2009-05-31

Semifreddo. Biała Czekolada. Truskawki (i ocet).




- Panie, czemu te truskawki dziś takie drogie?
- Folia się kończy, a jeszcze grunt nie zaczął.


Brnę przez błoto, bez parasola, z pustą jeszcze torbą i nadzieją na wiejskie zakupy. Sobotni targ, chłopi czy też niby-chłopi bezpośrednio z samochodów sprzedają warzywa i kwiaty. Na niektórych straganach jajka "3", które udają wiejskie, plątanina szmat i szmatek, a wszystkie po pięć złotych.
Rozpoczął się właśnie sezon, kiedy to mam swoje rytuały, z których nie rezygnuję nawet podczas największej ulewy.
Kiedy wszyscy pytają: Dlaczego znów pada i kiedy przestanie? Ja odpowiadam: To świetnie, że pada. Kilka dni temu dosiałam trawę, która prosi o wodę. Jeszcze i jeszcze.
Niech pada. Świat będzie bardziej zielony i ptaki będą głośniej śpiewać o poranku. Żaby mnożyć się na potęgę, a przy okazji komary.
Kiedy byłam mała, lubiłam zmoknąć do suchej nitki, biegać po kałużach i błocie. Moje stopy pamiętają dotyk ciepłego chodnika, na który właśnie zaczyna padać deszcz. Po deszczu godzinami siedziałam na schodach patrząc jak woda spływa do studzienek kanalizacyjnych niosąc ze sobą brud upalnych dni.
Przemoczona wracałam do domu, Mama wycierała mnie do sucha, przebierała, owijała w koc i sadzała z talerzykiem, na którym było coś pysznego. Makaron z musem truskawkowym albo naleśniki z duszonymi jabłkami i śmietaną. Albo zwykłe-niezwykłe zapiekanki z żółtym serem i tartymi na tarce pieczarkami, których mogłam zjeść z tuzin.
Wspomnienia wczesnego lata są bardzo żywe i zawsze wiążą się z truskawkami i ulewą.
Kiedy zmoknę do suchej nitki i wrócę do domu z zakupami, ugotuję sobie kakao, pokroję grube kromki chałki, którą posmaruję masłem i dżemem. Owinę się w koc i będę patrzeć przez okno.
Gdy "kończy się folia, a zaczyna grunt", to znak, że truskawki lada dzień będą smakować truskawkami i przyjdzie praaaawdziwe lato.
Na pożegnanie folii, pierwszy truskawkowo-wakacyjny deser - semifreddo z owocami macerowanymi w occie balsamicznym.
Kiedy po raz pierwszy spróbowałam połączenia truskawek z dojrzałym i słodkim octem balsamicznym, poczułam, że to małżeństwo doskonałe - choć on stary, a one młode, rozumieją się idealnie i współgrają ze sobą jakby byli na siebie skazani. Nie wiem, kto wymyślił to połączenie. Ja kupiłam je od razu.

Semifreddo z truskawkami w occie balsamicznym, pistacjami i białą czekoladą

300 g truskawek
2 łyżki dobrego, dojrzałego octu balsamicznego (młody ocet jest kwaśny, dojrzały - gęsty i słodki)
100 g cukru pudru (opcjonalnie, w zależności od tego, jak słodkie są truskawki i ocet)
500 ml śmietany 36% (używam UHT)
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią lub ekstraktu z wanilii
opcjonalnie: cukier do smaku
2 łyżki niesolonych, drobno posiekanych pistacji
50 g białej czekolady, drobno posiekanej

Truskawki umyć, obrać, pokroić na kawałki, włożyć do szklanego płaskiego naczynia, zalać octem balsamicznym i (opcjonalnie) zasypać cukrem. Odstawić na godzinę.
Śmietanę ubić na sztywno stopniowo dodając cukier i wanilię. Na końcu wmieszać czekoladę, pistacje i odsączone na sicie truskawki. Delikatnie wymieszać.
Formę keksową o długości ok. 30 cm wyłożyć folią spożywczą tak, by jej brzegi wystawały poza formę, wypełnić masą, wierzch można obsypać dodatkową porcją pistacji (ja swoje posypałam też pokruszonym ciasteczkiem amaretti) i wstawić do zamrażarki na kilka godzin, aż będzie na wpół zmrożone. Można też na całą noc, wówczas deser będzie można kroić na plastry.
Podawać ze świeżymi truskawkami, lekko skropione octem z sokiem truskawkowym, który został z macerowania owoców.

