2009-04-23

Co niedziela ładnie się ubieram ;)



Zakładam nową bluzkę, plisowaną spódnicę, lakierki i pierścionek.
Idę do babci na obiad z rosołem albo pieczonym kurczakiem z jabłkami. Przyjdą kuzynki i będziemy bawić się na podwórku. Będziemy nosić małe kotki, pierwsze w tym roku. Skakać na skakance albo bawić się w chowanego.
Dzień będzie mijał szybko, a kiedy przyjdzie pora podwieczorku, babcia zawoła nas wszystkich na galaretkę z rabarbaru z obowiązkową bitą śmietaną. (Ja nie lubię bitej śmietany, więc dla mnie będzie bez niej).
Czy współczesne dzieci mają takie niedziele?
Nie wiem.
Wiem tylko, że ja ciągle lubię niedzielne desery w starym stylu. I moja córka też.
Czasami, kiedy przychodzą goście, zamieniam prosty rabarbarowy kompot w deser. Układam na nim panna cottę, podaję kawę i włączam cichą muzykę.
Lubię te chwile, mogłyby trwać wiecznie.

Panna cotta na rabarbarowym kompocie

Panna cotta:

300 ml śmietany 30 lub 36%
1 laska wanilii, przekrojona na pół
2-3 łyżki cukru - do smaku
3 łyżeczki agar agar lub 1 płaska łyżka żelatyny

Śmietanę wlewamy do garnuszka, wyskrobujemy ziarenka z laski wanilii i wkładamy do śmietany. Słodzimy. Lekko podgrzewamy.
Agar agar lub żelatynę rozpuszczamy w ciepłej wodzie i wlewamy do ciepłej śmietany.
Dokładnie mieszamy.
Przelewamy do małych pojemniczków, wstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Kompot z rabarbaru:
4-5 łodyg rabarbaru
3-4 łyżki cukru (do smaku)
1 szklanka wody
1 łyżka octu balsamicznego (opcjonalnie)

Rabarbar obieramy, kroimy na 2 cm kawałki, wkładamy do garnka, wsypujemy cukier i gotujemy do miękkości.
Ja przygotowuję rabarbar dzień wcześniej - obieram go, kroję, zasypuję cukrem i zostawiam. Dzięki temu staje się miękki i na drugi dzień gotuję go zaledwie 2-3 minuty.
Doprawiamy octem balsamicznym. Studzimy. Wstawiamy do lodówki.

Zimny kompot wlewamy do głębokich talerzy na wysokość 1-2 cm.
Na środku talerza układamy panna cottę, wyjętą z pojemniczka. (Dla ułatwienia, należy pojemniczek z panna cottą umieścić na kilka minut w ciepłej wodzie).

Moją panna cottę podałam z odrobiną świeżego owocu marakui i mango.

Smacznego!

15 komentarzy:

majana pisze...

Lisko, piękny deser, piękne wspomnienia. Cudowne zdjęcia:)
Pozdrawiam ciepło :)

Agnieszka Mandal pisze...

Obiady u babci to cudowne wspomnienia, chciałoby się znowu być dzieckiem..

Lukrecja pisze...

ładne masz wspomnienia
na niedziele trzeba było się ładnie ubrać bo szło się do kościoła
u mnie u babci nie było deseru po obiedzie
była za to kawa po śniadaniu z ciastem coś w rodzaju biszkoptu z powidłami z czarnej porzeczki bo zostały z robienia soku

Agata pisze...

RR- rewelacyjny Rabarbar! :)

Ania pisze...

Och, chyba to jednak juz nie te czasy... Ale takie desery są ponadczasowe.

Ja za rabarbar wezmę sie w weekend :)

Pozdrowienia, Lisko!

cudawianki pisze...

sliczny wpisik lisko... sobie powspominalam... a panna cotta oczywiscie rewelka! :-)

olalala pisze...

Piękne wspomnienia, choć dla mnie bardziej odległe (w sensie: trudne do wyobrażenia), bo moja babcia raczej (w 70% :)) nowoczesną kobietą jest i przystosowuje swoje menu do gości. A że nie wszyscy (a szczególnie dzieci) nie lubią rabarbaru, to i kompot jest tylko z czereśni/moreli :).
Ale ja za to kupiłam wczoraj rabarbar... Panna cotty co prawda nie zrobię, ale placek na niedzielę jakiś trzeba wykombinować ;).

aga-aa pisze...

u mnie nigdy nie było takiej tradycji, co prawda babcia zawsze dbała o to, aby w domu było ciasto, coś słodkiego, coś dla wnucząt, ale nigdy nie było rodzinnych spotkań, a poza tym ja nie jadłam słodyczy za dziecka ;) to studia mnie rozbestwiły ;)

karolka pisze...

Lisko, piekne wspomnienia. Ciesze sie, ze i ja mam pelno milych wsponiem z dziecinstwa.

Deser pyszny i do tego cudowne zdjecia.
pozdrawiam

Olciaky pisze...

Sądzę,że dzieci nie mają już takich obiadków i niedzielnych deserków jak Ty ...
Ja sama pamiętam,że nie zawsze ,teraz staramy się aby był.

Patrycja pisze...

Och Lisko...

Ja również uwielbiam niedzielne podwieczorki, tę nieśpieszność, celebrację. Czy Tobie również słowo "podwieczorek" automatycznie przywodzi na myśl słowo "weranda"?;-)
Piękne, świetliste zdjęcia.

la falena bianca pisze...

wspaniały deser! chętnie bym się w niego wgryzła! Szczerze mówiąc myślę, że teraz dzieci już nie mają takich odświętnych niedziel. Dla mnie to zawsze będzie inny dzień, rodzinny, spokojny, czci się go ciut lepszym jedzeniem, ciut lepszym ubiorem i ciut lepszym nastrojem :)

demeter pisze...

Mam piekne wspomnienia z babcinego domu, gdzie wiosną i podczas wakacji babcia serwowała podobny. Zamiast panna cotty było bardziej "polsko", tzn. bardzo gęsta kasza manna, ostudzona w małych foremkach i podawana z kompotem z rabarbaru. Spróbuję z panna cottą w weekend. Z tą cudowną porcelanową filiżanką wygląda bardzo wytwornie i retro jednocześnie. pozdrawiam

margot pisze...

Ach ,kiedy ten rabarbar będzie i u mnie :(
Zjadłabym taki deser ,zjadłabym

Anonimowy pisze...

piękne zdjęcia
ja tak a propo właśnie zdjęć_ piękna ta broszka...też taką bym strasznie chciała;):)
obiadów niedzielnych niestety ie praktykowano u mnie...
teraz sama próbuję-piękąc na niedzielę ciasto ale mam naprawdę cudaczną rodzinę-wolą kupne ciastka;(
pozdrawiam mimi