2009-06-30

Bentō


Czasami w restauracjach obserwuję jedzących ludzi i zawsze dziwi mnie, jak dużo człowiek potrafi zjeść. Nie dlatego, że potrzebuje, a dlatego, że chce.
Należę do osób, które z reguły jedzą mało. Kiedy idę do restauracji, lubię się delektować jedzeniem, chętnie zjadam przystawkę i danie główne, bo zawsze jestem ciekawa deseru. Lubię jeść różnorodne, ale małe porcje.
Dlatego, kiedy na jednym z blogów kulinarnych odkryłam Bentō, wprost zakochałam się w idei jedzenia małych porcji, w których jest miejsce i na makaron, kawałek ryby czy deser. Bentō jest swego rodzaju filozofią jedzenia drugiego śniadania. Z regułami, zasadami i... gadżetami.
Przygotowanie Bentō w Japonii ma długą tradycję. Podobno już w V wieku myśliwi i chłopi, którzy wybierali się rano do pracy, zabierali ze sobą ryżowe kuleczki zapakowane w liście lub bambusową korę.
Zwyczaj pakowania Bentō w pudełka narodził się najprawdopodobniej w XVI wieku. W owym czasie zapanowała prawdziwa moda na pudełeczka wykonywane z egzotycznych gatunków drewna , które często dekorowano i pokrywano laką. Najpopularniejsze z nich były kwadratowe, podzielone na cztery części.
Bentō nigdy nie wyszło z mody, a wręcz przeciwnie - następował jego rozkwit. Narodziny kolei spowodowały na przykład upowszechnienie się sprzedaży Bentō na dworcach kolejowych.

Dziś Bentō jest niezwykle urozmaicone i dawno wyszło poza granice samej Japonii.
Idealne japońskie Bentō przygotowuje się według zasady 3:1:2. To 3 części ryżu (lub innych węglowodanów), 1 część protein (np. ryby, kurczaka, jajek czy mięsa) i 2 części warzyw i/lub owoców. Bento jest ciekawym pomysłem na wykorzystanie tego, co zostało nam z obiadu - ryżu, kawałka ryby czy warzyw. Akcesoriów do Bento jest mnóstwo. Na początek można wykorzystać zwykłe plastikowe pudełko do żywności.
Szczególnie upodobałam sobie nazwę Aisōben - "Bentō z miłości". Tak nazywa się jedzenie, które Japonki przygotowują na drugie śniadanie dla swoich mężów czy dzieci.
Rodzajów Bento jest wiele. Ja dopiero rozpoczynam swoją przygodę z tym niezwykłym i pysznym lunchem.
W moim pierwszym pudełku z Bento jest dziś łosoś w miodowo-imbirowej marynacie, kasza jaglana i fasolka szparagowa.






Więcej informacji w języku polskim na temat Bento, znajduje się tutaj, a po angielsku: tutaj oraz tutaj.

Zdjęcia pudełek i akcesoriów pochodzą ze stron:
Jbox
Cooking cute

2009-06-29

Tartaletki. Czekolada. Maliny.




Tak!
To miały być tartaletki.
Połączenie czekoladowego fondant z malinami, na kruchym spodzie.

Tartaletki czekoladowo-malinowe

Ciasto kruche z tego przepisu
150 g malin
150 g czekolady 70%
110 g masła
szczypta soli
nasionka z 1 laski wanilii lub łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
3 żółtka
1 jajko

Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Ciasto kruche rozwałkować i wyciąć 4 kółka, którymi następnie wyłożyć foremki do tart. Można również wykorzystać do tego celu 1 dużą formę do tarty. Na cieście ułożyć wycięte z papieru koła z papieru do pieczenia, wsypać fasolę i piec 15 minut.
Wyjąć foremki z piekarnika, lekko wystudzić, wysypać fasolę, wyjąć papier.

Masa:
Czekoladę, masło, szczyptę soli i wanilię rozpuścić w kąpieli wodnej.
Żółtka i jajko rozbełtać widelcem lub trzepaczką. Powoli, ciągle mieszając, wlewać ciepłą czekoladę.

Masę wlać do foremek, na wierzchu ułożyć maliny.
Wstawić do piekarnika i piec 12 minut.

Smacznego!

W Pracowni Wypieków napisałam dziś o przygotowaniu ciasta kruchego. Zapraszam :)

A jakie macie desery?



Zapraszam po obiedzie na kawałek czegoś dobrego...
C.d.n.

2009-06-28

Pod słońcem Piemontu


Dwie kobiety stały pod drzwiami. Jedna paznokciami zdrapywała coś z powierzchni. Druga szmatką wycierała framugę. Dyskutowały nad małymi, niewidocznymi dla oka turysty, plamkami, które pojawiły się na porowatej powierzchni drewna.
- Czym to zmyć? - pytała jedna.
- Terpentyną. A może proszkiem. A może wodą z octem.
Pomyślałam: ile pokoleń dbało już o te drzwi. Ile imiennych i bezimiennych osób przecierało je szmatkami, odkurzało szczotkami, polerowało i gładziło.
Ile par oczu tęsknie wpatrywało się w nie z nadzieją, że uchylą się na chwilę, a wtedy ukaże się w nich ukochana twarz.
Zaledwie kilka dni temu pisałam o wspomnieniach Toskanii. Już dziś mam nowe, bo przed chwilą wróciłam z Piemontu - krainy trufli, wina, orzechów i Nutelli.
Ci, którzy znają mnie już trochę wiedzą, że z takich wyjazdów przywożę zwykle walizkę jedzenia, książek kucharskich i kulinarnych inspiracji*. Nie inaczej jest i tym razem.
Już wkrótce napiszę o tym, co jadłam, gdzie byłam i jakie wino piłam. Zapraszam :)



*O, zapomniałabym o kapeluszu. To jedyna namacalna pamiątka z wizyty w kraju mody ;-)

2009-06-25

Włoskie ciasto orzechowe



Otwieram na chybił trafił Pod słońcem Toskanii:

