2009-07-31

Alu phul gobhi ki bhadżi



A więc...
Dania kuchni indyjskiej, zwłaszcza tej południowej, należą do moich ulubionych :-)
Z podróży zawsze przywoziłam sobie przyprawy, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że wszystkie, jakich potrzebuję, są łatwodostępne w Polsce.
Kiedy zaczynałam próby z indyjskim gotowaniem, przyprawy można było dostać jedynie w świątyni Hare Kriszna. Chętnie tam wpadałam - to trochę zaczarowana, kolorowa wyspa, oderwana od rzeczywistości.
Mieli wówczas swój mały sklepik, otwierany o różnych porach. Zawsze jednak można było kogoś zaczepić i poprosić o sprzedanie ziół czy kadzideł.
Mój Towarzysz Podróży wiele lat spędził w Indiach i to od Niego uczyłam się podstaw tej kuchni. Właściwie na początku to trochę się wykręcałam od nauki, bo uważam, że w tradycyjnych potrawach Indii jest ode mnie sto razy lepszy. Ale Towarzysz Podróży nie zawsze miał czas, by gotować mi takie obiady, więc uczyłam się sama.
Zanim pojechałam do Indii, próbowałam dań w restauracjach i na piknikach wspomnianych już wcześniej, Krisznowców. Ich samosy czy słodkie kulki z kokosem są dla mnie niezrównane.
Później kupiłam wydaną przez nich książkę, Kuchnia Kryszny, która do dziś jest chyba jedynym kompendium wegetariańskiej kuchni Indii wydanej w Polsce. Mam wprawdzie wiele książek po angielsku, ale do tej wracam najczęściej. Przede wszystkim na przepisach z niej nigdy, ale to nigdy się nie zawiodłam. A gotowałam wiele potraw.
Po drugie - jeśli zaopatrzymy się w kilka podstawowych przypraw, gotowanie według zamieszczonych tu receptur, będzie naprawdę łatwe i przyjemne.
Zawsze uważałam, że Indie są jak kontynent. Kuchnia jest różna i z perspektywy kogoś, kto nigdy tam nie był, może się wydawać jednorodna. Być może dlatego nikt nie wydaje w Polsce książek o kuchni Indii, a jeśli już się pojawiają, zniechęcają kilometrowymi listami składników.
Kiedy jestem w Indiach, nie przychodzi mi do głowy jedzenie ryb, nawet za nimi nie tęsknię, ponieważ różnorodność dań z warzyw zaspokaja nie tylko głód, ale również pragnienie zjedzenia czegoś specjalnego.
Każdy, kto stamtąd wraca, opowiada o tym, że najlepsze jedzenie można dostać na ulicy. Zgadzam się z tym w pełni. Podobnie jak z tym, że najlepiej się je w lokalnych restauracjach (choć w europejskim mniemaniu to zapewne określenie nieco na wyrost), gdzie nie ma turystów, a sami miejscowi.
Rozważania na temat kuchni Indii zostawię może jednak na inny raz. Mogłabym bowiem o tym mówić i mówić, a może się to skończyć tym, że z tego mówienia i tęsknoty, którą wywoła mówienie i myślenie, będę musiała natychmiast spakować walizkę i wybrać się na daleki kontynent, gdzie świat pachnie jak upalny dzień w szklarni pełnej roślin, do której dochodzi zapach kadzideł, curry, brudnej ulicy i czaju... A ostatnio moje myśli coraz częściej krążą wokół tego, więc... może opowiem Wam o kuchni innym razem :-)



Alu phul gobhi ki bhadżi
czyli Kalafior i ziemniaki w sosie jogurtowym
czas przygotowania: ok. 30 minut

1 kalafior średniej wielkości, umyty i pokrojony na różyczki dł. 4 cm i grubości 2,5 cm
5 łyżek ghee lub oleju roślinnego
2 łyżeczki kminku indyjskiego
1-2 suszone chili, pokruszone
2 łyżeczki mielonej kolendry
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki asafetidy
4 ziemniaki średniej wielkości, obrane i pokrojone w kostkę
4 łyżki wody
1,5 łyżeczki soli
250 ml jogurtu
3/4 łyżeczki garam masali
2 dojrzałe, jędrne pomidory, umyte i pokrojone w plasterki
1 cytryna lub limonka

Na średnim ogniu w garnku o grubym dnie rozgrzać tłuszcz. Wrzucić kminek i pokruszone chili i smażyć przez 30-45 sekund, aż kminek zbrązowieje.
Dodać przyprawy w proszku, smażyć jeszcze przez kilka sekund, a następnie wrzucić pokrojone w kostkę ziemniaki. Mieszać przez 2-3 minuty, pozwalając im się lekko zbrązowić. Teraz dodać kalafior i mieszając smażyć następne 2-3 minuty. Dolać wodę z solą i przykryć, aby zatrzymać parę. Gotować na średnim ogniu przez 15 minut, od czasu do czasu poruszając garnkiem, aż warzywa będą miękkie, lecz całe.
Na końcu wlać jogurt, wymieszać i gotować kilka minut na małym ogniu, aż sos zgęstnieje. Posypać garam masalą i delikatnie wymieszać. Każdą porcję przystroić plasterkami pomidorow i plasterkami cytryny.

Smacznego!

A jaka jest Twoja ulubiona kuchnia?



O mojej opowiem wieczorem, kiedy ugotuję jedno z najprostszych dań tej kuchni, będącym w czołówce mojego comfort food, jedzenia na pocieszenie.
Miłego dnia :-)

2009-07-30

anons

Pani pozna pana
wesoła blondynka w średnim wieku szuka przyjaciół do wspólnego grillowania
Młody i wysportowany chciałby poznać drugą połowę na dobre i na złe
Rolnik, wyznanie rzym-kat pragnie poznać kobietę poważnie myślącą o założeniu rodziny
Mam 13 lat i szukam przyjaciół
Emeryt, dobrego zdrowia, wesoły i pogodny, zapozna miłą kobietę, najchętniej wdowę

a ja chcę zaanonsować Daleko od Siebie.
Nasze drogi przecinają się w realu i wirtualu, a prezentowane na blogu zdjęcia są rozmową na odległość. Ja jem sałatę od Niej, Ona pokazuje mi miniaturową, bardzo starą książeczkę z ważnymi słowami.
Chcemy zatrzymać chwile i powiedzieć o tym, co ulotne, tylko na chwilę. Tu i teraz. Może Wam się spodoba ten dialog bez słów.
Zapraszam :-)

