2009-07-24

Ravioli po polsku.



Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że wyjątkowo dobrze smakują mi tradycyjne polskie połączenia, ale w nieco innej odsłonie.
Pamiętam, jak kiedyś, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły, kupiłam sobie książkę o daniach wegetariańskich i ugotowałam z niej zupę, która smakowała jak... ruskie pierogi. To była kremowa ziemniaczana zupa doprawiona podsmażoną cebulką i lekko kwaśną śmietaną. Smakowała zaskakująco dobrze.
Jednymi z moich ulubionych warzyw są buraki. Kilka lat temu podczas wizyty w Berlinie, jadłam kolacje w restauracji, gdzie szef kuchni wyjątkowo upodobał sobie to warzywo i przygotowywał z niego zaskakujące potrawy. Nigdy nie zapomnę smaku... tatara z buraków. Udało mu się wydobyć z buraków ich niezwykle charakterystyczny smak i słodycz, którą dodatkowo podkreślały świeże zioła i nietypowe przyprawy.
Znam dwie osoby, które gotują naprawdę niezły barszcz ukraiński, sto razy lepszy od mojego, więc kiedy tylko mogę, namawiam je, żeby mi go przygotowały. Zawsze wtedy zostaję sam na sam z dużym garnkiem tej zupy i jem ją na okrągło - od rana do wieczora.
Ponieważ jestem niecierpliwa, w przeszłości nieczęsto gotowałam buraki, bo trwało to dla mnie zdecydowanie zbyt długo. Teraz po prostu piekę je w piekarniku w glinianym garnku z przykrywą. Nie trzeba wtedy ich pilnować i zastanawiać się, czy to już.
Z ugotowanych buraków robię różne rzeczy - sałatki, zupy, przystawki.
Wczoraj wpadłam na pomysł zrobienia z nich nadzienia do ravioli. Połączyłam je z pieczonymi ziemniakami i ricottą. Najpierw ulepiłam kilka na próbę, ale kiedy się okazało, że są po prostu rewelacyjne, zrobiłam kolejne i kolejne.
Od razu zaznaczę, że lepienie pierogów nie należy do moich ulubionych czynności, ale dla tego smaku było warto.
Wykrawałam je specjalną foremką do pierożków, ale można też zrobić tak, jak robiły nasze Mamy, wykrawając kieliszkiem czy szklanką kółka, układając nadzienie i zlepiając brzegi. Ważne jest to, by pierożki były na jeden kęs, malutkie, a ciasto cienkie i miękkie.
Pierożki należy jak najszybciej gotować, ponieważ jeśli długo leżą, stają się różowe od buraczanego soku. Chyba, że Wam to nie przeszkadza. Polecam gorąco!





Pierożki z różowym nadzieniem

Ciasto:
300 g mąki
3 jajka
3 łyżki oliwy
ciepła, przegotowana woda

Farsz:
2 buraki średniej wielkości (ok. 300 g)
2-3 ziemniaki (ok. 300 g)
100 g kremowego sera (zmielony twaróg, ricotta lub inny)
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka drobno posiekanego koperku
sól i pieprz do smaku

Ciasto:
Mąkę wysypujemy na blat, w środku mąki robimy dołek, wbijamy jajka, wlewamy oliwę i zagniatamy gladkie ciasto - jeśli jest zbyt suche, należy dodać nieco ciepłej wody. Jeśli zbyt klejące - odrobinę mąki.
Zawijamy w folię spożywczą i odkładamy na godzinę do lodówki.

Farsz:
Ziemniaki i buraki gotujemy lub pieczemy - ja ułożyłam buraki i ziemniaki w glinianym garnku, posypałam je lekko gruboziarnistą solą i pieprzem, spryskałam oliwą i wstawiłam do zimnego piekarnika ustawiając temperaturę na 230 st.
Po godzinie warzywa były gotowe.

Buraki i ziemniaki obieramy, ścieramy na drobnej tarce i łączymy z serem, przyprawami, koperkiem i doprawiamy solą i pieprzem.

Ciasto wałkujemy jak najcieniej, kieliszkiem wykrawamy kólka o średnicy ok. 4-5 cm, na środku kładziemy łyżeczkę farszu i dokładnie zlepiamy brzegi.
Gotujemy w gorącej, osolonej wodzie przez ok. 3 minuty.

Podajemy z masłem koperkowym.

Masło koperkowe:
1 łyżka drobno pokrojonego koperku
2 łyżki masła

Łączymy w garnuszku, podgrzewamy aż masło się rozpuści i odstawiamy na 15 minut, by masło nabrało smaku koperku.

Smacznego!

26 komentarzy:

Jadzik pisze...