Furkot Słońca
Ten dom w odległości dwóch kilometrów od miasteczka wydaje się domem na głuchej wsi. Nie widujemy nikogo z sąsiadów, chociaż słyszymy, jak właściciel teras wysoko powyżej nas woła swojego psa.
- Vieni qua! - Chodź tutaj.
Letnie słońce uderza jak świadomość grzechu. Orientuję się, która jest godzina, po tym, gdzie blask słońca pada na dom, zupełnie jak byśmy mieli olbrzymi zegar słoneczny. O pół do szóstej zrywają nas z łóżek pierwsze promienie klapsem w drzwi tarasu, dzięki czemu możemy oglądać świt.
O dziesiątej płyta słonecznego blasku wpada do mojego gabinetu bocznym oknem, moim najulubieńszym, bo jest ramą dla cyprysów, gajów w dolinie i dalej Apeninów. Chcę namalować taką akwarelę, ale kolory moich farb wodnych są straszne, nadają się tylko do leżenia na półce w szafie.
O dziesiątej słońce huśta się w górze nad frontem domu i zostaje tam do czwartej po południu, kiedy to kawałek cienia na trawniku sygnalizuje, że podążyło na drugą stronę wzgórza.
Jeżeli pod wieczór idziemy w tamtym kierunku do miasteczka, widzimy przedłużenie wspaniałego zachodu słońca, które ociąga się nad Val di Chiana, aż w końcu zachodzi, pozostawiając dosyć pręg złota i szafranu, żeby nam było jasno w drodze powrotnej do domu, zanim o pół do dziesiątej zapadnie mrok koloru indygo.
*

Ona tak potrafi pisać o Italii, że mam ochotę natychmiast pakować walizki. Albo nie, wziąć torebkę, paszport i kurtkę na wypadek deszczu i w wygodnych butach wyruszyć z domu bez myślenia o tym, co warto spakować i o czym nie można zapomnieć.
We Włoszech nauczyłam się chłonąć atmosferę obcych miejsc po omacku, bez przewodników i rad. Idę przed siebie, dotykam starych murów nagrzanych słońcem. Wdycham zapach ulic, z których paruje poranny deszcz.
Tam, tak jak w domu, najważniejsze jest tu i teraz. Chwila, która trwa, która cieszy i zaskakuje.
Włochy to kawa. I orzechy. I ciasto, w którym są obie rzeczy. Dawniej to było moje ciasto na pocieszenie. Dziś piekę je zawsze wtedy, kiedy mam ochotę zrobić coś tylko dla siebie. Na co mam dziś ochotę? Właśnie na to.


Włoskie ciasto z orzechami

3 jajka
100 g cukru
łyżeczka esencji waniliowej lub cukier z prawdziwą wanilią
300 g orzechów laskowych
100 g ciasteczek amaretti (twardych, np firmy Vicenza)
200 g mąki pszennej (lub pół na pół z razową albo orkiszową) plus 2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki rumu
50 ml mocnej kawy espresso (najchętniej używam tu orzechowej)
50 ml mleka
100 g masła, roztopionego i ostudzonego


Jajka utrzeć z cukrem i wanilią na kogel-mogel.
Orzechy uprażyć przez 10 minut w rozgrzanym do 200 st C piekarniku.
Ostudzić je, zmiksować z ciasteczkami amaretti, następnie dokładnie wymieszać z mąką z proszkiem do pieczenia.
Do utartych jajek dodać rum, mleko i kawę oraz masło. Wymieszać łyżką. Dodać orzechy, dokładnie wymieszać.
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Tortownicę o średnicy 23-25 cm wysmarować masłem, wysypać tartą bułką. Wlać ciasto. Piec ok. 45-50 minut.
Ostudzić na kuchennej kratce.

Smacznego!

*Frances Mayes: Pod słońcem Toskanii,
tłum. Zofia Kierszys,
wyd. Prószyński i S-ka 2000

2009-06-23

Ciasto marchewkowe





W butach pełnych wody idę przez miasto. Ciśnienie skacze i chętnie piłabym kawę za kawą.
Robię zdjęcia małym dzieciom. Drzewom. Kwiatom.
Potrzebuję wakacji i słońca. Żegnam piwonie, witam kwitnące lipy.
Robię zupę z duszonej z imbirem marchwi, a z tego, co zostanie, ciasto marchewkowe. O tej porze roku, kiedy marchew jest młoda i słodka, smakuje najlepiej.

Ciasto marchewkowe
Carrot cake

3 jajka
150 g cukru trzcinowego
200 g mąki pszennej zwykłej lub pół na pół z razową
cukier z prawdziwą wanilią lub łyżeczka esencji waniliowej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
150 ml oleju słonecznikowego
350 g tartej marchwi, najlepiej młodej

Forma do pieczenia: tortownica o średnicy 23-26 cm z kominkiem

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Formę do pieczenia wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Jajka zmiksować z cukrem, wanilią, kardamonem i cynamonem. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i delikatnie wmieszać w ciasto na przemian z olejem. Na końcu dodać marchew.
Wlać masę do przygotowanej formy i piec 45-minut - patyczek wbity w ciasto, które jest upieczone, powinien być suchy.
Wystudzić ciasto na kuchennej kratce.

Smacznego!

W odpowiedzi na prośby bliższych i dalszych znajomych, w Pracowni Wypieków napisałam dziś o Niezbędniku Domowego Piekarza.

2009-06-22

Maślane bułki z jagodami.




Jagody.
Jagodzianki.
Placki z jagodami.
Pierogi z jagodami.
Ciasto z jagodami i kruszonką.
Strucla z jagodami.
Dżem jagodowy.
Sok jagodowy.
Suszone jagody.
Mrożone jagody.
Lody jagodowe.