Smacznego!

Jeśli lubisz Semifreddo, polecam również Semifreddo z bezami i malinami.

2009-05-28

Chleba z dżemem?





Lubię pielęgnować małe rocznice.
Pierwsze wyprawy tramwajem do księgarni oddalonej o dwa przystanki od domu, pierwsza samodzielnie uszyta poduszka na igły, którą w wieku sześciu lat przytargałam z ZPT na Dzień Matki.
Czasem celebruję jakieś głupoty, nic nie znaczące wydarzenia. Zapominam o ważnych sprawach, spotkaniach, a pamiętam o dniu, w którym kupiłam maszynę do pieczenia chleba. Może jest też tak, że te małe, z pozoru nieważne rzeczy, są jak pojedyncza kostka domina, która popycha do działania milion pozostałych, nadając im jakiś sens i wymiar.
Dziś moja pierwsza chlebowa maszyna przeszła na zasłużoną emeryturę (choć z pewnością i rentę by dostała, bo ledwo zipie i dyszy, i stęka;D, a na jej miejsce pojawiła się zupełnie nowa - młoda i ambitna, głodna wyzwań i zadań specjalnych. Nie wie jeszcze, co ją czeka, ale jak każdy młodzieniec rozpoczynający swoją pierwszą pracę, gotowa jest na wszystko. Chętna do pracy po nocach, bez wynagrodzenia za nadgodziny i przepracowane niedziele i dni wolne od pracy.
Kiedy ktoś mnie pyta o to, czy potrzebuje maszyny, by piec chleb, zgodnie z prawdą odpowiadam - nie, nie potrzebujesz. Bo chleb można zrobić przy pomocy rąk. Albo miski i drewnianej łyżki czy miksera.
Jednak w moim przypadku pojawienie się maszyny w domu zmieniło moje życie. Może zabrzmi to kuriozalnie, ale prawie pięć lat temu, piekąc wielkie, gniotowate chleby, albo puszyste i wyrośnięte niemiłosiernie od nadmiaru drożdży, połknęłam bakcyla i odkryłam pasję, która nie przemija, a wciąż mnie cieszy i bawi. Od tamtej pory upiekłam setki chlebów. Bywało, że piekłam kilka dziennie dla wszystkich, którzy choćby mrugnięciem oka wyrażali chęć otrzymania bochenka. Szukałam tylko pretekstu ;)
Pomyśleć, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam takie urządzenie w sklepie, zadałam sobie jedno pytanie: Kto to kupi? I po co?
A więc z okazji emerytury mojej starej maszyny i pierwszego dnia nowej, postanowiłam uczcić to wydarzenie jednym z najprostszych i najszybszych wypieków - chlebem mlecznym.
Kiedy wieczorem wróciłam do domu, upiekłam malutki bochenek, który pokroiłam w kromki i w wiklinowym koszyku wyniosłam na ławkę. I nim poszłyśmy z córką na rower, smarowałyśmy kromki masłem i dżemem truskawkowym.
Po przepis zapraszam do Pracowni Wypieków.

2009-05-26

Moje ulubione ciasto orzechowe z cytrynami w syropie.




Dawno temu chodziłam z Dziadkiem do lasu na orzechy laskowe. Paznokciami zdzierałam zieloną łupinę, by dostać się do środka. Ich cierpki, niedojrzały smak zapamiętałam na zawsze.
W moim domu rzadko piekło się ciasta orzechowe, więc pewnie nie przez sentyment, a może z zupełnie innych powodów, kiedy mogłam sama piec, wpadłam w wir eksperymentowania z przepisami, w których główną rolę grały orzechy.
Lody orzechowe i pierwsza miłość: nocą można było pójść do sklepu całodobowego, a potem wyjadać drewnianymi patyczkami lody prosto z kubełka. To były orzechowe lody Zielonej Budki. Dziś już nie smakują tak samo.
Rano przypomniałam sobie, jak bardzo uwodzi zapach ciepłych orzechowych ciast wyjętych przed chwilą z piekarnika. Lubię je jesienią, choć dziś, polane gęstym syropem cytrynowym, smakują równie dobrze.
Więc je upiekłam.
Plasterki cytryny kroję cienko i gotuję w syropie cukrowym tak długo, aż staną się przezroczyste i miękkie.


