2014-04-19

Szybki konkurs z książką - rozwiązanie


Dziękuję za wszystkie komentarze. Za wspomnienia i wzruszenia, które miałam mogąc je przeczytać.
Zawsze trudno mi wybrać kilka spośród wszystkich, które otrzymuję.
Tym razem poprosiłam o pomoc moją córkę i wybrałyśmy:

Małgorzata (9:47) i tort serowy prababci Wandzi
Wiewióra (10:08)
Agnieszka Bulska (8:49)

Dziewczyny, proszę o przesłanie Waszych adresów korespondencyjnych na maila:

whiteplate5@gmail.com

Wszystkim bardzo gorąco dziękuję za udział w zabawie. Bardzo żałuję, że mieliśmy tylko trzy książki do rozdania.

Wesołych Świąt!
Liska



2014-04-17

Nowe wydanie White Plate - Słodkie i szybki konkurs :)



Kiedy prawie półtora roku temu pojechałam do Wydawnictwa Dwie Siostry, żeby po raz pierwszy wziąć do ręki swoją świeżo wydrukowaną książkę, zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czułam radość, strach, podekscytowanie. Cieszyłam się, że doprowadziłam do końca projekt, na którym bardzo mi zależało.
Książka świetnie się sprzedawała, Wydawnictwo robiło jej dodruki, a ja niezliczone ilości razy odwiedzałam okoliczne kawiarnie, by podpisać zostawiony "do podpisania" egzemplarz. Wysyłałam dedykacje pocztą, a na końcu, kiedy nakład został całkowicie wyczerpany, oddałam swoje autorskie, ostatnie sztuki.
Książka trafiała na listy bestsellerów, był czas, kiedy jej wielkie stosy leżały w Empiku i Trafficu. To była największa nagroda za pracę.
W ubiegłym roku nakład został całkowicie wyczerpany, postanowiliśmy zrobić nowy, uzupełniony o kilka nowych przepisów, ale w innym, mniejszym formacie i bez angielskiej wersji.
No i jest. 14.04.2014 książka pojawiła się na rynku w nowej, dużo niższej cenie (39,90 zł).



Z tej okazji mam dla Was 3 egzemplarze nowego wydania. 
Wystarczy w komentarzach pod tym postem napisać przepis lub historię związaną z Waszym ulubionym wielkanocnym ciastem.
/bardzo proszę o niewysyłanie odpowiedzi mailem lub na Facebooka/
Na odpowiedzi czekam do piątku, 18.04.2014 do godziny 20.
W sobotę, z opublikowanych tu komentarzy wybiorę 3.
Książki wyśle zwycięzcom Wydawnictwo Dwie Siostry.
Życzę powodzenia i zapraszam do zabawy :)
Liska


Pod spodem pierwsze wydanie książki


2014-04-11

Kacze udka z sosem słodko-kwaśnym


Przepis na kacze udka pochodzi z książki Gordona Ramsaya "Sekrety Szefa", która ukazała się niedawno po polsku nakładem wydawnictwa Bellona.
Są bardzo proste w przygotowaniu, należy jednak pamiętać, że wymagają kilkugodzinnego marynowania w przyprawach. Warto zrobić to w dzień poprzedzający podanie dania.
Lubię połączenie kaczki i jabłek, więc 20 minut przed końcem pieczenia, ułożyłam w brytfannie jabłka z kompotu. Owoce były dosyć twarde, nie rozpadły się więc podczas podgrzewania.
Kacze udka nie mają zbyt wiele mięsa, należy wziąć to pod uwagę, planując wielkość posiłku. 