Na rozpoczęcie sezonu jagodowego:
Maślane bułki z jagodami, cynamonem i kardamonem.
Blueberries buns with cardamom

To nie są mufinki. Ani ciastka. Trochę podobne do jagodzianek, ale nieco inne. Mało słodkie. Na podwieczorek.
Bardzo podobne w przygotowaniu do bułeczek bullar i szwedzkich bułek kardamonowych. Uzależniające i smaczne również nazajutrz. Polecam :)

150 ml mleka
20 g świeżych drożdży + łyżeczka cukru
1 jajko
60 g cukru
70 g masła, miękkiego
300 g mąki pszennej
1 łyżeczka esencji waniliowej lub cukru z prawdziwą wanilią

1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu, utłuczonego w moździerzu
50 g masła, roztopionego w garnuszku
100 g jagód + 1 łyżka mąki ziemniaczanej + 1 łyżka cukru
2 łyżki płatków migdałów
jajko roztrzepane z łyżeczką wody, do posmarowania bułeczek

Drożdże zasypać łyżeczką cukru. Kiedy się roztopią, dodać ciepłe mleko, cukier, mąkę i szczyptę soli. Wymieszać (można mikserem), następnie dodać masło, jajko i wanilię. Wyrobić gładkie ciasto, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1 h.

Kiedy wyrośnie, rozwałkować na prostokąt o grubości 1-1,5 cm. Posmarować topionym masłem, posypać kardamonem wymieszanym z cynamonem. Jagody wymieszać z mąką ziemniaczaną i cukrem. Rozłożyć je równomiernie na maśle. Zwinąć ciasto wzdłuż dłuższego boku i pokroić na kawałki o grubości 3-4 cm.
Formę mufinkową wysmarować masłem lub wyłożyć papilotkami. W nich poukładać bułeczki, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania (20-30 minut).
Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Wyrośnięte bułeczki posmarować jajkiem, posypać płatkami migdałów i piec ok. 20 minut.
Smacznego!

2009-06-20

Rolada. Krem z mascarpone i truskawki.




Kiedy byłam nastolatką, nie było lata bez rolady biszkoptowej z bitą śmietaną i truskawkami. To było pierwsze ciasto, które robiłam na zamówienie. Mam do niego duży sentyment, wiąże się ze wspomnieniami wakacji u przyjaciół moich rodziców, beztroskimi czasami bardzo długiego lata. Z wieczorami, kiedy śpiewały świerszcze. Z zapachem maciejki i tańcami na trawie do białego rana. Odliczałam dni do rozpoczęcia roku szkolnego i cieszyłam się, że mam przed sobą tak wiele czasu wolnego od szkolnych obowiązków i porannego wstawania.
Z radością zajmowałam się dziećmi przyjaciół, zawsze mając garść pełną pomysłów na wspólną zabawę. Lubiłam odkrywanie biedronek w ogrodzie i tulenie kurczaczków, które hodowali.
I dziś, kiedy jestem już zupełnie duża, robienie rolady sprawia mi zawsze dużo przyjemności.
Bo rolada jest jednym z najprostszych i najszybszych ciast na świecie.
Chętnie eksperymentuję z różnymi przepisami - niektóre są zupełnie bez sensu, bo ciasto pęka i nijak nie można go zwinąć.
Kiedyś usiłowałam dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje i teraz już wiem, że podstawą udanego, sprężystego ciasta jest przede wszystkim temperatura składników użytych do pieczenia. Zanim zabiorę się za pieczenie, wyjmuję je na kuchenny blat i czekam aż osiągną temperaturę pokojową.
Lubię prostą roladę z truskawkami i śmietaną ubitą z prawdziwą wanilią, ale całkiem niedawno, na fali fascynacji wodą z kwiatów pomarańczy (która to fascynacja przychodzi co pewnien czas), zrobiłam nadzienie z sera mascarpone.
Mój dzisiejszy przepis jest wyjątkowo szybki, bo ciasto piecze się tylko 7 minut. Nie wymaga też wielu składników - nie przepadam za roladami, gdzie nadzienie jest ważniejsze niż samo ciasto. Lubię biszkoptowy smak. I lato.
Przy okazji, polecam również inny przepis, na Czekoladową roladę ze śmietaną i malinami.

Rolada z truskawkami i kremem z sera mascarpone
Swiss roll with the mascarpone cream, strawberries and mint

Ciasto:
3 jajka
80 g cukru pudru
cukier z prawdziwą wanilią lub łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki mleka
120 g mąki wymieszanej z łyżeczką proszku do pieczenia

Krem:
250 g serka mascarpone (użyłam Piątnicy)
50 ml śmietany (dowolnej, byle nie kwaśnej)
2 łyżki (lub do smaku) cukru pudru
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy (opcjonalnie, jeśli nie mamy, możemy pominąć)
łyżka świeżych listków mięty, drobno pokrojonych

Dowolne owoce: np. truskawki - 1/2 - 1 szklanki, umyte i pokrojone na mniejsze kawałki

Piekarnik nagrzać do 230 st C.
Blachę o wymiarach 25 x 30 cm* wykładamy papierem do pieczenia i lekko natłuszczamy.
Jajka i cukier puder ubijamy mikserem na kogel mogel. Dodajemy wanilię i mleko. Mąkę z proszkiem przesiewamy przez sitko i wsypujemy do kogla mogla - mieszamy łyżką - nie miksujemy, chodzi o to, żeby mąkę dokłądnie, ale delikatnie połączyć z masą.
Wlewamy do blaszki i pieczemy 6-7 minut.
Wyjmujemy z piekarnika. Na czystej ściereczce układamy arkusz papieru do pieczenia, posypujemy łyżką cukru pudru, przekładamy ciasto z blachy, odrywamy papier, na którym się piekło i zwijamy roladę z papierem wzdłuż dłuższego boku- należy robić to wtedy, kiedy ciasto jest ciepłe.
Zwiniętą roladę zawijamy w ściereczkę i zostawiamy do całkowitego ostudzenia.

Mascarpone ubijamy z cukrem, śmietaną i wodą pomarańczową.
Ostudzone ciasto rozwijamy, smarujemy kremem, wsypujemy truskawki i miętę i ponownie zwijamy, tym razem bez papieru.
Zwiniętą roladę zawijamy w papier i chłodzimy w lodówce minimum godzinę.