Kiedy pracowałam jako kelnerka w pseudo włoskiej restauracji, to podawaliśmy rosół z ravioli właśnie, ale z mięsnym nadzieniem... Początkowo, kiedy jeszcze tam nie pracowałam, to były one robione na miejscu i były podobno pyszne, ale po jakimś czasie przestało to być praktykowane ze względu na koszty...I były kupowane w supermarkecie... Ale kelnerki miały mówić nadal, że są robione na miejscu, co czyniłam, ale po kilku razach, kiedy klienci nie zostawili na mnie suchej nitki, przestałam już kłamać, ale jak szefowa się dowiedziała,to zostałam zwolniona... (na szczęście to tylko studencka praca). I jakoś od wtedy mam do nich antypatię :(
Ale te Twoje wyglądają tak pysznie, że postanowiłam, że je kiedyś zrobię :)

margotka pisze...

To ja poprosze na urodziny w grudniu jak wczesniej sobie nie zasluze... :)

Małgosia.dz pisze...

Lisko, zaplanowałam na jutrzejszy obiad pieczone pierożki z fetą i ziemniakami, z Twojego przepisu. Tymczasem mam wrażenie, że na tych jednych pierogach się nie skończy w najbliższym czasie. Ravioli z buraczkami są równie kuszące...Zważywszy na to, że moja Maja buraczki wielbi (jakie to szczęście! :) - to zdecydowanie powinnam sprawić jej (i nam wszystkim) tak smakowitą przyjemność. :) Tym bardziej, że szczególnie nie cierpię podczas pierogowej 'zabawy'. :)
Zdjęcia bardzo apetyczne. :)

viridianka pisze...

myslalam ze to truskawkowe nadzienie :D

majana pisze...

Jakie cudne, maleńkie pyszności:) Tak sobie myślę, że są na pewno pyszne. Wyglądają cudnie:)
Pozdrawiam!

calvado32 pisze...

Dla mnie I liga , pozdrawiam

Gosi@ pisze...

bardzo lubie buraczki pod roznymi postaciami ,Twoja propozycja jest niezwykle kuszaca i pieknie przedstawiona :)Ta restauracja mnie zaskoczylas,bo ja znam Niemcow z tej strony,ze na buraczki patrza z dlugimi zebami,moze pamietasz nazwe tej restauracji???zaciekawilas mnie nia i chetnie bym taka "buraczkowa" odwiedzila :)...

Olciaky pisze...

Podobają mi sie:)
Powinny wejść do naszej polskiej kuchni na stałe;)

margot pisze...

super takie ravioli dla lubiących buraki czyli dla mnie :)))

grazyna pisze...

Ja też bardzo lubię buraki! Do pierogów, czemu nie? Mnie by nie przeszkadzało różowe ciasto, lubię potrawy zabarwione buraczkami na różowo, np. makaron z barszczu...

matyldzia pisze...

Lisko.
Ludziom należy mówić miłe rzeczy, zwłaszcza, jeśli są prawdą:)
Więc teraz właśnie chcę powiedzieć Ci szczerze, ze Twój blog stał się istotnym elementem mojego życia. Odkryłam go jakiś rok temu, szukając w necie przepisu na cośtam, już nawet nie pamiętam. Przeczytałam, zachwyciłam się i... zapomniałam. Jakiś czas później trafiłam na wzmiankę o Twoim blogu w gazecie [Aktywist]. Pomyślałam, tej! ja tam byłam. Tam było super!
I zaczęłam odwiedzać to miejsce regularnie. Teraz zaglądam prawie codziennie. Wysyłam tu znajomych;]
Zawsze lubiłam piec, lecz dopiero tu stało się to prawdziwą manią. Tu nabrałam odwagi do kuchennych improwizacji, a nawet zaczęłam gotować, choć do tego dopiero się przekonuję. W mojej kuchni rośnie stosik Twoich przepisów z moimi notatkami [najwyższy czas założyć zeszyt].
Jakby tego było mało, bliski mi jest Twój sposób postrzegania rzeczywistości:D
Z zachwytem czytam Twoje notki, tak zbliżone do mojej wizji świata. Czytam o podróżach, chwilach, momentach, widokach, zapachach, wspomnieniach i... po prostu się cieszę. Świat nabiera kolorów:)
Zachwyt życiem jest rzeczą piękną.
W każdym bądź razie chciałam Ci za tego bloga baaardzo podziękować:)

Pinos pisze...

Bardzo fajny pomysł, Lisko. Wyglądają apetycznie...

kb pisze...

Piękne i szczerze zazdroszczę tak cienkiego ciasta - to dla mnie nieosiągalne

Anonimowy pisze...

