2014-07-22

Dla noworodka: White and Black



Współczesny rodzić jest bombardowany ilością reklam rzeczy, które musi mieć i musi kupić. Zwłaszcza, jeśli ma stać się rodzicem po raz pierwszy, zadaje sobie pytania o kolejne i kolejne produkty niezbędne do dziecięcego pokoju.
Wiem, jak to jest, też kiedyś byłam mamą po raz pierwszy.
Po kilku dniach albo tygodniach okazuje się, że większość to zbędniki, zalegające na półkach.
Podobny problem mają dziadkowie, którzy pytają: co wam kupić dla dziecka? Z doświadczenia wiem, że lepiej powiedzieć, co, żeby później nie udawać, że jesteśmy zachwyceni kolejną lalką czy samochodzikiem.

Kiedy po latach kompletowałam nową wyprawkę dla mojego dziecka, starałam ograniczyć się do minimum (może za wyjątkiem kocyków, do których mam słabość i na punkcie których, niestety, mam fioła). Mam niewiele i naprawdę dziesięć razy się dziś zastanawiam, zanim kupię kolejny kaftanik czy pościel. Podobnie ma się sprawa w przypadku kosmetyków dla dzieci - już na początku założyłam, że najlepsze jest naturalne mydło marsylskie i olejek ze słodkich migdałów i tego się trzymam.

Jestem wielką fanką polskich produktów: ubranek, zabawek, mebelków. Uważam, że mamy się czym pochwalić i zawsze z przyjemnością piszę o takich inicjatywach.
Bardzo lubię rzeczy piękne i użyteczne, które łączą w sobie funkcjonalność, prostotę i jakość.
Mam problem z zabawkami - właściwie nic mi się nie podoba. Z ciężkim sercem patrzę, jak moja starsza córka zachwyca się kucykami Pony, ale lżej mi na sercu, kiedy zasypia z wielką, zrobioną na drutach świnką, podarowaną jej przez babcię.

Kiedy urodziła się moja druga córeczka, dostałam propozycję od polskiej firmy Black and White przetestowania ich produktów przeznaczonych dla niemowląt. I z chęcią się zgodziłam.
Na wstępie zaznaczę, że nie wierzę w produkty, które mają pobudzać rozwój psychofizyczny dzieci, ani też takie, które mają z nich zrobić kreatywnych profesorów. Z doświadczenia wiem, że dzieci rozwijają się swoim własnym rytmem. Próby podtykania im ekologicznych, drewnianych zabawek i kreatywnych książek (często atrakcyjnych tylko dla rodzica) często kończą się niepowodzeniem.

W pierwszym okresie życia dziecko potrzebuje do szczęścia ciepła, jedzenia, troski i miłości bliskich. Nie w głowie mu zabawki i gadżety. Niewiele widzi, niczym się więc nie zafascynuje.
Istnieje teoria, że na początku widzi tylko barwy kontrastowe i na niej właśnie oparto ideę produktów, o których chcę dziś wspomnieć.
Używałam bawełnianego rożka (becika), który służy do zawijania dziecka, a w miarę potrzeby staje się po prostu matą, na której można je położyć lub lekkim kocykiem do łóżeczka lub wózka. Jest starannie uszyty z miękkiej, atestowanej bawełny, dodatkowo wypełniony cienką ociepliną.
Dostaliśmy też małą maskotkę, którą powiesiłam nad łóżeczkiem oraz poduszkę w tych samych barwach.
Raczej unikam wielokolorowych, "wesołych" produktów dla dzieci, wybieram minimalizm, więc z przyjemnością korzystam przede wszystkim z rożka-kocyka.

Więcej informacji na temat produktów: White and Black

*powyższy post nie jest tekstem sponsorowanym ani reklamowym i jest wyłącznie moją subiektywną opinią na temat produktów :)

2014-07-17

Ciasto owsiane z porzeczkami


W ostatnich dniach często wracam wspomnieniami do wakacji w dzieciństwie. Babcia i ja, zawsze razem. Moja mała dłoń w jej spracowanej dłoni. Wyprawy do GS-u po bochenek chleba, mąkę ziemniaczaną albo oranżadę. Jeszcze lepiej po napój "Murzynek", dawną namiastkę Coca-Coli. 
Moja babcia, mimo ciężkiego życia, zawsze była pogodna i wesoła i nigdy, nawet przez chwilę, nie wątpiłam w to, jak bardzo mnie kocha.
Bardzo wcześnie wiedziałam, że życie nie trwa wiecznie i trzeba cenić bliskich. Nigdy nie zaniedbałam relacji z dziadkami, a kiedy byłam już dorosła, zawsze znalazłam czas, by zadzwonić, by usłyszeć jej pogodny głos.
Dziś, kiedy babci już nie ma, dbam o to, by moje córki miały kontakt ze swoimi dziadkami. Mam szczęście, moja Mama zawsze jest gotowa, by mnie wesprzeć i wysłuchać. I jest cudowną babcią, która robi na drutach wielkie, pluszowe zabawki, niezliczone czapki i kocyki. I kiedy widzę, jak bardzo moja córka ją kocha, wiem, że warto pielęgnować rodzinne więzi.
Ciągle gdzieś pędzimy, czegoś chcemy, coś kupujemy, zaniedbując to, co najważniejsze. A czas jest nieubłagany, dopiero chodziłam do szkoły i prosiłam tatę, by zabrał mnie do ZOO. Każdego dnia uświadamiam sobie, że trzeba pamiętać o tych, których pewnego dnia może zabraknąć. I możemy nie zdążyć wysłać do nich napisane jedynie w pamięci listy.



