2009-11-26

3, 2, 1... start!



Pytanie:
Do czego wykorzystam konfiturę morelową?

Jeśli będą kłopoty z odgadnięciem i nikt nie zgadnie - podam dodatkowe wskazówki.

Ważne: Zasady wzięcia udziału w zabawie:

W konkursie mogą wziąć wszyscy zainteresowani, oprócz anonimowych użytkowników. Dwie pierwsze osoby, które zgadną i napiszą poprawną odpowiedź w komentarzach (nie mailu) pod niniejszym postem, otrzymają nagrody - wałek KitchenAid (pierwsza osoba otrzyma wałek z czerwonymi rączkami, druga - z czarnymi).
Z racji tego, że przygotowane nagrody są naprawdę ciężkie, mogę je wysłać tylko osobom mieszkającym w Polsce.
Jedna osoba może udzielić tylko jednej odpowiedzi.

Po zakończeniu konkursu skontaktuję się ze zwycięzcami.
Powodzenia i miłej zabawy!

2009-11-25

O... bigosie



W naszej kulinarnej tradycji jest szereg dań, których próżno szukać w menu restauracji. Dlaczego? Bo prezentują się gorzej niż sałatka caprese? Są zbyt banalne? Niemodne?
Jesienią, kiedy bywa smutniej niż latem, powoli odkrywam tę przyjemność, kiedy mogę zadać sobie pytanie Na co masz dzisiaj ochotę i nie zważając na gusta innych, zrobić coś tylko dla siebie.
Lubię gotować dla gości. Lubię dreszczyk emocji wyjdzie czy nie wyjdzie, przygotowania, planowanie. W takich chwilach mam wrażenie, że kompletnie nie potrafię gotować. Ryba jest niedopieczona, spód ciasta surowy. Komu się to nie zdarza?
Zazwyczaj każdy z nas bardziej się stara przygotować coś dobrego dla bliskich, dla gości, dla dzieci. Siebie zostawiamy gdzieś na końcu. Jedz, ja zjem jak pozmywam. Ja zjem, jak ją nakarmię. Ja zjem jutro. Ja nie zjem wcale.
Potem przez przypadek odkrywamy, że nasz niespodziewany gość idzie do kuchni, pyta co masz dobrego i nim zdążymy zaproponować mu coś (naszym zdaniem dla niego) lepszego, zajada się naszym daniem tylko dla siebie, pyta o przepis, bo nigdy nie jadł lepszego. Może jest tak dlatego, że gotując dla siebie, nie musimy iść na żadne kompromisy, wkładając w to energię, nie zastanawiając się, czy wyjdzie, bo tak naprawdę nie ma innego wyjścia: musi wyjść.
Zdarzyło mi się to wiele razy.



Mam kilka takich potraw, które potrafię zjeść sama, nie oczekując, że ktoś mi w tym pomoże. Że jak nie zjemy razem, to się zmarnuje.
Jednym z nich jest bigos. Czasem się zastanawiam, czy jest ktoś w Polsce, kto tego nie jadł? To trochę jak z sałatką jarzynową - podawanie na nią przepisu jest może bezcelowe, ale kiedy pomyśli się o tych wszystkich, którzy robią coś po raz pierwszy, sprawa wygląda zupełnie inaczej.



Na dania, gdzie jest wersji tyle, co ludzi, każdy ma swój sposób. Ja chciałabym zapytać Was dziś o ulubioną wersję bigosu.
Ten, który ja robię, jest na słodko - z wędzonymi śliwkami, pokrojoną w kostkę gruszką, z pomidorami i arabskimi przyprawami. Nie brakuje w nim majeranku, podsmażonej cebuli, grubo krojonych suszonych pomidorów i przynajmniej kilku suszonych grzybów. Jesienią dorzucam łyżkę żurawiny, innym razem dosypuję rodzynki. Doprawiam octem balsamicznym - im starszy, tym lepszy, bo z wiekiem nabiera słodyczy.
Jeśli ma być na święta, dodaję czerwonego wina i świeżej kapusty i gotuję go przynajmniej trzy dni.
W ekspresowej wersji przygotowuję go z tymi samymi składnikami, ale zajmuje mi to maksymalnie 30 minut, a czasem piętnaście.
W mojej głowie zawsze zostanie zapach bigosu gotowanego na początek i koniec turnusu w ośrodku wczasowym na Mazurach dwadzieścia lat temu. Ciężki, tłusty, mięsny.
Sama wolę lżejszą wersję, nie używam mięsa ani smalcu. Jedynie odrobinę oleju do podsmażenia cebulki.

O konkursie: tym wszystkim, którzy są nim zainteresowani - ogłoszę go jutro. Będzie wyglądał podobnie do poprzedniego - pokażę coś i będę prosiła o zgadnięcie, co przygotuję.
W konkursie mogą wziąć wszyscy zainteresowani, oprócz anonimowych użytkowników. Dwie pierwsze osoby, które zgadną i napiszą to w komentarzach (nie mailu), otrzymają nagrody.
Z racji tego, że przygotowane nagrody są naprawdę ciężkie, mogę je wysłać tylko osobom mieszkającym w Polsce.