Ciasto orzechowe z syropem cytrynowym
Hazelnut cake with lemon syrup


200 g orzechów laskowych, lekko podpieczonych w piekarniku
125 g miękkiego masła
skórka starta z 1 cytryny
150 g drobnego cukru
1 jajko
2 łyżki rumu
100 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Okrągłą tortownicę o średnicy 18-20 cm wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Orzechy zmielić na mąkę.
Masło zmiksować ze skórką cytrynową i cukrem. Dodać jajko i rum. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, połączyć z mielonymi orzechami, wsypać do ciasta i dokładnie wymieszać.
Wlać do formy, wstawić do piekarnika i piec godzinę.

Syrop:
Sok z 1 cytryny (ok. 40 ml)
40 g cukru

Wlać sok do garnuszka, wsypać cukier. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i kiedy cukier się rozpuści, zdjąć garnuszek z ognia i syropem polać jeszcze ciepłe ciasto.

Smacznego!

A w Pracowni Wypieków upiekłam dziś Łatwy chleb z muesli. Polecam szczególnie na śniadanie.

2009-05-24

Czekolada. Banany. Rodzynki w whisky.







Na niedzielę zjechały dzieci. Brat i siostra. Moja córka ma towarzystwo.
Królik na szelkach siedzi pod ogrodowym krzesłem, osłonięty dziecięcą parasolką.
Ostatni tydzień pełen chaosu i dźwięków, od których nie sposób było uciec. Pracowite dni, bezsenne noce, kiedy tyle było do zrobienia, przeczytania, ogarnięcia.
Ale ten czas przyniósł mi też nowe, cenne znajomości i spotkania.
Ze szklanką mleka i ciastem siadam na fotelu w otwartym oknie. Duszno, zanosi się na deszcz.
Czy zdarza się Wam czasem pójść do sklepu po jeden mały składnik do dania, na które przyszła właśnie ochota?
W przepisie na dzisiejsze ciasto zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Wyglądało na zdjęciu pięknie i wierzyłam, że jego smak jest tak dobry jak czekolada z rodzynkami napęczniałymi od rumu.
Przepis został podany przez czytelniczkę magazynu Olive, Jacquie Faller. Jest mistrzowski. Dla mnie, wielbicielki mokrych czekoladowych ciast, tortów truflowych i chlebów bananowych.
Pisałam kiedyś o moim stareńkim zeszycie. Wciąż nie wyrosłam z ręcznego zapisywania ulubionych przepisów. W morzu receptur na chwilę, chcę zatrzymać te, które szczególnie mi się spodobały. Ostatnio były to bez wątpienia Imbirowy keks z rabarbarem, Chlebek bananowy Sophie Dahl i dzisiejsze ciasto. Polecam, jest naprawdę pyszne.

Keks bananowo-czekoladowy
Chocolate banana loaf

Czas przygotowania: 1,5 h, Ilość porcji: 10

100 g rodzynek
75 ml whisky
150 g mąki pszennej
25 g kakao
100 g czekolady pokrojonej na małe kawałki (w oryginale były to chocolate chips)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki soli
125 g stopionego masła
150 g złocistego cukru trzcinowego, drobnego
2 jajka
4 małe banany (po obraniu 300 g), zgniecione widelcem


Rodzynki umieścić w małym garnuszku. Zalać whisky, zagotować. Zdjąć z ognia, przykryć i zostawić na godzinę, by napęczniały.
Mąkę, kakao, czekoladę, proszek do pieczenia, sodę, sól wymieszać w misce łyżką.
W dużej misce połączyć masło z cukrem. Ucierać do białości, następnie dodawać po 1 jajku, dodać banany, rodzynki odsączone na sitku. Wymieszać. Następnie połączyć z suchymi składnikami.
Piekarnik nagrzać do 170 st C.
Formę keksową o pojemności 900 g wysmarować masłem i wysypać tartą bułką.
Wlać ciasto. Wstawić do piekarnika i piec 1h 15 minut.
Po upieczeniu wystudzić w formie.
Kroić dopiero wtedy, kiedy zupełnie ostygnie.
Tego typu ciasta mają to do siebie, że kroją się i smakują zwykle (jeszcze) lepiej następnego dnia.