2009-07-29

Śniadania: Omlet cesarski Kaiserschmarrn




To śniadanie z cyklu brzydkie, a dobre. I ten, kto nigdy nie spróbował, będzie się obruszał na sam jego widok.
Powiem tak: w moim rodzinnym domu mistrzem omletów był mój młodszy brat, który miał niespełna 10 lat (a może mniej), kiedy Mama nauczyła go robić klasyczne, biszkoptowe omlety. Kiedy wracaliśmy ze szkoły, Vibovitami (!) przekupywałam go, by mi je smażył. Wówczas nie przyszłoby nam do głowy, by podawać omlet w formie, jaką dziś zaprezentuję.
Wiele lat później, wysłana w podróż służbową do Monachium, po jednej z kolacji dostałam deser. To było tak dobre! Obok mnie siedziała przy stole mieszkanka Bawarii, która z niekłamaną radością podała mi nie tylko nazwę tego deseru, ale i sposób wykonania. Myślę, że mój entuzjazm mógł ją nieco zaskoczyć, no bo kto zachwyca się omletem?
Kiedy wróciłam do domu, zaczęłam własne eksperymenty z Kaiserschmarrn'em, bo tak nazywało się to owo coś.
Robiłam przeróżne wersje - z mlekiem, bez mleka, z bakaliami, bez bakalii.
Właściwie to dosyć długo wzdrygałam się na samą myśl o publikowaniu tego przepisu, ale kiedy po raz setny (albo i tysięczny;-), smażyłam go dla mojej rodziny, pomyślałam: Czemu nie?
U mnie w domu, omlet cesarski jemy na śniadanie i jest jednym z ulubionych dań. W sezonie podaję go ze świeżymi owocami, a kiedy ich nie mam, z dżemem albo z samym cukrem pudrem.


Omlet cesarski, Kaiserschmarrn
Porcja dla 2 osób (plus małego niejadka)

4 jajka plus szczypta soli
3 płaskie łyżki mąki
1 łyżka masła plus 1 łyżka oliwy lub oleju
1/2 łyżeczki cynamonu
1-2 łyżki cukru, do karmelizowania
opcjonalnie: garść rodzynek, 2 łyżki płatków migdałowych

Białka oddzielamy od żółtek.
Białka i sól ubijamy na sztywną pianę, dodajemy żółtka, które delikatnie mieszamy, jednocześnie powoli wsypując mąkę - chodzi o to, żeby wszystko się połączyło, ale zachowało puszystą strukturę. Nie miksujemy. Jeśli dodajemy rodzynki - wsypujemy je do ciasta razem z mąką.
Na dużej patelni (26 cm), na małym ogniu rozgrzewamy oliwę/olej z masłem.
Wlewamy ciasto. Smażymy na średni ogniu. Kiedy spód jest przypieczony, łopatką dzielimy omlet na małe kawałki - należy to robić szybko, by omlet się nie przypalił. Posypujemy cukrem i cynamonem, mieszamy przewracając kawałki tak, by się równo podpiekały i ok. minuty karmelizujemy na patelni.
Przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem i posypać płatkami migdałów.

Smacznego!

2009-07-28

A może chcesz... marcepana?



Letnimi popołudniami wybierałyśmy się z Babcią na strych, gdzie ustawiła wielkie łoże, w którym lubiła odpoczywać po obiedzie. Uchylała okna w dachu, otoczone kremowymi firankami, na drewnianym taborecie ustawiała syfon z wodą i szklaneczki z sokiem malinowym. Na miękkich puchowych poduszkach układałyśmy głowy i snułyśmy marzenia.
Podczas tych leniwych chwil wiele się dowiedziałam. Poznałam dziesiątki modlitw, piosenek, rodzinnych opowieści, legend, bajek, planów na obiad, historii o wojnie i kawałów. Byłam ciekawskim dzieckiem, wszystko mnie interesowało i o wszystkim chciałam słuchać. Może dlatego dziś tak wiele pamiętam z tamtych chwil.
Jednym z magicznych słów był wówczas marcepan. "A ja bym zjadła marcepana!" - mówiła Babcia, gdy rozmawiałyśmy o wymarzonym deserze. Nie miałam pojęcia, co to jest ten marcepan. Kojarzył mi się z czymś nieziemsko dobrym, tajemniczym, a przede wszystkim absolutnie, ale to absolutnie niedostępnym.
Wiele lat później, gdy po raz pierwszy odwinęłam papierek z marcepanowego batonika wiedziałam, że Babcia miała rację. Przez bardzo długi czas uwielbiałam marcepanowe figurki, kartofelki, surowe masy i ten sentyment pozostał mi do dziś. I choć nie zajadam się już słodyczami tak, jak dawniej, w lodówce przechowuję zwykle kostkę marcepanu, z której odkrajam kawałeczek, by zjeść go wtedy, gdy mam ochotę na coś słodkiego. Piekłam już marcepany - migdałowe ciasteczka, według przepisu z 1930 roku. Dziś prezentuję marcepanowe bułeczki.

"Z cukru był król, z piernika paź, królewna z maaarcepaaana" :-)


Nigdy nie byłam w Szwecji. Kiedyś lecąc dokądś samolotem, przeczytałam o szwedzkiej kuchni i zapamiętałam wzmiankę o bułeczkach Semlor, nadziewanych masą marcepanową, które podawane są w lutym. Tradycyjnie przekłada się je bitą śmietaną lub podaje w miseczce z mlekiem. Ja zrobiłam po swojemu, marcepanem wypełniłam bułeczki przed pieczeniem, a śmietanę podałam obok.
Zależało mi na tym, by bułeczki były dosyć cienkie, więc zrobiłam do nich dosyć luźne, maślane ciasto.
Eksperymentowałam z wcześniejszymi przepisami na Bullar i szwedzkie bułeczki kardamonowe.
Ciasto jest bardzo delikatne, napowietrzone i lepkie - w żadym razie nie należy podsypywać go mąką, wystarczy ręce delikatnie zwilżyć oliwą.




