2009-08-27

Wszystko, o czym musisz wiedzieć. I ciasto czekoladowe na trzecią po południu.




"Wszystkiego, co naprawdę muszę wiedzieć o tym, jak żyć, co robić i jak się w życiu odnaleźć, nauczyłam się w przedszkolu.
Mądrość nie znajdowała się na szczycie akademickiej góry, ale tam, przy piaskownicy w przedszkolu.
Oto, czego się wtedy dowiedziałam:
Dziel się wszystkim.
Graj uczciwie.
Nie bij innych.
Odkładaj rzeczy tam, skąd je wzięłaś.
Sprzątaj po sobie.
Nie bierz rzeczy, które do ciebie nie należą.
Przeproś, kiedy kogoś zranisz.
Myj ręce przed jedzeniem.
Spuszczaj wodę w toalecie.
Ciepłe ciasteczka i zimne mleko są dla ciebie dobre.
Prowadź życie zrównoważone - codziennie trochę się poucz, trochę porozmyślaj, porysuj, coś namaluj, trochę pośpiewaj i potańcz, pobaw się i trochę popracuj.
Zdrzemnij się po południu.
Wychodząc w świat, uważaj na ruch uliczny: weź kogoś za rękę i trzymajcie się razem.
Bądź świadoma cudów: Przypomnij sobie nasionko fasoli w plastikowym kubku: korzenie idą w dół, roślina rośnie w górę i nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego i jak to się dzieje, ale wszyscy właśnie tacy jesteśmy.
Złote rybki, chomiki, białe myszki i nawet tamto małe nasionko fasoli - wszystko umiera. My też.
A potem przypomnij sobie baśnie i pierwsze słowo, które poznałaś - największe słowo ze wszystkich - PATRZ.
Bo wszystko, o czym musisz wiedzieć, tam gdzieś jest. Złota reguła i miłość. I podstawy higieny. Ekologia, polityka, sprawiedliwość i zdrowe życie.

Pomyśl, o ile lepszy byłby świat, gdyby wszyscy - na całym świecie - mieli ciasteczka i mleko o trzeciej każdego popołudnia. A potem poobiednią drzemkę pod kocykiem. Albo gdyby nasz rząd i wszystkie rządy na całym świecie stosowały się do zasad, by odkładać rzeczy tam, skąd je wzięły i sprzątać po sobie.
Bo, niezależnie od tego, ile masz lat, wciąż jest prawdą to, że kiedy idziesz w świat, najlepiej wziąć się za ręce i trzymać się razem."*



Wilgotne ciasto czekoladowo-daktylowe
/Źródło: na podst. AWW "Chocolate"/
A w Pracowni Wypieków Chleb z suszonymi pomidorami.

200 g wydrylowanych daktyli, pokrojonych
430 ml wody
1 łyżeczka sody
80 g masła, posiekanego
150 g brązowego cukru
2 jajka
150 g mąki plus 1 łyżeczka proszku do pieczenia
35 g kakao
70 g orzechów pekanowych, posiekanych (można zastąpić innymi)

Piekarnik nagrzać do 190 st C.
Okrągłą formę o średnicy 22 cm wysmarować masłem, wysypać tartą bułką.
Daktyle połączyć w garnuszku z wodą, zagotować, zdjąć z ognia i zmiksować. Dodać sodę. Odstawić.
Masło zmiksować z cukrem, dodawać po 1 jajku. Na zmianę z masą daktylową dodawać mąkę wymieszaną z proszkiem i kakao, następnie dodać orzechy. Wlać masę do formy (masa będzie dosyć rzadka).
Wstawić do piekarnika, piec 1 godzinę.
Ciasto wystudzić w formie, następnie schłodzić w lodówce.
Najsmaczniejsze jest następnego dnia.
Uwaga: to ciasto wyłącznie dla miłośników ciężkich, mokrych ciast. Dla tych, którzy lubią ciasta w stylu Chocolate Extreme z Coffee Heaven.

*/All I ever really needed to know I learned in Kindergarden - by Robert Fulghum. Tłum: Liska/
Ukazało się również polskie wydanie tej książki.
Na zdjęciu: stópki niedawno narodzonej córeczki bliskiej mi Osoby.

