazury :-(
Teraz mało który produkt może poszczycić się końcówką inną niż "China". To mnie przeraża. W dodatku ostatnio oglądałam też program na ten temat... Wszystko. Brrr!
A taki obiad - typowy comfort food. Prosty. Pyszny.
Swoją drogą - podziwiam Cię Lisko, naprawdę. Ja przyrządzając takie pyszności nie potrafiłabym... Zazdroszczę silnej woli i opanowania. ;)
Pozdrawiam!
Możesz napisać skąd masz informacje że mintaj jest hodowlany? O ile wiem hodowla tej ryby pozbawiona jest ekonomicznego sensu. Mintaj w dużej ilości występuje w naturze, więc łowienie dzikich ryb jest tańsze. Jest to jedna z niewielu ryb morskich, którą można jeść bez poczucia winy, że dewastuje się środowisko naturalne (poczucie winy powinno być szczególnie duże przy dorszu i halibucie). Chiński czy norweski pochodzi z tego samego miejsca: Morza Beringa. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić hodowlę soli. To co widziałaś w sklepie to, albo nie była sola, albo była dzika (i przełowiona). Tilapia i panga rzeczywiście są hodowlane, ta ostatnia na ogół pochodzi z Wietnamu. Pozdrawiam Kubuś P.
Marmul,
informację mam z opakowania, w które był pakowany: hodowla, Chiny.
Sola była sprzedawana jako "sola francuska bez skóry", pochodzenie i info takie samo jak w przypadku pozostałych ryb.
Świetny pomysł na piątkowy obiad :), nie przyszło mi do głowy połączenie wędzonej ryby i ziemniaków, jeszcze na ciepło, ho, ho! Do tej pory robiłam tylko pastę z białym serem. Dzięki Lisko
Pozdrawiam
Aga
Sprawdziłem dokładniej. Mintaj nie jest rybą hodowlaną. Łowiony jest w północnym Pacyfiku. Chiński, norweski czy amerykański będzie równie dobry. Jeśli na paczce było napisane, że jest z hodowli, to był to błąd. Hodowla soli jest na etapie badań. Jakieś minimalne szanse na kupienie hodowlanej soli są w Holandii. Tajemnica mrożonki którą oglądałaś tkwi w słowie "francuska". Nie była to sola tylko prawdopodobnie microstomus pacificus (dzika ryba), albo coś hodowlanego (Bóg raczy wiedzieć co). W polskich warunkach z ryb morskich najlepiej kupować mintaja, jest zdrowy, nie przełowiony i na tyle tani że nikt nie próbuje oszukać nas sprzedając pod ta nazwą jakąś inną rybę.
Czyli może się okazać, że "sola francuska" z solą nie ma nic wspólnego? A co, oprócz mintaja, jeszcze polecasz? Mam na myśli nie tylko ryby morskie.
Dziękuję Ci bardzo za te informacje.
Poprzedni komentarz przepadł, więc jeszcze raz:
-"sola francuska" to prawie na pewno nie sola. Prawdziwa sola jest bardzo droga, zagrożona wyginięciem i trudno dostępna w Polsce.
-z ryb morskich najlepiej kupować: łososia*, czarniaka, flądry, śledzie, szproty, makrele, łupacza(plamiak), turbota, tuńczyka*, najlepiej mintaja.
-szkodliwe substancje mogą zawierać ryby hodowlane z dalekiego wschodu i dzikie z Bałtyku (spełniają one jednak normy sanitarne)
-kupując tuńczyka warto zwrócić uwagę aby był odłowiony bezpiecznie dla delfinów i nie był to tuńczyk błękitnopłetwy (zagrożony i drogi)
-łosoś bałtycki jest zagrożony wymarciem
-pod nazwą morszczuk sprzedaje się różne gatunki ryb najczęściej zdrowe, smaczne i nieprzełowione
-bardzo przełowione są dorsz, sola, halibut, gładzica. Ponad to pod tymi nazwami często próbują sprzedać inne gatunki ryb
-ryby słodkowodne można jeść wszystkie za wyjątkiem węgorza.
-bardzo fajny przepis
Pozdrawiam
Szukałam ostatnio ciekawego przepisu na wędzoną makrelę i nawet nie przeszło mi przez myśl, że można ją przygotować na ciepło! Będzie to nasze piątkowe danie :)
Lisko przepis brzmi szybko a wygląda apetycznie, więc na pewno wykorzystam go.