Bułeczki z marcepanem, inspirowane pomysłami na Semlor

1 szklanka (200 ml) maślanki
1 jajko
20 g świeżych drożdży
3 łyźki cukru
4-5 kropelek aromatu migdałowego
140 g masła, miękkiego
380 g mąki

Do nadziewania:
180 g masy marcepanowej (bez czekolady)* lub masy z tego przepisu

Do posmarowania:
50 ml tłustej śmietany wymieszanej z łyżką cukru pudru

do podania: bita śmietana

Drożdże wymieszać z cukrem. Kiedy się roztopią powoli dodawać pozostałe składniki, wyrabiając gładkie ciasto - najlepiej mikserem.
Miskę przykryć folią i odstawić do wyrastania na 1 h.
Marcepan pokroić w drobną kostkę.
Z wyrośniętego ciasta odrywać kawałki, spłaszczać je w dłoni, wypełniać marcepanem i sklejać, robiąc kulki.
Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając m.dz bułkami odstępy 4-5 cm.
Odstawić do wyrastania na 30 minut.
Piekarnik nagrzać do 210 st C.
Wierzch bułeczek posmarować śmietaną wymieszaną z cukrem pudrem. Wstawić do piekarnika i piec ok. 20 minut, do czasu zrumienienia.

W oryginale, bułeczki Semlor podaje się w następujący sposób: wierzch bułeczek należy ściąć, wypełnić je marcepanem i bitą śmietaną, następnie ułożyć na śmietanie odciętą część bułeczki.

Smacznego!

A jeśli posmakują Wam te bułki, polecam również inne bułeczki marcepanowe, posypane migdałami

*Masę marcepanową można kupić w niektórych delikatesach, np. Alma. To masa bez czekolady i dodatków, na opakowaniu najczęściej jest napisane, że nadaje się do pieczenia i gotowania. Kosztuje ok. 6 PLN za 200 g.

2009-07-26

Szarlotka z pierwszych papierówek




Miłość ukryta w szafce z kubkami.
W szufladach z obrusami.
W zapomnianych książkach, między stronami zaznaczonymi kartką z kalendarza.
Miłość posadzona w doniczce z miniaturową pomarańczą, której wciąż opadają liście.
I w porannej kawie, która zaraz Ci wystygnie!
Zwinięta w kłębek, śpiąca na bawełnianej poduszce.
W kluczach zgubionych pod siedzeniem w samochodzie,
w telefonie, który powinien zadzwonić.
Spacerująca pod oknami nad ranem,
zagubiona jak ćma obijająca się o rozgrzaną żarówkę.
Czasem cicha i senna.
Czasem nieznośna jak koncert na sto saksofonów.
Dana na chwilę,
niczego nie musi
i o nic nie prosi.




Szarlotka z pierwszych papierówek
Jest pyszna, ale dosyć trudno ją pokroić na równe porcje ze względu na bardzo delikatne, kruche ciasto i dużą ilość jabłek. Każda porcja tej szarlotki musi być duża i rustykalna. Inaczej się nie da.
Ciasto przypomina w smaku faworki.


200 g masła, pokrojonego w kostkę
380 g mąki
2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60 g cukru
cukier z prawdziwą wanilią
szczypta soli

700 g jabłek, obranych i pokrojonych w cienkie plasterki
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
80 g zmielonych ciasteczek (najchętniej używam twardych amaretti)
150 g cukru
1 łyżka mleka do posmarowania wierzchu ciasta

Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Masło posiekać z mąką wymieszaną z proszkiem. Dodać żółtka, cukier z wanilią i sól. Zagnieść gladkie ciasto, które podzielić na 2 części - jedna powinna być o ok. 1/3 większa od drugiej.
Większą częścią wylepić spód i boki tortownicy o średnicy 22-24 cm. Ponakłuwać widelcem i wstawić do gorącego piekarnika na 10 minut.
Mniejszą część ciasta zawinąć w folię i schłodzić.


Jabłka pokrojone w plasterki połączyć z cytryną, cynamonem, goździkami, cukrem i ciasteczkami.
Włożyć do tortownicy z podpieczony ciastem. Wygładzić powierzchnię.
Pozostałą część ciasta rozwałkować na okrąg (ja najczęściej kładę ciasto między 2 kawałki folii spożywczej i w ten sposób wałkuję), ułożyć na wierzchu jabłek, delikatnie skleić ciasto na krawędziach. Ponakłuwać wierzch widelcem, posmarować łyżką mleka i wstawić do piekarnika na 50-60 minut.

Przed podaniem dokładnie ostudzić.
Wspaniale smakuje z lodami waniliowymi...
Smacznego!

2009-07-24

Ravioli po polsku.



Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że wyjątkowo dobrze smakują mi tradycyjne polskie połączenia, ale w nieco innej odsłonie.
Pamiętam, jak kiedyś, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły, kupiłam sobie książkę o daniach wegetariańskich i ugotowałam z niej zupę, która smakowała jak... ruskie pierogi. To była kremowa ziemniaczana zupa doprawiona podsmażoną cebulką i lekko kwaśną śmietaną. Smakowała zaskakująco dobrze.
Jednymi z moich ulubionych warzyw są buraki. Kilka lat temu podczas wizyty w Berlinie, jadłam kolacje w restauracji, gdzie szef kuchni wyjątkowo upodobał sobie to warzywo i przygotowywał z niego zaskakujące potrawy. Nigdy nie zapomnę smaku... tatara z buraków. Udało mu się wydobyć z buraków ich niezwykle charakterystyczny smak i słodycz, którą dodatkowo podkreślały świeże zioła i nietypowe przyprawy.
Znam dwie osoby, które gotują naprawdę niezły barszcz ukraiński, sto razy lepszy od mojego, więc kiedy tylko mogę, namawiam je, żeby mi go przygotowały. Zawsze wtedy zostaję sam na sam z dużym garnkiem tej zupy i jem ją na okrągło - od rana do wieczora.
Ponieważ jestem niecierpliwa, w przeszłości nieczęsto gotowałam buraki, bo trwało to dla mnie zdecydowanie zbyt długo. Teraz po prostu piekę je w piekarniku w glinianym garnku z przykrywą. Nie trzeba wtedy ich pilnować i zastanawiać się, czy to już.
Z ugotowanych buraków robię różne rzeczy - sałatki, zupy, przystawki.
Wczoraj wpadłam na pomysł zrobienia z nich nadzienia do ravioli. Połączyłam je z pieczonymi ziemniakami i ricottą. Najpierw ulepiłam kilka na próbę, ale kiedy się okazało, że są po prostu rewelacyjne, zrobiłam kolejne i kolejne.
Od razu zaznaczę, że lepienie pierogów nie należy do moich ulubionych czynności, ale dla tego smaku było warto.
Wykrawałam je specjalną foremką do pierożków, ale można też zrobić tak, jak robiły nasze Mamy, wykrawając kieliszkiem czy szklanką kółka, układając nadzienie i zlepiając brzegi. Ważne jest to, by pierożki były na jeden kęs, malutkie, a ciasto cienkie i miękkie.
Pierożki należy jak najszybciej gotować, ponieważ jeśli długo leżą, stają się różowe od buraczanego soku. Chyba, że Wam to nie przeszkadza. Polecam gorąco!