53 komentarzy:

qoopka pisze...

jestem tu codziennie ale pisze...nieczesto ale dzisiejszy wpis...wspanialy...szkoda,ze z czasem zapominamy co w zyciu jest najwazniejsze.. pozdrawiam :)

labarnerie pisze...

Lisko, zaglądam do Ciebie regularnie ... korzystam z Twoich przepisów - są baaardzo smakowite ... uwielbiam czytać Twoje opowieści i wspomnienia. Z tego powodu zapraszam Cię do mnie po wyróżnienie :) Pozdrawiam serdecznie.

Delie pisze...

Piękne i prawdziwe.
Moje Dziecko za chwilę zacznie się tego uczyć...

Monika. L pisze...

Pięknie wypowiedziana prawda. Gotowa byłam pomyśleć, że to Twoje słowa...
Czasami myślę, że sami dla siebie zapominamy być dobrzy. Że umiemy chcieć i to zaspokajać, ale nie dbamy o siebie...tak jak wówczas, kiedy było to takie naturalne.
Ciasto piękne... wiesz :-) że zrobię.
Całuję
M.

Anonimowy pisze...

a ja przyznam że wchodzę tu, czytam przepisy (kolka razy cos zrobilam), ale opisy drażnią mnie jakoś - nie bierz tego do siebie Lisko,

wolałabym po prpstu by był to blog wyłącznie kulinarny, ale coż, to Ty jestes u siebie, a ja jestem gosciem

i bede Cie odwiedzac-dla przepisow i zdjec

majana pisze...

Lisko nie wiem jak Ty to robisz, ale ja właśnie płacze.
Bardzo mądre i piękne to co napisałaś.

Ciasto wspaniałe , do czekolady nie trzeba mnie namawiac:)
Pozdrawiam :***

MałGosia pisze...

Wzruszenie już od poranka.
Lisko, zaczynasz wywoływać u mnie emocje :-)

Agata pisze...

Jak z daktylami, to już jest moje ulubione!:)
...i gratuluję pięknego tłumaczenia, Zdolniacho!

Anonimowy pisze...

zgadzam sie z pierwszym anonimem - przepisy są fantastyczne, ale opisy mnie odrzucają, wybacz lisko. ten dzisiejszy (poza tym, że ABSOLUTNIE się nie zgadzam z treścią, jak zagorzały wróg instytucji przedszkola:D przedszkole wiele rzeczy zabija w dzieciach bezpowrotnie, a przedszkole w polskim wydaniu to koszmarek) jest nieznośnie patetyczny, przelukrowany i grafomański. dobrze, że to nie twoje słowa, tylko tłumaczone. ach te hamerykańskie mondrości życiowe:DDD

czy nie mogłabys rozważyć pisania po prostu bloga kulinarnego, jak dorotus?:)))

katarzyna pisze...

Lisko, ciasto wyglada wspaniale, z reszta jak kazde Twoje:)
Pieknie napisane, sama prawda, rzeczywistosc...
pozdrawiam cieplo:*

Anonimowy pisze...

czy mogę pominąć daktyle? mam ochote na "czyste" ciasto czekoladowe. Nie trzeba wtedy dodawać sody???

Piegowata pisze...

Lisko, dziękuję Ci za ten tekst. Za ten i za wiele innych. Sprawiasz, że kiedy wchodzę na Twoje podwórko czuję się jak u siebie, jak u koleżanki, trochę jak w domu. Dziękuję Ci za piękne opisy, wyśmienite przepisy (chleb na zakwasie jeszcze kiedyś zrobię!)Dziękuję Ci za radość w oczach Ukochanego kiedy zajada się zwykłymi, niezwykłymi ciastkami z Ikei Twojego przepisu i ciastem ze śliwkami... A dzisiaj się wzruszyłam. Weszłam jak zwykle kiedy widzę, że coś upichciłaś i nie mogłam oczu od monitora odkleić. To piękne co przetłumaczyłaś. Ożywiłaś moje wspomnienia:)*

Alegria pisze...