Lisko,mam nadzieje,że się nie pogniewasz za ten długi post,ale nie mogłam się powstrzymać po przeczytaniu tego na blogu Krystyny Jandy :)
Książka kucharska dla mężczyzn: przepis na ciasto.
1' Z lodówki weź 10 jajek - połóż na stole ocalałe 7, wytrzyj podłogę, następnym razem uważaj!
2' Weź sporą miskę i wbij jajka rozbijając je o brzeg naczynia.
3' Wytrzyj podłogę, następnym razem bardziej uważaj! W naczyniu mamy 5 żółtek.
4' Weź mikser i wstaw do niego skrzydełka i zacznij ubijać jajka.
5' Wstaw od nowa skrzydełka do miksera, tym razem do oporu. Zacznij ubijać.
6' Umyj twarz, ręce i plecy. W naczyniu pozostały 2 żółtka, a dokładnie tyle potrzeba na szarlotkę.
7' Oklej ściany i sufit kuchni gazetami, meble pokryj folią, będziemy dodawać mąkę.
8' Nasyp 20 dkg mąki do szklanki, pozostałe 80 dkg zbierz z powrotem do torebki.
9' Sprawdź czy ściany i sufit są oklejone szczelnie, przystąp do miksowania.
10' Weź szybciutko prysznic!
11' Weź 4 jabłka i ostry nóż.
12' Idź do apteki po jodynę, plaster i bandaże. Po powrocie zacznij obierać jabłka. Przemyj jodyną kciuk!
13' Potnij jabłka w kostkę pamiętając, że potrzebujemy 2 jabłek, więc nie wolno zjeść więcej niż połowę! Przemyj jodyną palec wskazujący i środkowy.
14' Jedyne pozostałe jabłko pocięte w kostkę wrzuć do naczynia z ciastem, pozbieraj z podłogi pozostałe kawałki i przemyj wodą.
15' Wymieszaj wszystkie składniki w naczyniu mikserem, umyj lodówkę bo jak zaschnie to nie domyjesz!
16' Przelej ciasto do foremki, wstaw do piekarnika.
17' Po godzinie, jeśli nie widać żadnych zmian włącz piekarnik.
18' Po przebudzeniu nie dzwoń po straż pożarną! Po prostu otwórz okno i piekarnik.
19' Po tych traumatycznych przezyciach pozostaje tylko schlodzona zubrowka i sok jablkowy;-) - smacznego ;-))

Ania pisze...

Cudne są :)

I jeszcze pochwalę Jadzik, piszącą pierwszy komentarz... Nieczęsto zdarzają się szczerzy kelnerzy :)

antosia pisze...

Wyglądają wspaniale, ta cienkość ciasta!! A mąka jaką używasz ?:))

Liska pisze...

Antosiu, używam różnej mąki. Tu akurat ekologicznej z Młynów Wodnych), typ. 550

Krystyna pisze...

Witaj, Lisko. Czy mogę spytać, ile pierożków wychodzi z podanej ilości składników? (żeby wiedzieć, ile będzie potrzeba dla całej rodziny).

A dowcipy o nierozgarniętych mężczyznach w kuchni, kaleczących się suchą bułką i ledwie uchodzących z życiem po zaparzeniu herbaty, jakoś nigdy mnie nie bawiły, bo tylko utrwalają stereotyp, że gotowanie to zajęcie dla bab. Moim zdaniem, mężczyzna nie potrafiący gotować wystawia kiepskie świadectwo przede wszystkim sobie, ale w drugiej kolejności także swojej mamie, która najwyraźniej nigdy nie zagoniła synka do pomocy w kuchni.

Liska pisze...

Krystyno,
o ile pamiętam, wyszło mi ok. 30 malutkich pierożków.

Olciaky pisze...

Lisko,one są prześwietne!:)
Zrobiłam je:)
Ciasto jest elastyczne i bardzo dobre,a farsz mogę wyjadać łyżkami!
Dziękuję Ci.

karo pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
karo pisze...

Bardzo chetnie zagladam na Twoje blogi, tyle ciepla z nich bije, ze czasami mam ochote zamieszkac na ktoryms z nich... Szczegolnie podczas zblizajacych sie jesieni i zimy z checia przycupne sobie wieczorami przed laptopem, zeby "skrasc" kolejny z Twoich przepisow, podelektowac sie zdjeciami przysmakow i udanych kompozycji. Zaintrygowala mnie opisywana przez Ciebie zupa o smaku pierogow ruskich, mam moze jeszcze przepis na nia lub pamietasz z grubsza, jak sie ja gotowalo? Chetnie wlaczylabym ja do repertuaru dan obiadowych. I dziekuje za inne ciekawe przepisy na dania bezmiesne, ktore sa, jak to gdzies nazwalas, proste i konkretne, ja rowniez najbardziej lubie wasnie takie, a o takie z gatunku wegetarianskich nielatwo.
Pozdrawiam serdecznie :)

Małgośka pisze...

właśnie tego szukałam..buraki leżą na blacie i czekają na zmiłowanie...zobaczymy co z tego wyjdzie :o)

Małgośka pisze...

no to tak...jak jest sie fanem barszczu ukrainskiego, to te pierogi sa strzalem w dziesiatke...tylko trzeba jeszcze pamietac by kopru surowego nie zastepowac suszonym...smacznego

Julia pisze...

Zgapiłam, troszkę przeinaczyłam i oto co mi wyszło:

http://kuchniawiejskomiejska.blogspot.com/2011/11/pierogi-z-buraczkiem-serkiem-i-czerwona.html

Daisy pisze...

pychota, napewno stworzę je ponownie