Pierożki z różowym nadzieniem

Ciasto:
300 g mąki
3 jajka
3 łyżki oliwy
ciepła, przegotowana woda

Farsz:
2 buraki średniej wielkości (ok. 300 g)
2-3 ziemniaki (ok. 300 g)
100 g kremowego sera (zmielony twaróg, ricotta lub inny)
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka drobno posiekanego koperku
sól i pieprz do smaku

Ciasto:
Mąkę wysypujemy na blat, w środku mąki robimy dołek, wbijamy jajka, wlewamy oliwę i zagniatamy gladkie ciasto - jeśli jest zbyt suche, należy dodać nieco ciepłej wody. Jeśli zbyt klejące - odrobinę mąki.
Zawijamy w folię spożywczą i odkładamy na godzinę do lodówki.

Farsz:
Ziemniaki i buraki gotujemy lub pieczemy - ja ułożyłam buraki i ziemniaki w glinianym garnku, posypałam je lekko gruboziarnistą solą i pieprzem, spryskałam oliwą i wstawiłam do zimnego piekarnika ustawiając temperaturę na 230 st.
Po godzinie warzywa były gotowe.

Buraki i ziemniaki obieramy, ścieramy na drobnej tarce i łączymy z serem, przyprawami, koperkiem i doprawiamy solą i pieprzem.

Ciasto wałkujemy jak najcieniej, kieliszkiem wykrawamy kólka o średnicy ok. 4-5 cm, na środku kładziemy łyżeczkę farszu i dokładnie zlepiamy brzegi.
Gotujemy w gorącej, osolonej wodzie przez ok. 3 minuty.

Podajemy z masłem koperkowym.

Masło koperkowe:
1 łyżka drobno pokrojonego koperku
2 łyżki masła

Łączymy w garnuszku, podgrzewamy aż masło się rozpuści i odstawiamy na 15 minut, by masło nabrało smaku koperku.

Smacznego!

2009-07-23

Do moich Czytelników :-)


Leżałam w łóżku przewracając się z boku na bok. Myślałam o książkach, które leżą na stosiku obok łóżka (no dobra, to prawdziwy stos, a leży nie tylko grzecznie ułożony obok łóżka ;-), w głowie układałam kolejne pomysły na to, o czym chcę tu napisać. Wyglądałam przez okno, bo ktoś dobierał się do naszego śmietnika o trzeciej nad ranem. Potem poszłam do kuchni, by zaparzyć herbaty (waniliowy Rooibos, wakacyjne olśnienie). Przeglądałam zapiski, oglądałam zdjęcia, dziwiłam się, że u sąsiada z naprzeciwka też świeci się światło.
Potem chciałam znaleźć jakąś blogową rocznicę, żeby powiedzieć o tym, co za chwilę.
Ale rocznica dopiero w maju.
Więc nie czekając na kolejne rocznice i obchody z szampanem (albo winem, np. brzoskwiniowym ;-), chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy tu zaglądają DZIĘKUJĘ.
Ten blog urodził się trochę z ciekawości. Pewnego razu przeglądając strony w internecie, trafiłam na blog Fior di zucca, który tak bardzo mnie zachwycił, że postanowiłam założyć swój własny.
Początki były bardzo skromne, bo mówiąc szczerze, brakowało mi dyscypliny i motywacji do tego, by go prowadzić. Ale potem coś się zmieniło, zaiskrzyło i trwa do dzisiaj.
Nie myślałam o tym, czy będzie cieszył się popularnością, czy ktokolwiek będzie zaglądał i komentował. Po prostu robiłam swoje, ciesząc się tym i bawiąc. Później, czytając starsze wpisy widziałam, jak się zmienia świat i moje jego postrzeganie.
Próbuję pokazać tu mały element świata, bez oglądania się na wielkie wydarzenia, super poważne tematy, ambitne dzieła, bo dochodzę do wniosku, że tego typu wiedzy nie szuka się na blogach kulinarnych.
Każdy z nas ma mnóstwo spraw, kłopoty, zmartwienia. Chciałabym, by mój blog był od nich odskocznią.
Dostaję od Was wiele maili, które czasem są entuzjastyczne, bardzo wzruszające, czasem krytyczne, innym razem pokazują, że te małe chwile i mgnienia, o których piszę, są dla niektórych ważne i pozwalają spojrzeć na świat z na pozór zwyczajnej, ale jednak czasem zapomnianej, perspektywy.
Każdy taki mail sprawił mi wiele radości,podobnie jak i przypadkowe spotkania, kiedy ktoś zaczepiał mnie w Empiku, pytając czy ja to ja.
Cieszę się, że to, co robię, spotyka się z sympatią (czasem też antypatią, którą również akceptuję, bo i ona mnie czegoś uczy), bo wiem, że tworzenie czegokolwiek w próżnię, nie miałoby większego sensu i nie przynosiłoby takiej satysfakcji, jaką mam dzisiaj.
Zatem dziękuję za to, że przychodzicie, czytacie, komentujecie, gotujecie lub tylko oglądacie. Za to, że jesteście. Bo dzięki temu mogę dzielić z Wami swoje pasje i wspólnie odkrywać świat, czasem z perspektywy motyla, który siada na gałęzi w moim ogródku, innym razem z pozycji obserwatora nieba wyglądającego przez samolotowe okienko.
To mały element mojego świata, ale bardzo ważny.
DZIĘKUJĘ.

