2009-06-12

Pesto pistacjowe.




Przez cały rok czekam na piwonie.
A kiedy już są, nim zdążą przekwitnąć jedne, kupuję kolejne i kolejne.
Kiedyś próbowałam hodować w ogródku te kapryśne kwiaty, które nie lubią zmian i przesadzania.
Dziś są, tak krótko, tylko w czerwcu. Zawsze będę je kojarzyć z suszonymi płatkami, które moja Ciocia trzymała na płasko rozłożonych gazetach, by tuż przed Bożym Ciałem zanieść je do kościoła.
Ulice i świat pachniały wtedy suszonym kwieciem, które wierzące działkowiczki od stycznia przygotowywały rozkładając na kaloryferach i regałach kwiaty z imienin, a potem ogródków. Lubiłam zatapiać twarz w torebce z kolorowymi płatkami. Naturalne pot pourri, bez polepszaczy i sztucznych aromatów.
Czerwiec to najpiękniejszy miesiąc roku.
I nie chce mi się dziś gotować. Więc robię szybkie pesto z pistacji i rukoli. Lubię je z razowym makaronem albo kromką ciabatty czy innego chleba. Lubię bruschettę z pesto - tostuję kromki pieczywa, smaruję pesto, kładę listek świeżej rukoli i polewam odrobiną oliwy. Niczego więcej dziś nie potrzebuję.

Pesto z pistacjami i rukolą
Pistachio and rocket pesto

75 g pistacji bez skorupek
100 g rukoli
80-100 ml oliwy z oliwek
40 g tartego parmezanu
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku
1-2 łyżki świeżego soku z cytryny (do smaku)

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Pistacje wsypać do foremki, wstawić do piekarnika i piec 10 minut.
Ostudzić i zmiksować z rukolą i parmezanem, powoli wlewając oliwę. Doprawić solą, pieprzem, gałką i cytryną.
Smacznego!

17 komentarzy:

Olciaky pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Olciaky pisze...

Podziwałam podobne pesto u Vespertinee i przyznam się,że chodzi mi po głowie:) i jeszcze u Ciebie.. oj chyba go zrobię,bo nie da mi żyć:)

karolcia pisze...

Piękne zdjęcia!!! Też planowałam pistcjowe pesto w tym tygodniu, ale ostatecznie pistacje trafiły do keksa, a pesto musi jeszcze poczekać ;-)

Zapach piwonii kojarzy mi się z dziciństwem i działką dziadka, na której kwitły co roku :-)))

Agata pisze...

Przepiękne jest to Twoje pesto, równie piękne jak położone obok 'kokardki'! :)

majana pisze...

Piękne piwonie i piękne pesto . Cudowne zdjęcia i cudowne kolory :)

szarlotek pisze...

Niby nic, a tak wiele zarazem w twoim przekazie:)Jetem zauroczona zdjęciami:)

Gosia pisze...

Uwielbiam Pani bloga! Gdyby wydałaby Pani książkę będącą zbiorem tych zdjęć, myśli, przepisów i opisów, pobiegłabym natychmiast do księgarni, aby ją kupić!!! Ten blog wprawia mnie w lepszy nastrój.Dziekuję!

Gosi@ pisze...

super to pesto jest!!!!! i jakie cudne zdjecia !!!!

margotka pisze...

To ja poproszę! Wymienię na pyszne słoweńskie wino... i na zupę tajską.

Vera pisze...

Extra!

Shmoo pisze...

Jejku! Nawet jak ci się nie chce gotować to "od niechcenia" robisz cuda!!

A swoją drogą to zupełnie nie rozumiem dlaczego nie ma w sklepach Twojej książki?!?! Tyle badziewnych książek na rynku, a wystarczyłoby opublikować te piękne zdjęcia, rewelacyjne przepisy + fajne "zagajenia" i bestseller gotowy!

A potem to już tylko program w Kuchnia.TV.... :-)

Anonimowy pisze...

Ksiazke? Czy to nie za duzo? Owszem niektore przepisy sa ok ale nie wszystkie sa autorki.

Gosia pisze...

Do Anonimowego:
Sam wybór przepisów, ich układ i "przefiltrowanie" niejako przez własną osobowość może być twórczością i jak najbardziej nadaje się jako materiał na książkę.

niunia pisze...

Piwonie, stoją od kilku dniu w wazonie - urokiem swym i upojną wonią
zachwycają każdego. Dla mnie to czerwcowa róża, bardzo je lubię...
Pesto, proste i sycące, jak zwykle masz dobry pomysł. Pozdrawiam

Agatek pisze...

Lisko wiedzialam gdzie przyjsc zeby poczuc sie lepiej. O ile pesto mnie nie "ruszylo" to piwonie i wspomnienie sypania kwiatow zabraly mnie do cudownych wspomnien z dziecinstwa

Kejt The Chocolate pisze...

Ach Lisko, mam i ja przecudnie pachnące piwonie- takie jasne, różowo- kremowe. Wprost z ogródka mamy moich przyjaciół. Stoją na mojej węglowej (teraz już w zasadzie tylko ozdobnej) kuchni w kance na mleko :)
Intensywny, jedyny w swoim rodzaju zapach piwonii działał jak sole trzeźwiące w czasie przygotowań do egzaminu, który zdawałam w minionym tygodniu. Jednego z ostatnich na studiach. I tak chyba też będą mi się piwonie kojarzyły:)

Ściskam!

Liska pisze...

Dziewczyny, cieszę się, że wpadacie, czytacie, komentujecie. Dziękuję za wszystkie komentarze i słowa uznania. Książka przyjdzie prędzej czy później, na razie wciąż się uczę, poznaję, odkrywam. To również moje marzenie, ale spełni się dopiero wtedy, kiedy będę na to gotowa.
Pozdrawiam ciepło!