Smacznego!

2009-05-22

Muffin Mix



Wiosenne słońce zagląda przez okno sypialni. Wszyscy śpią, tylko królik wali miską o klatkę domagając się jedzenia.
Nastawiam wodę na herbatę, włączam radio i wyglądam przez okno.
Lubię wiosenne wczesne poranki z czasem na układanie myśli, wspominaniem świeżych snów, które nie zdążyły odlecieć i czekają na uporządkowanie.
Zanim w kuchni usłyszę tupot bosych stóp mojej córki, zdążę upiec muffiny, które lubi zabierać ze sobą do przedszkola.
Jakiś czas temu znalazłam przepis na ciasto, które w lodówce może stać nawet 30 dni. Z niego każdego dnia można piec inne muffiny, dodając swoje ulubione dodatki. Dzięki temu piekę tylko tyle, ile chcę. By zjeść od razu, dzisiaj, za chwilę. Zużywam je zwykle w 2-3 dni.



Muffin Mix
wystarczy na ok. 30 sztuk
/przepis Rachel Allen/

3 jajka
125 g miękkiego brązowego cukru trzcinowego
100 g cukru pudru
500 ml mleka (można dać nieco mniej)
125 ml oleju słonecznikowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki sody
160 g mąki pszennej razowej


Jajka ubić z cukrem. Dodać mleko, olej, wanilię i dobrze zmiksować.
Sodę, sól i obie mąki przesiać do drugiej miski. Następnie wsypać do masy jajecznej.
Tak przygotowane ciasto można przelać do dzbanka i trzymać w lodówce do 30 dni.
Przed pieczeniem warto ciasto zamieszać łyżką.
Pieczenie:
Dowolną ilość ciasta (na formę 12-dołkową wystarcza zwykle 400 ml surowego ciasta) wymieszać z dowolnymi dodatkami*) i wlać do wysmarowanej masłem lub oliwą foremki.
Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Piec ok. 20-30 minut - czas pieczenia zależy od ilości i rodzaju dodatków, np. muffiny z owocami pieką się zwykle dłużej.
Ciasto jest dosyć rzadkie, więc radzę oszczędnie dodawać owoce, by uniknąć zakalca.

Smacznego!

*Propozycje dodatków do 400 ml surowego ciasta:
** 50 g posiekanej czekolady (w tej wersji na zdjęciach)
** 100 g rabarbaru+100 g truskawek+2 łyżki cukru pudru+skórka starta z 1/2 pomarańczy
** 75 g jagód

2009-05-20

Łatwy, chrupiący chleb z semoliną.



Zapraszam dziś do Pracowni Wypieków na Chleb z semoliną.
Idealny do lekkich wiosennych śniadań i kolacji, a także do grzanek. Ja najchętniej jem go w postaci pomidorowej bruschetty.
Jest lekki, ma chrupiącą skórkę i smakuje zarówno z wytrawnymi dodatkami, jak i łyżką domowych powideł.
Polecam!

2009-05-18

Imbirowy keks z rabarbarem


Dla mojej Przyjaciółki, która u progu lata domaga się Babki imbirowej.
Dziś spędziła pół dnia na skręcaniu mebla w moim domu, a radziła sobie z tym o niebo lepiej niż jakikolwiek facet.
Po skończonej robocie (Jej robocie, bo ja się leniłam), usiadłyśmy przy kuchennym stole, racząc się ciastem i herbatą odchudzającą. Może pomoże ;)
Co do ciasta - uważam, że to jedno z najlepszych, jakie kiedykolwiek upiekłam. Wilgotne, aromatyczne, pachnące i niezbyt słodkie.
I robi się bardzo szybko (chociaż piecze sto godzin...)