Jeśli, podobnie jak ja, lubicie owsiane, lekko ciągnące batoniki owsiane, to ciasto jest właśnie dla Was. Dodatkową zaletą jest również to, że właściwie samo się robi i nie wymaga specjalnych składników. Najlepiej użyć do niego raczej gęsty dżem. Dobrze, jeśli będzie niskosłodzony. 

Ciasto owsiane z porzeczkami

250 g mąki pszennej
150 g masła
80 g cukru trzcinowego
100 g drobnych płatków owsianych
1 jajko

Słoik dżemu z czarnej porzeczki, najlepiej niskosłodzonego


Wszystkie składniki (oprócz dżemu) zmiksować w malakserze lub zagnieść ręcznie. Powstanie grudkowate ciasto. Podzielić je na 2 części.
Tortownicę o średnicy 30 cm (lub blaszkę podobnej wielkości) wyłożyć połową ciasta. Posmarować dżemem, drugą część ciasta pokruszyć na wierzch.
Piekarnik nagrzać do 180 st C. Wstawić ciasto i piec 30-35 minut.
Przed podaniem dokładnie ostudzić.
Smacznego!

2014-07-15

Zupa kurkowa z ziemniakami i śmietaną


Kurki to dla mnie kwintesencja lata.
Zawsze, kiedy idę rano do sklepu po mleko, zaglądam na stragany z warzywami, które o tej porze roku oferują wszystko, co kocham.
O ile zimą mogłabym czasem zapaść w kulinarny sen i żywić się wyłącznie kanapkami, o tyle latem mogę gotować na kilka dni do przodu. To czas, kiedy jem przede wszystkim dla przyjemności, a nie tylko z głodu.
Kurki wykorzystuję na wiele sposobów. Poczynając od podsmażanych kopytek z kurkamicukinię faszerowaną kurkami i kaszą i fetą, przez zupę dyniowo-kurkową, orzechową tartę z kurkami, na zwykłym-niezwykłym toście z duszonymi grzybami kończąc. To grzyb uniwersalny, bardziej smaczny niż podobnie uniwersalna, pieczarka.
Dziś zrobiłam łatwą i szybką zupę. Wystarczy wcześniej przygotować wywar z jarzyn.
Dużo grzybów, podduszone na maśle ziemniaki i kremowa śmietana. Pyszna, polecam gorąco.


Zupa kurkowa z ziemniakami i śmietaną

1,5 litra wywaru jarzynowego (gotuję go na 2 marchewkach, 1 pietruszce, 1/2 cebuli, 2 listkach laurowych, 3 ziarenkach ziela angielskiego zalanych 2 litrami wody)
1 średniej wielkości cebula
2-3 ziemniaki (jeśli są młode, nie obieram ich ze skórki)
2 łyżki masła lub oliwy z oliwek
250 g kurek, oczyszczonych
sól, pieprz, majeranek do smaku
1/2 szklanki śmietany do zupy (używam 12 lub 18%)
natka pietruszki do podania

Masło roztopić w garnku. Cebulę obrać, posiekać wrzucić do garnka, posolić. Poddusić ok. 10 minut, dodać ziemniaki i kurki, dusić kolejne 10 minut. Zalać wywarem jarzynowym i gotować tak długo, aż ziemniaki będą zupełnie miękkie (nie zajmie to dłużej niż 15-20 minut).
Zupę doprawić solą, pieprzem i majerankiem.
Przed podaniem dodać śmietanę (nie gotujemy zupy ze śmietaną) i natkę pietruszki.
Smacznego!

2014-07-09

Ciasto z morelami i kruszonką


Na moim malutkim balkonie pełnia lata. Wątłe łodyżki maciejki, wybujałe wąsy pachnącego groszku, kwiaty cząbru i kwitnące drzewko pomarańczy, które kupiłam wiosną na wyprzedaży roślin po 10 złotych.
Najpiękniej pachnie w środku nocy, kiedy budzę się, żeby nakarmić dziecko i półprzytomna idę do kuchni po szklankę wody.
Zrywam pojedyńcze gałązki lawendy i wstawiam je do małego wazonika przy łóżku. Albo kruszę fioletowe kwiatki do chrupiącego muesli z jagodami.
Nocami śnię o własnej kwiaciarni. O układaniu prostych, dzikich bukietów. O piwoniach, lewkoniach i wierzbówce kwitnącej na przełomie czerwca i lipca w przydrożnych rowach. Jeśli czegoś brakuje mi zimą, to właśnie tej dzikiej, pięknej zieleni, która tak bardzo mnie dziś cieszy.