Marmul zmartwiłeś mnie, bardzo lubimy ryby a tu proszę trzeba będzie się namęczyć, żeby kupić coś porządnego. Od pewnego czasu staram się kupować tuszki i sama je filetować, wtedy lepiej widać co się przyrządza, i z pewnością jest krótszy proces od wyłowienia do zamrożenia. Tak zastanawiam, się czy w naszym świecie prawie bez granic, ktoś tak na prawdę kontroluje skąd te ryby pochodzą. Kiedyś widziałam rozmrożone mięso z głęboko mrożonych kurcząt z Brazylii (podobno z wojskowych zapasów, więc mogło mieć kilka lat, jak sugerowano). Po rozmrożeniu miało dziwny zapach, jakby antybiotykowy i rozchodziło się prawie w rękach. Nie powiem, że pies by nawet tego nie chciał jeść, bo psa mojego kocham i szanuję i nie dałabym mu tego do jedzenia.
No i upichciłem wczoraj te kotleciki. Bardzo smaczne, chociaż wyszły mi nieco za tłuste jak na mój gust - ale reszcie bardzo smakowały. Dzięki za przepis. W najbliższym czasie opublikuję efekt moje pracy :-)
Lisko zainspirowana przepisem zakupiłam makrelkę i zaraz zabieram się za kotleciki. Zastanawia mnie jednak co to za sosik towarzyszy rybce na talerzu...
Lisko, kotlecików jeszcze nie zrobiłam... ale swoim wpisem przypomniałaś mi o marchewce z groszkiem i nie zwlekając - wczoraj ją przyrządziłam... marchewka z groszkiem to takie moje przedszkolne wspomnienie :) zresztą cały zestaw - z ziemniaczkami i rybą... prawie w każdy piątek się na naszych przedszkolnych stolikach pojawiał.
No proszę. Oprócz ciekawego przepisu, tyle informacji o rybach -dostępnych na naszym rynku. Dziękuję, za doinformowanie w obu kwestiach. Kotleciki wypróbuję (może nawet dziś). Martwi mnie, co dzieje się w gospodarce z naszym rybołówstwem.Bardzo lubię ryby i jestem wręcz zaniepokojona, że sprowadza się i karmi nas produktami gorszymi niż nasze... Szkoda gadać!
muszę coś takiego zrobić
zrobiłam Lisko - smakowały nam niesamowicie! Oczywiście mój Mąż wiedział skąd wzięłam przepis - bo jak coś jest smaczne to jest od Liski ;-)
P.S. Idę kolejny raz robić babeczki z K.B. ;-)
Kotleciki przepyszne - dzięki za kolejny udany przepis :)
Pyszne są, pasują zarówno jako wsad do burgero-bułeczki jak i do sałatki:)
Pozdrawiam, mój lutowy uspokajacz;*
http://waniliowachmurka.blox.pl/2010/02/Uspokajacze-Kotleciki-z-makreli.html
Kotleciki sa wspaniale, przeeepyszne! Akurat nie mialam zwyklego chrzanu, tylko taki z zurawina, ale nic to nie przeszkadzalo :) Niebo w gebie! Tylko podczas przewracania na patelni mi sie porozwalaly, ale nic to! Pozdrawiam z Berlina!
Wlasnie robie kotleciki, w lodowce sie meczyla makrela, na ktora jakos nikt nie mial ochoty, kartofle o tej porze roku tez malo pyszne i na szczescie sobie przypomnialam o tym przepisie, dzieki ktoremu makrela zyska nalezne jej uznanie a kartofle zostana zuzyte zanim wyjda wyhodowawszy sobie juz nibynozki:)
I jeszcze sie dowiedzialam tyle ciekawego o rybach.
Ja najbardziej lubie fladre ale mam klopoty z jej dostaniem.
Taka fladra to dla mnie jedzenie z dziecinstwa, jak jezdzilam nad morze z rodzicami to ja jedlismy...
Czy ktos wie czy fladra wystepuje w pewnych porach roku? Kiedy na nia zapolowac?
Bardzo dobre!
Wczorajszy obiad z kotlecikami i jaglaną mi nie podszedł, ale dziś zjadłam z jajkiem na miękko, rzeżuchą i kapką majonezu, do tego tosty i było przepyszne!
W poszukiwaniu sposobów na przemycanie w daniach rybki przeglądam moje ulubione blogi kulinarne... I oczywiście znalazłam coś tutaj! Przepis jest idealny bo smaczny i genialnie prosty! Kotleciki z wierzchu chrupiące w środku mięciutkie i delikatne:) Polecam dla miłośników rybnych frykasów i rzecz jasna Waszych najmłodszych domowników!
Moja wersja bez chrzanu:
http://www.mamagotuje.pl/2011/01/02/kotleciki-makrela-potato/
Prześlij komentarz