2009-07-21

Jak powstaje ciasto morelowo-migdałowe z tymiankiem :)



Lubię się bawić recepturami.
Kiedy nie mogę zasnąć, powtarzam w głowie połączenia idealne:
pomidor-bazylia
śliwka suszona-czekolada
woda różana-mielone migdały
orzechy-karmel
feta-mięta
pieczone ziemniaki-topione masło
W życiu wykorzystałam już tyle przepisów, że coraz chętniej bawię się tym, co wiem.
Ilość kombinacji składników jest w gruncie rzeczy ograniczona do jakiejś liczby, którą zapewne niejeden inżynier podałby bez trudu. Kiedy oglądam książki kucharskie, wciąż mam wrażenie, że już to gdzieś widziałam. Ale jeśli bardzo chcę kupić tę książkę, wszystko, absolutnie wszystko, wydaje mi się nowatorskie i inne.
Smaki każdego z nas są zbudowane z połączeń - wspomnień, pogody, samopoczucia i głodu.
Im jestem starsza, tym chętniej sięgam po to, co jadłam, kiedy byłam mała.
Gotowane ziemiaki pokrojone w plastry i podsmażone z odrobiną cebuli. I kubek zsiadłego mleka z koperkiem i pieprzem.
Frytki, których jestem w stanie zjeść naprawdę dowolną ilość.
Czasami są to smaki niezdrowego jedzenia, które, jeśli mam na nie chęć, zjadam bez wyrzutów sumienia, choć był w moim życiu czas, że kontestowałam wszystko, co niezdrowe.
Po prostu bardzo lubię jeść.
Najpierw zaczęłam piec, później zaczęłam gotować.
O ile pieczenie opiera się na proporcjach i chemii, o tyle gotowanie może być spontaniczną zabawą. Kiedy stoję nad miską, do której wrzucam kolejne składniki, czuję się czasem jak Papa Smerf, przygotowujący jakąś miksturę. Zazwyczaj wychodziło mu to, co sobie zaplanował. Ale czasami jednak nie...



Dzisiaj wymyśliłam ciasto, którego przygotowanie było miłym doświadczeniem. Wędrowałam po wspomnieniach smacznych rzeczy, jakie jadłam. Najpierw przypomniałam sobie noc, podczas której robiłam nieprawdopodobne ilości konfitury morelowej doprawionej tymiankiem. Wszyscy już spali, okno w kuchni było uchylone, a mój sąsiad wygrywał na gitarze jakieś koszmarne kawałki.
Później pomyślałam o ciastach, które zamiast mąki, miały mielone migdały i dużo masła.
A ja chciałam czegoś, co pasowałoby do szklanki ciepłego mleka na podwieczorek. Tak, jak kiedyś na wakacjach.
Jeśli coś wymyślam, robię notatki. Nawet jeśli mi nie wyjdzie, próbuję analizować, co zrobiłam źle i dlaczego nie wyszło.
A kiedy wychodzi, jestem naprawdę dumna.
Tak jak z dzisiejszego ciasta: wilgotnego, maślanego, idealnego na lato.





Ciasto z morelami i tymiankiem

70 g mielonych migdałów
250 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki suszonego tymianku
szczypta soli

4 jajka
250 g cukru
kilka kropli (4-5) olejku cytrynowego

140 g masła
150 ml mleka

350 g moreli


W misce wymieszać migdały, mąkę, proszek, tymianek i sól.
Jajka zmiksować z cukrem do białości.
Masło roztopić w garnuszku, wlać do niego zimne mleko i wlewać powoli do jajek. Na końcu po łyżce wsypywać suche składniki i delikatnie zmiksować.
Formę keksową o wymiarach 24x14 cm wysmarować masłem i wysypać tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do 175 st C.
Wlać ciasto do keksówki, na wierzchu ułożyć morele pokrojone w cienkie plasterki. Posypać cukrem pudrem i wstawić do piekarnika. Piec 50-60 minut. Patyczek wbity w ciasto, powinien pozostać suchy.

Smacznego!

Jak powstaje...



trele-morele
zrób coś z nimi, bo za chwilę będą do wyrzucenia...
c.d.n.
:-)

2009-07-20

Z dedykacją dla słuchaczy Lata z Radiem ;-)


Czy jest na sali ktoś, kto lubi Lato z Radiem?
Mój Towarzysz Podróży czasem żartuje, że jestem najprawdopodobniej najmłodszą (a przecież już nie tak młodą ;D) słuchaczką tego programu.
Lato z Radiem wybrzmiewało na Mazurach, kiedy obserwowałam wędkarzy wracających z porannego połowu. I kiedy zaczynały się wakacje. I kończyło się, kiedy się kończyły.
Mam chyba jakąś słabość do tych wszystkich konkursów, gdzie można wygrać kuchenkę mikrofalową i zagłosować na Miss Lata z Radiem, która "ma oczy zielone i lubi podróże".
A jak posłucham tego rano, to nucę "Przeżyłam z tobą tyyyyyle lat, choć w oczy wiał mi nieeeraaz wiatr" mając w pamięci koszmarny podkład syntezatora. Ale syntezatory w tamtych czasach rozbrzmiewały we wszystkich piosenkach na lato. I taka piosenka otwiera kolejne szufladki ze wspomnieniami, w których są inne piosenki.
To Radio, w którym wszyscy mówią miłym głosem, słuchacze wygrywają kubki i koszulki z autografem dzisiejszego gościa, dzielą się przepisami na pyszne małosolne i wysyłają sms-y z prośbą o piosenkę. (A tak nawiasem mówiąc tym razem Przeżyłam z tobą tyyyyyle lat "zadedykowała Stanisława dla kochanego męża Tadeusza").
Dla radia, w którym albo jest muzyka na jedno kopyto albo wszystkowiedzący-zawsze dyżurni-wszędzie-ci-sami dziennikarze przekrzykujący jeden drugiego na tematy polityczno-gospodarcze, z naciskiem na te pierwsze, Lato z Radiem to jak wyspa - nieco odjechana, a na pewno zupełnie niedzisiejsza. Potrafię tak się zasłuchać, że i hejnał o 12 z przyjemnością zaliczę ;)
I brakuje mi tylko Tadeusza Sznuka, który mógłby mówić dosłownie cokolwiek. I tak bym go słuchała.