Dziękuję za przypomnienia i ja nauczyłam się tych prawd w przedszkolu tylko czasem o nich zapominam i trochę mi wstyd.Dziś mi o nich przypomniałaś i postanowiłam uczcić to piekąc ciasto czekoladowe.
Już wiem ,że dzisiejsze popołudnie będzie wyjątkowe

pinkcake pisze...

Piękne słowa. Wzruszyłam i aż zamówiłam tę książkę:)
Moja córka dziś pierwszy raz poszła do przedszkola. Ciekawe, co ona z niego wyniesie?...
Ciasto - cudne. I ciekawe. Warto spróbować:)

Ania pisze...

Strasznie tęsknię za Dziadkiem... Tak mi się jakoś przypomniało ...

Anonimowy pisze...

a da się to zrobić bez tych 150 g cukru, na samych daktylach?
palinka

gatka pisze...

Wchodzę na ten blog już od kilku dni i jestem zachwycona. Wydrukowałam stąd sporo przepisów, które czekają na swoją kolej. Te wszystkie pyszności i piękne historie sprawiły, że sama postanowiłam pisać blog. Mam nadzieję, że też mnie Pani kiedyś odwiedzi:)

Patrycja pisze...

Uwielbiam ten cytat:)!

damqelle pisze...

Lisko nie przejmuj się gdy ktoś anonimowy pisze że treści twojego bloga go drażnią. Jest wiele osób które wchodzą tutaj nie tylko po to by zobaczyć piękne zdjęcia. To co piszesz jest równie piękne i czarujące. Dla mnie jesteś profesjonalistką w tym co robisz jak i w tym jak piszesz.
Moje dzieci dużo mądrości przynoszą z przedszkola. Zwłaszcza tą jedną, najważniejszą dla mnie - umiejętność życia w grupie.
Nie zmieniaj się.
Pozdrawiam
Damqelle

Nanita pisze...

Прекрасна снимка!Поздрави!

Anonimowy pisze...

Tak! Kawał mega czekoladowego ciasta i szklanka zimnego mleka to udany deser, mur beton!
Godzina piętnasta jak najbardziej wskazana.
Odczuwam tę przyjemność...

lo pisze...

Witaj Lisko,

Zrobiłam konfiturę z melona!!! Przepis znalazłam w rumuńskiej książce kucharskiej w księgarni i poprosiłam sprzedawczynię o przetłumaczenie na angielski. Jest piękny, z ziarenkami wanilii. Teraz biorę się za figowy. Tu jest tyle pięknych, dojrzałych fig ( i 41 stopni w cieniu). Piękny wpis, a ciasto zrobię po powrocie do Warszawy.
Pozdrawiam GORĄCO.
LO

Liska pisze...

Do Anonimowych,

Swojego bloga prowadzę z myślą o tych, którzy podzielają moje postrzeganie świata i już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że nie ma rzeczy, które podobają się wszystkim.

Jest wiele blogów stricte kulinarnych, które są pisane z pasją, ciekawe i piękne. Podające tylko przepisy, bez grafomańskich wstępów i patetycznych historii - sama takie z przyjemnością odwiedzam i nie tracę czasu na wchodzenie tam, gdzie drażni mnie styl prowadzącej go osoby.
Blogosfera jest tak wielką przestrzenią, że jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Szanuję Wasze zdanie, ale mam własne, podobnie jak pomysł na bloga.
I póki co, dobrze mi z nim.

Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

witam, choć odiwedzam Pani bloga od dłuższego czasu, dopiero komentarze od Anonimowych skłoniły mnie do napisania czegoś od siebie. właśnie dlatego, że to Pani opisy, zdradzające nieprzeciętną wrażliwość, mnie do niego przyciągają! no i oczywiście wspaniałe zdjęcia i przepisy :)na koniec małe pytanie kulinarne - daktyle powinny być świeże czy mogą być suszone? pozdrawiam serdecznie

Liska pisze...

Dziękuję :)
Daktyle mogą być suszone.

Ewa pisze...

I ja muszę przyznać, że przepisy są bardzo ciekawe i warto dla nich tu zajrzeć. Niestety opisy są pseudoliterackie, bije z nich egzaltacja. Proszę sie nie gniewać, nie ulega wątpliwości, ze jest Pani ciepłą i sympatyczną osobą. Ale wirtuozeria słowa,urzekająca prostota i naturalność, dojrzałość przemyśleń to stanowczo tylko Pani Agnieszka z Kuchni nad Atlantykiem.

bagli pisze...