Smacznego!

*można użyć mniejszej blaszki, wówczas ciasto będzie grubsze

2009-06-19

Wiosenny humus i bułka wrocławska.



Jednym z przywilejów bycia dzieckiem są kanapki robione przez Mamę.
Nie zliczę już, ile razy w dorosłym życiu wspominałam sytuacje, w których Mama przynosiła talerzyk z kanapkami i ciepłą herbatą. Ten gest, tak ludzki i bliski, potrafił koić różne smutki. Do dziś uważam, że zaparzona przez kogoś bliskiego herbata, czy podana kanapka, smakuje bardziej niż ta, którą zrobię sobie sama.
To jest chyba magia dzielenia się z drugim człowiekiem. Nieważne czym, ważne jak.
Przypominam sobie dziecięce rozmowy z przyjaciółką w drodze ze sklepu, do którego poszłam po bułkę wrocławską. Zdarzało się, że nim doszłyśmy do domu, wyskubałyśmy wszystko, zajęte swoimi sprawami i opowieściami.
Postanowiłam odtworzyć smak bułki wrocławskiej, którą pamiętam. I udało mi się:) Po przepis krok po kroku zapraszam do Pracowni Wypieków.
A z kromek bułki zrobiłam kanapki z nietypowym humusem.
W ubiegłym roku podawałam już swój ulubiony przepis na hummus, jednak teraz, zrobiłam go nieco inaczej, łącząc z młodą marchewką upieczoną z oliwą, dzięki czemu nabrała słodyczy, a paście nadała dodatkowego aromatu i koloru. To jest naprawdę pyszny smak, który polecam.

Humus z ciecierzycy i pieczonej, młodej marchewki
Houmous with chickpeas and baked carrot

200 g ugotowanej ciecierzycy (może być z puszki)
200 g marchwi (najlepiej młodej)
3 łyżki oliwy
sól i pieprz
ząbek czosnku, drobno posiekany
2 łyżki jasnej pasty z tahini (pasty z sezamu, do kupienia w sklepach ekologicznych)
3 łyżki soku z cytryny

Marchew obrać, pokroić na cienkie plastry. Włozyć do formy do pieczenia, polać oliwą, posypać solą i pieprzem, dokładnie wymieszać.
Piekarnik nagrzać do 180 st C. Wstawić marchew i piec 15-20 minut - do czasu aż marchew będzie miękka. W przypadku młodej marchewki, nastąpi to szybciej.
Jeszcze ciepłą marchew wraz z oliwą zmiksować z pozostałymi składnikami na głądką pastę.
Podawać z chlebkami pita lub z dowolnym pieczywem albo wytrawnymi ciasteczkami.
Smacznego!

Jeśli chcemy przechować humus w lodówce, należy wierzch delikatnie polać oliwą i przykryć folią spożywczą, wtedy humus nie wysycha.

2009-06-17

Makaron soba. Zielone szparagi. Bób i bazylia.




Za każdym razem, kiedy kupuję warzywa, o tej porze roku mam ochotę kupić wszystko. Wprawdzie czekam na sezon pomidorowy, ogórki, które postawię na małosolne. Czekam na pełnię lata i warzywa z ogrodu, jednak dziś cieszy mnie to, co znajduję na targu i w warzywniaku.
Zimą jem mniej, a jedzenie nie sprawia mi tak dużej przyjemności jak teraz. Właściwie gdy tylko rano otwieram oczy, mam ochotę gotować. Latem podstawą naszej diety są warzywa, których jemy nieograniczoną ilość. Należę do osób, które na śniadanie chętnie jedzą zupy jarzynowe, na obiad garnek fasolki szparagowej, na kolację sałatkę z pieczonych buraków i koziego sera. Często robię sałatki na bazie makaronu i pieczonego łososia, a ostatnio nic nie smakuje mi tak bardzo, jak japoński makaron soba. Tajemnica udanych makaronów z warzywami tkwi moim zdaniem w odpowiednio ugotowanych warzywach. Bób i szparagi gotuję tylko chwilę, by nie dopuścić do ich rozgotowania. Lubię widzieć, co jem, nie przepadam za sosami, w których milion składników tworzy bliżej nieokreślony smak.
Makaron gryczany soba bez problemu można kupić w większych sklepach i tych, które sprzedają żywność orientalną. Jego lekko orzechowy smak jest miłą alternatywą dla tradycyjnego makaronu z pszenicy.

Makaron soba z bobem, szparagami i bazylią
Soba noodle with broad beans, asparagus and basil

Porcja dla 2 osób

150 ml śmietanki kremowej (30%)
3 łyżki mascarpone
skórka starta z 1 cytryny (użyłam cytryny eko)
2 łyżki soku z cytryny
sól i pieprz do smaku
30 g tartego Parmezanu

1 op. bobu (ok. 300 g)
1/2 pęczka zielonych szparagów
pół pęczka bazylii

Makaron gryczany soba (lub inny, dowolny makaron, najlepiej spaghetti lub tagliatelle)

Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu - makaron soba gotuje się zwykle 6-7 minut. Zostawić kilka łyżek wody z makaronu.
Szparagi: odciąć zgrubiałe końcówki. Szparagi pokroić na 3-4 centymetrowe kawałki i ugotować w osolonej wodzie lub na parze.
Bób: Ugotować w osolonej wodzie, obrać go z zewnętrznej łupiny. Pokropić sokiem z cytryny.

W garnuszku podgrzać śmietanę, dodać skórkę cytrynową, następnie mascarpone. Zdjąć z ognia. Dodać sok cytrynowy, sól i pieprz do smaku oraz kilka łyżek wody z makaronu, następnie ugotowane warzywa i bazylię. Wymieszać delikatnie łyżką.
Połączyć z makaronem, przełożyć na talerze i podawać z tartym Parmezanem.

Smacznego!

2009-06-16

Bakaliowiec.