I dedykując wszystkim słuchaczom Lata z Radiem moje dzisiejsze danie, chciałabym tylko powiedzieć, że jest to propozycja dla tych, którzy lubią placki ziemniaczane - choć te placuszki są bardziej miękkie i delikatne.
Ja podałam je z gotowanymi buraczkami pokrojonymi w kostkę wymieszanymi z sosem jogurtowym. Polecam :-)



Placuszki cukiniowe z serem halloumi
/ok. 15-20 szt/

300 g cukini
1 ząbek czosnku
1 mała dymka, drobno posiekana
250 g sera halloumi*, pokrojonego w 1/2 cm-kostkę
2 jajka
120 ml mleka
150 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki świeżych ziół (dowolnych, użyłam: bazylii, natki, koperku i mięty)
1 łyżeczka przyprawy za'atar* (opcjonalnie, zamiast można użyć np. łyżeczkę suszonego oregano)
sól i pieprz do smaku

Cukinię zetrzeć na drobnej tarce. Połowę zmiksować.
Obie części połączyć z drobno posiekanym czosnkiem, dymką, ziołami.
W misce zmiksować mleko z jajkami, za'atarem, mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Połączyć z cukinią i serem, dokładnie wymieszać doprawiając do smaku pieprzem i solą (soli dajemy niewiele, bo halloumi jest b. słony).
Na patelni rozgrzać olej. Łyżką nabierać ciasto i wlewać na gorący tłuszcz. Smażyć ok. 1-2 minut z każdej strony.
Przełożyć na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by wchłonął nadmiar tłuszczu.
Podawać z sałatką, sosem jogurtowym, warzywami.

Buraczki w sosie jogurtowym

2 ugotowane lub upieczone buraki, po upieczeniu pokrojone w drobną kostkę
1 małe opakowanie jogurtu naturalnego lub kefiru (250 ml)
1 łyżeczka octu winnego lub z jabłek
sól i pieprz do smaku
ew. szczypta cukru
2 łyżki posiekanego koperku

Wszystkie składniki sałatki połączyć w misce.

Smacznego!

*do kupienia z żywnością arabską i orientalną

2009-07-19

Słowo. Drożdżowe.


Słowo. Okrągłe. Czasem gorące jak ziemniak z ogniska, który przerzucasz z jednej do drugiej dłoni, bo parzy.
Zimne jak lód. Ostre jak mróz. Słodkie. Albo gorzkie.
Lepisz ze słów kolorowe łańcuchy. Innym razem łączysz je zupełnie przypadkowo, a one układają się w nieskładny ciąg, który obrazuje twoje zmęczenie. Nudę albo senność. A jak nie masz nic do powiedzenia, to w głowie masz tym więcej słów.
Bawisz się słowami, łowisz je jak ja dziś rano: "Powariowali, bankomat na bazarze ustawili!"
Czosnek po sześć złotych za pęczek. I zapraszam ponownie, miła pani.
Człowiek. To też słowo.
Woda.
Szklanka.
Lato.
Skakanka.
Drożdżowe.
Długo szukałam przepisu na ciasto drożdżowe, które mogłabym upiec w maszynie do wypieku chleba.
Chciałam ciasta. Nie bułki, nie chleba.
I udało mi się. W końcu.
Przepis zamieściłam w Pracowni Wypieków. Polecam, jest bardzo bardzo dobre.

2009-07-17

Pulpety ziemniaczano-tuńczykowe.




Lubię dzielnicę, w której mieszkam.
Lubię chodzić na pocztę, rozglądać się w prawo i lewo.
Lubię słuchać śmiechu dzieci sąsiadów i ich wyliczanki, kiedy bawią się w chowanego: 14-18-13-39 i trzydzieścidziesięć.
Lubię obserwować parę-nie parę staruszków, którzy mniej więcej o tej samej porze wychodzą na spacer i z dwóch różnych kierunków zmierzają w swoją stronę mijając się dokładnie pod moim domem. Nie znają się osobiście. Nawet na "dzień dobry". Ale dzielnie spacerują, każde w swoim rytmie, każde samo, pogrążone w swoich myślach, swojej samotności i nie-samotności.
Aż miałoby się ochotę ich ze sobą zapoznać, żeby wypełnić ich spacery gwarem rozmów.
Ale ja nigdy nie lubiłam, kiedy mnie na siłę ktoś z kimś zapoznaje. Więc może oni też tego nie lubią.

Siedzę na balkonie, patrzę na ulicę, wypatruję staruszków i jem kolację z talerza leżącego na kolanach.
Nawet mnie samą zaskakuje, jak bardzo lubię wszelkiego typu pulpety, kotlety warzywne czy rybne. Ostatnio wyjątkowo upodobałam sobie młode ziemniaki i przerabiam je na wiele sposobów.
Więc to kolejny przepis na łatwe i smaczne danie, które smakuje mi z zieloną sałatą i jogurtowym sosem, który robię łącząc jogurt, zsiadłe mleko czy kefir z drobno pokrojonymi ogórkami, koperkiem, solą i pieprzem.

Pulpeciki ziemniaczano-tuńczykowe
Potato and tuna cakes

400 g ugotowanych ziemniaków
1 puszka tuńczyka w sosie własnym (180-200 g ryby)
2 łyżki oliwy z oliwek
1-2 dymki, bez szczypiorku, drobno pokrojone
1 łyżka kaparów (opcjonalnie)
1 łyżka dowolnych ziół, drobno pokrojonych
1 jajko
sok wyciśnięty z 1/2 pół cytryny
sól i pieprz do smaku

Do obtoczenia: 1-2 łyżki mąki
Do smażenia: olej lub oliwa

Tuńczyka odcedzić.
Ziemniaki przecisnąć przez praskę, dodać pozostałe składniki. Doprawić solą i pieprzem. Dokładnie wymieszać i formować kotlety - ja robię zwykle raczej płaskie.
Na patelni rozgrzać olej/oliwę i smażyć kotlety ok. 3-4 minut z każdej strony.
Smacznego!