Imbirowy keks z rabarbarem
Rhubarb and ginger cake
/przepis, lekko zmodyfikowany, z Olive/

300 g mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka imbiru w proszku
szczypta soli

125 g masła
125 g cukru trzcinowego
125 g złocistego syropu (golden syrup, syropu klonowego lub miodu)
125 g melasy

2 jajka
50 ml mleka

300 g rabarbaru, obranego i pokrojonego w cienkie plasterki plus tyle cukru, by obtoczyć w nim rabarbar (2-3 łyżki)
50 g kandyzowanego imbiru w cukrze, drobno pokrojonego


Mąkę wymieszać z sodą, imbirem i solą.
W garnuszku roztopić masło, melasę, cukier i syrop. Lekko przestudzić, wlać do mąki i dokładnie wymieszać.
Jajka rozbełtać w miseczce, dodać do masy razem z mlekiem. Wymieszać. Następnie wmieszać rabarbar i imbir kandyzowany.

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Formę keksową o wymiarach 25x12 cm wysmarować masłem i wysypać mąką. Wlać ciasto. Wstawić do piekarnika i piec 1,5 h.

Ostudzić w formie.

Smacznego!

2009-05-17

Chłodnik tradycyjny



Jedna z najlepszych i najprostszych zup.
Kiedy jest zima, marzę o wiośnie i botwinie. A kiedy się pojawia, podobnie jak w przypadku rabarbaru, nie tracę czasu i korzystam z niej niemal codziennie.
Buraki należą do moich ulubionych warzyw. Wspaniale grają pierwszoplanową rolę w przystawkach i głównych daniach, ale też świetnie dopełniają smaki innych składników, zwłaszcza koziego sera czy octu balsamicznego.
Spróbujcie kiedyś zrobić z nich carpaccio czy dodać łyżkę przecieru do ciasta na makaron.
Dania, które robię w tych dniach najczęściej to tarta botwinkowa i sałatka z botwiną i kozim serem.
I chłodnik litewski.
Kiedy mam czas, robię wywar z buraków i włoszczyzny i na nim gotuję botwinę. W innym przypadku korzystam z ekologicznego koncentratu barszczu (płynnego lub w proszku).
Jeśli chodzi o chłodnik litewski, nie przepadam za przekombinowanymi wersjami, lubię go w najprostszej postaci, doprawiony jedynie solą, pieprzem i cukrem, posypane świeżym koperkiem.


Chłodnik
Beetroot cold soup

1 pęczek botwiny
2 szklanki wody, wywaru z włoszczyzny i buraków lub bulionu*
1 litr kefiru
1 ząbek czosnku
2-4 łyżki przecieru buraczanego lub ekologicznego koncentratu buraczanego (należy dać do smaku)
1/2 pęczka koperku, drobno posiekanego
pęczek rzodkiewek, posiekanych
1 średniej długości ogórek, obrany i drobno pokrojony
do smaku: cukier, sól, pieprz
jajko (po jednym na osobę)


Botwinę bez buraków umyć i drobno posiekać. W garnku zagotować 2 szklanki wody*, dodać koncentrat buraczany i botwinę. Zagotować przez chwilę. Kiedy botwina zmięknie, zdjąć z ognia i ostudzić.
Dodać kefir, koper, zmiażdżony czosnek, pokrojone rzodkiewki i ogórki. Doprawić solą, pieprzem i cukrem.
Wstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny.
Podawać z ugotowanym na twardo jajkiem.

Smacznego!

*Wodę można zastąpić wywarem z włoszczyzny i buraków, wówczas należy pominąć koncentrat barszczu

2009-05-16

Śniadania: domowa granola



Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy robienie chrupiącego crunchu w domu. Najczęściej kupowałam go w sklepie ekologicznym ciesząc się całkiem sporym wyborem.
Zwykle jednak było tak, że w tym lub tamtym muesli jest składnik, którego nie lubię. Albo cukier. Albo płatki kukurydziane.
Na fali lekkich śniadań, pierwszych owoców i mojej radości z celebrowania ich, zrobiłam swoją własną wersję chrupiącego i pysznego muesli.
Do takiej granoli można użyć dowolnych płatków lub bakalii, należy jednak pamiętać o tym, by często mieszać muesli podczas pieczenia, ponieważ łatwo się przypala.