Kacze udka z sosem słodko-kwaśnym
dla 4 osób:

4 kacze udka
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli

Sos:

25 g cukru
2 łyżki jasnego miodu
150 ml octu z sherry (nie miałam, zastąpiłam octem malinowym)
sok z 2 pomarańczy
sok z 2 cytryn
sos z pieczenia nóżek
spory kawałek masła
sól morska i świeżo mielony czarny pieprz


1. Ostrym nożem natnij skórę na nóżkach w kilku miejscach.
Wymieszaj przyprawy i natrzyj nimi mięso. Przełóż na talerz i wstaw na 2 godziny do lodówki, żeby się zamarynowały.
2. Rozgrzej piekarnik do 180 st C. Ułóż kacze nóżki w brytfannie, skórką do góry, piecz 45-50 minut, aż będą miękkie. Nie trzeba polewać ich podczas pieczenia, wystarczy tylko raz czy dwa obrócić, żeby skórka była chrupiąca i równo się upiekła. Zlej tłuszcz w połowie pieczenia (zachowaj go do pieczenia ziemniaków *)
3. Kiedy nóżki są miękkie, przełóż je na ogrzany talerz i daj im odpocząć bez przykrycia w ciepłym miejscu. Przygotuj sos:
Wsyp cukier do pozostałego z pieczenia tłuszczu w brytfannie, dodaj miód. Brytfannę postaw na gazie i gotuj, mieszając łyżką, aż całość się skarmelizuje.
4. Dodaj ocet z sherry i gotuj do chwili, gdy zredukuje się o połowę. Wlej soki z cytrusów i znów zredukuj o połowę. Przecedź sos przez gęste sito do miski i ubij z masłem. Dopraw do smaku solą i pieprzem.
5. Podaj nóżki ze słodko-kwaśnym sosem. Przysmażone ziemniaki i sałatka z rukwi wodnej będą dobrymi dodatkami (ja zrobiłam sałatę z zielonych sałat i pieczonych buraczków, przyp. L).

Smacznego!

*ziemniaki pokroiłam w kostkę, chwilę podgotowałam, następnie odcedziłam i usmażyłam na tłuszczu kaczym

2014-04-10

Dulce & Banana


Przepis na to niezwykle dobre ciasto pochodzi z książki Lorraine Pascale "Fast, Fresh and Easy Food".
Na miękkim, puszystym, lekko karmelowym cieście, warstwa skarmelizowanych bananów, czyli gratka dla prawdziwych karmeloholików.
Smakuje po prostu wspaniale, jeszcze ciepłe, wyjęte prosto z piekarnika.
Z powodzeniem można upiec je również w formie muffinów. Zamiast bananów, świetnie sprawdzą się też inne owoce, ale warto pamiętać, żeby nie były zbyt soczyste, bo nadmiar soku może spowodować, że ciasto niewystarczająco się upiecze.



Dulce& Banana
/przepis, lekko zmodyfikowany z książki Lorraine Pascale/

Wierzch:
50 g masła
50 g cukru

Ciasto:
150 g miękkiego masła
120 g cukru
4 jajka
łyżeczka ekstraktu z wanilii
175 g mąki orkiszowej jasnej (w oryginalnym przepisie było 100 g pszennej, samorosnącej i 75 g pszennej razowej)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżeczki mielonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka melasy
szczypta soli

Banany:
2 średniej wielkości, pokrojone w krążki


Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Kwadratową formę o boku 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Zrobić wierzch: masło skarmelizować z cukrem w garnuszku. Wlać do formy.
Na karmelu ułożyć plasterki bananów, a w tym czasie zrobić ciasto:
Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę. Kiedy masa będzie jasna, miksować dodając po jednym jajku, następnie wanilię i mąkę wymieszaną z suchymi składnikami.
Masę wlać na wierzch bananów.
Wstawić do piekarnika, piec 35-45 minut.
Smacznego!









