2008-05-19

Gordon Ramsay: Łatwe Gotowanie



Na "Łatwe Gotowanie" czekałam z wielką niecierpliwością. Zastanawiałam się, dlaczego tak długo żadne wydawnictwo nie wpadło na to, by wydać książki szefów kuchni uznanych na świecie od co najmniej kilku lat. Dlaczego w Polsce wciąż nie docenia się czytelnika książek kulinarnych. Wydawcy chyba myślą, że tutaj nikt nie porwie się na ugotowanie czegoś więcej niż makaronu.
Dlaczego u nas wystarczy być cudzoziemcem, choć trochę znanym w TV, by natychmiast wydano mu książkę, najczęściej niestety kulinarną - mam tu na myśli np. fatalny zbiór receptur firmowany nazwiskiem Paola Cozzy - nie trawię ani faceta, ani tego, co podpisał, bo wierzyć mi się nie chce, że choć jeden przepis jest naprawdę jego autorstwa. Przepisy kiepskie jak i medialny wizerunek Paola, niestety.
Na swoich półkach mam przynajmniej kilkanaście książek, które moim zdaniem, wydane na rynku polskim, osiągnęłyby wielki sukces. Ale cóż, trzeba czekać i cieszyć się tym, co jest.

Ale dosyć narzekania!

Po tym jak zaczęto wydawać książki Jamiego Oliviera, dostrzegłam światełko w tunelu, a kiedy zobaczyłam polskie wydanie "Jajek" Michela Roux, czułam prawdziwe emocje;)

Żeby być gwiazdą mediów trzeba mieć osobowość i charyzmę. Ktoś nijaki nie osiągnie sukcesu. I tak jak Nigella, którą albo się kocha, albo nienawidzi, tak i Ramsay należy do kategorii osób wyrazistych i jakichś. O ile wysyp książek kucharskich Nigelli i jej przepisy prezentowane dosłownie wszędzie, poważnie mnie znużyły, o tyle pojawienie się Ramsaya uważam za miłą odmianę.

Dla mnie prawdziwą wartość ma książka kogoś, kto, jeśli na codzień profesjonalny i skomplikowany, potrafi nauczyć innych przygotowania prostych i podstawowych dań. Bo - paradoksalnie - najtrudniej nauczyć podstaw, podzielić się tajnikami ugotowania tego, co doskonałe nie na ósmym etapie przygotowania, a na początku. Dlatego zawsze z wielką przyjemnością sięgam po książki znanych szefow kuchni z przepisami na domowe dania lub uznane przez nich za łatwe.

Pierwszą książkę Ramsaya, o deserach, kupiłam po jednym z odcinków jego programu. Uznałam bowiem, że któś, kto wymaga tyle od innych, na pewno wymaga równie wiele od siebie. I nie zawiodłam się. Z niej nauczyłam się między innymi robić najlepsze na świecie naleśniki, które na stałe weszły do mojego repertuaru. I dla mnie to wartość - nie danie okazjonalne, a coś, co uważam po pewnym czasie za swoje.

Przed wydaniem "Łatwego gotowania" bałam się, że Ramsay, wielbiciel mięsa, zaprezentuje przede wszystkim przepisy na steki, kotlety i inne ciężkie potrawy. Ale mile mnie zaskoczył - w książce wiele jest dań warzywnych, deserów, ryb. Nie ucieka również od umieszczania receptur z uwykorzystaniem bardziej wyszukanych składników, jak np. homar. I brawo!

Książka podzielona jest na rozdziały, między innymi: Śniadanie i brunch, Specjalnie dla dzieci, Kolacja dla dwojga, Potrawy spożywane palcami i koktajle, Pyszny Fast Food.
Jego przepisy nie zniechęcają, a zachęcają do gotowania. Napisane i zaprezentowane w przystępny sposób.