Dobre morele też są właśnie teraz. I tymianek w skrzynce. Latem mogłabym jeść właściwie tylko ciasto drożdżowe albo tarty z owocami.
I jeszcze jagodzianki.


Jest to jedno z najpyszniejszych i najłatwiejszych ciast pod słońcem. Nie miałam jajek, zrobiłam je więc bez jajek. 
Dużo owoców, miękki spód i pyszna, chrupiąca kruszonka z migdałami.
Morele można zastąpić innymi owocami: jabłkami, śliwkami albo malinami. Trzeba tylko pamiętać, żeby użyć owoców, które nie są zbyt soczyste. 

Ciasto z morelami i kruszonką bez jajek

100 g masła
180 g mąki pszennej krupczatki (może być też zwykła, ale krupczatka jest tu lepsza)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
80 g cukru pudru

300 g moreli
20 g mąki ryżowej
1/3 łyżeczki suszonego tymianku
40 g cukru

1 łyżka płatków migdałów

Masło, mąkę, proszek do pieczenia i cukier puder zagnieść na gładkie ciasto i podzielić na 2 części.
Jedną częścią wylepić spód 20-cm tortownicy, z drugiej zrobić kulę, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce.
Piekarnik nagrzać do 200 st C. Wstawić tortownicę, podpiekać ciasto przez 12 minut. Wyjąć. Zmniejszyć temperaturę do 190 st C.
W tym czasie morele pokroić w kostkę, wymieszać z mąką ryżową, tymiankiem i cukrem. Ułożyć na podpieczonym spodzie, wyrównać powierzchnię łyżką.
Wyjąć z lodówki pozostałą część ciasta i pokruszyć na owocach. Posypać migdałami.
Wstawić do piekarnika i piec kolejne 30-40 minut.
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!


2014-07-07

Gotowanie z dziećmi: Racuszki z bananem i płatkami owsianymi


Zanim urodziła się moja młodsza córeczka, ta starsza wydawała mi się zawsze malutka. Myślę, że trudniej być matką jedynaka. Pozbyć się tego uczucia, że nigdy nie zastąpimy dziecku towarzystwa brata czy siostry. Dorosły to dorosły. 
W drużynie, gdzie jest więcej dzieci, samodzielność przychodzi niejako naturalnie. Pamiętam siebie ośmioletnią, która przyprowadzała brata z przedszkola, zahaczając po drodze o aptekę, z której trzeba było odebrać lek robiony na receptę.
Pamiętam samodzielne wyprawy po książki do wypożyczalni. Wracałam z torbą nowych lektur, które układałam na stole w kuchni, a potem robiłam sobie coś do jedzenia.
Kiedy obserwuję współczesne dzieci, wydają mi się niesamodzielne, niegotowe do pójścia do sklepu po drugiej stronie ulicy. Chronimy je przed wszystkimi niebezpieczeństwami, czasem popadając w paranoję. Wydaje się, że czasem chcemy je ochronić przed życiem.
Narodziny mojej drugiej córki zmusiły tę starszą do większej samodzielności. Początkowo bała się młodszej siostry: 
Mamo, ona płacze, nie wiem, co zrobić. 
Dlaczego nie możesz ze mną poczytać w łóżku zanim pójdę spać?
Czy możesz mi przynieść coś do picia?
Wszyscy wiedzieliśmy, że od teraz będzie inaczej i przyznam szczerze, że choć wiedziałam, że będzie trudniej, że będę musiała pamiętać o tym, by ta starsza nie poczuła się odrzucona, to zrozumiałam, że to dobra lekcja. 
I jak dobrze, że są wakacje, a my możemy wspólnie robić placki. Ja nadzoruję, ona miesza, miksuje i smaży. Nagle gotowanie okazuje się fajne. Po raz pierwszy maliny zaczęły smakować, a duszone w maśle morele są być może lepsze niż naleśnik z nutellą ;)
Więc dziś robimy proste racuchy, gdzie nie trzeba ważyć, a wszystko odmierza się kubkiem lub szklanką. Takie samodzielnie usmażone smakują może lepiej od tych, które poda mama.
Dobrego tygodnia wszystkim!







Racuszki z bananem i płatkami owsianymi
ok. 10 szt

2 duże jajka (osobno białka i żółtka)
szczypta soli do białek
1 szklanka mąki
1 szklanka drobnych płatków owsianych
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 kubek mleka
1 duży banan, pokrojony w małe plasterki

do smażenia: olej roślinny (używam np. ryżowego)
do posypania (opcjonalnie) cukier trzcinowy
do podania: plasterki masła

W misce wymieszać suche składniki.
Ubić pianę z białek.
Do suchych składników dodać żółtka i mleko, lekko zmiksować. Dodać pianę z białek, wymieszać (nie miksować), na końcu dodać plasterki bananów.
Na dużej patelni rozgrzać tłuszcz.
Łyżką nabierać porcje ciasta, smażyć z obu stron (staramy się robić w miarę płaskie placuszki, żeby uniknąć zakalca).
Jeszcze ciepłe placki posypać cukrem, podawać z masłem.

Smacznego!