Dzisiejsze ciasto powstało trochę przez przypadek. Miałam w lodówce ponad kilogram bakalii i stwierdziłam, że nadszedł czas, żeby coś z nimi zrobić.
Efekt przerósł moje oczekiwania.
W smaku przypomina nieco batoniki ze sklepu ze zdrową żywnością lub te, które można znaleźć np. w Coffee Heaven. Następnym razem dodam do niego sezam i orzechy.
Zawinięty w folię spożywczą, spokojnie poleży nie tracąc nic ze swojej świeżości.

Bakaliowiec
Fruit and date loaf

1 - 1,2 kg dowolnych bakalii (użyłam mieszanek keksowych, suszonych jabłek, gruszek, moreli, daktyli)
2 jajka
50 g miękkiego masła + 1 łyżka cukru
2 łyżki rumu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżeczki przyprawy do piernika
125 g mąki pszennej (zwykłej, razowej lub ich mieszanki)
2-3 łyżki miodu lub dżemu

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Prostokątną keksówkę o długości 30 cm, wysmarować masłem, wysypać tartą bułką.
Bakalie pokroić drobno.
Mąkę wymieszać z proszkiem i przyprawą do piernika i wsypać do bakalii. Dokładnie wymieszać tak, by bakalie pokryły się mąką.
Masło utrzeć z cukrem, dodawać po jednym jajku. Dodać do bakalii razem z rumem. Dokładnie wymieszać łyżką.
Przełożyć do przygotowanej formy, wyrównać łyżką wierzch i piec 1,5 godziny. Jeśli zacznie się za szybko rumienić - przykryć wierzch folią aluminiową.
Wystudzić w ciepłym piekarniku.
Kroić po całkowitym ostudzeniu, najlepiej następnego dnia.
Smacznego!

Zapraszam do Pracowni Wypieków na łatwą brioszkę z jogurtem i wodą z kwiatów pomarańczy.

2009-06-14

Tort kawowo-pralinowy. Mocha Gateau.




Sny, które depczą nam po piętach.
Uczucia, które kwitną jak kwiaty na parapecie.
Przychodzi czasem taka bezsenność, co jak kamień układa się w sercu i bez względu na to, ile razy będziemy przewracać się z boku na bok - nie odejdzie.
Deszcz bębni o parapet. Słucham słów płynących nieustannie w mojej głowie, w której jak arkusze papieru układam wspomnienia. Porządkuję myśli, sprzątam po podjętych i niepodjętych decyzjach i wreszcie zasypiam.

Lubię, kiedy ktoś prosi mnie o upieczenie konkretnego ciasta. Zazwyczaj jest tak, że wybiera coś, czego sama bym nie wybrała z takich czy innych względów.
Kiedy mój Towarzysz Podróży przeglądał książkę, zapytał, czy nie mogłabym upiec tortu dla przyjaciół, do których wybieraliśmy się w weekend.
Lubię piec torty. Im bardziej skomplikowane, tym lepiej.
Ten był wyjątkowo czasochłonny, ale na każdym etapie jego produkcji, miałam wiele przyjemności z odkrywania nowych połączeń, robienia praliny czy delikatnego kawowego kremu maślanego.
Nie ukrywam - tort jest bardzo trudny i wymaga wiele pracy. Jest jednak niezwykle smaczny - połączenie prażonych migdałów, kawy i masła, jest klasyczne i doskonałe.




Tort pralinowo-kawowy
Mocha Gateau
Przepis: Lenotre

Ciasto:
100 g cukru
3 jajka
100 g mąki
20 g masła, topionego

Syrop kawowy:
100 ml zaparzonej kawy
100 g cukru

Krem maślano-kawowy:
200 g kremu maślanego*
1,5 łyżki mocnej esencji kawowej

Migdały:
200 g blanszowanych, posiekanych migdałów


Ciasto:
Cukier i jajka ubić na parze do czasu aż osiągną temperaturę 45 st C.
Wciąż ubijając dodać masło. Kiedy masa będzie zimna, wmieszać łyżką mąkę.
Przełożyć do tortownicy o średnicy 20 cm, wysmarowanej masłem i wysypanej mąką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 st C. Piec 20-25 minut.
Ostudzić w ciepłym piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach. Przełożyć na kratkę kuchenną i kiedy będzie zimny, pokroić na 3-4 poziome placki.

Syrop:
W gorącej kawie rozpuścić cukier, odstawić do ostudzenia.

Krem:
Krem maślany* zmiksować z kawą.

*Krem maślany:
180 g masła
90 g praliny **
270 g kremu budyniowego ***

***Krem budyniowy
500 ml mleka
1 laska wanilii, przecięta wzdłuż
4 żółtka
125 g cukru
30 g mąki kukurydzianej
30 g mąki
1 łyżka zaparzonej, mocnej kawy

***Krem budyniowy
Zagotować mleko z wanilią. Przykryć.
Żółtka utrzeć z cukrem na kogel-mogel, dodać obie mąki.
Dodać odrobinę gorącego mleka, wymieszać, następnie wszystko przelać do rondla i podgrzewać ciągle(!) mieszając, aż krem zgęstnieje.
Wyjąć wanilię, dodać kawę.

**Pralina
45 g migdałów uprażyć w piekarniku przez 10 minut.
Na patelni roztopić 45 g cukru z łyżką wody. Kiedy zrobi się karmel, wsypać migdały. Przelać na matę silikonową lub folię i zostawić do ostygnięcia. Kiedy stwardnieje, zmiksować w malakserze.

*Krem maślano-kawowy
270 g kremu budyniowego zmiksować z 180 g masła, na końcu wmieszać 90 g praliny.


WYKOŃCZENIE TORTU:
Blaty nasączyć syropem kawowym, następnie przełożyć kremem maślano-kawowym. Wierzch również posmarować kremem, obsypać uprażonymi migdałami.
Schłodzić w lodówce minimum godzinę, a najlepiej podawać następnego dnia.

Smacznego!

2009-06-12

Pesto pistacjowe.