2009-07-16

Pieczone pierogi z fetą, ziemniakami i rozmarynem



Ostatnio publikowałam niewiele przepisów na ciasta, ponieważ piekę teraz przede wszystkim jagodzianki. W tym roku to prawdziwe uzależnienie i nawet w sklepach spożywczych i warzywniakach wypatruję bułeczek z jagodami. Wygląda na to, że jagodzianka mogłaby zostać bułką narodową, ponieważ te najlepsze zwykle nie czekają zbyt długo na chętnych.
Nie dalej jak wczoraj, kupując bób usłyszałam rozmowę:
- Czy są jeszcze jagodzianki?
- Nieeee, są zawsze rano i bardzo szybko nam schodzą. Ale może pan zamówić.
Pomyślałam, jak świetnie, mogę pójść do domu i upiec sobie dowolną ilość aromatycznych bułeczek wypełnionych samymi jagodami. Z kruszonką. Albo cukrem. Albo lukrem. Zjeść jeszcze ciepłe, mięciutkie.
Ale, ale! Nie o jagodziankach dzisiaj miała być mowa.
Ale o czymś nieco pokrewnym, bo też pieczonym.
Przy okazji chciałabym przypomnieć przepis na greckie pulpeciki, który zainspirował mnie do stworzenia dzisiejszego dania.
Prezentowałam na blogu drożdżowe pieczone pierogi ze szpinakiem, dziś proponuję nieco inne i z innym nadzieniem.
Podczas pieczenia ciasto delikatnie pęka - jeśli komuś to przeszkadza, może wykorzystać inny rodzaj kruchego czy krucho-drożdżowego ciasta.
Dzisiejsze danie to dobra propozycja również na party czy piknik, ponieważ pierożki smakują zarówno na ciepło, jak i zimno. Polecam :)



Pieczone pierogi z fetą, ziemniakami i rozmarynem
Potato, Feta and Rosemary Pasties
ok. 14 sztuk

Ciasto:
400 g mąki
200 g masła
2 łyżki śmietany
1/2 łyżeczki soli
1 jajko

Farsz:
130 g fety
350 g ugotowanych ziemniaków
1 cebula dymka, drobno posiekana, bez szczypioru
2 łyżki oliwy z oliwek lub masła
2 łyżeczki świeżego, drobno posiekanego rozmarynu
pieprz do smaku

do posmarowania bułeczek: jajko wymieszane z 2 łyżkami śmietany

Farsz:
Wszystkie składniki wymieszać. Odstawić.

Ciasto:
Mąkę posiekać z masłem szerokim nożem. Dodać pozostałe składniki i zagnieść gładkie ciasto, które należy uformować w kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić przez 30 minut. Następnie rozwałkować na grubość 3 mm i wycinać koła o średnicy 12 cm. Wypełniać farszem (ok. 2 łyżek).
Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i posmarować jajkiem wymieszanym ze śmietaną.
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Piec ok. 30-40 minut.

2009-07-14

Frittata z grillowaną cukinią



Podróżowanie to jedzenie. Z miejscami kojarzą mi się konkretne dania. Są takie, które bardzo lubię, ale nigdy nie odtwarzam ich w domu. Pamiętam proste jedzenie w Indiach, które w Europie, choćby najlepiej przyrządzone, smakuje jednak inaczej.
Może to otoczenie, klimat, zapach, atmosfera.
Są jednak potrawy, które tak bardzo przypadły mi do gustu, że zaadoptowałam je w swojej kuchni i chętnie do nich wracam.
W ubiegłym roku, podczas kilku dni, jakie spędziłam w Barcelonie, jednym z dań, na punkcie których po prostu oszalałam, była ziemniaczana tortilla i kiedy przychodziła pora obiadu, myślałam tylko o niej.
Wiele razy pisałam już o tym, jak bardzo lubię zwykłe-niezwykłe dania. Kromkę chleba z masłem i dżemem, pieczone ziemniaki czy placki. Chętnie jem wykwintne dania, ale na codzień mam słabość do prostego jedzenia.
Tortilla zawsze kojarzy mi się z latem. Szybko ją przygotować, smakuje zarówno na ciepło jak i zimno. Wystarczy przygotować do niej prostą sałatkę albo podać z kubkiem zsiadłego mleka z koperkiem. We Włoszech podobnie przygotowany placek nazywają frittatą.
Dziś proponuję frittatę z cukinią.
Polecam również inny przepis na Hiszpańską ziemniaczaną tortillę




Frittata z grillowaną cukinią

Courgette frittata
/1 frittata o średnicy 20 cm/

1 średniej wielkości cukinia (o wadze ok. 200 g), pokrojona w plasterki
4 jajka
3 łyżki oliwy
1 łyżka drobno posiekanego koperku
1 łyżka drobno posiekanej bazylii
sól i pieprz do smaku
1 łyżka tartego parmezanu
opcjonalnie: 1 łyżka pokruszonego sera koziego lub innego (chętnie używam serow pleśniowych i mozzarelli)

Cukinię pokrojoną w plasterki skropić łyżką oliwy, doprawić solą i pieprzem.
Patelnię do grillowania spryskać oliwą. Ułożyć na niej plasterki cukini i zgrillować z obu stron. Zdjąć z patelni.
Jajka rozbełtać w misce, doprawić solą, pieprzem, dodać zioła, parmezan i ser (jeśli go używamy). Kiedy składniki się połączą, wymieszać je z plasterkami cukinii.
Okrągłą patelnię o średnicy 18-20 cm rozgrzać. Wlać pozostałą oliwę, zmniejszyć ogień, wlać na patelnię jajka z cukinią i na bardzo wolnym ogniu smażyć. Zajmie to ok. 8-10 minut. Kiedy tortilla będzie od spodu upieczona, delikatnie położyć na patelni talerz i jednym ruchem przerzucić tortillę na talerz, następnie zsunąć ją drugą stroną na patelnię. Smażyć kolejne 2 minuty. Z obu stron tortilla powinna być usmażona, a w środku nadal miękka.
Pokroić tak, jak pizzę.
Smacznego!

Zapraszam dziś do Pracowni Wypieków na chleb ziemniaczany.

2009-07-12

Wpadniesz na obiad?



Lato jest porą szybkich obiadów. I makaronów, które można jeść zarówno na ciepło, jak i zimno.
Mam w domu szafkę z zapasami. Puszkami, makaronem, słoiczkami z delikatesów i podróży. Zaglądam tam zwłaszcza wtedy, kiedy dochodzę do wniosku, że lubię dania z kilku prostych składników. Dania w pięć minut.