2009-11-24

Poproszę zwykłą bułeczkę



Czy dzieci lubią razowy chleb?
Moje nie bardzo.
Odwykłam od zaopatrywania się w pieczywo w sklepie, ale ostatnio kilka razy zrobiłam wyjątek i kupiłam wieczorem bułki z myślą o kanapkach na drugie śniadanie. I zauważyłam, że, bez względu na to, w jaki sposób je przechowuję, rano odkrywam w kuchennej szufladzie coś gumowego, suchego albo zeschniętego na pumeks.
Nieważne, czy to bułki ze sklepu ekologicznego, "dobrej piekarni" czy hipermarketu.
Przez ostatnie kilka lat jadłam to, co sama upiekłam i liczyłam na to, że skoro rynek staje się bardziej wymagający, więc i pieczywo się poprawiło. Nie poprawiło się. To trochę jak z nieoglądaniem telewizji przez dłuższy czas. Wydaje nam się, że jak zatęsknimy, to będziemy oglądać z przyjemnością. Nic bardziej mylnego.
Te bułeczki robi się szybko i właściwie trudno je zepsuć. Można rownież uformować z nich jedną dużą bułkę. I to, co najważniejsze - nazajutrz nie będą jak kamienie.

Przepis na zwykłe, domowe kajzerki zamieściłam dziś w Pracowni Wypieków. Zapraszam.

2009-11-23

Antidotum na przedświąteczną gorączkę



Niby jeszcze do świąt daleko, ale... nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że przedświąteczna gorączka powoli się zaczyna.
Choinki w sklepach, stoiska z bombkami i szał robienia zapasów Mamo, czy kupiłaś już wystarczającą ilość szynki konserwowej na święta.
Z okazji nadchodzącego czasu przedświątecznej gorączki, przygotowałam kilka różnych konkursów z nagrodami. Mam nadzieję, że zabawa i nagrody Wam się spodobają i choć na chwilę oderwą od szału na ulicach i w sklepach.
Ja mam wiele radości z tych zabaw i wierzę, że stali czytelnicy mojego bloga również. Nie będę Wam proponowała tego, czego sama nie chciałabym otrzymać od Świętego Mikołaja. Już dawno doszłam bowiem do wniosku, że obdarowywanie prezentami ma sens tylko wtedy, gdy również sami jesteśmy zadowoleni z tego, co dajemy innym.
W najbliższym konkursie przygotowałam 2 wałki ceramiczne KitchenAid. Wierzę, że przydadzą się zwłaszcza przed świętami, do wałkowania ciasta na makowce i milion pierogów.
Szczegóły niebawem :)

2009-11-22

Co chcesz na śniadanie?



Na czystej kartce papieru piszę słowa
ręką, która zapomniała pisania,
czekam zbyt długo na świt, na ptaki, które zaczną świergotać
z boku na bok, noce bezsenne, po których niczego nie można się spodziewać
wędruję z kąta w kąt,
(jest zbyt zimno)
na niebieskim ekranie telewizora majaczą cudze sny
moimi nie potrafię zapełnić nawet pół kartki
jem konfiturę z cebuli,
z dna słoja wyjmuję ostatnie orzeszki
w książce, która leży obok łóżka szukam odpowiedzi

a potem postanawiam upiec babkę drożdżową na śniadanie.



Zamiast ciepłych bułeczek, drożdżówek albo chałki. Delikatna i puszysta, mało słodka. Łatwa i bezproblemowa. Ważne, by nie pozwolić ciastu rosnąć zbyt długo, wtedy nie opadnie w piekarniku.

Śniadaniowa babka drożdżowa

20 g świeżych drożdży
110 ml ciepłego mleka
240 g mąki pszennej
2 jajka
3 łyżki cukru
1 cukier waniliowy
100 g miękkiego masła


Drożdże wymieszać z ciepłym mlekiem. Odstawić na 15 minut.
Połączyć z mąką i jajkami, zagnieść luźne ciasto - ja robię to mikserem. Miksując dodawać po łyżce masła i cukier waniliowy. Kiedy składniki dokładnie się połączą, przykryć miskę folią spożywczą i odstawić do wyrastania na 1,5 godziny.
Formę do babki (użyłam formy z kominkiem) posmarować masłem, delikatnie oprószyć mąką. Przełożyć do formy ciasto, przykryć i odstawić na kolejne 30-40 minut - ciasto wyrażnie urośnie, ale należy uważać, by nie rosło zbyt długo, ponieważ może opaść w piekarniku podczas pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 170 st C.
Wstawić babkę, (można wierzch posmarować żółtkiem wymieszanym z łyżeczką śmietanki) i piec 30-40 minut. Jeśli wierzch zacznie się za szybko rumienić, przykryć go folią aluminiową.
Jeśli ciasto jest upieczone, wbity w nie suchy patyczek będzie suchy.
Wyjąć z piekarnika, ostudzić.
Najlepsze pierwszego dnia, na drugi dzień idealne do tostów, na przykład takich.
Smacznego!