Przez cały rok czekam na piwonie.
A kiedy już są, nim zdążą przekwitnąć jedne, kupuję kolejne i kolejne.
Kiedyś próbowałam hodować w ogródku te kapryśne kwiaty, które nie lubią zmian i przesadzania.
Dziś są, tak krótko, tylko w czerwcu. Zawsze będę je kojarzyć z suszonymi płatkami, które moja Ciocia trzymała na płasko rozłożonych gazetach, by tuż przed Bożym Ciałem zanieść je do kościoła.
Ulice i świat pachniały wtedy suszonym kwieciem, które wierzące działkowiczki od stycznia przygotowywały rozkładając na kaloryferach i regałach kwiaty z imienin, a potem ogródków. Lubiłam zatapiać twarz w torebce z kolorowymi płatkami. Naturalne pot pourri, bez polepszaczy i sztucznych aromatów.
Czerwiec to najpiękniejszy miesiąc roku.
I nie chce mi się dziś gotować. Więc robię szybkie pesto z pistacji i rukoli. Lubię je z razowym makaronem albo kromką ciabatty czy innego chleba. Lubię bruschettę z pesto - tostuję kromki pieczywa, smaruję pesto, kładę listek świeżej rukoli i polewam odrobiną oliwy. Niczego więcej dziś nie potrzebuję.

Pesto z pistacjami i rukolą
Pistachio and rocket pesto

75 g pistacji bez skorupek
100 g rukoli
80-100 ml oliwy z oliwek
40 g tartego parmezanu
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku
1-2 łyżki świeżego soku z cytryny (do smaku)

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Pistacje wsypać do foremki, wstawić do piekarnika i piec 10 minut.
Ostudzić i zmiksować z rukolą i parmezanem, powoli wlewając oliwę. Doprawić solą, pieprzem, gałką i cytryną.
Smacznego!

2009-06-11

Assam Tea Crème brûlée & Lenôtre.




Dostałam piękną książkę o komponowaniu deserów i wina.
Napisało ją dwóch Francuzów - Olivier Poussier, który w 2000 roku został uznany za najlepszego sommeliera na świecie i Philippe Gobet pod patronatem Lenôtre - firmy, która we Francji urosła do rangi instytucji, sprzedając ciasta, czekoladę, otwierając luksusowe restauracje i butiki w 13 krajach.
Wszystko zaczęło się od urodzonego w 1920 roku cukiernika Gastona Lenôtre'a. W 1947 roku rozpoczął działalność, która z czasem przerosła w imperium cateringu i cukiernictwa, a przy okazji szkolnictwa - Lenôtre ma swoją własną szkołę, gdzie szkoli przyszłych kucharzy i cukierników.
Książka jest dla mnie wyjątkowa również ze względu na niezwykłe, piękne fotografie Yutaki Yamamoto.
I mimo że kilka dni temu mieliśmy już Crème brûlée, postanowiłam skorzystać z okazji, że mam gości i zrobiłam Assam Tea Crème brûlée.
Delikatny krem z dodatkiem herbaty Assam. Moim faworytem i tak pozostaje klasyczny Crème brûlée, ale ten jest dla niego miłą alternatywą.



Assam Tea Crème brûlée

180 ml mleka
2 łyżeczki herbaty Assam
80 g drobnego cukru
4 żółtka
400 ml śmietany kremówki (użyłam 36%)
100 g miękkiego brązowego cukru

Ilość porcji: 8

Zagotować mleko. Zdjąć z ognia, wsypać herbatę, przykryć garnek i parzyć herbatę 5 minut. Następnie przelać mleko przez sitko.
Dodać cukier, żółtka, śmietanę i wymieszać - nie miksować!
Przelać do 8 płaskich naczynek i piec w kąpieli wodnej przez 30 minut (ja piekłam 60 - przyp. L) w piekarniku nagrzanym do 110 st C.
Ostudzić w temperaturze pokojowej, następnie schłodzić w lodówce minimum godzinę.
Podanie: Wyjąć krem z lodówki, z powierzchni papierowym ręcznikiem bardzo delikatnie zebrać nadmiar wilgoci, posypać cukrem i wstawić pod gorący grill lub użyć palnika do czasu, aż powstanie cienka skorupka.
Wierzch obsypać delikatnie herbatą (opcjonalnie).

Smacznego!

Assam Tea Crème brûlée
z książki: Desserts and Wines
by Lenotre, Olivier Poussier
Mitchell Beazley (2004)

2009-06-09

Sernik z białą czekoladą i jagodami.



Pani Ula, która wydeptywała ścieżkę obok krzaku bzu, by wybrać się na swoją codzienną wycieczkę do sklepu spożywczego po bułki i mleko, nagle przestała wychodzić z domu.
- Wiek, pani sąsiadko, robi swoje. Staruszka nie ma siły wychodzić i teraz odwiedza ją jakaś kobieta z pomocy społecznej.
Pani Ula ma dziewięćdziesiąt lat, na stole bukiet żółtych, nie więdących (bo sztucznych) tulipanów, balkon, na którym usychają kaktusy i sąsiadów, którym kiedyś tak zatruwała życie, że na stare lata poodsuwali się od niej i nie chcą znać.
A kiedy po raz kolejny puka do czyichś drzwi, by w czerwcu zapytać, czy ksiądz już chodził po kolędzie, naciskają na pilocie od telewizora "Volume +", by nie słuchać natarczywego nawoływania.
Pani Ula, żona marynarza, który przywoził jej złote drobiazgi, kolorowe szale i barwne opowieści, kurczy się i jest mniejsza niż ja byłam w czasach, kiedy pozwalała mi napatrzeć się na kolekcję swoich kaktusów.
Dziś patrzę, jak ścieżka przez nią wydeptywana, powoli zarasta trawą, gubi się w gęstwinie innych, nowych ścieżek.
Jeden odszedł, o tamtym ktoś jeszcze pamięta. A nowy dozorca nikogo tu nie zna i o nikim nie powie dobrego słowa, bo musi przystrzyc ten żywopłot, od lat chyba nie strzyżony, więc zaniedbany.