Szczerze mówiąc, Lisko, to jestem oburzony reakcją niektórych osób. Twój blog jest według mnie kwintesencją idei blogowania - wyrażeniem Twojej osobowości i sposobem na podzielenie się ze światem Twoimi przemyśleniami, pomysłami, spojrzeniem na Świat.
Sądzę, że nie powinnaś przejmować się opinią tych z Czytelników, którzy chcieliby zaszufladkować Ciebie, wraz z Twoim blogiem do kategorii "książek kucharskich" z których jedynie ściąga się przepisy, gdy nie wiadomo co zrobić do zjedzenia.
Pewnie nie wiesz, ale za pośrednictwem mojej żony często odwiedzam ten Zakątek sieci, podziwiam Twoją twórczość i słucham przez Ciebie proponowanych piosenek. Może nie zawsze akurat odpowiadają moim gustom, ale czyż świat nie jest piękniejszy dzięki temu, że każdy z nas jest trochę inny?
Pozdrawiam serdecznie !!!

karolcia pisze...

Lisko, widzę talent translatorski i to jaki :-)

A i jeszcze znajomy talerzyk widzę ;-) Identyczny trzymałam już w ręku gotowa do płacenia, ale wygrał zdrowy rozsądek i tym razem wyszłam ze sklepu bez kolejnego talerzyka. Piękny jest, a to ciacho na nim jeszcze ładniejsze :-)

Pozdrawiam ciepło!!!

Dodziokręt pisze...

Nie dość, że świetny merytoryczny blog kulinarny, to jeszcze aspekt przejrzystości całej strony i poszczególnych elementów! Czy mogłabyś Lisko zdradzić z jakiego szablonu Bloggera korzystasz? Z góry dziekuję :)

adria pisze...

Zaskoczylo mnie, iz ktos zdecydowal sie wyrazic odmienne, niz wszystkie pelne zachwytow, opinie. Nie widzialam sensu w sprawianiu Ci przykrosci. Warto chyba jednak, zebys wiedziala, ze blog ma wyrazne dwie przestrzenie - kulinarna i te... reszte, ktora nieraz zniecheca do zaglada tutaj w ogole.
Blog ma jednak charakter autorski, nie wydaja mi sie na miejscu prosby o zmiane jego charakteru. Ja znalazlam inne wyjscie -przestalam czytac, niestety czesto egzaltowane teksty, ktore przpominaja mi czasy liceum.
To nie zmienia faktu, iz od tarty tatin jestem uzalezniona i za nia oraz inne przepisy, dziekuje.

Anonimowy pisze...

Mniam, wspaniale zdjecia!! Koniecznie zapisuje sobie do zrobienia:) Przepis spadl mi z nieba, bo "karmie" zagorzalego fana ciast z Coffee Heaven, zwlaszcza Chocolate Extreme i Brulee Cheesecake- ten serniczek jest wysmienity. Gdybys Lisko miala jeszcze przepis na cos w stylu tego ciacha, bylabym MEGAWDZIECZNA:)
pozdrawiam,
Justyna

Magdalena pisze...

odnośnie ciast z Coffee Heaven: czy może ktoś ma przepis na ciasto choćby przypominające Oreo Dream? Uwielbiam to ciasto a nie mam pojęcia jak je zrobić ;)
to z dzisiejszej notki z pewnością wypróbuję.

Anonimowy pisze...

Lisko- miara naszego sukcesu jest ilość naszych wrogów :):):) /krytykantów,ignorantów,zazdrośników czy jak ich tam nazwać/Pozdrawiam
P.S.
A ja tu zaglądam ze względu na całokształt,który bardzo mi się podoba!!!

eatafterreading pisze...