"Łatwe gotowanie" ma solidny, dobrze opracowany (merytorycznie i graficznie) indeks, dzięki czemu łatwo się po niej poruszać.
I choć pisana jest dla angielskiego czytelnika, a niektóre rady mogą nam się wydać nieco dziwne a składniki trudnodostępne, mam tu na myśli przede wszystkim ryby i owoce morza: homary - radzi kupować świeże i nie bać się, że zranią nas szczypcami! - przegrzebki czy ptactwo (bażanty), jednak uważam, że nigdy nie jest tak, że wykorzystujemy 100% przepisów z nawet najlepszej książki kucharskiej. Poza tym tutaj mamy dosłownie masę receptur na ogólnie dostępne produkty i przyprawy.
Książka pisana jest nieco w stylu Jamiego Oliviera - zdjęcia w domowej kuchni, wybieranie produktów na targu, dzieci pomagające w przygotowaniu deseru, zatem nie jest to typowy image Gordona Ramsaya. I dobrze, pokazuje tu inną twarz - dla mnie zawsze intrygującą i ciekawą:)

Gordon Ramsay
"Łatwe gotowanie", wyd. Muza
Cena: ok. 60 PLN

9 komentarzy:

margot pisze...

Lisko ,kusisz ....a ja znalazłabym tam coś dla siebie ?(czyli bez mięsa i ryb)

Liska pisze...

Margot, sadzę, że tak, chociaż sporo tu przepisów zwłaszcza na ryby, więc nie chciałabym Cie namawiać, żebyś się nie rozczarowała.

Zielona pisze...

O! widze Lisko, ze mamy podobny gust nie tylko co do wypiekow ale tez co do kulinarnych "talentow" ala Paola Cozzy,czy byla pani minister-Miss Polski, czyli ludzi bez pasji.
Kiedy Ty bedziesz miala swoj program? bo podejrzewam, ze do tego darzysz.
Masz piekna pasje, ktora trzeba sie dzielic...jak chlebem! Nie moge sie juz doczekac twoich "5min" na kuchnia.tv:)))

LilQa pisze...

Lisko, może nie na temat

zalogowałam się specjalnie, żeby Ci to powiedzieć:

jestem absolutnie zafascynowana Twoim blogiem, pasją gotowania, które w Twoim wykonaniu jest prawdziwą sztuką

Twoim językiem na blogu

Twój blog jest dla mnie książką kucharską, którą chciałabym wypróbować od początku do końca

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

Delie pisze...

Książkę z ciekawością obejrzę, ale reality show na kuchnia.tv [chyba] z jego udziałem absolutnie niestrawny jak dla mnie.
:)

BKD pisze...

Przyznam się, że byłem bardzo zaciekawiany książką Gordona - pierwszą wydaną w Polsce.

Niestety zawiodłem się. Przepisy ciekawe, ale sposób ich prezentacji czy brak szczegółowość nie trafia do mnie.
Są pomysłowe, ale równie dobrze mógłby się na tej książce podpisać ktokolwiek i też by pasowało. Gordona tam nie ma.

Bardzo lubię Gordona i oglądam wszystkie programy z jego udziałem (polecam "kuchenne koszmary" na bbclifestyle).

I jeszcze uwaga na temat zdjęć. Brak fotografii każdej z potraw też mi się nie podoba.

Szkoda. Mam nadzieję, że następna jego książka (wydana w Polsce) będzie lepsza - na pewno ją kupię.

Tomasz Jakusz pisze...

Bravo :) jestem pod wrażeniem, jako zawodowy szef kuchni, wielbiciel Ramsay'a (mam jego wszystkie książki anglojezyczne) z podziwem patrze na Ciebie, niezmiernie mnie cieszy, że są ludzie tacy jak TY, którzy doceniają pracę innych, a także znajdują czas na pieczenie/gotowanie i doceniają tzw. Slow food, prawdziwe jedzenie :) gratuluje i od dzisiaj bede tu zaglądał codziennie. POzdrawiam

Radek pisze...

Ramsay to mój ulubiony szef kuchni. Nie chodzi tu bynajmniej o jego wulgarny język w Hell's Kitchen lecz o perfekcjonizm. Kto widział "F-Word", "Kitchen Nightmares" czy brytyjskie wydanie "Hell's Kitchen" wie o co chodzi.

Ramsay zaraził mnie gotowaniem. Od niego nauczyłem się wiele. I tak samo jak autorce wpisu pokazał jak usmażyć NAJLEPSZE NALEŚNIKI NA ŚWIECIE!

Ka pisze...

Ja też strasznie się ucieszyłam z tej książki, ale od pewnego czasu mam z nią problem - niektóre przepisy są przedziwnie pomieszane, np. w składnikach jest jakiś produkt, później znika, raz chodzi o jeden rodzaj sera, kiedy indziej o inny. Nie wiem, czy to wina redakcji, czy tłumaczenia, ale trochę szkoda.