To chyba jeden z najprostszych serników, który upiekłam pierwszy raz podczas tygodnia bez zakupów. Od tamtej pory powtarzam co jakiś czas i tydzień bez zakupów, i sernik, który powstał trochę przez przypadek, ale udał się na tyle, że wszedł na stałe do mojego repertuaru ciast. Jest łatwy, dobrze wyrasta, nie opada i jest mało słodki. Ważne, by po upieczeniu pozwolić mu ostygnąć i stężeć.
Polecam!


Sernik z białą czekoladą i jagodami*
Cheesecake with white chocolate and blueberries

Spód:
250 g ciasteczek w czekoladzie (używam ciastek Digestive)
100 g masła, roztopionego i ostudzonego

Masa:
1 kg sera mielonego (bardzo lubię ser mielony Piątnicy)
1 budyń waniliowy (40 g)
90 g cukru
cukier waniliowy
3 jajka
50 g miękkiego masła
200 g białej czekolady, pokrojonej na małe kawałeczki
opcjonalnie: 50-70 g jagód lub innych owoców jagodowych (maliny, poziomki, etc)

Ciasteczka pokruszyć w malakserze (lub wałkiem). Połączyć z masłem. Wylepić nimi spód i boki tortownicy o średnicy 23-25 cm. Ja zwykle robię bardzo cienki spód i boki wysokie na pół wysokości boku tortownicy. Tortownicę owinąć folią aluminiową (ma to zapobiec wypływaniu masła).
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić tortownicę, podpiekać spód 10 minut. Wyjąć z piekarnika.
Ser zmiksować z budyniem, cukrem i wanilią. Miksując dodawać po jednym jajku i masło. Na końcu wmieszać do masy czekoladę.
Wlać na podpieczony spód, na wierzchu ułożyć owoce.
Zmniejszyć temperaturę piekarnika do 175 st C i piec sernik 45-50 minut. Gdyby za szybko się rumienił, należy wierzch przykryć folią aluminiową.
Po upieczeniu wyłączyć piekarnik, uchylić lekko drzwiczki i zostawić sernik do całkowitego wystygnięcia w piekarniku.
Zimny sernik przełożyć do lodówki i schłodzić go przez 4-6 godzin.

Smacznego!
*Jagody są w tym przepisie opcjonalne.

W Pracowni Wypieków proponuję dziś Razowy żytni chleb z czarnuszką.

2009-06-07

Piętka chleba razowego. I ciągle pada.



Moknę na piknikach, szuram butami po mokrym asfalcie, a rano, kiedy świat się jeszcze nie obudził, słucham deszczu.
Krople uderzające o parapet, jak mantra, budzą mnie i kołyszą do snu.
Boso idę do kuchni, włączam radio, nastawiam ekspres do kawy i odkrajam dużą pajdę chleba, którą zjem z masłem.
Pierwszy raz upiekłam go kilka dni temu, ale był tak dobry, że wczoraj zrobiłam go znowu.
Jaki jest? Ciemny, delikatnie karmelowy, z nutą cebuli. Trochę litewski. A może niemiecki. Nie, chyba jednak nasz polski, chociaż z amerykańskiej książki.
Polecam go gorąco. Krok po kroku z jego przygotowania umieściłam ostatnio w Pracowni Wypieków.
Miłego popołudnia!

2009-06-05

Crème brûlée




Jednym z moich ulubionych filmów jest Amelia. Widziałam go dziesiątki razy i wygląda na to, że wciąż nie mam dość. Cukierkowe chmury w kształcie zająców, przerysowane kolory Montmartre'u i dziecięca naiwność głównej bohaterki, która wiedziała, że małe rzeczy czynią świat lepszym.
Kto widział ten film, ten zapewne pamięta, że jedną z ulubionych czynności Amelii, było przebijanie się przez cukrową skorupkę do Crème brûlée.
Ten deser należy do moich ulubionych. Mimo że lubię piec i przygotowywać desery, nigdy nie zdarza mi się jeść je bez umiaru. Zwykle po kawałku ciasta jestem zadowolona i nie potrzeba mi więcej.
Wyjątek stanowią desery z czekoladą, zwłaszcza mój deser nr 1: Czekoladowy fondant, czyli ciepłe ciastko z płynącą czekoladą i dzisiejszy deser, Crème brûlée.
Na blogu prezentowałam jego różne wersje, ale tą, którą wciąż powtarzam i o której zawsze pamiętam, jest klasyczny waniliowy krem wg przepisu Małgosimi. Dla mnie w tym przepisie wszystkiego jest dokładnie tyle, ile potrzeba, a smak deseru jest idealny. Próbowałam wielu przepisów na klasyczny Crème brûlée, ale ten, jest moim zdaniem najlepszy.
Podaję go dokładnie tak, jak autorka, ponieważ uważam, że jej uwagi są tu cenne i sprawiają, że każdy, ale to każdy kto lubi Crème brûlée będzie usatysfakcjonowany.
Dla mnie ważna jest cukrowa skorupka na kremie, nigdy nie karmelizowałam jej pod grillem czy w piekarniku. Używam do tego celu palnika. Krem piekę w niskich, ceramicznych foremkach, które można bez problemu kupić np. w sklepie Duka.
Polecam wszystkim miłośnikom Crème brûlée - jeśli spróbujecie go zrobić sami, zapewniam, że ten z restauracji nie będzie smakował równie dobrze.



Crème brûlée
Źródło: przepis Małgosimi

"na 4 porcje (porcja= foremka do creme brulee, płytka, ok 15 cm średnicy)

500 ml śmietany 36% gęstej (to jest 2,5 opakowania piątnicy 36% - po rozgrzaniu obliczane!)
1/3 szklanki cukru białego (ostatnie sypnięcie stopniowo, do smaku!)
nasionka wydłubane z 2 lasek wanilii (bożebroń esencja, cukier wanilinowy etc. może jednak być cukier z prawdziwą wanilią i o taką ilość zmniejszyć proporcję zwykłego cukru)
6 dużych żółtek

ok. 0,25 szklanki cukru do karmelizowania (proszę wierzyć krembrulowemu maniakowi - że równie dobrze może to być biały drobny cukier do wypieków, biały kryształ, brązowy demerara i.in. Najważniejszą sprawą jest moim skromnym zdaniem palnik, zresztą wtedy można sobie dowoli eksperymentować z ulubionym cukrem. Ja stawiam na zwykły biały.