Lisko-
kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Twojego bloga pomyślałem, że jest to najbardziej profesjonalny "amatorski"(mam namysli to samo co G.Ramsay mowiac o Nigelli Lawson) polski blog. Jest tu pasja, doskonałe zdjecia, profesjonalizm i przede wszystkim PRZEKAZ! Przekaz treśi i emocji, bo gotowanie to sztuka przekazywania emocji a nie tylko łączenie składnikow. Dlaczego ten sam przepis wykorzystany przez dwie rozne osobowosci smakuje inaczej? Nieprawdaż?
Nie przejmuj się tego typu wpisami bo Ci ludzie za jakieś dwa lata zakumają temat i będą się sami dziwić temu co powiedzieli albo wymażą ten fakt z pamięci i będą udawać, że nigdy nic takiego nie mówili...
Przepraszam, ale dlaczego te wpisy głównie są anonimowe???

kobieta renesansu pisze...

myślę, że te dwa anonimowe wpisy nie miały być z założenia złośliwe, tylko szczere. z resztą nie są one nawet tak do końca krytyczne :-) ja również nie zawsze czytam opisy, ale zaglądam tu regularnie, bo przepisy kulinarne są rewelacyjne i zawsze mi wychodzą :-) pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

czy odmienne zdanie na jakis temat zawsze musi byc poczytane jako zlosliwe? albo jako atak na osobe prowadzącą?

mozna lubic pewne elementy bloga, inne pomijac, nie wszystko jest dla wszystkich

i dobrze, ze kazdy znajdzie tu cos dla siebie

Anonimowy pisze...

eatafterreading- a moze o cos takiego chodzi- http://mojewypieki.blox.pl/2009/08/Ciastka-Oreo-maja-swoich-zwolennikow-i.html ?
J.

Katarzyna pisze...

Opisy, przepisy i fotki - wszytko to tworzy PRZEWSPANIAŁY BLOG i za to masz Lisko u mnie wyróżnienie, po które zapraszam serdecznie.
Pozdrawiam

kass pisze...

Pyszne czekoladowe ciasto, do wypróbowania!

eatafterreading pisze...

Ludzie, spokojnie ja nie walcze! Byc moze jestem przyzwyczajony do wspolpracy szefow, wzajemnego wspomagania i a nie krytykanctwa...super ze zgadzamy sie ze kazdy znajdzie cos dobrego dla siebie:))))

Ewa pisze...

Zdaje sie, ze slowo "krytykanctwo" jest negatywnie nacechowane. A przeciez istnieje rowniez przyjazna krytyka, ktora moze byc konstruktywna i dzieki ktorej mozna czasem ulepszyc nasza prace (nie mowie tu o zmienianiu charakteru blogów, bo ta decyzja nalezy tylko do autorów).Wydaje mi sie, ze czasem taka wlasnie krytyka moze byc bardziej stymulujaca niz wieczne lukrowanie.

Co do hasla "miara sukcesu jest liczba naszych wrogow" to naprawde jestem zniesmaczona. Przeciez nikt tu nie jest wrogi. Prosze znalezc wsrod tych choc jeden komentarz w ktorym nie ma ani jednego cieplego slowa. Przeciez w kazdym z nich jest cos jakas pochwala. Pozwole sobie zaryzykowac stwierdzenie, ze nikt tu nie chce źle, nawet ci "anonimowi".

Cxarma knabino pisze...

Zrobiłam, ale mam mocny piekarnik i wyszło ciastowe, mało mokre.

Anonimowy pisze...

Jak zwykle ludzie zamiast wnieść cos do tematu popisuja sie swoja pseudo tolerancją i znajomoscią slownika. Otoz uwazam, że sformułowania typu "patetyczny, przelukrowany, grafomański", droga Ewo wlasnie są krytykanckie a nie krytyczne. Poza tym ja akurat nie widze sensu negatywnego nastawiania sie do czyichś wpisow na blogu z powodu jakich traum przezytych w przedszkolu i czesc. Mysle Ewo, ze chyba nie zakumalas do czego odniósł sie eatafterreading. Poza tym pozdrowienia dla Bagli. Radze przeczytac jego mądre slowa.
Mysle, że dzis od blogow kulinarnych podobnie zresztą jak i od książek oczekuje sie znacznie wiecej niż tylko listy skladników i instrukcji wykonania.
Lisko, bravo! Na pewno jeszcze dużo o tobie uslyszymy! Podobnie jak i o eatafterreading! Trzymam za was kciuki! xxx Issa Bell

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z reszta anonimowych musze przyznac:) ale czytam sobie przepisy i ogladam zdjecia jedzenia z przyjemnoscia;)

Anonimowy pisze...

czy można pominąć daktyle? czy soda jest wtedy wymagalna ? :)

Liska pisze...