Makaron ryżowy z tuńczykiem i kaparami
Dla 2 osób

150 g makaronu ryżowego (lub innego, ugotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu)
1 puszka tuńczyka w sosie własnym
sok z 1/2 cytryny
2 łyżki kaparów (opcjonalnie)
pół pęczka koperku, drobno posiekanego
sól i pieprz do smaku
1 łyżka zielonego lub czerwonego pesto (domowego lub ze słoiczka)
2 łyżki oliwy z oliwek


W misce mieszamy tuńczyka z pozostałymi składnikami. Na końcu dodajemy makaron. Mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.
Smacznego!

2009-07-11

Cebulniaczki podlaskie.




Latem jedzenie w domu nie miało sensu.
Najlepiej smakowały kanapki z paprykarzem jedzone z talerzyka ustawionego na krawężniku.
Pomiędzy jednym kęsem a drugim i pogawędkami z M., nawlekałyśmy na żyłkę (wędkarską!) korale jarzębiny.
Cebulniaczki jadłam w tamtych czasach niezliczoną ilość razy. Łatwo je było kupić, jeszcze łatwiej upiec w domu.
Nim nadszedł wieczór, wszystkie były zjedzone.
Czasami obserwowałam, jak moja Babcia i jej siostry robią je w domu. Pamiętam składniki, nie pamiętam proporcji. Już nie ma kogo zapytać o dokładną recepturę, odtworzyłam ją więc sama, próbując po drodze kolejnych przepisów. Ten jest najbliższy temu, co pamiętam. Ciasto, z którego są zrobione, jest krucho-drożdżowe, rumiane i pachnące ciepłą cebulą z przyprawami. Na kilku z nich pokruszyłam przed upieczeniem odrobinę żółtego sera.
Dla niektórych najlepsze cebularze to te kazimierskie. Dla mnie podlaskie. Pewnie już na zawsze.
Przepis na nie zamieściłam dziś w Pracowni Wypieków. Polecam :)

2009-07-10

Najłatwiejsze ciasto z owocami.


Gdyby ktoś zapytał mnie o zapach maciejki, odpowiedziałabym "Jest upojny". Waniliowy i słodki jak letni wieczór za miastem. Słońce już zaszło, zapaliliśmy świece przeciwko komarom (ale wciąż, co roku od nowa, dziwimy się, że to nic nie daje).
Okrywam ramiona kocem i opieram dłonie na szklance z ciepłą herbatą.
Wieczory rozmów i ciszy zawieszonej między mną i tobą. Ciszy, która nie rani.
Jak wtedy, gdy jako dzieci zakradaliśmy się do furtki opuszczonego domu obrośniętej pachnącym groszkiem. Pod osłoną nocy, kierując się węchem, zrywaliśmy długie pędy pokryte kwieciem. Nim doniosłam je do domu, zapach ulatywał razem z ostatnim: Raz dwa trzy za siebie.
Wieczory, kiedy byliśmy prawie dorośli. Zajadaliśmy się jagodziankami i plackami z owocami patrząc jak słońce chowa się za horyzont.
Kawałek dla Ciebie. Kawałek dla mnie.

Najłatwiejsze ciasto z owocami

200 g mąki
100 g cukru (użyłam trzcinowego brązowego)
1 łyżeczka przyprawy do piernika
130 g serka waniliowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
50 g masła, posiekanego

300 g owoców jagodowych (jagody, maliny, porzeczki) plus 1 łyżka cukru do posypania


Z mąki, cukru, przyprawy do piernika, serka waniliowego, proszku do pieczenia i masła zagnieść ciasto - ręcznie lub mikserem. Ciasto powinno wyjść gładkie i nie kleić się do rąk.
Okrągłą formę o średnicy 23-26 cm spryskać delikatnie olejem, wylepić ciastem, tworząc wysoki brzeg.
Owoce wsypać do środka, posypać cukrem.
Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Wstawić ciasto i piec 25-30 minut.

Smacznego!

2009-07-08

Słynne zdjęcia. Trochę kukurydzy i jagody.





Zanim wyruszyłam w drogę, spakowałam walizkę.
Ułożyłam na wierzchu stos książek.
Podlałam zioła na parapecie.
Zrobiłam kanapki.
Upiekłam muffiny.

Spakowałam tylko letnie rzeczy. Zapomniałam o ciepłych swetrach, parasolach, półbutach.
Gdyby padało przez miesiąc, miałabym co czytać. Pomiędzy grzebaniem w piasku na plaży, zbieraniem ślimaków, jedzeniem kolejnej jagodzianki.
Dzięki lekturze Słynnych zdjęć wiem, kto zrobił pierwsze i co widział z okien swojej pracowni. Czy Sarah Bernhardt była równie dobrą aktorką co modelką? Kim był Duchenne de Bologne, którego możemy oglądać na zdjęciach z pacjentem, na którego twarzy widzimy grymasy wywołane podłączaniem go do prądu.
Karl Blossfeldt zasłynął fotograficznym albumem roslin, które dzis nie mniej niż pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku budzą podziw i inspirują.
Malowanie swiatłem, praca nad kompozycją i szukanie scieżek w fotografii. Czy naciskając dzis migawkę, zastanawiamy się czasem, kto przecierał dla nas szlaki?
Z okien mojego pokoju rozciąga się widok na drzewa. Przez mokre powietrze sączy się swiatło, które tworzy obrazy.

Kukurydziane muffiny z owocami jagodowymi
Corn muffins with blueberries

100 g miękkiego masła
150 g cukru
2 jajka
150 ml mleka

160 g mąki pszennej
150 g mąki kukurydzianej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier z prawdziwą wanilią lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

180 g owoców jagodowych (jagód, malin, wiśni, etc)

Masło utrzeć z cukrem, następnie dodawać po 1 jajku, na końcu mleko.
Suche składniki (obie mąki, proszek do pieczenia i wanilię) połączyć. Wsypać do nich owoce jagodowe i delikatnie wymieszać. Połączyć z masłem - nie należy mieszać zbyt długo.
Piekarnik nagrzać do 210 st C.
Formę na muffiny wyłożyć papilotkami lub posmarować masłem.
Wypełnić ciastem, posypać cukrem i wstawić do piekarnika.
PIec ok. 20 minut.

Smacznego!