Rozgrzej piekarnik do 100 st. bez termoobiegu
W garnuszku (wybierz taki w ktorym nie przypala się za szybko!!) zagotuj POWOLI śmietanę, cukier i wanilię. Kiedy chwilę pobulgocze, odstaw na bok, aby lekko ostygła. Ubij żółtka lekko, aż będą dobrze wymieszane, ale nie białe, niepuszyste i nienapowietrzone!!!! Wlej chochlę śmietanki (lekko ostudzonej, wymieszaj), wlej kolejną chochle, wymieszaj (nie napowietrzaj!!). Wlej resztę śmietany. Uderz mocno naczyniem w którym jets cala mieszanina o blat, zeby pozbyc sie wszelkich zbytecznych bąbli! Creme brulee ma byc gladki, bez bąbli, niewyrośnięty. Jak tafla wody błyszczący! Znaczy się, pod skorupką cukru tego i tak nie widać, ale kremobrulowy maniak zawsze pozna, czy dany krem był robiony przez innego maniaka, czy przez kogos, kto otworzył pierwszy lepszy przepis ;)
Przelej przez sitko do miski, a potem nalej sprawiedliwie do 4 naczynek. Jesli nie macie takich płytkich o duzej srednicy, to stanowczo polecam jakies płytkie miseczki (takie ze 2 cm) a nie ramekiny!!!! Im płytsze tym lepiej sie pieką i wiecej potem skarmelizowanej skorupki.
Piecz w 100 st ok 50 minut. Krem nie bedzie bardzo sztywny, wręcz na srodku LEKKO dygoczący, jak galaretka ale w lodówce się ustabilizuje.
Następnie wyjmujemy krem, studzimy i kiedy bedzie zimny przykrywamy folią spozywcza i chowamy do lodwóki na co najmniej 4 godziny. Przed podaniem kladziemy na kazdym kremie recznik papierowy, zeby usunac ewentualne krople wody! Potem tu już tylko posypac cukrem i skarmelizowac palnikiem. Bez palnika przez 2 lata co jakis czas probowalam i efekt nie jest nawet porównywalny.

Acha, trzeba uważać, żeby warstwa cukru nie była za gruba, bo nie ma nic gorszego niż szukanie wiertarki pod stołem w celu wydłubania przerębla w zbyt grubej, mało kruchej warstwie karmelu.
Czynność można, ale nie trzeba, powtórzyć. Zabawa z palnikiem jest wspaniała, więc empiryczne doskonalenie warsztatu jest wskazane."

2009-06-04

Soczewica. Kmin. Sos jogurtowy.


W języku angielskim jest piękne określenie - Comfort food. To jedzenie na pocieszenie, dla przyjemności. Smaki, które kojarzymy z dzieciństwem albo miłymi chwilami. To jedzenie, które nawet jeśli zawiera dużo kalorii, cukru czy tłuszczu, jedzone jest bez wyrzutów sumienia.
Kiedy byłam dzieckiem-niejadkiem, było kilka haseł, na które w podskokach biegłam do kuchni. Jednym z nich był "kotlecik". Nie jakiś tam schabowy pełny żył i tłuszczu (o tak, tłuszcz i żyły były w owych dniach we wszystkim, czego nie lubiłam), nie jakiś kotlet, a właśnie kotlecik. W kotleciku można było 'przemycić' wszystko, co zdrowe.
Od kiedy jestem mamą małego niejadka, z przyjemnością korzystam ze starych, dobrych rad i chyba pisałam już kiedyś o tym, jak bardzo lubimy wszelkiego typu warzywne i rybne burgery czy kotlety. Smażę je, grilluję lub piekę, jem na zimno, z pieczywem lub zieloną sałatą. Rzadko jem je w tradycyjnym wydaniu: kotlet, ziemniaki i surówka (koniecznie z kiszonej kapusty;), choć są dni, kiedy i taką wersję zjadam z prawdziwą przyjemnością.
Dziś bardzo potrzebowałam comfort food, a co za tym idzie, kotlecika ;) Nie ma ani żył, ani tłuszczu. Jest smaczny zarówno na ciepło, jak i zimno. Polecam go zwłaszcza z zieloną sałatą i pieczonymi, młodymi burakami pokrojonymi w kostkę.



Kotlety z soczewicy, z sosem jogurtowym
Lentil patties
przepis: lekko zmodyfikowany z AWW "Great Vegetarian Food"

100 g czerwonej soczewicy
1 gałązka selera, pokrojona drobno
1 marchew (70 g), pokrojona drobno
300-400 ml wody
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki suszonego oregano
70 g bułki tartej (używam ekologicznej)
2 łyżki mąki
1 łyżka drobno pokrojonego koperku lub natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
1 łyżeczka musztardy

do smażenia: olej (używam arachidowego lub słonecznikowego)

Sos jogurtowy:
125 m jogurtu naturalnego
1 łyżka posiekanej świeżej mięty
1 mały ząbek czosnku, posiekany
1 łyżeczka soku z cytryny

Soczewicę przepłukać wodą. Wrzucić do garnka z marchewką, selerem, wodą, kolendrą, kminem. Zalać wodą (pod koniec gotowania, opcjonalnie można dodać 1 ekologiczną kostkę rosołową). Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień, przykryć i gotować ok. 20 minut do czasu, aż masa stanie się gęsta. Ostudzić. Jeśli masa jest zbyt rzadka, należy odlać część wody.
Dodać bułkę tartą, 1 łyżkę mąki, koperek, oregano. Doprawić solą, pieprzem i musztardą.
Formować okrągłe kotlety, które obtaczać w pozostałej mące.
Smażyć na rozgrzanym tłuszczu po ok. 2-3 minuty z każdej strony.

Smacznego!