Daktyle są tu istotnym składnikiem. Jeśli chcesz je pominąć, proponuję zrobienie np. któregoś z prezentowanych przeze mnie Brownie.

Pozdrawiam :)

Olciaky pisze...

Przepiękne zdjęcie nóżki:)
Dziękuję.

Blk pisze...

czemu akurat na trzecią popołudniu? :)

Anonimowy pisze...

Bardzo proszę o zamieszczanie zamienników dla trudno dostępnych lub po prostu droższych produktów, ale tylko w przypadku, gdy nie będą miały zgubnego wpływu na końcowy efekt, szczególnie wypieków.Dziękuję i ozdrawiam - Anna, Szczecin, uzależniona od wypieków domowych :)

Patrycja pisze...

Blogi można porównać do sklepów: w jednych czujemy się świetnie i cokolwiek nie zdejmiemy z wieszaka pasuje doskonale. W innych podziwiamy wystawy, ale zawartość zupełnie nie dla nas. Inne wcale nie przypadają nam do gustu, mijamy je bez zainteresowania. W jeszcze innych z mnogości wyłuskujemy to co nas interesuje.
Ostatnią rzeczą jaka przyszłaby mi do głowy to wejście do sklepu i awanturowanie się z właścicielem, że towar kiepski, albo świetny, ale za drogi, albo nie w moim kolorze, przebieralnia za mała a w ogóle to wystrój "do bani". Nie pasuje mi? Nie wchodzę! Pasuje? Wchodzę i wybieram coś dla siebie. Omijam to co do mnie nie przemawia. Nie mam pretensji do właściciela sklepu.
Tak żyć o wiele łatwiej. I przyjemniej:)


Pozdrawiam Cię!

Anonimowy pisze...

Czy mozna prosic o podlinkowanie tego przepisu do listy po prawej stronie? Nie moge znalezc go w spisie, a na pewno bede do niego wracac.

Ciasto zrobilam z drobna modyfikacja (taka skaza genetyczna), pominelam sode (wlasnie, po co ona?), a poniewaz konczylo mi sie kakao i pewnie bylo go jakies 20 g, starlam na tarce kawalek 80% czekolady, a czego z braku cierpliwosci nie starlam, do posiekalam i dodalam do calosci (jakies 50g w sumie). I mniej cukru, sporo mniej.

Wyszlo fenomenalne ciasto, struktura przypominajace najlepsze francuskie fondants au chocolat, a jednoczesnie zdecydowanie lzejsze, pewnie dzieki daktylom.
Kolejny swietny przepis.

Teraz pean:
Dzieki tej stronie zaczelam piec.
Na slodko i na powaznie, czyli chleby. Juz kiedys pisalam, jaka wspaniala prace u podstaw wykonuje Liska.

A Pani blog jest na pierwszym miejscu mojej prywatnej listy. Lubie sie tutaj przytulic w wirze dnia. Dziekuje za wszystko.

Justyna

Jagoda pisze...

Upiekłam, trzymając się ściśle przepisu (tyle tylko, że jako orzechy dałam pokruszone płatki migdałów). Najpierw łakomie zjadłam kawałek na ciepło, i mi nie podeszło, ale tak to jest jak się nie słucha autorów przepisu:) odłożone do lodówki już po kilku godzinach smakowało zupełnie inaczej niż ciepłe - wyśmienicie!, a z kawą (pitą o 23, w końcu to sesja...) istne niebo. Zaskoczyło mnie, że nie czuć bezpośrednio aromatu daktyli, ale mimo to czuć że ciasto jest "inne". Bardzo polecam!

artur pisze...

Zrobiłam z suszonych daktyli, a dopiero w domu zastanowiłam się, czy nie powinny być świeże. Ale wyszło pycha, szczególnie po wyjęciu z lodówki; kolejny super przepis - dzięki Lisko!