2014-04-07

O produktach sentymentalnych - miód od Państwa Stańskich



Wychowałam się na warszawskim Grochowie.
W moim bloku mieszkało więcej ludzi starych niż dzieci. Na klatce schodowej codziennie mijałam sąsiadki po sześćdziesiątce*. Żeby spotkać rówieśnika, zbiegałam na dół na podwórko, gdzie przy starej karuzeli debatowaliśmy nad tym, czy lepiej mieć chomika czy świnkę morską.
W tamtych czasach, oprócz pospolitych kundelków, ludzie hodowali jamniki, spaniele, pudle i owczarki niemieckie, zwane wilczurami. Czasem ktoś mógł pochwalić się bokserem z uporem maniaka noszącym w pysku cegły.
Zawsze, kiedy przychodzi wiosna, przypominam sobie swoich dawnych sąsiadów i ze smutkiem porównuję uprzejmość sąsiedzką do braku jakiegokolwiek kontaktu z sąsiadami w obecnych czasach.
Wyglądam przez okno - wielkie podwórze zostało podzielone na kilka małych podwórek, zniknęły huśtawki i piaskownice. Zakaz gry w piłkę, zakaz biegania, zakaz tego i tamtego.
Jakby w okolicy w ogóle nie było dzieci. Żadnych.
Przypominam sobie, jaką awanturą w domu kończyło się kiedyś niepowiedzenie sąsiadowi "dzień dobry", nawet jeśli ten sąsiad mieszkał cztery klatki dalej. Brakuje mi tego.
I to właśnie wiosną przychodzą wspomnienia tamtych czasów, kiedy biegałam po podwórku z kanapką posmarowaną parykarzem. Albo z grubymi pajdami chleba ze śmietaną i cukrem.
W szafce lub kredensie zawsze mieliśmy słoje z miodami - gęstymi, kwiatowymi, które wybierało się łyżeczką.
"Elizko, nie wkładaj brudnej łyżeczki do słoika z miodem, bo się zepsuje!" przestrzegała Babcia, choć pamiętam, że niespecjalnie lubiłam stosować się do tego (podobnie, jak i do innych) zakazu.

Pierwsza pajda: miód mniszkowy, kolejna: malinowy, ostatnia: wielokwiatowy

Od kiedy sięgnę pamięcią, miody w naszym domu kupowało się u Pana Stańskiego. Sąsiada, który mieszkał niedaleko i był pasjonatem pszczelarstwa.
Jako dziecko marzące o byciu weterynarzem, spędziłam godziny (ba, setki godzin!) na słuchaniu jego opowieści o pszczołach, ulach, wędrownych pasiekach. Miody zamawiało się bezpośrednio u niego, potem Mama wysyłała mnie na bazar przy Wiatracznej, gdzie w drewnianej, świerkowej budce sprzedawał Pan Stański lub jego żona.
Wyjątkowo upodobałam sobie w tamtych czasach ziołomiody: sosnowy i rumiankowy, nie bardzo chcąc słuchać, że o wiele lepsze są tradycyjne miody: lipowe, spadziowe czy akacjowe.
Nigdy nie zapomniałam smaku letniej wody wymieszanej z cierpkim sosnowym ziołomiodem i świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny.
Od tamtej pory minęło wiele lat, a w firmie Pana Stańskiego nastąpiła zmiana pokoleń i sklepem, w którym sprzedaje się dziś miody, zajmuje się jego wnuk, Piotr, którego znam od zawsze. Wychowaliśmy się na jednym podwórku.
Sklep z miodami ma dziś ponad 50-letnią tradycję, a w swojej ofercie sprzedaje miody z własnej pasieki, ale też pyłek pszczeli, nalewki, miody pitne, kosmetyki na bazie miodu. Gdyby ktoś postanowił zostać pszczelarzem, również może tam się udać, kupi tam wszystko, czego potrzebuje pszczelarz:)
Polecam gorąco, ten miód wciąż smakuje tak, jak dawniej. Nie jest miodem z pierwszych stron gazet, nie ma go wszędzie. Ale robią go wciąż ci sami pasjonaci i pszczoły, które wędrują z pasiekami zbierając to, co najlepsze.

Sklep z miodami: STANPOL
ul. Niekłańska 48 lokal u1
Warszawa
godziny otwarcia: pon-pt 10-18, sobota: 10-14
www
Facebook

Sklep sprzedaje też wysyłkowo.
Informacje można uzyskać: kontakt@sklepzmiodem.pl lub telefonicznie: (22) 617 10 80.

*dziś sześćdziesiąt wydaje się niewiele, ale wtedy trzydzieści to już było baaaaaardzo dużo;)