Domowy crunch czyli chrupiące prażone muesli

250 g płatków owsianych
100 g słonecznika
50 g sezamu
2 łyżki miodu
4 łyżki oleju słonecznikowego
150 ml dobrego soku jabłkowego (użyłam ekologicznego)
2 łyżki cukru trzcinowego (opcjonalnie)

Piekarnik nagrzać do 150 st C.
Wszystkie składniki wymieszać. Wsypać do foremki i piec godzinę, co kilka minut mieszając łyżką.
Studzić w wyłączonym, ciepłym piekarniku.

Smacznego!

2009-05-13

Chlebek bananowy Sophie Dahl



- Dlaczego nie wyrzucisz tych bananów? - zapytał Tata, krytycznym okiem spoglądając na prawie czarne owoce leżące na kuchennej tacy.
- Trzymam je na ciasto bananowe - odpowiedziałam.
Sekret dobrego ciasta bananowego, zwanego czasem bananowym chlebem polega na przejrzałych bananach, które im ciemniejsze, tym słodsze. Wiem, co mówię, takich ciast upiekłam już dziesiątki.
Pierwsze jadłam lata temu, podczas lekcji angielskiego, kiedy to na pożegnanie nasz nauczyciel przyniósł irlandzki chleb bananowy upieczony przez swoją narzeczoną. To było olśnienie - takich ciast po prostu nie piekło się wtedy w polskich domach, prawdopodobnie dlatego, że uszłoby za gliniasty zakalec. Dla mnie jednak bananowy chleb z dużą ilością otrębów był czymś nowym, co na długo zapadło mi w pamięci. Mam na nie przepis, pewnie w jednym ze starych pamiętników schowanych w czeluściach piwnicy. Na pewno go odszukam i zaprezentuję.
Dziś polecam inne ciasto z bananami, wg przepisu autorstwa uroczej Sophie Dahl, która jest angielską modelką i autorką kilku książek, w tym jednej kucharskiej.
Ja zmniejszyłam jedynie ilość cukru.
To ciasto ma dwie podstawowe zalety. Pierwsza to taka, że jest niezwykle łatwe i nie wymaga użycia miksera czy jakiegokolwiek sprzętu. Wystarczy miska, widelec, blacha i piekarnik.
Drugą zaletą jest jego niebiański zapach - słodycz bananów, wanilia i ciepłe masło. Ja zawsze kroję je na kromki i tostuję. Wówczas wspaniale smakuje z odrobiną masła i kwaśnego dżemu.
W moim rankingu ciast bananowych, to zajmuje pierwsze miejsce.


Ciasto bananowe
Banana bread

4 bardzo dojrzałe banany
150 g brązowego cukru
1 jajko, rozbełtane
75 g miękkiego masła
1 cukier waniliowy
170 g mąki
szczypta soli
1 łyżeczka sody

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Podłużną formę o długości 23 cm posmarować masłem i posypać tartą bułką lub mąką.
Banany rozgnieść widelcem, połączyć z cukrem, jajkiem, masłem i wanilią.
Mąkę wymieszać z solą i sodą i dodać do bananów. Dokładnie wymieszać.
Wlać do formy, wstawić do piekarnika i piec godzinę.
Ciasto początkowo rośnie bardzo opornie, nie należy się tym przejmować. Później powinno wypełnić całą blachę.
Po upieczeniu ostudzić w formie.

Smacznego!

2009-05-11

Lemon cake & Rose Bakery



Lubię wiosnę w mieście, kiedy wszyscy wyjeżdżają a miasto pustoszeje.
Czas płynie powoli, a ja planuję wyjątkowo istotne dla małych ludzi sprawy. Wczoraj szukałyśmy z córką drzewka cytrynowego, siałyśmy na balkonie bazylię i kupowałyśmy królika w kapuście do domowego teatrzyku.
Niedziela to czas słodyczy, kiedy można do woli jeść cukierki i czekoladę, wspinać się do kuchennej szuflady, gdzie leży wszystko co zakazane w ciągu tygodnia. Moja córka doskonale opanowała mapę kuchni i zakamarki z lukrem, cukierkami do dekoracji ciast i cukrem pudrem.
Dziś, w ramach spełniania jeszcze weekendowych życzeń, piekę ciasto, które lubi znaleźć w pudełku z drugim śniadaniem: maślane cytrynowe ciasto i jagody.
Przepis na nie pochodzi z kolejnej paryskiej kawiarnio-piekarni: Rose Bakery, prowadzonej przez Angielkę i Francuza, którzy początkowo serwowali swoje dania w Londynie, by następnie przenieść się do Francji i tam kontynuować pomysły na proste i smaczne potrawy, a przede wszystkim wypieki.
Cytrynowe ciasto maślane jest wilgotne, aromatyczne i... domowe. Warto pozwolić mu ostygnąć w formie, wtedy łatwiej się kroi. (To dobra rada, do której samej trudno mi się zastosować ;)