2009-11-20

Jabłka z daktylami i ciepłym sosem toffi.


Trzeci lutego, 1992 r. Godzina 7.29 rano. Płatki śniegu wirują między latarniami. Na ulicy ludzie śpieszą do swoich spraw pośrod zimowej szarówki.
Mimi Klej stoi na przystanku i czeka na autobus, który zawiezie ją do szkoły.
W jej głowie majaczą pojęcia z biologii, słówka z łaciny i strzępy wczorajszej kłótni rodziców. Tak, to pewne – jej rodzice się nie kochają.
Za tydzień nadejdą upragnione ferie zimowe, które Mimi spędzi u dziadków w starym młynie.
Zeszyty w różnobarwnych okładkach leżą już na dnie walizki przygotowane na to, że Mimi zapisze je swoimi zimowymi wrażeniami.
Tymczasem snuje się po szkolnym korytarzu, patrząc w podłogę – wielką taflę PCV i kolejny dzień mija jak wszystkie poprzednie – od lekcji do lekcji, urozmaicany liścikami od przyjaciółek.
Mimi czeka na jakiś cud.
I wtedy dostaje pierwszy list.
Droga Mimi,
Już wkrótce zdarzy się cud
Kiedy płatki śniegu roztopią się na twojej rękawiczce
Pies zaszczeka osiem razy
A potem umilknie
Następnie dzwon na wieży kościelnej wybrzmi tylko raz
A budzik
Zatrzyma się za pięć jedenasta
To będzie początek zmian.

Po szkole Mimi wraca do domu, z plastikowej misy wyjmuje jabłka. Przekraja jedno, a potem drugie. Do środka wkłada pokrojone w kostkę daktyle (3), cynamon (1/4 łyżeczki) i polewa je sosem toffi*. Zamyka jabłko jak pudełko pełne niespodzianek. Wstawia do piekarnika (170 st C) na pół godziny, a potem, wybierając łyżeczką ciepły miąższ pieczonego jabłka, zanurza się w lekturze.

Miłego popołudnia!

*W garnuszku wymieszać 1 łyżkę masła i 2 łyżki cukru. Topić na dużym ogniu cały czas mieszając do czasu aż zrobi się karmel. Trzeba uważać, by go nie spalić, wystarczy chwila nieuwagi. Dodać 2 łyżki śmietany (dowolnej, byle nie kwaśnej, najlepiej sprawdzi się kremówka), dokładnie wymieszać. Odstawić.

2009-11-19

Dobra szarlotka z kruszonką



Po nieudanej strucli przyszła pora na dobrą szarlotkę.
Kruche i delikatne ciasto i kilogram jabłek z cynamonem i wanilią. Czy może być coś lepszego?

Dobra szarlotka

Na ciasto kruche:
300 g mąki
180 g masła pokrojonego w małe kawałeczki
50 g brązowego cukru
4 żółtka

Na jabłka:
1 kg jabłek (używam szarej renety)
150 g cukru
2 łyżeczki przyprawy do piernika

Kruszonka:
1,5 łyżki miękkiego masła
4 łyżki mąki
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego

Do posmarowania: żółtko wymieszane z 2 łyżeczkami śmietany (dowolnej)

Kruszonka:
wszystkie składniki utrzeć przy pomocy łyżki.

Ciasto:
zagnieść wszystkie składniki na gładkie kruche ciasto i włożyć do lodówki na pół godziny.
Jabłka obrać, pokroić na małe kawałki, umieścić w garnku, dodać kilka łyżek wody i dusić do czasu, aż się rozpadną (10-15 minut). Dodać cukier, przyprawę do piernika. Odstawić do ostudzenia.
2/3 ciasta rozwałkować i wylepić nim dół tortownicy (26-28 cm) - ja wylepiem ciastem również 1/3 wysokości boku tortownicy.
Piekarnik nagrzać do 200 st C, ciasto ponakłuwać widelcem i wstawić na 15 minut (można również na wierzchu surowego ciasta rozłożyć kawałek papieru do pieczenia i wypełnić suchą fasolą - ma to zapobiec podnoszeniu się ciasta podczas podpiekania).
Wyjąć z piekarnika, wypełnić jabłkami. Z pozostałej części ciasta zrobić paski rownej szerokości i ułożyć na cieście (można również tę część ciasta zetrzeć na tarce).
Posmarować żółtkiem wymieszanym z 2 łyżeczkami śmietany, obsypać kruszonką i wstawić do piekarnika na ok. 30 minut.

Po upieczeniu ostudzić, oprószyć cukrem pudrem.