Lemon cake
czyli Ciasto cytrynowe

250 g masła, miękkiego
200 g cukru pudru
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
sok z 1 cytryny
skórka starta z 2 cytryn
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
50 g mielonych migdałów
280 g mąki pszennej, przesianej

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Keksówkę (podłużną formę) o długości 25 cm wysmarować masłem i wyłoxyć papierem do pieczenia.
Masło utrzeć z cukrem na puch.
Dodawać jajka po jednym, następnie wanilię.
Dodać sok cytrynowy i skórkę.
Wymieszać w misce proszek do pieczenia, sól, mielone migdały i delikatnie wmieszać do masy razem z mąką.
Przelać do formy, wstawić do piekarnika i piec ok. 35 minut - patyczek wbity w upieczone ciasto po wyjęciu jest suchy. Upieczone ciasto ma rumiany wierzch.
Wyjąć z piekarnika i zostawić w formie do ostudzenia.

Opcja: do ciasta można dodać garść owoców jagodowych.

Smacznego!

2009-05-08

Coco au Miel i Moulin de la Vierge.



Przepis na te malutkie babeczki pochodzi z francuskiej piekarni Moulin de La Vierge.
Jej założyciel, Basile Kamir, w latach siedemdziesiątych był dziennikarzem, ale również przyjacielem Richarda Bransona. Tym, którzy nie znają tego nazwiska wspomnę tylko, że jest on założycielem fimy Virgin - dzisiejszego giganta, który zaczynał od sprzedawania płyt z muzyką w budce telefonicznej. Branson i jego życie są wyjątkowo ciekawe, powiedziałabym nawet, że sama chciałabym być Richardem Bransonem;) ale nie o tym dziś będę pisać.
Wracając do Basile - w owym czasie zajął się organizowaniem koncertów i promowaniem nowych wykonawców wydających płyty w Virgin Records. Szukał on dla siebie niedrogiego biura w Paryżu i natknął się na obiekt, który nie mógł znaleźć chętnego do wynajmu - starą piekarnię.
Basile wprowadził się do maleńkiego sklepiku, wstawił tam kilka starych fryzjerskich krzeseł, by klienci mogli usiąść i posłuchać muzyki.
Nieco później przyjaciele zasugerowali mu, że byłoby super móc kupić u niego... chleb. Niewiele myśląc, Basile postanowił podjąć współpracę z najsławniejszym paryskim piekarzem, Lionelem Poilâne, lecz ten stwierdził, iż hipisowskie środowisko nie wpłynie korzystnie na wizerunek jego marki i odmówił.
Basile Kamir nie należał do ludzi, którzy łatwo się poddają. Zrezygnował ze świata muzyki pop i zajął się piekarnią. Odnowił ją, zatrudnił doświadczonego piekarza, który potrafił ręcznie wyrabiać chleby w starym stylu i otworzył Moulin de la Vierge, nazwę zapożyczając z młyna położonego w południowo-centralnej Francji, skąd pochodzi rodzina Basile.
Przez kolejnych siedem lat, Basile, ramię w ramię z piekarzem, poznawał tajniki prawdziwego chleba. Dziś wyrabiane przez niego pieczywo i ciasteczka należą do najlepszych w Paryżu.
Jego tajemnicą jest pieczenie w jednym z najstarszych paryskich pieców opalanych drewnem i używanie składników najwyższej jakości.
Przedstawiam dzisiaj ciasteczka upieczone według przepisu Basile Kamir'a. Dla wszystkich miłośników batonika Bounty.

Coco au Miel
10 sztuk

310 ml mleka
1 i 1/4 łyżeczki miodu
230 g wiórków kokosowych
125 g cukru
70 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy (opcjonalnie)
2 duże jajka, rozbełtane

Mleko z miodem zagotować. Zdjąć z ognia i odstawić.
Piekarnik nagrzać do 200 st C. Formę mufinkową wyłożyć papilotkami.
Wiórki, mąkę, cukier, proszek do pieczenia i cukier waniliowy wsypać do miski i dokładnie wymieszać. Ciągle mieszając wlewać najpierw mleko, następnie jajka.
Masa będzie dość płynna. Wlać ją do zagłębień formy i wstawić do piekarnika na 25-30 minut.

Smacznego!

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat historii francuskiej rodziny piekarzy Poilâne, zapraszam tutaj.

2009-05-05

Po maturze poszliśmy na gofry.



Powietrze niosło zapach konwalii, które zbieraliśmy w lesie. Przez szkolne okno dobiegały ostre głosy dzieci bawiących się w oddali. Po maturze poszliśmy na gofry.
Niektórzy z nas śmiali się nerwowo, inni umawiali na opijanie wyników egzaminów. Nie wiedzieliśmy, co przyniesie los. Jak to jest być dorosłym.
Co roku myślę o tamtych dniach, zupełnie tak, jakby to było wczoraj.
I pamiętam gofry, na które wybraliśmy się po raz kolejny, ale ostatni.




Gofry
Les gaufres
12 sztuk
przepis: bracia Roux

250 g mąki
25 g cukru
szczypta soli
75 g masła, rozpuszczonego i ostudzonego
3 jajka - osobno białka i żółtka
400 ml mleka

Do podania: dowolne dodatki

Mąkę wsypać do miski. Dodać cukier, sól, masło i żółtka. Powoli miksując wlewać mleko. Kiedy masa będzie gładka, odstawić na minimum 15 minut.
Białka ubić na sztywną pianę i deikatnie wmieszać w ciasto.
Rozgrzać gofrownicę. Piec gofry na złoty kolor (w zależności od rodzaju gofrownicy zajmie to 3-4 minuty lub dłużej).
Upieczone gofry przykryć ściereczką, by nie ostygły i jak najszybciej podawać.

Smacznego!


2009-05-03

Bułeczki orzechowe. Na słodko i słono.



Miałam nie piec w weekend. Jadłam sałatki, zupy, lekkie dania.
Z chleba, który mi został robiłam bruschettę i grzanki z serem raclette.
Ale dziś nie wytrzymałam...
Delikatne i puszyste bułeczki z orzechami są dosyć nietypowe, bo dzięki dodaniu masła i cukru oraz płatkom soli na wierzchu pasują do różnych dodatków. Lubię je zarówno w wersji wytrawnej, np z serem pleśniowym, ale też z masłem orzechowym i dżemem. To jedne z moich ulubionych wypieków, właściwie nie przypominają żadnych innych bułek jakie do tej pory piekłam. Polecam!



Bułeczki orzechowe

380 g mąki pszennej (użyłam typ 550)
210 ml mleka
1 jajko
20 g cukru
10 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki soli morskiej
70 g masła o temp. pokojowej
100 g orzechów włoskich, drobno zmielonych
Do posmarowania i posypania: łyżka mleka, sól w płatkach (opcjonalnie)

Drożdże zasypać łyżeczką cukru, rozgnieść i poczekać aż się rozpuszczą. Powoli dodawać mleko, jajko, pozostały cukier, sól, mąkę i masło. Zagnieść dosyć luźne ciasto - ja używam do tego celu miksera z hakiem. Na końcu dodać orzechy. Ciasto będzie dosyć luźne, ale nie powinno kleić się do rąk. Przełożyć je do miski.
Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania na 2 godziny. Ciasto podwoi objętość.

Wyjąć ciasto z miski, delikatnie nacisnąć dłonią (by je odgazować), podzielić na 9-12 części i z każdej uformować okrągłą bułkę.
Bułki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Posmarować mlekiem i odstawić do wyrastania na godzinę. Po tym czasie ponownie posmarować mlekiem, posypać solą i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st C. Piec 20-30 minut. Bułeczki powinny się zrumienić, ale pozostać miękkie.
Po upieczeniu położyć na kuchennej kratce i ostudzić.

Smacznego!